Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 470 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Jak...

niedziela, 27 stycznia 2013 23:07

 

... to się czasem dzieje, że człowiek planuje, a i tak wychodzi na opak. Tak właśnie było wczoraj... miałam wrócić do notki, ale jakoś tak sie porobiło... wróć! Nic sie nie porobiło, tylko leń jakiś mnie dopadł. Kompletna niemoc TFUrcza, Wynajdywałam sobie sto tysięcy wymówek i zajęć, żeby tylko nie usiąść do pisania. Zresztą, i tak wiedziałam, że niewiele z tego wyjdzie. Czasem tak się dzieje, jakby poza mną. Podziwiam systematycznych i obowiązkowych ludzi, którzy realizują to, co sobie wcześniej postanowią. Od zawsze miałam z tym problem. Może dlatego właśnie nie osiągnęlam w życiu prawdziwego sukcesu. O takich dzieciach mówią nauczyciele „zdolny ale leń”. Ewentualnie, że ona się świetnie zapowiada... i tak się właśnie „zapowiadam” przez 56 (!) lat! No tak, Najmilsi Tubywalcy, nie czarujmy się! Za dwa tygodnie „stuknie mi” pięćdziesiąt sześć lat... kiedy to minęło i dlaczego tak szybko? Wracam czasami do, jakże odległych, czasów, gdy wszystko było jeszcze przede mną, gdy świat otwierał przede mną tyle możliwości, a każdy dzień niósł nowe szanse. Co z tego sie udało zrealizować? A ile zaprzepaściłam. Spokojnie, jeszcze  nie zamierzam robić rachunku zysków i strat, jeszcze coś niecoś zostało do zrobienia. Tyle tylko, że czasem tak zwyczajnie i po ludzku jestem zmęczona, zniechęcona i zrezygnowana. Nie cierpię takich stanów. Nie lubię wówczas świata i samej siebie. A może odwrotnie? Świat nie ma tu nic do rzeczy. To nie świat zawinił, że tak wielu marzeń nie udało mi sie zrealizować. I pewnie już sie nie uda. Wiem, wiem... na miejsce jednych pojawiaja sie inne. Tyle, ze teraz moje marzenia stały się,  jakby to powiedzieć? Krótkoterminowe? Bardziej realne? Bardziej przyziemne? Już nie marzę o zdobyciu Mount Everestu (zresztą, nigdy o tym nie marzyłam, ale przywołałam ten szczyt tak, dla zilustrowania moich myśli). Szczerze? Ostatnio niewiele jest rzeczy, które mnie cieszą. Nawet zdjęcia, wcześniej napawające mnie radością, teraz jakoś zeszły na dalszy plan. Co najgorsze... nie mam nic w zamian. Owszem... coś tam przemalowuję, coś tam remontuję, coś tam dłubię... ale większego sensu w tym nie widzę. Czarna dziura mnie wchłania. Bronię sie rękami i nogami, pazurami wczepiam sie w rzeczywistość,  pokazuję światu  jasną twarz podczas, gdy.....................

 

No tak, dać takiej klawiaturę, za dużo wolnego czasu i... zepsuty telewizor, to jakieś smęty od razu wymodzi. Dlatego teraz będą zdjęcia... zimowe, szklane i świetliste. Kto bywa na facebooku, ten pewnie niektóre z nich widział. Tak się cieszyłam, gdy wszystko wokół pokryło sie cieniutką warstewką lodu. I niech tak zostanie... niech przemówią obrazki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A na zakończenie pokażę Wam ostatnie moje „dzieło” czyli sekretarzyk, o którym wspominałam wcześniej, a który poddałam „liftingowi”. Bo był zwyczajny, drewniany i... nudny. I chyba smutny troszkę. No to nałożyłam mu make-up. Ciekawa jestem, jak ocenicie końcowy efekt.

 

 

 

Tak było, na początku transformacji (w lewym dolnym rogu Cynamonek-Ancymonek)

 

 

 

 

 

 

 

... a tak jest teraz. Jedyny problem polega na tym, że po pomalowaniu sekretarzyka na koniec bezbarwnym lakierem (musiałam nałożyc kilka warstw), pierwotnie biały kolor zrobił się z lekka żółtawy... cholewcia! No cóż, na to nie mam wpływu... po konsultacjach fachowcem postanowiłam sobie "odpuścić i wybaczyć". I to by było na tyle, teraz juz czas na sen... koty już śpią, ba i mnie oczy same się zamykają i palce jakoś niemrawo poruszają się na klawiaturze... na dodatek, nie mam w moim komputerze opcji podkreślania błędów, a zmęczenie powoduje, że "przepuszczam" literówki czego byśmy sobie nie życzyli, prawda? Dobrej nocy zatem, Najmilsi Tubywalcy i pa, pa.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zima...

sobota, 26 stycznia 2013 9:31

 

 

... rozpanoszyłą się na całego. Wszystko wokół jest ze szkła, każda, nawet najdrobniejsza gałązka, każde źdźbło trawy przystroiło się w kryształową biżuterię. Wychodzę na spacery z aparatem w kieszeni i nadzieję, ze chociaz na moment zza niskich, śniegowych chmur wyjrzy Słońce i rozświetli kryształy milionami tęcz. Niestety, brak światła, brak błękitnego nieba. Mimo to, usiłuję uchwycić magię świetlnych rozbłysków. Nie wiem, czy umiem zatrzymać ten blask, ulotny i nietrwały. Chciałabym móc powiedzieć, tak, to jest to, czego szukałam. Nie udaje mi się. Ale może to i lepiej, bo wciąż szukam tego jednego, najpiękniejszego ujęcia. Czyli... wciąż jeszcze przede mną długa droga. Jeszcze nie pora na powieszenie kapelusza na wieszaku. Jeszcze mnie gna, jeszcze mam motywację, żeby wstać rano i wyjść z domu.

 

cdn pisze się...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Jakoś...

środa, 16 stycznia 2013 1:08

 

... tak szybko zrobiła sie noc, a obiecałam, że coś napiszę wieczorem... nie wiem, jak to się dzieje, że czas ostatnio rozłazi mi się w szwach. Nie umiem się zorganizować. Zupełnie wypadłam z rytmu, w którym żyłam przez ostatnie trzydzieści sześć lat. Praca, dom... zwykła codzienność. Teraz jeden z elementów się zagubił i już mam wrażenie, że wszystko sie wali na łeb na szyję. Powiem szczerze, że mimo, iz fizycznie czuje się w miarę dobrze, to psychicznie niekoniecznie tak jest. Nie umiem sobie poradzić z tym, co sie stało. Bo jak to i dlaczego? Wsłuchuję się w swój organizm, w zwykłej zadyszce doszukuję sie niepokojących objawów. Żeby nie myśleć i nie zwariować zajęłam się przemalowywaniem mebli. Tak, biały to właściwy kolor. Powolutku, powolutku, a będzie ślicznie. Będzie biało i czyściutko, tak.... wakacyjnie i śródziemnomorsko. Czeka mnie jeszcze malowanie sufitów, tapetowanie ścian, ale z tym, niestety musze sie wstrzymać. Z wieloma rzeczami muszę sobie teraz dać spokój... na jakiś czas. Wkurza mnie to niemiłosiernie, nigdy nie należałam do cierpliwych osób. Jeśli coś sobie wymyśliłam, to realizacja musiała byc już, natychmiast. Inaczej traciłam zapał i chęć do tworzenia.Muszę sie przestawić, a to nie jest najłatwiejsze.  I powiem Wam jeszcze, że wcale nie jestem taka dzielna, od zawału mam płacz na końcu nosa, jakaś depresja mnie dopadła i trzyma, jasny gwint! Odrobinę światełka, a nawet całkiem sporo dają mi koty... jak dobrze, że są. Jak kotwica, która utrzymuje mnie w stałej pozycji i nie pozwala na zboczenie z kursu. Bo trzeba dać kociskom jedzonko, bo trzeba oczycić kuwetki, bo trzeba pogłaskać i przytulić. Nie mozna zakopać sie w pościeli i odpuścić sobie codzienność.  Wiecie co, Szanowni Tubywalcy? Mam dziś tak wredny nastrój, że chyba niewiele z tego pisania pozostanie. I tak już wykasowałam całe akapity. Zostawię w zamian troche zdjęć. Może one, choć w małym stopniu zrekompensują Wam niedoskonałość tego tekstu. Przynajmniej taką mam nadzieję. I jeszcze jedno, zdjęcia ze szpitala nie umieszczę mimo, ze obiecałam. Nie jestem jednak ekshibicjonistką, a i poczucie estetyki tez ma znaczenie.

 

Na początek komoda, którą przemalowałam. Tak było...

 

 

 

 

 

 

a tak  jest...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A teraz Wam opowiem śmieszną historię. Otóż, kilka dni temu wyszłam wieczorem na spacer i zobaczyłam koło smietnika samotne krzesło. Ktos je wyrzucił, bo zniszczone, odrapane i brzydkie, Minęłam je, poszłam dalej, ale jakoś nie dawało mi spokoju. Więc wróciłam i przytargałam je do domu.  W mieszkaniu prezentowało sie jeszcze gorzej. Przez trzy dni usiłowałam pozbyc sie kilku warstw farby. Teraz jest już odczyszczone, pomalowane  na biało (bo jakżeby inaczej!) i czeka aż załatwię siedzisko i zajme sie tapicerką. Będzie pięknie wyglądało z białym stoliczkiem (też pzemalowanym). Tak wyglądało wcześniej...

 

 

 

 

 

 

A na zakończenie, trochę zdjęć kotów... tp niesamowite, jak się zżyły. Oczywiście zdarzają sie między nimi niesnaski, Diesel czasami ma serdecznie dość ciągłych ataków Cynamonka-Ancymonka i usiłuje go udusić, ale na ogół współistnieją w niezłej komitywie.  Tylko jedna sprawa nie daje mi spokoju. Odkąd pojawił sie maluch, Diesel przestał mruczeć! Nie wiem, co jest tego przyczyną, ale brakuje mi jego mruczenia i tyle...

 

 

... ich portret...

 

 

 

... poranna kosmetyka...

 

... kot stołowy...

 

... podusie...

 

... kot panoramiczny...

 

... sama słodycz...

 

 ... kot luksusowy na ostatnio kupionej przeze mnie sofie...

 

 

A na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie, które umieściłam kilka dni temu na facebooku z takim oto opisem:

 

Jeden kot na kocie
drugi kot pod kotem...
Jak śpią koty?
Koty śpią... POKOTEM!

 

 

 

 

Pa, pa, dobrej nocy, Najmilsi Tubywalcy. Mam nadzieję, że moje wredne nastroje miną szybko i bezpowrotnie.  Czego i sobie, i Wam życzę.

 

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jestem....

wtorek, 15 stycznia 2013 10:37

 

... jestem i obiecuję, że gdyby "cokolwiek - kiedykolwiek" to informacja ukaże się najszybciej, jak się da. Oczywiście, odpukuję w niemalowane drzewo (a wlaściwie powinno sie chyba napisać "w drewno") ale, jak mawiaja starożytni Górale, nie wiadomo komu z kraja, więc... A co do wieści najnowszych... to brak wieści. Bo właściwie niewiele się dzieje... ja zdrowieję! Więcej "się pisze", a zatem postaram się, z ręką na sercu umieścić dłuższy tekst wraz ze zdjęciami jeszcze dzisiaj wieczorem. Teraz tylko wpadłam na momencik, bo obiad mi się gotuje - ryba z warzywami duszona na oleju rzepakowym (ukłon w stronę moich niesfornych tętniczek!). Wrócę wieczorkiem, to opowiem więcej o moich dokonaniach stolarsko-malarskich, dobrze? Za oknem zima, jest pięknie, troszkę brakuje mi biegania z aparatem po dzikich bezdrożach... troszkę? Co za delikatność - brakuje mi jak jasny gwint! Teraz już pa, pa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzisiaj...

wtorek, 08 stycznia 2013 20:35

 

... krótko, ale chcę napisać kilka zdań, żeby uspokoić Was w kwestii mojego zdrowia. Jest nieźle, czuję się dobrze. Po prostu, dałam sobie na luz... chyba po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. I chyba potrzebny był mi taki zimny prysznic, żeby uświadomić sobie, że nie jestem niezniszczalna, to po pierwsze. Po drugie, ze jeśli sama o sobie nie pomyślę, to będzie nieciekawie. A po trzecie, i chyba najważniejsze... świat będzie istniał, nawet gdyby mnie zabrakło. Nic sie nie zawali, Firma przetrwa, Ludzkość poradzi sobie beze mnie. Może jedynie od czasu do czasu ktoś by o mnie wspomniał... mam nadzieję, że z uśmiechem. Tak więc... chyba zmądrzałam na stare lata? Dbam o siebie, wiecie... dieta anty cholesterolowa, chociaz i wcześniej jadałam zdrowo (żadnych tłustych mięsnych potraw, rzadko cos smażonego czy pieczonego, dużo warzyw i owoców jeszcze więcej nabiału)... Dużo ruchu, brak nadwagi, pozytywne nastawienie do świata...skąd więc te cholerne złogi w moich cholernych tetnicach? Chyba spadek po przodkach. Bo zarówno mój Dziadziuś jak i Tato mieli podobne problemy. A co do opieki lekarskiej. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszej. Dziewczyny  (Hedwiżko i Heleno), mam to szczęście, że w Dąbrowie Górniczej funkcjonuje jedna z Polsko-Amerykańskich Klinik Serca ( w skrócie PAKS) i jest to rzeczywiście placówka na najwyższym swiatowym poziomie, czego jestem widomym przykładem. Bo przeciez dzięki nim żyję (mówię tu o lekarzach przede wszystkim!). Nie zapominając o pielęgniarkach i salowych. A wiecie co? Po raz pierwszy byłam w szpitalu, gdzie pachnie... kwiatami. Nie wiem, jakich oni używają środków dezynfekcyjnych, ale nawet gaziki pachną ogrodem! Tyle na dzisiaj, jutro postaram się umieścić dłuższy tekst i troszkę zdjęć. A, zapomniałam napisać, ze aktualnie przemalowuje meble na biało. Spokojnie, farby ekologivczne, nietoksyczne, a przy takim zajęciu jedynie nadgarstek może ulec kontuzji (czego bym nie chciała, bo jeszcze tego by mi brakowało). I jeszcze jedno, wychodzę na spacery, ale grzecznie, bez forsowania się i zbytniej brawury. No i, co nie jest takie łatwe... nie palę! czy wytrwam? nie mam pojęcia/ Czy będę próbowała? Jak najbardziej!

 

Dziękuję za wszystkie słowa otuchy i wsparcia. Bardzo dużo to dla mnie znaczy! Jak dobrze, że Was mam, Szanowni Tubywalcy, Kurczę, Przyjaciele Najmilsi miało być! Pa, pa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 603  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554603

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl