Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


O rany...

środa, 18 listopada 2009 20:30

 

... ale się porobiło. Mój, a może należałoby napisać Wasz blog zajął pierwsze miejsce w rankingu na najpopularniejszy, czy też najpoczytniejszy blog Wirtualnej Polski. Nie miałam o tym pojęcia do momentu, gdy przeczytałam komentarze gratulacyjne  pod poprzednią notką. Powiem szczerze, wzruszyłam się. I wystraszyłam troszeczkę. Cóż, szlachectwo zobowiązuje, poczułam więc na sobie... brzemię odpowiedzialności.  Żartuję oczywiście, ale tak nie całkiem i nie do końca.  Od początku istnienia tego... jak go nazwać... pamiętnika (?), starałam się brać przede wszystkim odpowiedzialność za Słowo. Nie przypadkiem użyłam tu dużej litery. Słowo potrafi wiele. Potrafi zachwycić, uleczyć, ale też  skrzywdzić, zranić, a nawet czasami zabić.  Banalne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe. Jak wiedzą PT Tubywalcy, jako typowy Wodnik najpierw zachwycam się ludzkimi umysłami, później ewentualnie zwracam uwagę na inne szczegóły. Powiem szczerze, nie raz rozczarowałam się, gdy weszłam na czyjąś stronę i moim oczom ukazały się ... słowa. Jedne powszechnie uważane za niecenzuralne, inne przekręcone tak, że wprost rozpoznać je trudno.  A jeszcze następne pełne jadu, złośliwości i nienawiści do świata i ludzi. Czy to jednak wina słów, czy może raczej tych, którzy ich używają.  Tak było na przykład, gdy zajrzałam na stronę znanej aktorki młodego pokolenia... powiem tyle, na murach panuje większa kultura, niż na stronie tej pani. Podobnie było z kilkoma innymi znanymi osobami. Ja rozumiem, że niejednokrotnie autor chcąc podkreślić realizm sytuacji używa potocznego języka. Ale jeśli to staje się celem samym w sobie, by... szokować lub zaistnieć... to już  całkiem inna bajka. Nie moja, na szczęście. Tym bardziej jestem szczęśliwa, że taki  zwyczajny blog  znalazł Wasze uznanie. Postaram się, by ciąg dalszy (bo przecież zawsze jest jakiś ciąg dalszy) był nie mniej interesujący.  Wiem, że dla wielu Czytelników czasami zbyt dużo tu obrazków, a zbyt mało słów. Staram się zachować równowagę, przysięgam... ale są dni, gdy obrazy zastępują słowa i na odwrót. Wiem, wiem... zaczynam już bredzić...  schodzę więc z tej  wysokiej mównicy i już z normalnego poziomu podłogi kilka informacji tak zwanych bieżących. Otóż, kilka minut temu wróciłam z poczty, skąd odebrałam kolejną nagrodę od mojego ulubionego (jedynego, jakie słucham) radia RMF FM.  Tym razem  dostałam śliczną wełnianą czapeczkę z daszkiem i nausznikami (przesłodka!), w komplecie  z szalikiem i rękawiczkami. A wszystko w twarzowym żółtym kolorze z niebieskim logo radia. Obiecuję, że zrobię sobie zdjęcie i umieszczę tutaj... nawet nie wiedziałam, że nieźle mi w żółtym kolorze... odcień słonecznika, czyli bardzo optymistyczny.  Dodatkowo dostałam książkę pt.  „W piżamie do Europy" Katarzyny Szymańskiej-Borginon, która jest korespondentką radia RMF FM w Brukseli i krajach Beneluksu.  Bardzo się ucieszyłam, bo lubię Jej korespondencje i  cenię Ją jako dziennikarkę i osobę.  Książka zapowiada się bardzo interesująco. Skończę tę notkę i zabiorę się za czytanie.  Spyta ktoś pewnie... a co z malowaniem sufitów i ścian??? Noooooo się pomaluje... nie zamierzają raczej nigdzie  uciekać, prawda?  A  na serio, kuchnia już skończona.... Teraz przede mną duży pokój... nie lubię malować tu sufitu, bo przeraża mnie trochę taka wielka płaszczyzna.  A poza tym... do wszystkiego trzeba mieć zdrowe podejście. Do skakania po stołach i krzesłach z pędzlem w dłoni... też!  I tym artystycznym akcentem, pa, pa.

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wciąż mamy...

poniedziałek, 16 listopada 2009 3:04


... złotą Polską Jesień... mimo chłodków porannych i jesiennych przelotnych (na szczęście) opadów. I całe szczęście,  bo... nie lubię szarug i błota chlupiącego pod nogami... Zresztą, kto to lubi. Ostatnio napisałam, że zabieram się za malowanie sufitów. No właśnie, okazało się, że od prostych pomysłów się zaczyna, a kończy na... generalnym remoncie. Na razie kuchni. Cóż, rozpoczęłam malowanie sufitu, a po kilku machnięciach pędzlem stwierdziłam, że do przemalowania nadaje się całe pomieszczenie. Trzeba było więc zerwać tapety, które częściowo pokrywały ściany, a następnie, czego nie przewidziałam, musiałam gipsować nierówności. Całą sobotę spędziłam na tej, arcyciekawej zresztą, pracy. Przy wydatnej i  energicznej pomocy Diesla, który z zapałem uczestniczył w demolce. Tym sposobem kuchnia jest przygotowana do malowania, do czego zabiorę się dzisiaj po pracy. Albowiem stwierdziłam w pewnym momencie, że „dzień święty należy święcić"  i wyszłam  przed południem z aparatem na Górkę Gołonoską.  Planowałam godzinkę,  może dwie spędzić na fotografowaniu. W sumie pobiegałam po wzgórzu, zahaczyłam o cmentarz na Górce by w końcu dotrzeć do mojego ulubionego miejsca za dworcem w Gołonogu.   Tutaj spędziłam całkiem  dużo czasu, po drodze jeszcze jakieś zachody... wróciłam do domu po szesnastej. Zaraz policzę... pięć godzin biegania, łażenia, leżenia (gdy kadr tego wymagał) i  brodzenia w podmokłych trawach.  Byłam tak odurzona świeżym powietrzem,  że położyłam się „na pół godzinki". Z pół godzinki zrobiło się godzin kilka, wstałam tuż przed północą, akurat żeby umieścić  zdjęcia na stronach digart-u. Zrzuciłam zdjęcia z karty pamięci do komputera,  przejrzałam je, niektóre od razu wywaliłam, bo albo były nieostre, albo prześwietlone, albo się dublowały.  Te które zostały są chyba (czy to zbytnia nieskromność?) niezłe. Poniżej umieszczam kilka z kilkudziesięciu, może nawet kilkuset, które zachowałam. Są pozytywne i pełne kolorów,  co jest miłą odmianą po kilku dniach szarugi, kiedy fotografowałam jakieś mgły, krople deszczu i smętne krajobrazy.  Nawet nie chciało mi się tutaj umieszczać takich jesienno-depresyjnych nastrojów, żeby dodatkowo nie dołować siebie i Szanownych Tubywalców.  A jeszcze jedno, na Górce Gołonoskiej udało mi się sfotografować kilka znanych mi Aniołów, sadzę, że wyszły ciekawe ujęcia, ale umieszczę je tutaj innym razem, obiecuję. A teraz... teraz zapraszam do oglądania... a sama idę spać, sądzę, że te trzy godzinki mi się przyda przed poniedziałkiem. I tym ziewającym akcentem, pa, pa.























































komentarze (8) | dodaj komentarz

Żadnych zdrad...

sobota, 14 listopada 2009 6:36

... zadnych dramatów... to tylko moje zmęczenie jest powodem, że nie było ciągu dalszego poprzedniego wpisu.  Po prostu, co jest dziwne w moim przypadku, bardzo wcześnie kładłam się spać... mój organizxm sam sobie reguluje czas i są momenty, gdy się wyłącza. Wówczas nie ma siły, trzeba zwolnić tempo.  Mądry organizm,  inaczej już dawno bym padła na twarz.  Natomiast wczoraj wylądowałam w Bielsku-Białej.  Koleżanka jechała  na zajęcia i zaproponowała mi przejażdżkę "tam i nazad", z czego ja, rzecz jasna, ochoczo skorzystałam. Dodatkowym bodźcem były minione imieniny mojego Synka-Marcinka.  Zapakowałam więc prezenty, zapakowałam siebie w samochód koleżanki i od siedemnastej do dwudziestej miałam czas wolny w Bielsku. W sumie jestem zadowolona, że pojechałam, szkoda, że na tak krótko, właściwie mogłam sobie zostać na weekend... ale nie za bardzo mi się uśmiechała perspektywa powrotu pociągiem. Z różnych względów, również tak prozaicznych jak finanse. Coś cienko ostatnio przędę. Ale to detal. Zajrzałam do nowej Sfery w B-B... niesamowite, to jest moloch, galerie, sklepy, kilometry ruchomych schodów, zaadaptowane stare zabytkowe kamienice... jednym słowem, robi wrażenie.  W ogóle, po raz kolejny stwierdzam, że B-B jest przepięknym miastem, szczególnie wieczorem, gdy zapalają się światła latarń i reflektory podświetlające budynki, nawet barierki niektórych mostów są ozdobione piękną iluminacją. Ślicznie, na ulicach gwar, tłumy przechodniów, grupy roześmianej młodzieży, zapełnione kafejki i knajpki, których tu jest mnóstwo. Jaki to kontrast z moim miastem, które jest jakieś... smutne. Żeby nie było tak całkiem... smutno powiem, że za to my mamy piękne jeziora i pustynię, a i górek kilka się znajdzie. Teraz wracam do wspomnianego w poprzedniej notce filmu "2012". Jak napisałam, szkoda kasy i czasu... przerost formy nad treścią. Owszem, animacje komputerowe wbijają w fotel, sceny zagłady naszego świata są wstrząsające, ale... to by było na tyle. Zabrakło prawdy w relacjach międzyludzkich, zabrakło wiarygodności aktorom... nuda, nuda, nuda. Ale przynajmniej zaspokoiłam ciekawość i stwierdziłam, że dla obecnej techniki komputerowej nie ma rzeczy niemożliwych. A poza tym, to przecież tylko.... kino, prawda?  Wracając  do czasu "tu i teraz". Za oknem wstaje piękny dzień, wręcz nieprawdopodobny po ostatnich deszczowych i smętnych. Niebo za oknem jak farbka, na mojej brzozie uwijają sie sikorki, muszę wywiesić im słoninkę, koniecznie.  A ja... a ja zaraz  zabieram się za malowanie sufitów. Tak! To nie pomyłka. Stwierdziam, że mam katastrofalne sufity.  Tapety są w idealnym stanie (nie licząc miejsc,  które musiałam "załatać" niwelując destrukcyjne zapędy Diesla), natomiast sufity...  to juz inna sprawa. Są zakurzone i szare, nie mogłam już na nie patrzeć. Kończę więc tę notatkę i... wskakuję w śliczny malarski uniform, po czym wskakuję na... stół (nie mam drabiny, poza tym stół wydaje mi się bardziej stabilny, a ponieważ ja nie jestem zbyt duża, więc wysokość jest akurat), łapię pędzel w dłoń spracowaną i macham, macham aż do skutku. Będzie świeżo, biało i czyściutko. I tym robociarskim  akcentem, pa, pa.

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wolne było...

czwartek, 12 listopada 2009 6:40

... i się skończyło!!!  Za  kwadrans wybiegam z domu na deszcz i wiatr, żeby dotrzeć do Firmy na czas.  Miałam tyle wolnego czasu, że aż... nie napisałam tutaj ani słowa, za co przepraszam PT Tubywalców. Postaram się nadrobić to niedopatrzenie jeszcze dziś wieczorem. Opowiem o: fotografowaniu w deszczu i mgle (innej pogody nie było), filmie "2012" (stracone pieniądze, stracony czas) i moich deprechach jesiennych (wiem, że to może być nidne, bo... kto ich nie ma?).  A teraz... teraz życzę, mimo wszystko i na przekór realiom... słonecznika na niebie i w Waszych  sercach. I tym słonecznikowym akcentem, pa, pa.

PS.  Będą równiez zdjęcia, będą też  odpowiedzi indywidualne i grupowe!!!

komentarze (4) | dodaj komentarz

I znów minął...

piątek, 06 listopada 2009 20:44
... kolejny tydzień.  Właściwie bez historii. Bez wzlotów i bez upadków. Czyli... nuda!!! Wracałam z pracy do domu, coś tam  zjadłam,  trochę poczytałam, kładłam  sie i oglądałam przypadkowe programy w telewizji. Czasami dzwoniłam do Przyjaciół, czasami pracowałam nad zdjęciami, coś tam umieszczałam na stronach digartu. Jednym słowem... dni podobne jeden do drugiego.  W Firmie tez wszystko toczyło się leniwym rytmem, jak zwykle na początku miesiąca.  Rutyna, rutyna.  Na szczęście przede mną... pięć wolnych dni!!! Niesamowite, w poniedziałek i wtorek mam urlop... jeszcze zostało mi kilka dni.  Nie mam właściwie żadnego pomysłu, co z nimi zrobię, ale... w poniedziałek po południu mam spotkanie  Miejskiego Towarzystwa Historycznego, ntomiast w środę... w środę sesja z pewną dziewczyną w Parku "Zielona" (mam nadzieję, że pogoda będzie w miarę znośna, oby swieciło Słońce!) oraz miejska impreza odsłonięcia przedwojennego pomnika, który został zniszczony w czasie II wojny śiatowej, a teraz zrekonstruowany. Jeszcze nie wiem, jak to rozwiążę logistycznie,  ale mam nadzieję, że zdołam wszystko zgrać w czasie.  Co jeszcze? W dzisiejszym "Dzienniku Zachodnim" kolejny artykuł o ginących zabytkach na przykładzie ząbkowickiej kapliczki, która została zniszczona przez wandali.

Ząbkowice: Giną pamiątki, świadczące o przeszłości miasta oraz regionu

Polska Dziennik Zachodni Anna Polewiak

Dzisiaj 10:30:12 , Aktualizacja dzisiaj 10:30:12

Zniknęła kapliczka skrzynkowa, umieszczona przed dziesięcioleciami na drzewie przy drodze polnej, naprzeciw Ochotniczej Straży Pożarnej. Ktoś ją po prostu ukradł. Zdaniem Małgorzaty Korpikiewicz, uwieczniającej na fotografiach krzyże i kapliczki, to wielka strata.

Kapliczka skrzynkowa w Ząbkowicach pozostała tylko na zdjęciach (© fot. Małgorzata Korpikiewicz)

Masz zdjęcie do tego tematu?
Wyślij » - Robiłam zdjęcia tej kapliczki. Według przekazów okolicznych mieszkańców upamiętnia przemarsz wojsk napoleońskich. Tradycją był też fakt, że właśnie od niej dawniej rozpoczynała się procesja z okazji poświęcenia pól. Najstarsi ludzie pamiętają, że była tu zawsze. Komu przeszkadzała - zastanawia się Małgorzata Korpikiewicz.

Skrzynka była wielokrotnie odnawiana. - Ludzie mieszkający najbliżej tej kapliczki dbali o nią. Zapalano tam znicze. Nie wiadomo, czy wróci na swoje miejsce. Jest tu tylko kilku mieszkańców, związanych z historią dzielnicy i pamiętających kapliczkę - dodaje Jolanta Siodłak, mieszkanka Ząbkowic.Podobny los spotkał krzyż przydrożny przy ul. Zająca, równoległej do ul. Granicznej. Został tylko na zdjęciach.

- Metalowy krzyż wisiał wysoko na lipie. Nie sądzę, by został przeniesiony w inne miejsce. Raczej poszedł na złom - mówi Małgorzata Korpikiewicz.

Zagrożony jest też drewniany krzyż przy ul. Letniej, pochodzący z połowy XIX wieku, który wiąże się z Powstaniem Styczniowym. Upamiętnia powstańców poległych w walce z Kozakami. Nie ma na nim żadnej informacji o wartości historycznej tego miejsca, więc pewnego dnia i on może zniknąć.

Władze miasta same nie poradzą sobie z ratowaniem wszystkich pomników.

- Krzyże i kapliczki stoją w większości na terenach o nieuregulowanym stanie prawnym. Krzyż powstańczy także jest na gruntach prywatnych. Miasto może dotować ratowanie obiektów wpisanych w rejestr zabytków za zgodą ich właścicieli. Nie jesteśmy w stanie sami pomóc wszystkim pomnikom historii. To stowarzyszenia, instytucje kulturalne czy parafie muszą wspólnymi siłami włączyć się w ratowanie świadków przeszłości i zadbać o nie - zaznaczył Wojciech Sobczyk, naczelnik Wydziału Urbanistyki i Architektury.


Ooooo, udało mi się wkleić tekst artykułu... nawet nie sądziłam, że to się uda!!!


A później postaram się umieścić tu kilka zdjęć Jesieni... bo, bo lubię tę porę roku, jak wszystkie pory zresztą... ale Jesień  ma w sobie specyficzną nutkę nostalgii, zadumy z lekkim półuśmiechem. 


Miałam problemy z umieszczeniem zdjęć, ponieważ trwały jakieś prace na serwerze... ale ja się na tym nie znam. Najważniejsze, że w końcu się udało.  Zdjęcia dedykuję Szanownym Tubywalcom, a szczególnie Katarzynce - dsdm, z serdecznymi życzeniami powrotu do zdrowia.







































Teraz minęła północ i mamy kolejną datę w kalendarzu, jak ten czas szybko biegnie. Zdaje się, jakby niedawno była wiosna, a tu już jesien i lada moment nadejdzie zima, czego przedsmak juz mieliśmy. Święta, Sylwester, potem luty i... kolejny rok życia będzie za mną... a ile przede mną??? Któż to wie...  A teraz... teraz czekam na ranek i mgłę. Chyba niewiele jest osób, które tak jak ja czekają na mglisty poranek. Zamierzam wyjść przed świtem w nadziei na ciekawe ujęcia. Oczywiście, efekty będzie można zobaczyć tutaj. Mam nadzieję, że uda się  wreszcie sfotografować coś wyjątkowego... wciąż czekam na to "najpiękniejsze zdjęcie". I tym optymistycznym akcentem, pa, pa.

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 20 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 214207

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl sliczniefotograficznie.bloo...

więcej...

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl sliczniefotograficznie.bloog.pl margolandia.bloog.pl -foto fotomargo.bloog.pl - foto

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 16.11.2009 20:32:17
  • autor: dinunia94
  • treść: SERDECZNIE ZAPRASZAM...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 02.08.2009 9:40:59
  • autor: annika
  • punkty: 100
  • treść: Za zdjęcia o świcie ...