Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 813 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Jestem...

sobota, 13 maja 2017 2:28

 

... znowu, chociaż być może tylko na chwilę. Wykorzystuję czas, ten krótki moment, gdy mój komputer zlitował się i wreszcie nawiązaliśmy współpracę. Jest głęboka noc, za oknem ciemność i cisza, koty śpią, a ja nie, co zresztą jest logiczne, skoro piszę te słowa. Ostatni czas był mało efektowny i efektywny. Pomijając kolejną wystawę moich fotografii w "Helikonie" połączoną z krótką prezentacją kilku wierszy (tych starszych, jak i kilku nowych), tak właściwie niewiele się działo. Jakieś krótkie wypady w teren o świcie, jakieś spotkania z sarenkami, które sprawiają mi niezmiennie masę radości, remont mieszkania (niekończący się właściwie, bo zakończywszy jedno pomieszczenie zabieram się za następne, by później znów powrócić do tego pierwszego), malowanie mebli i inne,, pozornie nieważne sprawy, które jednak stanowią o moim tu i teraz. Zagłuszam nimi swój niepokój, problemy, których nie da się zostawić za drzwiami, a z którymi nie za bardzo sobie radzę. Czasem mam ochotę odciąć się od  świata, niestety, świat ma na ten temat inne zdanie nić ja! Są momenty, gdy przytłacza mnie codzienność, od której w żaden sposób nie da się uciec. No cóż, blog nie jest miejscem na jakieś osobiste zwierzenia, tym bardziej,  że tak to sobie kiedyś obiecałam, prywatność jest święta. Czasem można przemycić, bo nie da się inaczej, jakieś zwierzenia, jakieś niepokoje, ale sama narzuciłam sobie granice, których nie chcę przekraczać.

 

Ostatnio, w ramach porządkowania świata wokół siebie sięgnęłam do starej korespondencji. Przeczytałam listy z Paryża... jakie to dziwne, a równocześnie wzruszające, czytać listy sprzed lat, odnajdywać tamte emocje, tamte uczucia... Czytałam je tak po kolei nim je potargałam na drobne skrawki. Cóż, są granice prywatności, których nie pozwoliłabym nikomu przekroczyć, a tak mogłoby być, gdyby ktoś, choćby najbliższa mi osoba miał przeglądać kiedyś moje osobiste dokumenty, papiery, pamiątki. Najważniejsze, że tamte emocje, tamta ja, tamten on, to wszystko pozostało w wierszach sprzed lat. Więc nie całkiem uległo zagładzie... to słodko-gorzkie doznanie. Wiem, że przeczytasz te słowa, gdzieś, na dnie mojego serca, masz swój maleńki skrawek... to było do rymu do... :)

 

 

A wracając do tu i teraz. Wiosna nas nie rozpieszcza, pogody szaleją, nad głowami ścierają się fronty, ciśnienie skacze. biomet średnio korzystny. Na szczęście, odpuściły ostatnio moje bóle i infekcje, a jeśli nawet coś łupnie, to znak, że... żyję! Jak w tym dowcipie, skoro budzisz się rano i nic nie boli, znaczy, że już nie żyjesz. Ha ha ha!!! Wiem, to raczej średnio śmieszne, niemniej prawdziwe, jak jasny gwint! Ostatnie weekendy nie były niestety ani pogodne, ani ciepłe. Nie wychodziłam więc na moje "polowania". Mam za to sporo zaległości, jeszcze kwietniowych, które teraz chciałabym Wam pokazać, Najmilsi Tubywalcy. W wędrówkach moich po bezdrożach ponownie spotkałam sarenki. W różnych grupach i różnych konfiguracjach. Same kociołki, mama z dwojgiem młodych, które z reguły kryją się gdzieś w wysokich trawach, a na żer wychodzą z mamą. Są przesłodkie. Są również zdjęcia jezior, bo jakżeby inaczej, i kolonii mew na Pogorii II. Nie macie pojęcia, jaki tam panuje hałas! Człowiek własnych myśli nie słyszy! Cóż poza tym? Tradycyjnie, poranne mgły i wschody Słońca czyli... moje nastroje :)

 

 

DSC02093.JPG

 

 

DSC02107.JPG

 

 

DSC02110.JPG

 

 

DSC02112.JPG

 

 

DSC02128.JPG

 

 

DSC02141.JPG

 

 

DSC02146.JPG

 

 

DSC02154.JPG

 

 

DSC07226.JPG

 

 

DSC07233.JPG

 

 

DSC07234.JPG

 

 

DSC07246.JPG

 

 

DSC07520.JPG

 

 

DSC07559.JPG

 

 

DSC07685.JPG

 

 

DSC07688.JPG

 

 

DSC07691.JPG

 

 

DSC07693.JPG

 

 

DSC07697.JPG

 

 

DSC07700.JPG

 

 

DSC07703.JPG

 

 

DSC07753.JPG

 

 Zamieszanie w kolonii mew wynika z walki o najlepsze miejsca na założenie gniazda. Najstarsze i najbardziej doświadczone ptaki gniazdują wewnątrz kolonii, młode zajmują mniej bezpieczne miejsca, na obrzeżach. Stąd przeganianie się wzajemne i ciągłe ataki na upatrzone pozycje. Tp fascynujące, chociaż ogłuszające widowisko :)

 

 

Teraz jednak to, co sprawia mi najwięcej radości, i za każdym razem jest źródłem niesamowitych doznań. Czyli moje bliskie i nieco dalsze spotkania z sarnami. Może na początek sarnia mama (inaczej koza albo siuta) z bliźniętami - małą kózką i koziołkiem. Najpierw sfotografowałam maluchy ukrywające się w czosnku niedźwiedzim, później samą mamę, aż wreszcie całą rodzinkę. To tak się fajnie opowiada, zupełnie, jakby to trwało kilka minut. Prostuję, to trwało prawie dwie godziny,  A efekt? Oceńcie sami :)

 

 

DSC08002.JPG

 

 

DSC08362.JPG

 

 

DSC08926.JPG

 

 

DSC08951.JPG

 

 

DSC08964.JPG

 

 

DSC08960.JPG

 

 

DSC08962.JPG

 

 

DSC08965.JPG

 

 

DSC09053.JPG

 

 

DSC09054.JPG

 

 

DSC09060.JPG

 

 

DSC09068.JPG

 

 

DSC09079.JPG

 

 A na zakończenie kilka zdjęć saren w porannym Słońcu. Zabawne, według wszelkich podręczników i tak zwanych kanonów fotografii, nie powinno się fotografować pod Słońce. Co zrobię, jeśli ja tak lubię? A czemu nie?

 

 

DSC07339.JPG

 

 

DSC07343.JPG

 

 

DSC07346.JPG

 

 

DSC07347.JPG

 

 

DSC07349.JPG

 

 

DSC07350.JPG

 

 

DSC07351.JPG

 

 

DSC07353.JPG

 

 

DSC07355.JPG

 

 

DSC07390.JPG

 

 Wracając jeszcze na moment do sarny z młodymi. Te akurat urodziły się w ubiegłym roku. Tegoroczne maluchy urodzą się na przełomie maja i czerwca. Jeśli kiedykolwiek natkniecie się na młode ukryte gdzieś w trawie, nie podchodźcie do nich, a już w żadnym wypadku nie dotykajcie ich. Młode nie mają zapachu, żeby nie przyciągać drapieżników. Matka pozostaje w pobliżu, ale podchodzi do nich jedynie na czas karmienia. Pozostawienie w pobliżu młodych naszego zapachu jest dla nich śmiertelnie niebezpieczne! One nie są porzucone przez matkę i nie oczekują naszej pomocy! Podobnie jest z potomstwem innych dzikich zwierząt. Natura tak akurat to skonstruowała. Nasza ingerencja może przynieść jedynie szkody. I tym apelem, niepotrzebnym zresztą, bo ufam w Waszą mądrość, Najmilsi Tubywalcy, kończę dzisiejszy wpis. Do zobaczenia i pa, pa!

 

 

PS. W ramach wiosennej głupawki "popełniłam" ostatnio kilka limeryków. Jakoś tak "mię wzięło". Chcecie? To poczytajcie :)

 

 

Na Rynku w Krakowie

rozmawiali dwaj panowie

Jeden był za PiS-em, drugi za PO

więc kiepsko im to szło

i dali sobie  po głowie

 

 

 

Pewna pani z Buska

kochała Donalda Tuska

jakby mało było tego

kochała też Kaczyńskiego

ale ona była Zuluska (Ruska, Etruska, Hinduska...itd... itp)

 

 

I tym sympatycznym skądinąd akcentem, dobrej nocy :)


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zima...

środa, 15 marca 2017 2:43

 

...minęła! Było pięknie, było biało, było mroźnie. Było i minęło. Ja nie przeminęłam, chociaż długo mnie tu nie było. Problemy, jak to problemy, chodzą parami, a czasami nawet stadami. Nie będę się tu rozpisywała szczegółowo. Najważniejsze, że znów mogę tu usiąść i porozmawiać z Wami, Szanowni Tubywalcy.  Zimowe zdjęcia są i pewnie jeszcze je tutaj pokażę. Na zasadzie "przeżyjmy to jeszcze raz". A tak w ogóle, to miesiąc temu (z małym hakiem) skończyłam nieprawdopodobną ilość przeżytych lat. Tak, tak, okrągła rocznica. Stuknęła mi sześćdziesiątka! Czy możecie sobie to wyobrazić??? Bo ja nie!!! Jakoś dla mnie jest to czystą abstrakcją. Jak to? Ja! Taka młoda! Taka energiczna! I sześćdziesiątka? Nijak mi to nie pasuje! Zastanawiałam się przez moment, jaka powinna być teraz nazwa mojego bloga: "Sześćdziesiąt mieć lat... to nie grzech"? A może "Z sześćdziesiątką mi do twarzy"??? No cóż, czas pomyka jak zając, i w wielkim poważaniu ma moje zastrzeżenia, co do tempa, jakie nabiera. Bo mam wrażenie, że z każdym rokiem biegnie wciąż szybciej i szybciej. Czasem trudno mi za nim nadążyć!  Ale może skończę z tym, nieciekawym w gruncie rzeczy tematem. Podobno, jeśli się na coś nie wyraża zgody, to to coś się nie zdarzy. Więc... nie wyrażam zgody na starość! Tyle, że... młodo już raczej nie umrę.  To może jednak jeszcze trochę pobędę na tym łez padole?

 

 

Ostatnie trzy tygodnie były mocno nieciekawe. Podłapałam jakieś paskudztwo i okazało się,  ze mam zapalenie gardła i oskrzeli. Pan doktor zaordynował mi antybiotyki. Łykałam posłusznie garść tabletek tylko po to, żeby po tygodniu nie było żadnej poprawy. No to następnym krokiem były zastrzyki. Po kolejnym tygodniu nastąpiła względna poprawa i od poniedziałku znów pracuję. Ponieważ naprawdę fatalnie się czułam, więc nosa z domu nie wystawiałam. Jak zawsze w takich sytuacjach chodziłam po ścianach z bezsilności. Jak ja nie lubię takiego przymusowego uwięzienia! Tyle zdjęć mogłam zrobić, w tyle miejsc mogłam się wybrać... a tu choroba! Na szczęście, w sobotę czułam się już zdecydowanie lepiej i o świcie wyruszyłam na polowanie z aparatem. I stał się cud! Jakby Los chciał mi wynagrodzić ostatnie niemiłe zdarzenia. Po pierwsze: Był piękny słoneczny poranek. Po drugie: spotkałam całe stadko sarenek. Podchodziłam je, jak Indianin. Powolutku, pomalutku, od drzewa do drzewa, od krzaczka do krzaczka. Efekt? Oceńcie sami, Najmilsi Tubywalcy!

 

 

DSC00039.JPG

 

 

DSC00070.JPG

 

 

DSC00073.JPG

 

 

DSC00080.JPG

 

 

DSC00100.JPG

 

 

DSC00122.JPG

 

 

DSC00140.JPG

 

 

DSC00147.JPG

 

 

DSC00151.JPG

 

 

DSC00176.JPG

 

 

DSC06561.JPG

 

 

DSC06567.JPG

 

 

DSC06577.JPG

 

 

DSC06578.JPG

 

 

DSC06586.JPG

 

 

DSC06590.JPG

 

 

DSC06594.JPG

 

 

DSC06596.JPG

 

 

DSC06635.JPG

 

 

DSC06638.JPG

 

 

DSC06653.JPG

 

 

DSC06656.JPG

 

 

DSC06660.JPG

 

 

DSC06663.JPG

 

 

DSC06666.JPG

 

 

DSC06667.JPG

 

 

DSC06668.JPG

 

 

DSC06671.JPG

 

 

DSC06673.JPG

 

 

DSC06678.JPG

 

 

Sporo tego, chociaż to i tak niewielka część zdjęć, jakie udało mi się zrobić. Mam nadzieję, że nie zmęczyłam Was zbytnio, Szanowni Tubywalcy? Mam wielką nadzieję, że teraz wpisy będą ukazywały się częściej i taka długa przerwa nie zdarzy się ponownie. Byle nie budzić licha!!! Zostawiam, Was z sarnami życz ac spokojnej nocy! Pa, pa!


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zima...

środa, 04 stycznia 2017 0:43

 

... rozszalała się na całego. Za oknem wiatr duje, szarpie gałązkami brzozy, ciska w okno zmrożonym śniegiem. Zupełnie, jakby chciał wedrzeć się do środka! A tu... cieplutko, sennie mruczy komputer (ach, jak długo jeszcze uda mi się go przekonywać, że powinien zastartować za każdym razem, gdy go włączam?), koty też mruczą sennie (ich akurat włączać nie trzeba). Właśnie powitałam nowy dzień. To już czwarty dzień nowego roku. I jak co roku NIE robię noworocznych postanowień, bo już dawno temu stwierdziłam, że na postanowieniach się kończyło. Ja jestem doskonałym teoretykiem, mam świetne pomysły tyle, że z realizacją ich bywa różnie. Aby więc sobie nie dodawać nowych problemów, nie postanawiam noworocznie NIC!

 

Teraz kilka słów o tym, co  się u mnie działo podczas tej długiej bo ponad miesięcznej nieobecności. No cóż, właściwie niewiele. Dni przeciekały mi przez palce. Praca-dom-praca-dom... właściwie różniły się od siebie jedynie nazwami. Ach, i jeszcze weekendy. Też bez historii. Jakiś mały remoncik, tu coś pomalowałam, zrobiłam kilka zdjęć w plenerze.  I tak  minął grudzień, jakby od niechcenia.  Zdjęć tym razem robiłam niewiele. Późna jesień nie ma najważniejszego – kolorów.  A ja bez kolorów popadam w jakieś dziwne odrętwienie, staję się senna i dziwnie niemrawa. Brak światła, brak kolorów, brak energii. Na szczęście, teraz wreszcie nasypało na biało i świat jakby pojaśniał. I widniej się zrobiło, i nawet poranny marsz do pracy sprawia mi sporo radości.

 

Niewiele mam do opowiadania, Najmilsi Tubywalcy. Mam nadzieję, że nie skreśliliście mojego bloga z listy odwqiedzanycxh stron, i moje słowa do was trafią? A jeśli trafią, to przyjmijcie ode mnie najserdeczniejsze, najszczersze życzenia spełnienia marzeń, snów i tych realnych planów w Nowym Roku 2017.  To będzie dobry rok, pierwszy z całej serii najlepszych lat! Czego i Wam, i sobie życzę! Pa, pa!

 

A na powitanie Nowego Roku kilka zimowych zdjęć z ostatnich dni. Dobrej nocy :)

 

 

DSC09870.JPG

 

 

DSC09869.JPG

 

 

DSC09861.JPG

 

 

DSC09830.JPG

 

 

DSC09823.JPG

 

 

DSC09808.JPG

 

 

DSC09740.JPG

 

 

DSC09727.JPG

 

 

DSC09715.JPG

 

 

DSC09684.JPG

 

 

DSC09681.JPG

 

 

DSC09677.JPG

 

 

DSC09667.JPG

 

 

DSC09658.JPG

 

 

DSC09652.JPG

 

 

DSC09610.JPG

 

 

DSC09588.JPG


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Jesienny...

sobota, 26 listopada 2016 23:21

 

 

... las pachnie przedziwnie. To zapach butwiejących liści i spróchniałych gałęzi. Zapach mokrej ziemi i mgły. Wchodzę między drzewa powoli i cicho, wokół rozlegają się szepty i szelesty. Mam wrażenie, że zaraz niespodziewanie zza drzew coś wyjrzy. Jakaś elfia twarz ze szpiczastymi uszami? Nic takiego się nie dzieje. To tylko krople rosy spadają na uschnięte liście i  sprawiają, że moja wyobraźnia szaleje. Oddycham powoli i głęboko, mgła zaciera kontury drzew. Zmiękcza obraz świata. Szaro, buro i ponuro, powiedzą sceptycy. No cóż, faktem jest, że kolorów o tej porze jakby mniej. Są nie tak intensywne, jak wiosną czy latem. Ale są! I dopiero teraz można stwierdzić, ile różnych odcieni mają szarości i brązy. Cisza wręcz dzwoni w uszach.  Rozglądam się uważnie mając nadzieję, że gdzieś, w prześwicie między drzewami pojawi się sarna... nic takiego się nie dzieje. Las stoi cichy, nawet ptaki zamilkły. Tylko szelest spadających kropli... jesiennie mi i troszkę smutno. Melancholia poranna oplątuje mnie z wolna, jak nitki babiego lata.  Wychodzę stąd, bo lada moment do spadających kropli rosy dołączą moje łzy. A tego bym nie chciała! Tego nie chcę!

 

 

DSC09046.JPG

 

 

DSC08995.JPG

 

 

DSC08999.JPG

 

 

DSC09007.JPG

 

 

DSC09040.JPG

 

 

Wędruję po kolejowych podkładach. Już jako dziecko kochałam tory kolejowe,  lokomotywy buchające białymi obłokami pary, semafory i zwrotnice. Nie wiem, po kim odziedziczyłam gen wędrowca, ale gna mnie przed siebie nieustanna tęsknota za nieznanym. Życie potoczyło się tak, a nie inaczej, i nie czas ani pora, żeby zastanawiać się dlaczego zakotwiczyłam w jednym miejscu na tyle lat. Na prawie całe życie. Tęskniąc jednocześnie za tym, co nieznane. Czego pewnie już nie zobaczę, nie dotknę... za podróżą ku dalekim stacjom kolejowym.

 

 

DSC09033.JPG

 

 

DSC09058.JPG

 

 

DSC09060.JPG

 

 

Nad moim bajorkiem mgła ścieli się nisko, jej  ulotne kłaczki unoszą się nad spokojną wodą. Wodą, której lustra nic dziś nie mąci. Ptaki odleciały, pewnie nad większe jeziora, gdzie łatwiej o pokarm. Zbliża się trudny czas dla zwierząt. I dla ludzi. Wędrując do tego stawu mijam ogródki działkowe. Część z nich jest zagospodarowana i zadbana. Kilka nie ma chyba właścicieli. I właśnie na jednej z takich działek, w rozpadającej się altance koczują jacyś ludzie. Wejście zasłonili jakimiś szmatami, kocami, nad ogniskiem ustawiony kociołek z jedzeniem. Bezdomni? Być może. Jeśli tak, to jak przetrzymają czas zimy, który lada moment nadejdzie?  Zły czas dla ludzi i zwierząt. A nad moim stawem mgła...

 

 

DSC09013.JPG

 

 

DSC09016.JPG

 

 

DSC09019.JPG

 

 

DSC09022.JPG

 

 

DSC09025.JPG

 

 

Dzisiaj mgła utrzymywała się przez cały dzień.  Słońce zachodziło barwiąc czerwienią niebo. Stałam na balkonie i obserwowałam, jak krwista ogromna kula zniża się ku horyzontowi. Jednak nie dane mi było ujrzeć, jak za nim znika. Nim to się stało pochłonęła ją mgła! Niesamowity widok! Więc zostawiam Was z nim na dobrą noc, na piękny dzień. Na uśmiech i na radość. Na szczęście. Pa, pa.

 

 

DSC09074.JPG

 

 

DSC09075.JPG

 

 

DSC09078.JPG

 

 

DSC09084.JPG

 

 

DSC09092.JPG

 

 

DSC09095.JPG


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Mgła...

poniedziałek, 14 listopada 2016 23:46

 

... pochłonęła wszystko. Nawet Superksiężyc! Nie udało mi się zrobić ciekawych zdjęć. Gdy Księżyc wschodził (podobno ogromny!) zasłaniały go chmury, gdy wreszcie było go widać, to był już wysoko, i wyglądał, jak każdego innego dnia. A potem przyszła mgła i połknęła cały świat razem z Księżycem. Zachłanna taka.

 

Jestem zmęczona. Ostatnimi czasy jakoś dopada mnie coraz częściej totalna, wszechogarniająca niemoc. Moja Pani Doktor słysząc moje narzekania na samopoczucie i ogólne rozbicie popatrzyła na mnie, i z uśmiechem orzekła: proszę pani, cóż, trzeba się zacząć przyzwyczajać. Powiem szczerze, że osłupiałam w pierwszym momencie. Ja przecież taka młoda jeszcze, taka "hej do przodu", a tu co? Zwolnić? Zadbać o siebie? Może jeszcze ziółka, kapcie i koty na kolanach? Przepraszam, koty mogą zostać! A później przyszła refleksja. Młodość to może i była, kiedyś. Teraz czas się przywitać z jesienią. A jesień to przedsionek zimy, a zima.... oj, nie będę się tu rozczulać nad sobą i upływającym czasem. I na fali tego postanowienia wybrałam się w poprzedni weekend poszukać inspiracji d moich zdjęć. Myślałam, że może jakieś sarny wyjdą "na strzał", albo jakiś zając przykica litościwie. Niestety! Znalazłam za to trochę kolorów jesiennych i ciepłych. Słońce ładnie wschodziło, było cicho i sennie. Czyż nie?

 

 

DSC08616.JPG

 

 

DSC08641.JPG

 

 

DSC08643.JPG

 

 

DSC08659.JPG

 

 

DSC08669.JPG

 

 

DSC08676.JPG

 

 

DSC08688.JPG

 

 

DSC08699.JPG

 

 

DSC08713.JPG

 

 

DSC08721.JPG

 

 

DSC08740.JPG

 

 

DSC08748.JPG

 

 

DSC08494.JPG

 

 

Gdzieś w wysoko na drzewie uwijał się dzięcioł. Zrobiłam mu trochę zdjęć, ale przez gęste gałęzie, więc nie wyszły zbyt interesująco. W zamian pokażę trochę listków ostatkiem sił trzymających się gałązek nim wiatr je strąci na ziemię. Niektóre spadały do wody, by z kek nurtem odpłynąć... Dokąd? Pewnie do morza. Wielka morska przygoda małego żółtego listka :)

 

 

DSC09508.JPG

 

 

DSC09513.JPG

 

 

DSC09516.JPG

 

 

Dotarłam w końcu nad jezioro. A tam gwar, jak w dzień  targowy. Ludzie przynoszą ptakom jedzenie i całe to towarzystwo skrzydlate kotłuje się, przepycha, przegania. A wszystko przy wtórze przeraźliwego wrzasku dziesiątków ptasich gardziołków. Zamieszanie niezłe. Cóż, każdy walczy o swoje, prawda?

 

 

DSC09607.JPG

 

 

DSC09606.JPG

 

 

DSC09596.JPG

 

 

DSC09580.JPG

 

 

Tak było jeszcze tydzień temu. Ostatni, długi weekend zaskoczył mnie nagłą wizytą Pani Zimy. Nieśmiałej jeszcze, jakby niepewnej, ale swoją siłę pokazała. Spadł pierwszy nietrwały wprawdzie, ale jednak śnieg. Moje jeziorko w lesie pokryło się szklistą warstwą kruchego lodu. Na małej, wolnej od niego przestrzeni krążyło kilka kaczek. Ja wiem, że każda pora roku ma swój urok, ale wiem też, że będzie mi brakowało kolorów. Cóż, czerń i biel to też przecież kolory. Jakby na to nie patrzeć.

 

 

DSC08823.JPG

 

 

DSC08828.JPG

 

 

DSC08836.JPG

 

 

DSC09475.JPG

 

 

Ponieważ nie zawsze mam ochotę wychodzić na mroźny świat, więc pozostają mi zabawy... parapetowe. Tak było i tym razem. Przyniosłam z lasu trochę mchu, do tego zraszacz, Słońce oświetliło pięknie scenerię, i... a w trakcie robienia przeze mnie zdjęć przyleciała zabłąkana mucha. Jakaś taka wymięta i  chuda. Przyssała się do grudki mokrej ziemi, pozwoliła sobie zrobić kilka zdjęć i wyfrunęła przez otwarty balkon. Leć mucho i poszukaj schronienia, bo zima ma być podobno długa i sroga. Indianie chrust zbierają :)

 

 

DSC09406.JPG

 

 

DSC09398.JPG

 

 

DSC09371.JPG

 

 

DSC09363.JPG

 

 

DSC09345.JPG

 

 

DSC09335.JPG

 

 

DSC09326.JPG

 

 

DSC09324.JPG

 

 

DSC09321.JPG

 

 

DSC09309.JPG

 

 

Kończę na dzisiaj, bolą mnie oczy, bo nawala mi monitor. Czasami wszystko mam na zielono, jak w tej chwili. Chyba kończy się jego żywot. Oby nie, bo będzie klops! Nawet nie chcę o tym myśleć, bo nie wolno mi się denerwować!  Jutro do pracy.  A i jeszcze jedno. Zdjęć foki nie odzyskałam. Kolega nadal usiłuje coś z tym zrobić, ale jest małą szansa na odzyskanie utraconych plików.  O tym też nie myślą, bo... patrz wyżej!

 

 

Pozdrawiam Was, Szanowni Tubywalcy. Trzymajcie się ciepło. Kalesony, ciepłe majtki, szaliki i czapki, I nade wszystko, uśmiech, bo on najpełniej ogrzewa ludzkie serca. I tym uśmiechniętym akcentem, pa, pa!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 720  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554720

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl