Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


No tak...

niedziela, 29 stycznia 2012 12:02

 


... a tak się zawsze szczyciłam moją odpornością na wszelkie wirusy i inne paskudztwa. Odpornością nabytą, a właściwie wyssaną (to przenośnia) z mlekiem... kozy. Nie pomyślałam... gooopia misia, że wykonuję zawód niezwykle niebezpieczny, czego by nikt nie podejrzewał chyba. Ale cóż, w piątek miałam jakąś dziwną serię kichających, kaszlącyh i rzężących interesantów. Z przerażeniem patrzyłam na ich załzawione oczy z mętnym rozgorączkowanym spojrzeniem, na wilgotne chusteczki ściskane w dłoniach. Na dodatek jeden z interesantów pochylił się w moją stronę i wysapał ostatkiem tchu... ledwo zwlokłem się z łóżka, taką mam ropną anginę. Miałam zamiar wrzasnąć, żeby wracał do tego łóżka, póki jeszcze ciepłe, a nie rozsiewał zarazków, ale cóż... urzędnikowi nie wolno. Wielu  rzeczy urzędnikowi nie wolno... na przykad wrzeszczeć na interesantów mu nie wolno,  rozchorować mu się nie wolno... a właściwie urzędnika nie stać na chorowanie. Tak więc od wczoraj stosuję się do zasady... pacjencie lecz się sam. Piję jakieś ferwexy, zagryzam tantum verde, a to wszystko przyprawione syropem z cebuli i szczyptą czosnku. Dieslowi na szczęście te odorki nie przeszkadzają. Ostatniej nocy spał na mojej klatce piersiowej, chyba mu rzężenie i szmery nie przeszkadzają. Żeby było jeszcze zabawniej i do kompletu, godzinę temu pojawił sie katar, bóle mięśni, kości i w ogóle....  czuję się jak potrzaskana lalka.  A tak się cieszyłam na ten weekend, Zaplanowałam sobie wypad nad jeziora, bo dawno tam nie zaglądałam. Niestety, tym razem rozsądek wziął górę nad chęciami i poleguję sobie, co samo w sobie nie jest takie złe, pod warunkiem wszelako, że poleguje sobie człowiek zdrowy, bo ma taką ochotę. Polegiwanie chorobowe wcale mi się nie podoba. Na dodatek nawet dnia urlopu nie chcę brać, bo mam go (ten urlop znaczy) dokładnie rozplanowany na cały rok. Później przez głupią infekcje musiałabym zrezygnować z Londynu i byłoby mi żal... i miałabym do samej siebie żal.

Wracając do moich ostatnich wynurzeń dotyczących sytuacji, gdzie jedna baba drugiej babie... znalazłam, jakby na zamówienie sympatyczny obrazek w internecie... z góry przepraszam za niecenzuralne słowo, ale w tym wypadku tutaj akurat pasuje... dla mocniejszego efektu.

Jeżeli ktoś obrabia ci tyłek za twoimi plecami to znaczy, że zbyt się ciebie boi, żeby powiedzieć ci to prosto w oczy...

Jakoś tak to było, obrazek mi sie gdzieś stracił. Ale za to, w ramach dobroci dla zawirusowanej Gosi, nabyłam przed chwilą drogą zakupu dysk zewnętrzny (kolejny!!! Bo stary już zapełniony!!!) na moje zdjęcia. Teraz będę miała aż 750 Gb... czyli musze jak najszybciej wrócić do formy i zacząć zapełniać kolejny dysk. I już nawet nie pytam się „po co ci to, kobito”.  Niektórzy tak mają, siedzi w nich jakiś szaleniec i zmusza do działania.  Na szczęście „mój” szaleniec  zmusza mnie do zdjęciowania, a nie do, na przykład zabijania, albo plotkowania.  Wynika z tego, że mojego  bzika  można jednak  zaakceptować.

Żeby był śmieszniej, część tekstu napisałam wczoraj wieczorem, ale czułam się fatalnie i poszłam do łóżka. A dzisiaj rano, jak każdy w niedzielę, wstałam o świcie i zabralam się za malowanie ściany, na której mam okno, a pod okiennym parapetem... kaloryfer! Paskudny, żeliwny, powodujący czernienie ściany, ale za to jak grzeje!!! Siedemnaście żeberek w niewielkim pokoju (320x340cm) powoduje, że z reguły kaloryfer jest przykręcony na konieczne minimum. Teraz jest czyściutko i świeżo. Choroba powoduje u mnie raczej dziwne działania. Nie mam zamiaru się zastanawiać nad jej objawami.  Najważniejsze, że czuję się lepiej, albo może nie czuję się tak fatalnie, jak wczoraj. Na jutro muszę być jak nowa, no powiedzmy!  A tak na marginesie... za około czternaście dni skończę pięćdziesiąt pięć lat... hi hi hi i wszystkie zniżki będe miała, na przykład w biurach podróży, bo dla seniorów mają specjalne oferty.... wesołe jest życie staruszki ho ho! Otwierają się przed nią dróżki tyle, że czasem bolą nóżki, ale od czego domowe kapciuszki? Taaaak... przez ten katar nawet nie czuję jak rymuję! A  ponieważ ten tekst zaczął zbaczać w jakimś dziwnym, sobie tylko wiadomym kierunku, więc żeby nie zboczył całkowicie kończę na dzisiaj.  Pa, pa.

A w nocy ma być -30 stopni Celsjusza!!!!!!!!!!!!!!!!!!!  Ciepełka Wam zatem życzę, Tubywalcy Najmilsi!

A na koniec jeszcze podziękowania za wsparcie i zdroworozsądkowe potraktowanie moich żali... Cudnie było czytać Wasze słowa. A poza tym bardzo się cieszę, że przesyłki dotarły do adresatów w dobrym stanie. Mam nadzieję, że będą cieszyły Wasze oczy i serducha. Pa, pa!!!

 

A ponieważ wpis bez obrazków to wpis stracony (wiem, że to stwierdzenie oburzy i obruszy niejednych!), więc z braku aktualności sięgnęłam do przepastnego archiwum i voila! Taka zima była prawie dokładnie rok temu (rany Julek, to już rok!),  a konkretnie 25, stycznia 2011 roku. Ładnie, prawda? I zdrowa wtedy byłam... echhhhhh!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

Niestety, ten widok można oglądać tylko na zdjęciach... brzózka nie wytrzymała naporu wiatru i wody, i... umarła cicho...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zima...

niedziela, 22 stycznia 2012 20:54


... trzyma. Wprawdzie jakaś taka niepoukładana, z pogodą zmienną jak w kalejdoskopie, ale jednak jest. Dzisiaj, po raz pierwszy od dłuższego czasu wyszłam  tuż po wschodzie słońca, żeby jednak złapać kilka zimowych obrazków. Temperatura oscylowała gdzieś w okolicach zera, więc zrezygnowałam z dalszych wypraw i poszłam nad stawy, całkiem blisko od domu. Na powierzchni jeziorek z lekka roztopiony lód miał szaro błękitny odcień, żółte i brunatne trzciny i łozy odcinały się ostro od białego tła. Było ładnie dopóki nie zaczął padać deszcz ze śniegiem. Cały czas musiałam wycierać obiektyw, bo ostry wiatr nieźle zacinał. W końcu stwierdziłam, że nic więcej z tego pleneru nie wycisnę i wróciłam do domu. Troszkę posiedziałam przy zdjęciach, troszkę pospałam, troszkę sie ponudziłam. Tak, tak... ostatnio mało w moim życiu było nudy, więc taka leniwa niedziela była mi niezwykle potrzebna. Miałam czas na słodkie ”nicnierobienie”. I na myślenie, co jest bezcenne. Między innymi myślałam o sytuacji, która mnie ostatnio spotkała. Nie żyjemy w próżni, żyjemy wśród ludzi, doświadczamy różnych sytuacji. Z jednymi sobie radzimy, nad innymi przechodzimy do porządku dziennego, a jeszcze inne zostają w nas i uwierają jak drzazga pod paznokciem. Kilka dni temu pewna osoba „życzliwie” poinformowała mnie, tak „bezinteresownie”  i  z „czystej sympatii”, że ja nie zdaję sobie sprawy, jak odbierają mnie inni. Otóż, według tej osoby są wokół mnie ludzie, którzy nieszczerze zachwycają się mną,moim blogiem i moimi zdjęciami, podczas gdy za plecami się ze mnie śmieją. Jak to się „śmieją”, spytałam. No tak, śmieją się z ciebie, usłyszałam. I w tym momencie runęła moja niepewna pewność siebie. Nikt nie lubi być obiektem kpin i żartów. W tamtym momencie znów stalam się dzieckiem, które było obiektem kpin rówieśników. Zastanawiam się nad powodami, jakimi kierują się takie życzliwe osoby. Żeby chociaż miały odwagę personalnie wskazać osoby, które są nam nieżyczliwe. Tak otwarcie powiedzieć, słuchaj, uważaj na Iksińską, bo opowiada o tobie bzdury. Ale nie, sączą jedynie złe myśli jak jad. I co teraz? Czy teraz powinnam patrzeć podejrzliwie na wszystkich, których do tej pory uważałam za życzliwych i szczerych? Jaki jest cel takich informacji oprócz zasiania w mojej głowie niepokoju? Zabawne, uśmiecham się teraz, bo wiem, że osoba, która stała się źródłem tych przemyśleń zapewne przeczyta to, co tutaj napisałam. I bardzo dobrze, bo rozmawiać na ten temat z nią nie zamierzam. Ponieważ ta strona jest moim wentylem bezpieczeństwa, mam ten luksus, że mogę pisac to, na co mam ochotę. Jasny gwint. Jak mówi stare i znane powiedzenie: Boże, chroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami poradzę sobie sam.

Uffffff... wyrzuciłam to z siebie i jest mi lżej. Co nie znaczy, że jest mi całkiem dobrze. To musi potrwać. Ja wiem, powie ktoś, i o co jej chodzi? Co z tego, że ktoś tam coś tam powiedział? No cóż, jedni mają pewności siebie po uszy, inni jak ja muszą w sobie te pewność wciąż i wciąż od nowa odbudowywać. Mam nadzieję, że mi się to uda. A co do tego tekstu. Jeśli ktoś będzie się z niego śmiał... cóż, to już nie mój problem. Nie zamierzam się zmieniać, nie zamierzam rzucić w diabły tego, co dla mnie jest ważne tylko dlatego, komuś się to nie podoba. Z takimi miejscami, jak mój blog sprawa jest prosta. Jeśli komuś nie pasuje, nie musi tu wchodzić. To się nazywa wolność i demokracja, tak!

Teraz jeszcze „wrzucę” kilka zdjątek z niedzielnego poranka.  Mam nadzieję, że przeniosą Szanownych Tubywalców w zimowe klimaty. A i jeszcze jedno. Nagrody pofrunęły (wreszcie!). Miałam problemy z ich spakowaniem, troszkę niewymiarowe są, ale w końcu sie udało! Na dzisiaj to by było na tyle, pa, pa!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wreszcie...

niedziela, 15 stycznia 2012 9:13



... nadeszła! Już jest Pani Zima, co mnie bardzo cieszy. No, powiedzmy, że bardzo. Cieszy mnie biel za oknem, która w porównaniu z poprzednimi szarobrunatnymi widoczkami działa wręcz orzeźwiająco. Zabawne, w piątek jechałam autobusem z centrum miasta do domu i podsłuchałam rozmowę dwóch mocno starszych kobiet. A brzmiało to tak:
- Pani kochama, jak ja nie lubię tej zimy...
- No, ja to lubię jak jest ciepło, a tak to i zimno i ślisko... też musiał ten śnieg spaść...
- I pewnie do maja potrzyma... albo i dłużej...
Tu panie pokiwały z zafrasowaniem głowami, a ja się zastanowiłam nad krótką pamięcią Ludzkości. Przecież zima przychodzi co rok, mniej więcej o tej samej porze (że tym razem troszkę spóźniona, to inna sprawa) więc czemu się te ludziska dziwują? Kompletnie nie rozumiem. Fakt, poranne wstawanie do pracy może być uciążliwe, nóżki się człekowi rozjeżdżają na ldowej szklance, zadymka rozmazuje makijaż i niszczy fryzurę. Ale za to jakie widoczki... coś za coś. A poza tym, od zawsze mam takie powiedzonko, że skoro nie można czegoś pokonać, to trzeba to polubić. Więc bardzo lubię zimę. Śmieszne, przecież taka zima, to jakby nie zima., Ja jeszcze pamiętam zimy „stulecia”, gdy człowiek przedzierał sie przez metrowe zaspy, a komunikacja była całkiem sparaliżowana. I ogłaszano stan klęski żywiołowej. Z Ludzkością jest w ogóle jakaś dziwna sprawa. Upały – źle, mrozy – jeszcze gorzej, susza – o rany!, deszcze – koszmar. Stwierdzam, że mamy szczęście, że Ludzkość nie potrafi jeszcze grzebać w pogodzie. Wyobrażacie sobie ten chaos? Skoro generalnie nie potrafimy sie dogadać w najprostszych sprawach, to problem klimatu dopiero byłby zarzewiem konfliktów. Lepiej więc jest, gdy aura wciąż nas zaskakuje. Tym razem zaskoczyła późnym nadejściem zimy. Ponoć, jak mówią starożytni Górale, za to lato będzie gorące. Wierzyć, nie wierzyć, przekonamy się, gdy nadejdzie pora.

A tak poza tym, w czwartek miałam (podobnie, jak polowa miasta) awarię centralnego ogrzewania. Od rana do późnyxh godzin nocnych kaloryfery straszyły chłodem. Diesel wskoczył na swoje miejsce, ułożył się wygodnie i nagle popatrzył na mnie z wyrzutem w zielonych ślepiach, jakby chciał powiedzieć, no i co porobiłaś z tym ciepełkiem, głupia babo? Po czym wskoczył mi  na kolana, gdzie ułożył się wygodnie. Cóż, człowiek zawsze służył wygodzie kota. Kto sądzi inaczej, niech spyta mojego Diesla. W każdym razie, poubierałąm się „na cebulkę”, wyglądałam jak jakiś tobołęk, albo coś równie bezkształtnego, ale było bardzo zimno w mieszkaniu. Jak niewiele trzeba, by wykończyć mieszczucha. Wystarczy odciąć go od mediów. Zakręcić gaz, centralne ogrzewanie, odciąć energię elektryczną i... nie potrzeba żadnych środków masowego rażenia. Jesteśmy całkowicie bezbronni...  no bo przecież ognisko na balkonie nie na wiele się przyda. Ufffffff, co za myśli łażą mi po głowie... a kysz! Najważniejsze, że po jednodniowej awarii wszystko wróciło do normy, a Diesel na kaloryfer.

Wczoraj natomiast zastanawiałam się poważnie nad wyprawą nad jeziora. Chęć walczyła we mnie z rozsądkiem. W końcu zwyciężył rozsądek (czasem tak ma, że zwycięża). Stwierdziłam, że w takiej zadymce i tak nie zrobię żadnych ciekawych zdjęć. Pogrzebałam więc w archiwum i znalazłam  zdjęcia, które zrobiłam dokładnie rok temu. Styczniowa zima też była jakaś taka nieśmiałą na początku. Dopiero w lutym rozkręciła się na dobre. Archiwum fotograficzne to kapitalna sprawa. Gdybym potrzebowała alibi, to sięgam do folderu pod określoną datą i... już wiem, gdzie byłam i co robiłam. Zawsze mnie zastanawia, jak to jest w kryminałach. Nagle pytają człowieka, co się z nim działo na przykład osiemnastego maja 2002 roku. I co? Kto pamięta, gdzie wówczas był? A w filmach ludzie pamiętają. Fenomenalne. Ja,  niestety nie pamiętam, co robiłam wczoraj... i tu przyznam się, po co właściwie prowadzę blog. No właśnie na wypadek, gdyby ktoś mnie zapytał, co robiłam rok, czy dwa lata temu. Żartuję, rzecz jasna.

Właśnie wyjrzałam przez okno. Sypie białym. Nie wiem, nie wiem, może jednak się skuszę i pupę ruszę? Sama nie wiem, czy mi się chce. A na dobry dzień, dla wszystkich tych, którzy nie za bardzo lubią zimę i nie chce im się wychodzić z domu, kilka obrazków sprzed roku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wracając jeszcze do konkursu. Nagrody spakowane, jutro pofruną do tych osób, które podały mi w mailu adres, na który będę mogła je wysłać pocztą. I tu apel do tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, Wasze adresy nie będą wykorzystane w celach innych nić przesłanie nagród! Wiem, że wiele osób obawia się podawania swojego adresu czy nazwiska. Spokojnie, nic Wam nie grozi z mojej strony.  A teraz czas na śniadanko, bo w brzuchu mi burczy, pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Jak dobrye...

poniedziałek, 09 stycznia 2012 22:25

Jak dobrze…

… miec madrych Przyjaciol (dziekuje Usi) , mam znaki przestankowe I mam Z I Y na wlasciwych miejscach. Niestety, nie mam jeszcze polskich liter, ale przynajmniej moge swobodnie pisac. A poniewaz pisanie przychodzi mi teraz latwiej, wiec teraz obiecane wyniki.  Moi Drodzy, jednoosobowe, jury mialo ogromny problem z wyborem najciekawszych noworocznych postanowien, poza tym uznalo, ze nogrody naleza sie rowniez za specjalne zaslugi. I tak, prosze o kontakt na moj adres mailowy:  mgm_dg@wp.pl nastepujace osoby:
Hedwizke (okiemjadwigi.pl)....Moja Mila, Twoj adres mam, wiec bedzie hurtowo 
PauleK ... Paulinko to wcale nie nepotyzm!
Helene (helena-rotwand.bloog.pl) za wspolne podziwianie fajerwerkow
Siteczke... tu dostawa bedzie osobista
Marka (1435mm.bloog.pl) za czujnosc i dlatego, ze uwielbiam koleje
Baske (iluzja26.bloog.pl) za te meskie akty.... jasny gwint, a ja sobie koty i widoczki powiesilam!)
Wojtka (warsawman.bloog.pl) za caloksztalt
Pana  Tomka (jeestraadosc.bloog.pl) za... radosc!
Ule (dawnodawnotemu.bloog.pl) za kwiatowe zachwyty
Usie (vivian.bloog.pl) za fachowa pomoc
Poniewaz jury bylo w glebokiej rozterce, wiec nie wylonilo zwyciezcow, lecz uznalo, ze wszyscy zasluzyli na pierwsze miejsce! I tym sposobem konkurs uznaje sie za zakonczony. Jeszcze raz przypominam o koniecznosci podania kontaktu w celu wyslania nagrod, Jesli kogos pominelam, a mam nadzieje, ze tak sie nie stalo, wowczas skontaktuje sie indywidualnie. Jest jeszcze wiele osob, ktore zasluguja na podziekowania i uznanie, powolusku, pomalusku.

Teraz slow kilka o minionym dluuuugim weekendzie. Jedyne, co moge o nim powiedziec to tyle, ze byl... dlugi! Jakos niewiele ostatnio dzieje sie w moim swiecie. O, przepraszam! W czwartek bylam zaproszona do Klubu HELIKON  na uroczystosc podsumowania minionego roku. Byly wystepy, poczestunek, drobne upominki i... wreczenie moich fotografii sponsorom, ktorzy pomogli klubowi w jego dzialalnosci. No! Powiem Wam, ze fotografie zrobily spore wrazenie. Cieszylam sie bardzo, ze tak sie podobaly.  Nie bede tu opisywala szczegolowo kto je otrzymal, bo i tak nie znacie tych osob, wiec nie jest to interesujace dla osob spoza mojego miasta. Umieszczam natomiast maly przyklad, jak wygladaja moje zdjatka.

 

 

 

 

 

 

 

 

A propos mojego miasta. Wracalam w sobote do domu od znajomych. Byl pozny wieczor, siapil drobny kapusniaczek (baaardzo zimowo, prawda?), w mokrym asfalcie odbijaly sie swiatla samochodow.Widok byl bajkowy, wiec wyciagnelam aparat i...

 

 

 

 

 

 

I jeszcze, tak na zakonczenie. Poniewaz dawno nie bylo tutaj mojego Diesla, wiec teraz nadrabiam to niedopatrzenie. Wiecie, co jest najpiekniejsze w kotach? To, ze im czesto wszystko... zwisa. No, moze nie wszystko, ale jakis ogon, jakas lapa. Niesamowite, w koncu kaloryfer nie jest (chyba) najwygodniejszym miejscem do spania? Wlasnie dzisiaj Dieslowi wydarzy sie maly wypadek... biedaczysko spadl z kaloryfera, bo we snie chcial sie przewrocic na drugi boczek i... bec! Oboje sie wystraszylismy. Mowi sie, ze kot spada na cztery lapy. Owszem, ale musi miec jakis dystans do ziemi, zeby zdazyl sie odwrocic. Diesel nie zdazyl i rabnal w podloge, az huknelo.  Sprawdzilam, czy ma wszystkie kosteczki cale, ale otrzepal sie tylko i... pomaszerowal dalej, czyli z powrotem na kaloryfer.

 

 

 

 

 

 

A to jest kot... panoramiczny!!!

 

A ja teraz zaraz pomaszeruje do Pana Lozko. Czas na wypoczynek, dzisiaj byl prawdziwie szewski poniedzialek. Pa, pa!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Alez...

niedziela, 08 stycznia 2012 21:34


... mam problem. Zainstalowalam nowy komputer i cos mnie trafia, bo po pierwsze czyta klawiature jako angielska i nie mam polskich liter, po drugie gdzies mi sie zagubily znaki przestankowe, po trzecie literz Y i Z sa zamienione miejscami. Strasznie to wkurzajace.  Nie moge znalezc dwukropka, na przyklad, malpa tez w jakims dziwnym miejscu. Niby wszystko powinno byc w porzadku, ustawilam jezyk polski a mimo to nie dziala. A zeby bylo smieszniej wszystkie polecenia w komputerze tez sa po angielsku. Jutro musze to skonsultowac  ze znajomym informatykiem. Poniewaz strasznie sie y tym morduje, wiec tylko w skrocie informacja.  Jutro napisze, kto dostanie nagrodz w konkursie i poprosze te osoby o kontakt mailowy w celu podania adresu, na ktory je wysle. Mam nadzieje, ze kilka osob bedzie usatysfakcjonowanych. Teraz juz znikam, ten dlugi weekend jakos mnie rozleniwil. Czuje sie senna i znuzona. Pa, pa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 708  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558708

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl