Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 600 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Piękna...

niedziela, 31 lipca 2016 1:22

 

 

... jest Polska. Piękny jest świat. I wcale nie przesadzam. Wystarczy wyjść z domu, by tuż za progiem spotkać prawdziwe cuda przyrody. Jak w ostatnią upalną sobotę, gdy pospawszy dłużej wyszłam z domu około 7:30, czyli jak na mnie strasznie późno. Ponieważ już zaczynało być gorąco,  więc nie zdecydowałam się na jakąś dalszą marszrutę, a jedynie potuptałam na nieodległe łąki, które zresztą mijam codziennie w drodze do pracy. A na łąkach ruch, a na łąkach wre praca, a na łąkach brzęczenie zaaferowanych owadów. Motyle, osy, pszczoły, bąki, koniki polne, żuczki  i wiele innych małych pracoholików. A całe to małe tałatajstwo fruwa, skacze, pełza przemieszczając się z kwiatka na kwiatek. Zupełnie nie zwracając na mnie uwagi i wkurzając mnie okropnie, gdy już-już mam złapaną ostrość, a tu fruuuuuuuu i mam na zdjęciu samotny kwiatek, ewentualnie w rogu kawałek owadziego skrzydełka. Trzeba wówczas odetchnąć głęboko, najlepiej z przepony i... zacząć cały manewr od początku. To nie jest zajęcie dla niecierpliwych nerwusów! Za to jaka satysfakcja, gdy wszystko zagra. Motylek cierpliwie poczeka, aż go „wyostrzę”, Słońce podświetli skrzydełka, i nieważne wówczas, że pot spływa po moim nosie,  napięte łydki zaczynają dygotać z przemęczenia, a kręgosłup wrzeszczy. Liczy się efekt!

 

DSC01762.JPG

 

 

DSC01758.JPG

 

 

DSC01757.JPG

 

 

DSC01915.JPG

 

 

DSC01503.JPG

 

 

DSC01755.JPG

 

 

DSC01617.JPG

 

 

DSC01574.JPG

 

 

DSC01571.JPG

 

 

DSC01597.JPG

 

 

Motyle są niesamowite. Małe klejnociki fascynują mnie niezmiennie. A jeśli uda mi się sfotografować jakiegoś wcześniej niewidzianego osobnika, wówczas satysfakcja jest nieprawdopodobna. Jedynym minusem tego pełzania w wysokich trawach jest obawa przed kleszczami i konieczność ciągłego sprawdzania, czy jakiś nie wędruje po mojej nodze. Brrrrrrrrrrrrrrrrrrrr... na samą myśl mnie otrząsa! Na szczęście, jakoś udało mi się do tej pory uniknąć kontaktu z kleszczami, co jest o tyle dziwne, że przecież włóczę się po lasach, łąkach i nurkuję w krzakach.

 

 

DSC01847.JPG

 

 

DSC01816.JPG

 

 

DSC01733.JPG

 

 

DSC01665.JPG

 

 

DSC01663.JPG

 

 

DSC01653.JPG

 

 

DSC01629.JPG

 

 

DSC01593.JPG

 

 

DSC01535.JPG

 

 

DSC01519.JPG

 

 

DSC01498.JPG

 

Słońce wędrowało coraz wyżej, robiło się z każdą minutą goręcej, więc pomaszerowałam z powrotem i... kupiłam po drodze jakieś picie, minęłam dom, i powędrowałam nad mój ulubiony staw.  Niestety, nie byłam tam długo sama, jak się okazało. Nadciągnęło jakieś rozbawione grilowo-piwne towarzystwo i skutecznie zniechęciło mnie do dłuższego pozostawania nad stawem. Jedynie przed ich przyjściem „złapałam” jednego zaskrońca. Później grilownicy skutecznie wypłoszyli wszelkie stworzenia duże i małe. Wróciłam więc powolutku do domu. Dochodziło południe, żar lał się z nieba, średnio korzystna aura dla sercowca.

 

 

DSC01802.JPG

 

Ponieważ wróciłam do domu, a na balkon jeszcze nie dotarło Słońce, więc pochwalę się Wam, Najmilsi Tubywalcy, jak to na tym moim balkonie jest. Sielsko, anielsko, lawendowo, kolorowo, błękitnie i gosiowo. To właśnie klimaty, jakie lubię. Namiastka małego białego domku z ogródkiem przed oknami i  sadem z tyłu. No cóż, znowu nie wygrałam w totolotka, więc musi mi wystarczyć mój klimatyczny balkon! Taka niepoprawna romantyczka ze mnie!

 

 

DSC06295.JPG

 

 

DSC06297.JPG

 

 

DSC06307.JPG

 

 

DSC06312.JPG

 

 

DSC06313.JPG

 

 

A w niedzielę, zupełnie niezaplanowanie znalazłam się w Ustroniu, Goleszowie, Dębowcu, Kończycach Małych i Zebrzydowicach,. Najpierw jednak musiałam dojechać w Beskidy pociągiem. Z pozytywów:  peron w Dąbrowie Górniczej wreszcie jest wyremontowany i czyściutki. Ładne wiaty, klimatyzowane poczekalnie – światowo. Poza tym stary dworcowy budynek został zasłonięty i przygotowany do remontu. Na osłonach prezentuje się jego przyszły wygląd. Wreszcie przestanie straszyć!!! Negatyw? Bilet kolejowy podrożał, za to dostałam list od prezesa PKP wyjaśniający, dlaczego podrożało i co z tego będę miała. Światowo! I jeszcze jedna niespodzianka. Słoneczko postanowiło zrekompensować mi niespodziankę z podwyżką cen i zafundowało darmowy efekt Słońca pobocznego.

 

 

DSC06342.JPG

 

 

DSC06343.JPG

 

 

DSC06332.JPG

 

Ponieważ o Ustroniu pisałam już wielokrotnie wcześniej, więc teraz skupię się na miejscach mniej znanych, które odwiedziłam po raz pierwszy. Może po kolei. Goleszów, a właściwie zbiornik wodny TON. Trzeba przejść wysokim tunelem i otwiera się niesamowity widok na szmaragdowo zieloną wodę. Kąpiel wzbroniona, jedynie wędkarze mają raj, bo ryb w zbiorniku zatrzęsienie. Jak wyczytałam z tablicy informacyjnej kiedyś było tu prowadzone wydobycie marglu dla cementowni w Goleszowie.  W nieczynnym już kamieniołomie zebrała się woda z okolicznych źródełek i zapełniła dziurę w Ziemi. Kiedyś głębokość wyrobiska miała kilkanaście metrów, teraz zbiornik ma chyba z osiem metrów w wyniku zamulenia dna. Nie da się nawet wejść do wody, ponieważ jeziorko jest głębokie już przy samych brzegach. Niemniej jest urokliwe i zadbane. Taka mała perełka, której kompletnie się nie spodziewałam. Ładnie tam, nad TON-em!

 

 DSC01957.JPG

 

 

DSC01959.JPG

 

 

DSC01963.JPG

 

 

DSC01967.JPG

 

 

DSC01970.JPG

 

 

DSC01977.JPG

 

 

DSC01989.JPG

 

 

DSC01981.JPG

 

 

Kolejnym przystankiem był Dębowiec. Interesujące miejsce z tężniami solankowymi w samym centrum miejscowości. Niezwyklej miejsce, w którym solanka spływa po specjalnie zbudowanej w formie okręgu konstrukcji z drewna i gałązek wydzielając dobroczynne składniki, a ja mogłam sobie oddychać i wdychać. Jak wyczytałam z tablicy informacyjnej, dębowiecka solanka zalegająca na głębokości 500 metrów ma jedno z najwyższych na świecie stężeń takich minerałów, jak: jod, brom, wapń, krzem oraz selen. Spróbowałam ściekającego płynu,,, zapewniam, że słony jak jasny gwint. Ludzie siedzą sobie na ławeczkach, jedni w grupkach rozmawiają,  inni samotnie czytają książki. A wszyscy wdychają solankowe opary. Nieopodal jest zresztą sklep, gdzie można kupić produkty lecznicze do użytku domowego: kąpieli, inhalacji czy masażu. Ponieważ jednak było bardzo upalnie, więc zbyt długo na pełnym Słońcu nie wytrzymałam.  Czas było ruszać dalej.

 

 

DSC06361.JPG

 

 

DSC06363.JPG

 

 

DSC01993.JPG

 

 

DSC01997.JPG

 

Po drodze zobaczyłam przepiękny widok pól obsadzonych słonecznikami. Tego nie mogłam sobie odpuścić. Żeby zrobić jak najciekawsze ujęcia musiałam zejść z drogi na pole. Przez zarośnięty rów i wysokie chaszcze. Ale co to dla mnie, prawda? No, chyba, że w rowie rosną pokrzywy, a ja wdepnęłam w sam ich środek. Ała!!!! Każdy chociaż raz w życiu miał kontakt z tym parzącym zielskiem, więc wiecie, Szanowni Tubywalcy, jakie to nieprzyjemne doznanie. Słoneczniki czekały cierpliwie i udało mi się zrobić trochę zdjęć.

 

 

DSC02021.JPG

 

 

DSC02006.JPG

 

 

DSC02007.JPG

 

 

DSC02009.JPG

 

 

DSC02010.JPG

 

 

DSC02012.JPG

 

 

DSC02013.JPG

 

Jadąc w kierunku Zebrzydowic zobaczyłam urocze jeziorko z żelaznym mostkiem. Zaintrygowało mnie i okazało się, że trafiłam, właściwie przypadkowo do zamku w Kończycach Małych. Zamek, a właściwie dwór obronny został wybudowany pod koniec XIV wieku przez ród Golasowskich. Później zmieniał właścicieli, został rozbudowany i zyskał reprezentacyjny dziedziniec  z zabudową arkadową. Moja pierwsza myśl, gdy znalazłam się na dziedzińcu? O, jak na Wawelu! Faktycznie, podobieństwo stylu jest uderzające. Niezwykle interesujący obiekt. Grube mury, arkady i podcienia, a całość nad uroczym stawem będącym pozostałością po obronnych fosach, które zostały częściowo zasypane i przekształcone w angielskie ogrody przez kolejnych właścicieli. Obecnie obiekt należy do Skarbu Państwa i mieści się tu hotel, restauracja (świetne lody!), biblioteka, Izba Regionalna i siedziby stowarzyszeń. A wszystko zadbane, wyremontowane, czyściutkie. Prawdziwa perełka. Nie chcę tu przepisywać Wikipedii. Więcej informacji można tam znaleźć. Ja pokażę jedynie kilka zdjęć, które i tak nie oddają uroku tego miejsca. Jedyne, co mi przeszkadzało, to parkujące na dziedzińcu samochody. Jakoś zaburzały mi kompozycję, ale na to nie mam wpływu, niestety!

 

 

DSC06403.JPG

 

 

DSC02023.JPG

 

 

DSC06366.JPG

 

 

DSC06367.JPG

 

 

DSC06373.JPG

 

 

DSC06375.JPG

 

 

DSC06378.JPG

 

 

DSC06383.JPG

 

 

DSC06385.JPG

 

 

DSC06387.JPG

 

 

DSC06390.JPG

 

Kolejnym i już ostatnim przystankiem na trasie niedzielnej wycieczki były Zebrzydowice, a właściwie przydrożny bar tuż przy samej granicy polsko-czeskiej. Jedzenie genialne, sympatyczna atmosfera i chwila odpoczynku od fotografowania. No, nie tak do końca, nie byłabym sobą, gdybym nie odkryła jakiegoś obiektu, a nawet trzech do sfotografowania. Otóż, na sąsiednim budynku, po spadzistym dachu przechadzał się... bociek! A w gnieździe umieszczonym na wysokich słupach siedziały sobie dwa, całkiem już podrośnięte bocianięta.  I dobrze, że już podrośnięte, bo gdyby były małe, to z dołu bym ich pewnie nie wypatrzyła. A tak, udało się i mam kilka zdjęć bocianiej rodzinki. Brakowało jeszcze jednego dorosłego bociana, pewnie pofrunął po coś na obiad dla potomstwa.

 

DSC02041.JPG

 

 

DSC02048.JPG

 

 

DSC02054.JPG

 

 

DSC02059.JPG

 

 

DSC02073.JPG

 

 

DSC02080.JPG

 

 

DSC02092.JPG

 

 

DSC02098.JPG

 

 

 

Czas było wracać do Ustronia, bo nie chciałam się spóźnić na pociąg jadący bezpośrednio do Dąbrowy Górniczej. Miałam trochę czasu, więc spacerowałam powoli po ustrońskim parku, gdy wtem, tuż przede mną przemknęła wiewiórka. Ale jaka! Wiewiórka jaka jest każdy wie! Nie tym razem, Moi Mili! Zaskoczył mnie jej wygląd. Nie dość, że była brunatna, prawie czarna, to jeszcze nie miała charakterystycznych pędzelków na uszach. Jakiś wiewiór-odmieniec! Szkoda, że przemknęła tak szybko, że nie zdołałam jej obejrzeć dokładniej.

 

 

DSC02101.JPG

 

 

I to by było na tyle, następnym razem mgliste świtańce z właśnie  zakończonej soboty i mały remanencik, który Was może zaskoczyć, Tubywalcy Najmilsi. A dzisiaj, za kilka godzin znowu jakieś górki. Mam apetyt na zdjęcia, oj mam! Pa, pa!

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wiatr...

piątek, 15 lipca 2016 22:36

 

 

... wieje za oknem, jakby wszystkie biesy z okolicy zmówiły się, żeby zrobić zamieszanie. Coś jęczy, zgrzyta, trzaska w koronie brzozy targanej ostrymi podmuchami. Od czasu do czasu rozlega się ostry łomot, gdy wiotkie brzozowe witki uderzają w daszek nad moim balkonem. Koty śpią pokotem, co jakiś czas podnosząc łebki rozglądają się uważnie wokół, sprawdzają czy wszystko w porządku. Po czym zasypiają na powrót. Szczęściarze, ja ostatnio słabo sypiam, zasypiam grubo po północy, a budzę się jeszcze przed świtem. Upały, nagłe zmiany ciśnienia atmosferycznego, burzowe fronty tworzą mieszankę, nomen-omen piorunującą dla mojego samopoczucia. Dodatkowym czynnikiem, który mocno mnie osłabia jest różnica temperatur między klimatyzowanym biurem, a tym, co się dzieje na zewnątrz budynku. W pracy siedzę sobie w przyjemnym chłodku (chciałam napisać: pracuję!) w temperaturze około 20oC, wychodząc zderza się człowiek z falą powietrza rozgrzanego grubo powyżej 35oC. Szok dla organizmu, szczególnie dla serducha. Co ciekawe, takie upały zupełnie mi nie przeszkadzały nad morzem, a i w górkach, gdzie spędziłam ostatni weekend nie odczuwałam żadnego dyskomfortu związanego z wysokimi temperaturami. Ale wracając do tego, co za oknem. Miałam nadzieję, że może pojawi się jakaś burza z piorunami. Niestety, tylko ostre wianie. Powie ktoś, że chyba babie odbiło, czeka na burzę! Ostatnio czekałam, czekałam, aż się doczekałam. Efektem tego są takie zdjęcia.

 

 

 

DSC06017.JPG

 

 

DSC06032.JPG

 

 

DSC06035.JPG

 

 

DSC06040.JPG

 

 

DSC06041.JPG

 

 

DSC06051.JPG

 

 

Pragnę szybciutko uspokoić. Nie wystawiałam się na ryzyko porażenia piorunem. Nie stałam na balkonie, a jedynie łapkę z aparatem wystawiałam na zewnątrz i... liczyłam na łut szczęścia, że uda mi się złapać choć jeden rozbłysk. Niestety, uderzenie pioruna trwa ułamek sekundy. Zbyt krótko, by nacisnąć spust migawki. Takie trochę chybił-trafił. Wyładowań było jednak tak dużo, że jakieś udało mi się uwiecznić. Niezbyt spektakularne, ale i tak jestem zadowolona.

 

 

Teraz jednak chcę wrócić do Władysławowa. Obiecałam przecież, poza tym mam tyle do pokazania, że nie mam pojęcia, co wybrać. Klęska urodzaju?  Spróbuję jednak jakoś to usystematyzować. Władysławowo – urokliwe miasteczko u nasady Półwyspu Helskiego. Duży port rybacki i ośrodek turystyczno-wypoczynkowy. Dla mnie trochę zbyt tłoczny, ale jako baza wypadowa do sąsiednich miejscowości  Władek jest idealnym miejscem. Jest również idealnym miejscem do... wydawania pieniędzy. Takiego skupiska sklepików, barów, kiosków, lodziarni i różnych bazarków dawno nie widziałam. Czyli, dla każdego coś miłego. Na szczęście dla mojego portfela ulicami Władysławowa poruszałam się albo wcześnie rano, albo późnym wieczorem. Dla szukających wypoczynku i ciszy też się tu coś znajdzie. Z powodu moich preferencji fotograficznych niezbyt odpowiadała mi miejska plaża, gdzie „czynnik ludzki” dosłownie właził mi w kadr. Znalazłam za to przepiękną dziką plażę z drugiej strony portu. Z oślepiająco białym piaskiem, muszelkami, mewami wrzeszczącymi nad głową i kormoranami suszącymi skrzydła na falochronach. Wprawdzie trzeba było odbyć dłuższy spacer, ale warto było. Zachody Słońca znikającego za portowymi zabudowaniami i masztami kutrów warte były odrobiny wysiłku.  Poniżej kilka migawek z władysławowskiego portu.

 

 

DSC00132.JPG

 

 

DSC00135.JPG

 

 

DSC00139.JPG

 

 

DSC00142.JPG

 

 

DSC00169.JPG

 

 

DSC04059.JPG

 

 

DSC04066.JPG

 

 

DSC04078.JPG

 

 

DSC04085.JPG

 

 

DSC04087.JPG

 

 

DSC04092.JPG

 

 

DSC04112.JPG

 

 

DSC04128.JPG

 

 

DSC04130.JPG

 

 

A to już dzika plaża, o której wspomniałam powyżej.

 

 

DSC01123.JPG

 

 

DSC01132.JPG

 

 

DSC01137.JPG

 

 

DSC01141.JPG

 

 

DSC04841.JPG

 

 

DSC04845.JPG

 

 

DSC04854.JPG

 

 

DSC04860.JPG

 

 

DSC04868.JPG

 

 

DSC04871.JPG

 

 

DSC01300.JPG

 

 

DSC01211.JPG

 

 

DSC01098.JPG

 

 

DSC00832.JPG

 

 

DSC00823.JPG

 

 

DSC00815.JPG

 

 

DSC00812.JPG

 

 

Jak wspomniałam wcześniej, Władek jest świetnym punktem, skąd można wyruszać na krótsze lub dłuższe wycieczki. Ponieważ przed każdym wyjazdem usiłuję się przygotować merytorycznie, więc i tym razem znalazłam informację o pielgrzymce kutrów rybackich z Kuźnicy do Pucka. Raniutko pojechałam więc do Kuźnicy.  I tu wreszcie poczułam klimat starej kaszubskiej rybackiej wioski. Niewielki, klimatyczny port od strony Zatoki, charakterystyczny zapach ryb (nie są to perfumy Chanel albo innego Diora, ale tu pasują i wcale nie rażą!), stare łodzie rozpadające się na piasku – nostalgicznie mi się zrobiło, ale ja to lubię! Sieci suszące się na wysokich palach, pranie powiewające na wietrze, rybacy czyszczący sieci. Cud-miód-ultramaryna, jak mawiałam w dzieciństwie. Chodziłam sobie to tu, to tam łowiąc obrazki i klimaty. Czynniki ludzkie sporadycznie pojawiały się w zasięgu obiektywu, ale niezbyt często i niezbyt nachalnie. Jedynie jeden rybak zapozował mi ślicznie tańcząc jakiś tubylczy taniec. Był uroczy i sympatyczny, więc uwieczniłam go z prawdziwą przyjemnością.

 

 

 

DSC00458.JPG

 

 

DSC00478.JPG

 

 

DSC00480.JPG

 

 

DSC00485.JPG

 

 

DSC00746.JPG

 

 

DSC04220.JPG

 

 

DSC04226.JPG

 

 

DSC04228.JPG

 

 

DSC04230.JPG

 

 

DSC04234.JPG

 

 

DSC04261.JPG

 

 

DSC04263.JPG

 

 

DSC04268.JPG

 

 

DSC04269.JPG

 

 

DSC04270.JPG

 

 

DSC04300.JPG

 

 

DSC04315.JPG

 

 

DSC04329.JPG

 

 

DSC04334.JPG

 

 

DSC04359.JPG

 

 

W końcu wróciłam do portu i ustawiłam się na wysokim falochronie, żeby fotografować pięknie przystrojone łodzie wpływające na miejsce zbiórki z różnych miejscowości. Kutry, motorówki, żaglówki, a wszystkie wyszykowane, ozdobione kwiatami i banderami. Przy bezchmurnym niebie i ostrym słonecznym blasku nabierały głębokich, nasyconych barw. Raj dla moich oczu i mojej estetyki. Wreszcie, około godziny dziesiątej jednostki zaczęły wychodzić z portu. Ponieważ zatoka jest stosunkowo płytka, więc tor wodny oznaczony jest bojami.  Prawdopodobnie jest stale pogłębiany, żeby jednostki nie wchodziły na mieliznę. Robiłam kolejne zdjęcia, Słońce mając za plecami. Ponieważ jednak wiał lekki wietrzyk od zatoki, więc nie czułam, że moje plecy mocno skwierczą. Poczułam to dopiero wieczorem!!! Jednak było warto! Kolejny punkt na mojej liście odhaczony! Pielgrzymka rybaków zaliczona. Żałowałam tylko, że nie wiedziałam o niej wcześniej, bo można się było zapisywać na rejs którymś z kutrów. Może za rok?

 

 

DSC00391.JPG

 

 

DSC00392.JPG

 

 

DSC00516.JPG

 

 

DSC00518.JPG

 

 

DSC00526.JPG

 

 

DSC00593.JPG

 

 

DSC00599.JPG

 

 

DSC00604.JPG

 

 

DSC00655.JPG

 

 

DSC00667.JPG

 

 

DSC00670.JPG

 

 

DSC00681.JPG

 

 

DSC00683.JPG

 

 

DSC00696.JPG

 

 

DSC00702.JPG

 

 

DSC00714.JPG

 

 

DSC00717.JPG

 

 

DSC00724.JPG

 

 

DSC00740.JPG

 

 

Ponieważ mocno zgłodniałam, więc usiadłam sobie w klimatyzowanej restauracji tuż obok portu. Co zamówiłam? Pytanie retoryczne, oczywiście, że rybkę świeżo złowioną i pachnącą niebiańsko. Lubię ryby, a już ryby jedzone nad morzem to niebo w gębie. Restauracja nazywa się „Maszoperia” i gorąco ją polecam, sprawdzona! A dla chcących dowiedzieć się czegoś więcej o Kaszubach dodatkowa informacja. Nazwa „Maszoperia” wywodzi się od maszoperii czyli nieformalnego stowarzyszenia rybaków. Członkowie takiego stowarzyszenia  wnosili równy wkład w wyposażenie łodzi i mieli prawo do równego podziału zysków. Taka spółdzielnia rybacka. Jeszcze kilka zdjęć kapliczki św. Antoniego, na którą natknęłam się przy głównej ulicy. Została wystawiona żeby upamiętnić wielki sztorm z roku 1899, jaki nawiedził i spustoszył te okolice zabierając ze sobą ludzkie istnienia. Niemy świadek dawnych wydarzeń.

 

 

DSC00753.JPG

 

 

DSC00756.JPG

 

 

DSC00757.JPG

 

 

W wędrówkach swych dotarłam idąc brzegiem morza do Chłapowa. To już był kolejny słoneczny poranek. Im dalej od Władysławowa tym ludzi mniej, co akurat mnie cieszyło/ Nad głową przelatywały całe stada jaskółek, których gniazda wydrążone w wysokim brzegu sprawiały, że wyglądał jak szwajcarski ser. Z okrągłych otworów wystawały małe główki z szeroko rozwartymi dziobkami. Dorosłe ptaki podlatywały i pakowały w locie jedzenie wprost w nienasycone gardziołka. Siedziałam na piasku i trwałam w cichym zachwycie nad pięknem Natury.

 

 

DSC00861.JPG

 

 

DSC00875.JPG

 

 

DSC00917.JPG

 

 

DSC00933.JPG

 

 

DSC00936.JPG

 

 

DSC00976.JPG

 

 

DSC00978.JPG

 

 

DSC00982.JPG

 

 

DSC00991.JPG

 

 

DSC01020.JPG

 

Tuż nad brzegiem morza tkwiły nieruchomo dwie łodzie. Taki maleńki porcik. Ach, jakie cudne klimaty! Pływaki, kotwice, sieci, liny obrośnięte muszlami, a  w połowie wysokiego klifu jakimś cudem uczepione zbocza drewniane chatynki-magazynki! Ależ widoczki!!!  Ponieważ wszędzie umieszczono tabliczki, że to teren prywatny, więc pozostałam na plaży i fotografowałam, fotografowałam, fotografowałam do upadłego!!!

 

 

DSC04521.JPG

 

 

DSC04501.JPG

 

 

DSC01069.JPG

 

 

DSC01054.JPG

 

 

DSC04485.JPG

 

 

DSC04493.JPG

 

 

DSC04518.JPG

 

 

DSC01033.JPG

 

 

DSC01034.JPG

 

 

DSC01035.JPG

 

 

DSC01044.JPG

 

 

DSC01049.JPG

 

 

DSC01053.JPG

 

 

DSC01057.JPG

 

 

DSC01060.JPG

 

 

DSC01062.JPG

 

 

DSC01064.JPG

 

 

To nie wszystko, co mam do pokazania z Władysławowa i okolic, zostaje coś na następny wpis. Jeszcze na zakończenie mała uwaga na temat przeczytanej przeze mnie opinii Agaty Młynarskiej odnośnie Władysławowa właśnie. Że tłok, że hałas, że chamstwo,że tam przyjeżdżają Kiepscy z rodzinami, że jedzenie beznadziejne itd... itp... w tym samym tonie.  Jak wcześniej wspomniałam, średnio lubię tłok na wakacjach. Ale akurat we Władysławowie czy we wspomnianej przez AM Łebie to nie razi. Chcesz – spacerujesz po deptaku, zaglądasz do kafejek i lodziarni, kupujesz pamiątki. Nie chcesz? Idziesz na plażę, gdzie możesz być sama ze swoimi myślami i przyrodą. Ferowanie takich jednostronnych opinii jest co najmniej nie na miejscu, moim zdaniem. Ja wiem, że do Władysławowa wrócę. Zostało jeszcze tak wiele do poznania! A ciąg dalszy w następnym wpisie. Pa, pa Tubywalcy Najmilsi.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Jestem...

poniedziałek, 04 lipca 2016 2:32

 

... już po urlopie, za parę godzin popędzę (nie, nie na skrzydłach, niestety!) do Firmy. Wszystko, co dobre szybko się kończy. Mój czas odpoczynku również. Było pięknie, klimatycznie i fotograficznie. Mam całe mnóstwo zdjęć, które muszę skompresować, by je Wam pokazać. Teraz tylko kilka, tak na zachętę do odwiedzenia mnie znowu!

 

 

DSC05696.JPG

 

 

DSC00261.JPG

 

 

DSC04226.JPG

 

 

DSC04286.JPG

 

 

DSC04315.JPG

 

 

DSC05344.JPG

 

 

DSC05465.JPG

 

 

DSC05504.JPG

 

 

DSC05622.JPG

 

 

DSC05780.JPG

 

 

Pa, pa Najmilsi Tubywalcy!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Dzisiaj...

czwartek, 23 czerwca 2016 16:13

 

... krótko, z bagażami w dłoniach. Zaraz wyruszam w poszukiwaniu Wielkiej Przygody!  Nie będzie mnie dni kilka, wrócę, to wszystko opowiem... po ten kwiat ups! To nie ta piosenka! Raczej plaża, dzika plaża, morze dookoła, z wysokiego brzegu wieczór mewy woła!!! No, no, żadnych takich: twarz przy twarzy, dłonie w dłoniach! W Dłoniach to ja będę ściskała aparat, a co sobie napstrykam, to Wam pokażę po powrocie, Tubywalcy Najmilsi! Proszę o trzymanie kciuków, tak  w wolnych chwilach, żeby mi się ładne pikczerki udały! Pa, pa!

 

 

DSC08232.JPG

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Życie...

wtorek, 14 czerwca 2016 0:59

 

... mamy tylko jedno. I nie można cofnąć zdarzeń, nie można odwrócić ich biegu. To, co się nam przydarza ma wpływ nie tylko na nas, ale i na świat. Jak znany wszystkim "efekt motyla". Znów miała miejsce tragedia. Znów człowiek strzelał do drugiego człowieka. Dlaczego? Bo mógł. Bo miał możliwości. Bo miał na to ochotę. I zrobił to. Śmierć na żywo. Nocny klub, tłum rozbawionych ludzi. Gejów. lesbijek, hetero, kobiet i mężczyzn? Przecież to najmniej istotne. Po prostu ludzi, którzy w sobotnią noc postanowili się zabawić. Wychodząc z domu zostawili za sobą swój świat, swoją codzienność, miniony tydzień... nauki? Pracy? Jak mogli przewidzieć, że nie dokończą na wpół przeczytanej książki, że zostanie po nich w lodówce niedojedzona pizza, że nie obejrzą do końca zatrzymanego na odtwarzaczu filmu.  Bo ktoś, kogo nawet nie znali miał inny pomysł na sobotnią noc. Bo miał broń i, z jakichś swoich powodów postanowił jej użyć przeciw bliźniemu swemu. Terrorysta? Psychicznie niezrównoważony? Czy może frustrat rozczarowany życiem? Nie dojdziemy prawdy, zabrał ją ze sobą zastrzelony przez SWAT. Wcześniej skrzywdził dziesiątki ludzi. Jego rówieśników. Tyle, że oni mieli inny pomysł, co zrobić z sobotnią nocą. Nie przewidzieli, że w ich życiu pojawi się zło. I nic nie będą mogli zrobić. I będą bezbronni, bezradni, przerażeni, i zrozpaczeni w ostatnich chwilach życia. Siedzę przed ekranem, przed chwilą, po raz kolejny przeczytałam zapis ostatnich chwil jednego z zabitych mężczyzn. Jego strach jest tak czytelny w krótkich esemesach do mamy. Jego przerażenie i jej bezradność. Mina i Eddie Justice, Ludzka twarz tragedii. Matka i syn. Nic więcej nie napiszę tej nocy...

 

 

DSC06864 - Copy.JPG


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 27 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  534 713  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 534713

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl