Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Już jest...

niedziela, 07 lutego 2010 0:02

... jutro... czyli niedziela. Jak ten czas szybko biegnie... Sobota minęła jak mgnienie, a teraz zagadka... co mogłam robić w piękną, słoneczną sobotę?  Wiem, że jestem przewidywalna, że może wypadałoby napisać wreszcie coś nowego, że może jakieś smaczki i tajemnice, ale... żadnych tajemnic nie mam, co do smaczków, to zapomniałam, jak smakują.  Co mi pozostało? Mój najlepszy przyjaciel, czyli aparatek z naładowanymi bateriami. A oprócz niego para dobrych butów, ciepłe odzienie, przeciwsłoneczne okulary, koniecznie w plastikowych oprawkach, bo metalowe na mrozie mogą spowodować odmrożenia! I chęć szczera, żeby znów pokonać kilkanaście kilometrów po śnieżnych pustkowiach. No i pokonałam, tym razem złaziłam puste tereny wokół Pogorii IV. Mocne słońce zmroziło  śnieg tworząc na jego powierzchni twardą szklistą warstwę, która pod stopami pękała z cichym acz złowieszczym trzaskiem. Kilkakrotnie zapadałam się po kolana, a nawet wyżej w zdradliwe zaspy. Zatrzymana nagle, w pół kroku, parę razy klapnęłam z rozmachem na pupę, zaśmiewając się do łez sama z siebie. Gdyby tak mnie zobaczył ktoś postronny, pewnie by uznał, że wariatka jakaś gania po śniegu i śmieje się w głos. A  ja byłam tak bezgrranicznie, tak dziecinnie, tak po szczeniacku... szczęśliwa. Bo słońce świeciło, bo wokół pełno było śladów jakichś stworzeń, które uciekały przede mną, były momenty, że w śladach osypywał się jeszcze świeży śnieg, gdzieś w oddali, za ścianą szuwarów spało ogromne jezioro, słyszałam przytłumione głosy wędkarzy łowiących w przeręblach ryby... chyba głupie by były, gdyby dały się złapać... gdzieś spoza drzew dobiegał głośny warkot... niestety, quadowcy nigdy nie zasypiają...  płoszą zwierzynę, zakłócają błogą ciszę... ale teraz nie chce mi się o nich pisać.  W każdym razie wędrowałam tak sobie przez prawie dwie godziny. Kilkakrotnie wydawało mi się, że zgubiłam drogę, bo szłam chwilami po śladach nart... niestety, tam gdzie narciarz przejeżdżał bez problemów, ja musiałam z trudem brodzić w wysokim śniegu, zresztą robił jakieś dziwne zawijasy i idąc dalej jego tropem pewnie bym zawędrowała w jakieś dziwne miejsce.  Raz tylko mignęły mi sarny, ale to było mgnienie i znów wokół było spokojnie  i cicho. Świat zamierał w bezruchu. Tylko ja, oślepiająca biel śniegu i nad głową ogromna błękitna kopuła. W końcu dotarłam do ulicy... Spacerowej, dosłownie sto metrów od miejsca, gdzie rozpoczęłam swoją wędrówkę. Zrobiłam tym samym całkiem spore kółko.  Później zajrzałam do Kuzyna, bo to tylko rzut beretem, przy okazji zostawiłam mu płytkę ze zdjęciami, jakie zrobiłam podczas naszego ostatniego spaceru w lesie, dwa tygodnie temu. I... gapcia ze mnie... wlazłam w sam środek przygotowań z okazji... urodzin pani domu...  Tym samym "załapałam się" na imprezę... jasny gwint!  W dresowych ocieplanych spodniach, grubym swetrze, z włosami spiętymi byle jak spinkami, prosto spod czapki, bez makijażu... jak jakiś chochoł, albo inny Filip z konopi... na szczęście impreza był ściśle rodzinna, więc i bez większych formalności i zadęcia. Jubilatka ma obiecane ode mnie oprawione zdjęcie... już nawet wiem,  które dostanie. Ponieważ  podobają się jej moje prace, więc będzie miała przynajmniej jedną na ścianie. Kurczę, a może po mojej śmierci będzie to miało jakąś wartość... kto to wie. Historia zna różne przypadki. Van  Gogh też został doceniony dopiero po śmierci... wiem, wiem... jaki tam ze mnie Van  Gogh... to, że fotografuję słoneczniki, nie czyni mnie jeszcze artystą, no chyba, że obcięłabym sobie ucho. Niestety, zbyt lubię symetrię!!! I tym uspokajającym akcentem, pa, pa.  Acha, będą zdjęcia... później!




Osobnik napotkany niespodziewanie w środku lasu... w każdym razie sympatyczniejszy niż... wielki drwal, o którym pisałam jesienią...



U wodopoju...



Hen, w oddali majaczy zamarznięta tafla "Czwórki"



Zasypane koryto strumienia...



Puchowy śniegu tren...



Zimowe Słońce i długie niebieskie cienie...



Szuwary wyznaczają  granicę jeziora...



Ooooooo... tu się zapadłam po kolana... po lewej odcisk mojej ponętnej pupy ;)



Potężne zaspy, niektóre wyższe ode mnie... co wcale nie jest dziwne :)



Zasypało...



Jakieś stworzonka biegały w tę i z powrotem... bawiły się ze  mną w chowanego chyba...



... po śladach narciarza...



... tu była sarna... chyba?



... zdeptany śnieg, mnóstwo poplątanych śladów... wodopój...

Jeszcze dodam opisy do zdjęć i... znikam w objęciach Morfeusza. Dobrej nocy Tubywalcom, dobrej nocy światu.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Kontynuując...

środa, 03 lutego 2010 19:30

 

... wczorajszy szczątkowy wpis, powiem tak... jestem pod ogromnym wrażeniem „Awatara". Ja wiem, że jestem w tym wypadku mało oryginalna, może powinnam oryginalnie i złośliwie „zjechać" ten film,  ale... nie mam zamiaru. Film jest piękny, poetycki, wzruszający momentami i... co wcale nie jest  mało ważne, przepiękny wizualnie.  Efekty wciskają w fotel,  wrażenia są nieprawdopodobne. Jeśli ktoś go jeszcze nie widział, to zachęcam. Ja sama chętnie poszłabym jeszcze raz, bo wiem, że za drugim razem ogląda się zupełnie inaczej, dociera więcej szczegółów i wrażeń. Nie wiem, może się wybiorę. W każdym razie nie żałuję trzech godzin spędzonych w fotelu. Miałam wczoraj po powrocie napisać ciąg dalszy porannej notki, ale... nie miałam jakoś pomysłu, a przecież nic na siłę, prawda?  Dzisiaj natomiast zachwycałam się zimą.  Ach, jak pięknie padał śnieg. Wielkie miękkie płatki wirowały w powietrzu w jakimś dzikim tańcu, świat rozbielał się i przytulniał.  Rano szłam do pracy (teraz będzie ciekawie) i po drodze spotkałam się z taką jedną znajomą, którą lubię „tak sobie" bardziej mniej niż bardziej. W każdym razie powiedziałam do niej, że zima piękną porą jest. Na to  ona do mnie z oburzeniem świętym i ogniem w oczach:  też się jest czym zachwycać, wypadki na drogach i zarwane dachy. Na co ja jej, ze spokojem świętym jeszcze, że to nie wina zimy tylko tak zwanych służb, których obowiązkiem jest: a) odśnieżać, b) posypywać, a które co roku są „zaskakiwane" przez zimę, tak jakbyśmy żyli w tropikach i nagle białe zaczęło spadać z góry. No i tak od słowa do słowa rozgorzała jakaś tam dyskusja w białej zadymce. Gadał dziad do obrazu... albo golono-strzyżono. W końcu stwierdziłam, że tam w oddali widzę koleżankę, i musze się pożegnać. Jeśli ktoś myśli, że to koniec, to się myli. Spotkałam ją później na korytarzu Firmy. Stała z kilkoma osobami i widząc mnie zawołała, no i jak ci się ta zima podoba, wciąż sypie!!!  No i rozczarowała się, bo kilka osób poparło moje zdanie, że a) pięknie jest, b) Polacy to naród malkontentów, c) uśmiech rozgrzewa każde pogody-niepogody! Znając tę kobietę, to mam wroga kolejnego.  Na szczęście, ona może być moim wrogiem platonicznym. Nie mamy żadnych  punktów stycznych jeśli chodzi o sprawy zawodowe, a to co będzie teraz gadała, to mi... lotto! Niemniej zastanowiło mnie nagminne „narzekactwo" wszystkich wokół. Za dużo śniegu - źle, bo.... I tu się wymienia wiele punktów, za mało śniegu - też źle, bo............. Upały - źle, deszcze - ooooo fatalnie!!! I tak dalej, i tym podobnie.  Ja wiem, że też czasem narzekam, w końcu... nikt nie jest doskonały, ale staram się przyjmować każdy dzień i każdą pogodę jak... dar od Losu. Bo tak przecież jest. Szkoda czasu na obrzydzanie sobie życia, prawda? Dlatego tacy ludzie jak wymieniona wyżej pani powodują u mnie odruch, no noże nie wymiotny, ale raczej ucieczkowy.  Jakoś mi nie pasował jej zacięty i niesympatyczny wyraz twarzy do porannego piękna, do bieli i tańczących wesoło śnieżynek. Na szczęście takie osoby mogę omijać z daleka i mieć nadzieję, że pochłonie je śnieżna zadymka. Och, co za ulga dla oczu i uszu. I tym egoistycznym akcentem, pa, pa.



A dla tych, którzy kochają wszelkie odcienie błękitu kilka zimowych obrazków.  Niech wybłękitnią się Wasze dni i rozjaśnią noce w głębokim  odcieniu kobaltu.


























Zdjęcia pochodzą oczywiście sprzed kilku dni, jako że ostatnio nie zdjęciowałam, jak już wspomniałam wcześniej. I to by było na tyle. Właśnie minęła północ, mamy czwartek i... coraz bliżej weekend. O rany, znowu!!I Jakoś z wiekiem te weekendy coraz częściej chyba następują. Dziwne....  i tym zdumionym akcentem, pa, pa... po raz drugi w tym wpisie, ale tym razem, ostatni.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Kolejny świt...

wtorek, 02 lutego 2010 6:38

... kolejny wtorek.  Za pół godziny wyjdę w szarą rzeczywistość. Mam jeszcze chwilę, żeby napisać tu kilka słów, uspokoić, że u mnie wszystko w porządku... w każdym razie, żyję! Co do innych porządków to ostatni weekend poświęciłam na stworzenie jakiego takiego ładu wokół siebie, przynajmniej jego pozorów.  I tym sposobem... przez ostatnie dni nie zrobiłam ani jednego zdjęcia!!!  Dopijam teraz herbatę, włosy dosychają spokojnie. Po południu wreszcie wybieram się do kina na "Avatar". Opowiem o wrażeniach, gdy wrócę. A wiecie, co oznacza słowo "awatar"? Ja wiem, bo sprawdziłam i dlatego taka mądra jestem teraz. I tym przemądrzałym akcentem, pa, pa

komentarze (2) | dodaj komentarz

Za pięć minut minie...

wtorek, 26 stycznia 2010 23:58

 

... północ i będziemy mieli środę.  Super, tym bardziej, że... mam wolny dzień. Cóż, każdemu należy się jakieś wolne. Wolne od pracy, oczywiście, bo od problemów... niekoniecznie.  Ale kto ich nie ma. Nawet ludzie, na pozór szczęśliwi, też mają problemy. Jak nie te to inne. Co wcale pocieszającym nie jest.  Najważniejsze, żeby zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek i nie dać się przytłoczyć. Co dnia wynurzam się ku światłu, wciąż i wciąż z nową nadzieją na dobry czas.  Kiedyś przecież musi nadejść, prawda? A tymczasem chodzę sobie z głową w słonecznym zimnym blasku, patrzę na świat jasnymi, łzawiącymi na mrozie oczami i rejestruję każdą chwilę, każdy moment, bo... każdy jest niepowtarzalny i każdy może być ostatnim. To wcale nie jest pesymistyczne stwierdzenie. Stwierdzam po prostu fakt. Nigdy nie wiemy, jak dugi czas nam pozostał, nigdy nie wiemy, jaka pogoda będzie jutro i nie wiemy kiedy spotkamy szczęście. Bo, że spotkamy, to przecież pewne. Trzeba być więc czujnym, żeby nie przegapić żadnego sygnału od Losu. Och, żebym jeszcze miała w sobie więcej determinacji i pracowitości, żebym nie odkładała na jutro wielu spraw, żeby czas nie przeciekał mi przez palce... Trudno często się zmusić do działania, gdy całe jestestwo krzyczy... daj sobie spokój, to nie ma sensu, znów walniesz głową w szklaną ścianę. Czasami rzeczywiście słucham tego wrzasku i najchętniej wcale nie wstawałabym z pościeli, a innym razem zatykam uszy na złe podszepty mojego gorszego Ja i wstaję... i walczę. Niemniej, te chwile, które utraciłam na użalaniu się nad sobą już nie wrócą.  Nie ma co się nad nimi zastanawiać, co by było, gdyby... No, byłoby... I co z tego? E tam, jutro znów jest dzień, a... ranek jest mądrzejszy od wieczora... zapamiętałam taką mądrość z dziecinnych bajek, które sobie czytałam kiedyś,  dawno temu. O rany, jak dawno... z każdym dniem dawniej... Ale wracając do poranka i jego mądrości... na przekór bajkowym mądrościom, mnie jednak lepiej się myśli nocką ciemną i cichą.  Gdy świat zamiera i zanurza się we śnie. No tak, taka mądra jestem, bo wstałam godzinę temu i teraz mogę siedzieć przez całą noc. Wróciłam z pracy tak koszmarnie zmęczona, z pulsującym bólem głowy i jakimś łamaniem w kościach.  I... po prostu położyłam się spać.  Wstałam lżejsza, z nową energią, wszelkie niepokojące objawy ustąpiły... znów jestem gotowa do walki. Ale teraz chcę opowiedzieć o niedzieli.  Po raz pierwszy tej zimy zmarzłam na sopelek. Ale może po kolei. Wyszłam z domu przed dziesiątą i pomaszerowałam dziarskim krokiem przez lasy, pola nad jeziora. Na polach mróz tworzył nieprawdopodobne ornamenty na suchych trawach, szczypał policzki i wyciskał łzy z oczu,  zimne Słońce oślepiało jaskrawym niebieskawym światłem. Było... bajkowo, inaczej nie umiem tego określić! Po drodze zahaczyłam o Jacht Klub na Pogorii III, szczerze podziękowałam za propozycję udziału w kuligu za quadem po jeziorze (jednak tchórz ze mnie!) mimo, ze zapewniano mnie, że lód ma 35 cm grubości... ja tam wolę czuć grunt pod stopami. Oczywiście pozdjęciowałam sporo. Zajrzałam w miejsce, gdzie Pogoria wpada do Pogorii, tam gdzie zbierają się ptaki na ostatniej wolnej od lodu przestrzeni. Niestety, miejsca jest coraz mniej. Ostatnie mroźne dni spowodowały, że lód zagarnął kolejne metry. Na pozostałym skrawku kłębią się ptaki, łyski wskakują na grzbiety łabędzi... trzepot skrzydeł, ogólny wrzask i harmider.  Akurat gdy byłam nad Trójką zadzwonił BOWN z pytaniem, gdzie jestem i czy na jeziorach da się jeździć na łyżwach. Odpowiedziałam mu, że na Trójce to raczej niemożliwe, bo leży śnieg i powierzchnia jest nierówna, natomiast na Jedynce prawdopodobnie jest zrobione lodowisko. Podjechał po mnie i wybraliśmy się, aby to sprawdzić. Faktycznie,  lodowisko było. Weszliśmy na jezioro i... w momencie zamarzłam!!!  Jedynka jest dość długa i wąska, są tam zresztą świetne warunki do żeglowania, bo mocno wieje. I właśnie mnie wywiało!!! Uciekłam czym prędzej na stały ląd, między drzewa, gdzie było zacisznie i w miarę ciepło (!!!) w porównaniu, rzecz jasna, do środka jeziora! BOWN sobie pojeździł... parę razy zaliczył glebę, to znaczy lód, bo powierzchnia jednak była nierówna, cieszył się jak dziecko... jednak niewiele człowiekowi do szczęścia potrzeba, prawda?  A mnie udało się sfotografować wreszcie sarenkę!!! Jej koleżanki przemknęły mi przed nosem w ułamku sekundy, nawet nie zdążyłam zareagować, natomiast ona jest sarenką oswojoną, w zagrodzie... pewnie tęskni za wolnością. Przynajmniej takie miałam wrażenie. Leżała sobie w śnieżnym dołku, nawet nieszczególnie reagowała na moją obecność za siatką. Pochodziłam jeszcze trochę po okolicy, po drodze napotkałam starego człowieka, który wędrował przez las z wielką torbą... jak się okazało pełną kawałków słoninki,  które rozwieszał na gałęziach drzew... dla sikorek!  Piękny pan, piękna misja! Wcześniej napisałam, że po raz pierwszy tej zimy zmarzłam... jakbyście łazili po mrozie przez kilka godzin, to pewnie też byście zmarzli. Ja jednak jestem chyba pokręcona. Najważniejsze, że aparat wytrzymuje moje szaleństwa! Niech żyje Sony! Poniżej zostawiam kilka zdjęć „niedzielnych". Zostawiam trochę Słońca i Zimy... na dobry czas, na uśmiech, na dobranoc!  I tym nocnym akcentem, pa, pa.


















































Więcej zdjęć znajdziecie w galeriach zimowych na www.sliczniefotograficznie.bloog.pl. Jak zwykle, zapraszam serdecznie. Pa, pa.

komentarze (9) | dodaj komentarz

No tak, jak nie długa...

sobota, 23 stycznia 2010 22:22


... przerwa "techniczna", to dwa wpisy w ciągu dnia. Zupełny brak umiaru i systematyczności.  Ale chcę jak najszybciej podzielić się z PT Czytelnikami i Oglądaczami obrazków wrażeniami z mijającego właśnie dnia. W poprzedniej notce wspomniałam, że wybieram się na pyrzowickie lotnisko.  Wcześniej jednak biegałam wokół mego bloku i fotografowałam lodowe cudeńka. Później zostałam namówiona przez Kuzyna na mały spacer do antoniowskiego lasu (tam, gdzie kiedys spotkałam groźnego drwala), na szczęście pora dla drwali raczej nieodpowiednia, czułam się więc znacznie pewniej. Las... niesamowita bajkowa atmosfera i mój zachwyt każdym widokiem, jaki się przede mną otwierał. Robiłam zdjęcia, gdy w pewnym momencie usłyszałam cichutki, delikatny dźwięk dzwoneczków.  Przez moment sądziłam, że mam omamy słuchowe. Co się okazało... cieniutkie gałązki brzóz pokryły się lodowym pancerzem i poruszane lekkim wiatrem uderzały o siebie dzwoniąc i pobrzękując. Zupełnie, jak kryształy na staromodnym żyrandolu. Niesamowite, żyję już sporo lat, a jeszcze nigdy czegoś tak pięknego nie słyszałam! Staliśmy z Kuzynem nieruchomo, oboje wręcz oniemieli z zachwytu. Coś niepojętego. Żałuję, że nie da się opisać tego dźwięku, ale liczę na wyobraźnię Tubywalców. Mam nadzieję, że zdjęcia chociaż w maleńkim stopniu oddadzą tę atmosferę.  Natomiast kolejny zachwyt przeżyłam w drodze do Pyrzowic. Tam  są puste, odkryte przestrzenie i cały świat zamienił się w szkło!  Słońce lekko roztapiało śnieg, którym pokryte były gałęzie drzew, krzewy i wysokie trawy, a później mróz zamrażał to, zmieniając w szklistą powłokę!  Umieszczę poniżej kilka zdjęć, więcej znów na moim drugim blogu... tu powoli zaczyna mi się wyczerpywać limit. Zapraszam więc na www.sliczniefotograficznie.bloog.pl.  A jeszcze jedno... rozmowy w Pyrzowicach były owocne. Ale o tym innym razem, gdy już sfinalizuję projekt. I tym obiecującym akcentem, pa, pa... znikam, zostawiając Tubywalców sam na sam z Panią Zimą.




Hej, przeleciał ptaszek... poranne "parapetowe" zdjęcie Diesla...


















































Zdjęcia z drogi do Pyrzowic umieszczę troszkę później... robiłam je przez szybę jadącego samochodu i muszę je przejrzeć. Proszę więc o troszkę cierpliwości...

Już jestem, a właściwie są zdjęcia.  Mimo niesprzyjających warunków, jednak kilkanaście udało się wybrać, z których kilka umieszczam tutaj... Żałowałam tylko, że nie było możliwości zatrzymania się chociaż na chwilkę... z drugiej strony, cieszę się, że Kuzyn miał czyściutkie szyby w samochodzie. Grunt to znaleźć chociaz maleńki pozytyw, prawda?



























komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 233150

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl sliczniefotograficznie.bloo...

więcej...

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl sliczniefotograficznie.bloog.pl margolandia.bloog.pl -foto fotomargo.bloog.pl - foto

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 09.02.2010 0:03:50
  • autor: kub63
  • treść: Trzeba uśpić ten nas...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 26.01.2010 0:30:20
  • autor: baskaesz
  • punkty: 100
  • treść: za całość. pomimo og...