Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Przyszła...

wtorek, 28 stycznia 2014 23:43

 

... już jest!  A jeszcze kilka dni temu zastanawiałam się, gdzie też się podziewa. O kim mówię? O Zimie, rzecz jasna!  Jest pięknie i mówię to z całą odpowiedzialnością. I z całą świadomością ryzyka. Bo wiem, że narażam się: kierowcom i  drogowcom, kolejarzom i tragarzom, i kominiarzom, listonoszom i kustoszom, kierownikom i politykom, i strażnikom,  gospodyniom domowym i ćmom barowym, kucharkom i dojarkom... jednym słowem, wszystkim tym, których rozleniwiła nietypowa zima i wyobrażali sobie, że tak już będzie do wiosny. A figa z makiem! Zima wreszcie nadeszła i jest pięknie. Podwójnie pięknie!

 

 

DSC08057.JPG

 

 

DSC08113.JPG

 

 

DSC08116.JPG

 

 

DSC08122.JPG

 

 

DSC08128.JPG

 

 

DSC08189.JPG

 

 

DSC08766.JPG

 

 

DSC09125.JPG

 

 

DSC09266.JPG

 

 

DSC09958.JPG

 

 

 

A jeszcze tydzień temu, w sobotę wybrałam się w góry (znawcy powiedzieliby, że Beskid Śląski to żadne tam góry.  A tam... istna wiosna. Wyjeżdżałam z Dąbrowy we mgle, było chłodno, a ciało przenikała wilgoć. Na szczęście, było też zabawnie. Nieopodal mnie usiadło zabawowe towarzystwo. Dwie dziewczyny i chłopak. Byli tak roześmiani, opowiadali zupełnie absurdalne historie i jakimś sposobem wciągnęli wszystkich wokół do rozmowy. I nagle zrobiło się przyjaźnie i serdecznie. Na sąsiednich siedzeniach siedziała kobieta z nastoletnim synem. Chłopak miał ze sobą deskę do snowboardu, no i zaczęliśmy się zastanawiać, czy da się na niej jeździć po... trawie, bo przecież śniegu ani na lekarstwo. Rzeczywiście, tam piękne Słońce, cieplutko  z leciutką mgiełką. Wędrowałam sobie po polach, po łąkach, robiłam zdjęcia i było tak... nierzeczywiście. Mgła owszem była, ale dość wysoko, co sprawiało, że słoneczne promienie pięknie przedzierały się przez gałęzie drzew.  I ani śladu śniegu. Zielona trawa, tu i ówdzie jakaś stokrotka-desperatka, której pomieszało się w główce, nawet jakiś szalony mlecz zakwitł sobie udając żółte słoneczko.  Wśród ostrych gałęzi głogu uwijały się sikorki i jakieś inne ptaszki wydziobując na obiad smaczne nasiona. Na łąkach świeże kopczyki kretowisk.. zupełnie, jakby to był październik, a nie styczeń. 

 

 

DSC07994.JPG

 

 

DSC08016.JPG

 

 

DSC08054.JPG

 

 

DSC08063.JPG

 

 

DSC08094.JPG

 

 

DSC08096.JPG

 

 

DSC08142.JPG

 

 

DSC08144.JPG

 

 

Mówiąc szczerze,  byłam już trochę zmęczona więc poszłam w kierunku centrum... zrobiłam krok, jeszcze dwa, może trzy i... nagle otoczyła mnie szczelnie mgła. To było przedziwne. Jeszcze przed chwilą widziałam góry, drzewa, błękitne niebo i Słońce, a teraz znalazłam się w dziwnie nierzeczywistej przestrzeni. Pomyślałam, że mam szczęście, że nie jestem gdzieś na górskim szlaku, bo pewnie bym zabłądziła. Teraz wiem, że istnieją sytuacje, gdy można całkowicie stracić orientację w terenie.  Na dodatek zrobiło się jakoś ponuro i nieprzyjemnie. Nie należę, jak wiecie, do zbytnio strachliwych osób i nie przeraża mnie samotne wędrowanie, a jednak tym razem poczułam się nieswojo. Nagle zatęskniłam za towarzystwem ludzi, za ich obecnością.  Poczułam, że wycieczka dobiegła końca.  Och, oczywiście nie byłabym sobą, gdybym po drodze nie robiła jeszcze zdjęć, ale bez wcześniejszego zapału.  Zaczęło się ściemniać, zbliżał się czas powrotu.

 

 

DSC08154.JPG

 

 

DSC08184.JPG

 

 

DSC08189.JPG

 

 

DSC08209.JPG

 

 

DSC08266.JPG

 

 

DSC08273.JPG

 

 

DSC08275.JPG

 

 

W końcu dotarłam do dworca.  Stałam na peronie, wilgotna mgła otaczała mnie szczelnie i miałam tylko nadzieję, że pociąg przyjedzie. Z każdą minutą było mi zimniej i jakoś tak... smutniej.

 

 

DSC08289.JPG

 

 

DSC08298.JPG

 

 

W końcu pociąg przyjechał, wsiadłam i znalazłam się w jasnym, ciepłym i pełnym ludzi wagonie. Poczułam ulgę i wszechogarniające zmęczenie. Pomyślałam, że przede mną ponad dwie godziny podróży. Zatęskniłam za domem. Jakoś tak, po prostu. Pa, pa, Najmilsi Tubywalcy.

 

A żeby nie było tak całkiem smutecznie, na zakończenie jeszcze kilka zimowych zdjęć... takie lodowe drobiazgi z ostatniej niedzieli. Czyż nie są piękne? Czyż świat nie jest wyjątkowy i niepowtarzalny? Jest, Moi Mili, jest! I w dalszym ciągu jestem głodna tego świata, tych zachwytów i tego piękna. Jakoś tak, po prostu.

 

 

DSC05489.JPG

 

 

DSC05494.JPG

 

 

DSC05502.JPG

 

 

 

Teraz coś z innej beczki. Kiedyś już tu wspominałam o wyjątkowym miejscu w moim mieście. Mówię o klubie i restauracji Villa Moda.  Dużo się tam dzieje i miejsce to staje się niezwykle popularne. Ogromna tu zasługa gospodarzy, Renaty i Jarka, którzy są nie tylko właścicielami, ale i  dobrymi duchami  tego lokalu. W ostatni piątek wybrałam się na koncert zespołu "Another Pink Floyd".  Jak można wywnioskować z nazwy, grupa gra muzykę Pink Floyd. Ciekawa byłam porównania z oryginalnymi wykonaniami nieśmiertelnych utworów. I... nie rozczarowałam się. Muzycy doskonale czują klimat "floydowskiej" muzyki. Wokalista ma niezwykłą wręcz charyzmę i doskonały kontakt z publicznością.  Szczerze powiedziawszy, rozczarowały mnie jedynie dziewczyny śpiewające chórki, a już wokaliza w utworze "Money" była jakimś koszmarem, o którym wolałabym jak najszybciej zapomnieć. Na szczęście, pozostali muzycy są niesamowici. Wcześniej obejrzałam na Youtube zarówno  ten zespół, jak i występy "Australian Pink Floyd". W tym drugim przypadku dochodzą jeszcze efekty wizualne, lasery, światła, ekrany, jak na koncertach Pink Floyd. No i, co nie jest nieistotne, wielotysięczna publiczność. Piątkowy koncert odbywał się w warunkach klubowych, na małej scenie, a jednak były momenty prawdziwej euforii. Publiczność świetnie się bawiła, a przy bisach ruszyła na parkiet. Jestem pod wrażeniem i gorąco polecam obejrzenie tej grupy. Jeśli nie na żywo, to przynajmniej na Youtube. Sceptycy powiedzą, że śpiewanie coverów nie jest żadną sztuką.  Cóż, jeśli ma się pasję, jeśli kocha się te muzykę, to czerpanie wzorców z najlepszych jest jak najbardziej godne pochwały. W końcu najwięksi wirtuozi grają utwory Bacha czy Chopina czyli... tez grają covery, prawda? Ciesze się, że w Polsce powstał taki zespół i cieszę się, że miałam okazję go posłuchać. Czapki z głów, panowie (o paniach, z przyczyn nadmienionych wyżej nie wspomnę).

 

 

DSC08367.JPG

 

 

DSC08460.JPG

 

 

DSC08478.JPG

 

 

DSC08495.JPG

 

 

DSC08541.JPG

 

 

DSC08602.JPG

 

 

DSC08619.JPG

 

 

DSC08654.JPG

 

 

DSC08679.JPG

 

 

DSC08697.JPG

 

 

DSC08734.JPG

 

 

 

W ten piątek w Villa Moda kolejny koncert. Tym razem zagra grupa "Moonstone". Progresywny rock, trochę w klimacie King Crimson, trochę Yes... czyli to, co lubię najbardziej. Już się nie mogę doczekać.  Teraz już kładę się spać. Jutro czas do pracy. A wracając do zimy... gdyby tylko nie było tak ślisko. Droga do pracy zajmuje mi bardzo dużo czasu. Ale nic to, Gosia, nic to! Pa, pa!!!


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zimo...

piątek, 17 stycznia 2014 22:32

 

... zimo, ach, gdzie ty? Kalendarz minął się kompletnie z aurą za oknem. Szaro, buro... i wilgotno. I sennie. Zadeptuję szare myśli snując się z kąta w kąt.  Odwlekam wykonywanie najprostszych czynności przesypiając zły czas. Tak mi tęskno za bielą... Połowa stycznia to przecież środek zimy. Przynajmniej teoretycznie. Bo w praktyce... późna chmurna jesień. Z niewielkimi przejaśnieniami, tak od czasu do czasu. Jak zwykle, na wszelki wypadek nosze ze sobą aparat. Niestety, brak dobrego światła, brak pomysłów, brak jakiejkolwiek motywacji sprawiają, że jakoś nie udaje mi się zrobić żadnych zdjęć. Oprócz zdjęć moich kotów, które są wyjątkowo wdzięcznymi obiektami do fotografowania. Szczególnie Rudencjusz, który ładnie się komponuje w pościeli. Diesel jest piękny, ale jego biel i czerń czasami sprawiają mi kłopoty z doborem ustawień i tła. W bieli niekoniecznie jest mu do twarzy. Pomyślałam ostatnio, ze będę mu robiła zdjęcia na jakimś jaskrawym tle, może czerwień, a może szafir? Muszę to rozpracować.  Teraz leży sobie na ciepłym dekoderze od telewizji kablowej i uważnie mi się przygląda szmaragdowym spojrzeniem. „Co tam o mnie piszesz?” Ładnie piszę, kocie, przeczytać ci?  Zamknął oczy, śpi... chyba ma do mnie zaufanie!

 

 

DSC07833.JPG

 

 

DSC07742.JPG

 

 

DSC07738.JPG

 

 

DSC07889.JPG

 

 

DSC07879.JPG

 

 

DSC07853.JPG

 

 

DSC07831.JPG

 

 

DSC07757.JPG

 

 

Jak wspomniałam wcześniej, połowa stycznia za nami. Zabawne, że Ludzkość zdaje się nie zdawać sobie z tego sprawy, jak nienormalne jest to, co widzimy za oknem. Nie dalej, jak wczoraj napomknęłam, że czekam na śnieg. Usłyszałam oburzone „no coś ty, śnieg? Lepiej jest tak, jak do tej pory”.  Tak, jakby było to coś nienormalnego, że w zimie pada śnieg. Śnieg, który przykrywa szarość i brud czystym białym prześcieradłem. Śnieg, który tak pięknie odbija słoneczne promienie. I tak wyjątkowo podkreśla kontury budynków i załamania murów. Pamiętam niezwykłe programy profesora Wiktora Zina z cyklu „Piórkiem i węglem”. Na arkuszu papieru szybkimi pociągnięciami węgla malował krajobrazy, detale architektoniczne, urokliwe stare uliczki. A później brał do ręki kredę i... nagle obraz stawał się magiczny, jakby nastało  białe Boże Narodzenie. Pamiętam dobrze moją fascynację i ogromny podziw, jaki mnie przepełniał. Też tak chciałam. Próbowałam nawet czasami powtórzyć tę kreskę i skopiować któryś z obrazków. Nigdy nie byłam zadowolona z efektu. Teraz myślę, że moje fotografowanie ma swoje źródło właśnie w tej fascynacji. Uwielbiam zimę i jej piękno. I wciąż szukam wokół siebie takich krajobrazów, jak te tworzone przez profesora Zina. A że za oknem jest, jak jest, więc teraz kilka zimowych obrazków z mojej przepastnej szuflady. Ku pokrzepieniu serc i uradowaniu oczu, Szanowni Tubywalcy.

 

 

DSC00268.JPG

 

 

DSC00308.JPG

 

 

DSC00323.JPG

 

 

DSC00396.JPG

 

 

DSC00667.JPG

 

 

DSC00802.JPG

 

 

DSC00951.JPG

 

 

DSC05324.JPG

 

 

DSC08843.JPG

 

 

DSC08871.JPG

 

 

 

I jeszcze, tak na zakończenie tego krótkiego wpisu kilka dodatkowych zdjęć znad Pogorii III. Z nadzieją, że lada moment znów wyruszę na ośnieżone łąki i stanę nad zamarzniętym jeziorem. Tak mi się marzy... pa, pa!

 

 

DSC01021.JPG

 

 

DSC01033.JPG

 

 

DSC01036.JPG

 

 

DSC01071.JPG

 

 

DSC01088.JPG


Podziel się
oceń
2
0
Tagi: zima, pejzaż, koty

komentarze (7) | dodaj komentarz

Świąteczny

sobota, 11 stycznia 2014 2:54

 

... Londyn czyli to, na co miałam nieposkromiony apetyt. Ciekawa byłam, jak prezentuje się „centrum świata” w czasie najbardziej rodzinnych świąt, przynajmniej dla nas, Polaków. Po dwóch dniach spędzonych na wielkich i wielogodzinnych zakupach (na szczęście w pobliżu są zlokalizowane polskie sklepy, gdzie można kupić wszystko, co potrzebne do celebracji świątecznej tradycji, o cenach tutaj nawet nie wspominam, bo do tej pory przyprawiają mnie o ból głowy!), przy kuchni, bo zaczęłam wielkie gotowanie już w poniedziałek, z ciągiem dalszym w Wigilię oraz wzruszającej wigilijnej kolacji z Synem i Przyjaciółmi, nadszedł pierwszy dzień Świąt. Na szczęście, pogoda jakby dostosowała się do świątecznego nastroju i wreszcie przestało padać, chociaż w dalszym ciągu wiało niemiłosiernie. Ponieważ kręgosłup dawał mi się mocno we znaki (to stanie przy kuchence!) postanowiłam pojechać do centrum, troszkę połazić, troszkę pofotografować, a przede wszystkim zrzucić te nadprogramowe nadwyżki tu i ówdzie. Pomaszerowałam więc przez Angel Lane w kierunku stacji metra. I tu kompletne zaskoczenie. Zamknięte! Kraty zasunięte, a na szybie wielki komunikat, że 25 grudnia wszystkie linie metra są nieczynne. Poszłam więc na przystanek autobusowy. To samo! Rozejrzałam się wokół... jedna, może dwie osoby, a poza tym kompletnie pusto. Cóż było robić, ruszyłam przed siebie High Street w kierunku kanałów oraz rzeki Lea. To przepiękne miejsce pełne barek, mostów, śluz, z zabytkowymi zabudowaniami dawnej gorzelni i młyna wodnego oraz Three Miles Studio, gdzie produkuje się wiele filmów. Było pusto, Słońce przedzierało się od czasu do czasu przez chmury, gdyby jeszcze tak nie wiało... Od czasu do czasu mijali mnie biegacze, czasem jakaś para, która wyszła na spacer. Na wodzie, w jaskrawym świetle kołysały się mieszkalne barki. Pomyślałam, że też chciałabym zamieszkać na takiej barce. To takie romantyczne mimo, że trochę... reumatyczne. W tym samym momencie zauważyłam w oknie (czy może raczej bulaju) jednej z barek kartkę z informacją SPRZEDAM i numerem telefonu. Zabawne, zapisałam ten numer. Tak, na wszelki wypadek, gdybym akurat wygrała w jakiegoś totka, ruletkę (byle nie rosyjską, wolę nie ryzykować!). Cóż, marzyć zawsze można,  a mnie się zamarzył taki domek na wodzie  kołyszący mnie do snu i budzący porannymi wizytami gęsi, kaczek i krzykiem mew nad głową. A już bonusem jest możliwość zmiany widoku za oknem, gdy przyjdzie taka ochota.  Zrobiłam trochę zdjęć, ale szybko zaczęły zamarzać mi palce i postanowiłam wrócić. Tym bardziej, że zgłodniałam... tradycyjnie wyszłam z domu tylko o szklance herbaty.

 

 

DSC01402.JPG

 

 

DSC01406.JPG

 

 

DSC01422.JPG

 

 

DSC01451.JPG

 

 

DSC01471.JPG

 

 

DSC01487.JPG

 

 

DSC01542.JPG

 

 

DSC01544.JPG

 

 

 

Drugi dzień Świąt to na Wyspach BOXING DAY czyli dzień pudełkowy. Dzień prezentów i... wyprzedaży.  Pogoda w dalszym ciągu nie zachwycała, wciąż wiało i było mglisto, niemniej postanowiłam wreszcie wybrać się do centrum. Wysiadłam na Oxford Circus i... takiego tłumu, gwaru, zamieszania i totalnego wariactwa zupełnie się nie spodziewałam. Miałam wrażenie, że wszyscy Londyńczycy wybrali się na zakupy. Wszystkie sklepy otwarte, ochroniarze odliczający klientów według sobie tylko znanego klucza i kilometrowe kolejki pod sklepami znanych marek. Nie wyobrażam sobie, co by się wewnątrz działo, gdyby to wszystko puszczono na żywioł.  Ścisk niemiłosierny, ludzkość z obłędem w oczach gnająca we wszystkich kierunkach, dłonie ściskające zdobyte trofea, okrzyki, nawoływania, a gdy dodamy do tego ruch uliczny, piętrowe autobusy i pieszych włażących prosto pod koła będziemy mieli obraz tego szaleństwa. Miałam wrażenie, że niewiele się zmieniliśmy od czasów jaskiniowców, może poza jednym, wówczas polowało się na mamuty, teraz na okazje.  To nie moja bajka, nie podnieca mnie cały ten cyrk. Spróbowałam po drodze zrobić trochę zdjęć unosząc aparat wysoko nad głową. A ponieważ równocześnie robiłam wszystko, żeby nie dać się rozdeptać ewentualnie zepchnąć z krawężnika pod przejeżdżający czerwony autobus, więc moje poświęcenie było ogromne.W końcu wyalienowałam się z rozentuzjazmowanego tłumu (zawsze chciałam napisać to zdanie, to taki łamacz języka!). Ojej, miało być ...wyindywidualizowałam się... ta skleroza!

 

 

DSC01650.JPG

 

 

DSC01651.JPG

 

 

DSC01653.JPG

 

 

DSC01664.JPG

 

 

DSC01671.JPG

 

 

DSC01672.JPG

 

 

DSC01683.JPG

 

 

Wreszcie dotarłam do Marble Arch i Hyde Parku.  Urządzono tam niezwykły Zimowy Ogród. Wesołe miasteczko dla dzieci i mnóstwo straganów z grzanym winem, korzennym piwem, ciastami, niemieckimi kiełbaskami i szynkami, wyrobami rękodzielniczymi. A wszystko to przy wtórze świątecznych melodii. Jedynie pogoda nie dostosowała się do nastroju. W dalszym ciągu było wietrznie, wilgotno i mglisto. No i śniegu nie było, chociaż w niektórych miejscach zastosowano jakieś zastępcze białe sztuczności. Nieważne, najważniejsze, że mijający mnie ludzie uśmiechali się do mnie i do siebie nawzajem, dzieciaki piszczały z radości, gdy wielki Kapitan Hook szczerzył się do nich zdezelowanym uśmiechem. Był ogromny i mechaniczny, i poruszał się, jak żywy. Żałowałam tylko, że żaden z polskich producentów nie pomyślał, żeby ustawić chociaż jedno stoisko z polskimi tradycyjnymi wyrobami. Wiem, że miałyby niesamowite powodzenie, polskie wędliny mają wzięcie, widać to w polskich sklepach, gdzie zakupy robią również Anglicy. Cóż, mądry Polak po szkodzie. Tradycyjnie, jak zawsze podczas typowej londyńskiej pogody podratowałam się gorącą czekoladą. Nic tak nie rozgrzewa, zapewniam!

 

 

DSC01696.JPG

 

 

DSC01697.JPG

 

 

DSC01708.JPG

 

 

DSC01719.JPG

 

 

DSC01725.JPG

 

 

DSC01740.JPG

 

 

DSC01753.JPG

 

 

DSC01754.JPG

 

 

Opuściłam Zimowy Ogród i ruszyłam w kierunku Pałacu Buckingham. Tu, jak zwykle, niezmiennie sporo turystów fotografujących wartowników w wysokich czapach i fotografujących się na tle Pałacu. Nie mogłam się powstrzymać i też sfotografowałam gwardzistów w szarych szynelach i niedźwiedzich czapach. Są niezwykle malowniczy.

 

 

DSC01769.JPG

 

 

DSC01779.JPG

 

 

Kolejnym przystankiem był St. James Park z malowniczym stawem i urokliwym mostkiem. No i, oczywiście z szarymi wiewiórkami. Są zabawne, zwinne, troszkę grubsze od naszych, niemniej urocze. Właśnie jedna z nich mnie zafrapowała, bo zbierała suche liście i łapkami upychała je w pyszczku. Gdy już miała ich dużo wielkimi susami wskoczyła na drzewo i zaniosła liście do wroniego (chyba?) gniazda. Mościła sobie domek... czyżby czuła już wiosnę? Wcale mnie to nie zdziwiło, bo pogoda była iście wiosenna, a na krzewach rozkwitały kwiaty.

 

 

DSC01838.JPG

 

 

DSC01839.JPG

 

 

DSC01841.JPG

 

 

DSC01843.JPG

 

 

DSC01847.JPG

 

 

 

Wreszcie dotarłam do Parlamentu i Big Bena. Wreszcie mgła trochę się rozwiała i zza chmur zaczęło wyglądać Słońce. Na zielonym moście Westminster jak zwykle tłoczno, znów mnóstwo turystów z aparatami, bo widok stąd jest przepiękny. Po jednej stronie widok na Parlament i Big Bena, a w oddali nowoczesne wieżowce Vauxhall, po drugiej London Eye i  Dworzec Victoria. Niestety, most jest okupowany przez rumuńską mafię naciągającą naiwnych w grze w trzy kubki... czy jak tam się to nazywa. Są niesamowicie zorganizowani, mają własną siec naganiaczy, ochroniarzy i... złodziei, którzy wykorzystują hazardową żyłkę ludzi. Przeszłam więc szybko obok robiąc z ukrycia tylko jedno zdjęcie tego procederu. Zaryzykowałam, bo podczas poprzedniego pobytu w Londynie byłam świadkiem bójki, jaka miała miejsce między rumuńskimi kolesiami i jakimś turystą, który zrobił im zdjęcie.

 

 

DSC01853.JPG

 

 

Postanowiłam, że wreszcie wykorzystam bilet i pojadę sobie London Eye. Dzisiaj albo nigdy! Zostały mi tylko dwa dni, a przecież miałam jeszcze jechać do Stonehenge. Musiałam wykorzystać bilet. Wsiadłam więc do przeszklonej gondoli i ruszyliśmy w górę.  Wagoniki są całkiem przestronne i poruszają się powolutku. Do środka wchodzi około dwudziestu osób, ale jest luz i nikt nikomu nie przeszkadza.  Na wprost okien ustawiono plany miasta z zaznaczonymi budowlami znajdującymi się na linii wzroku. Patrząc przez okno możemy równocześnie sprawdzać, na co patrzymy.  To niezwykle pomocne. Ponieważ London Eye ma 135 metrów wysokości, więc ogarniamy wzrokiem cały Londyn. Widok jest naprawdę spektakularny. Miałam szczęście, bo wreszcie pojawiło się Słońce. Żałowałam tylko, że podłoga gondoli jest z metalu, a nie ze szkła. Wrażenie byłoby jeszcze większe. Ale i tak byłam zachwycona.  To niesamowite przeżycie. Jakie to szczęście, że nie mam lęku wysokości!

 

 

DSC01857.JPG

 

 

DSC01896.JPG

 

 

DSC01909.JPG

 

 

DSC01910.JPG

 

 

DSC01919.JPG

 

 

DSC01921.JPG

 

 

DSC01926.JPG

 

 

DSC01945.JPG

 

 

Wreszcie, po pół godzinie „wylądowaliśmy” na ziemi.  Jeszcze trochę zdjęć z nabrzeża, jeszcze kilka ujęć na Westminster Bridge i do metra.

 

 

DSC01964.JPG

 

 

 

DSC01977.JPG

 

 

DSC01996.JPG

 

 

DSC02015.JPG

 

 

DSC02016.JPG

 

 

DSC02028.JPG

 

 

DSC02035.JPG

 

 

Dopiero, gdy usiadłam w wagonie metra poczułam, jak bardzo jestem zmęczona. Ostatkiem sił dotarłam do domu... mało miałam czasu, a tak wiele do obejrzenia. Pa, pa, Najmilsi Tubywalcy. 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Madame...

sobota, 04 stycznia 2014 0:18

 

... Tussaud była francuską rzeźbiarką, która wyspecjalizowała się w tworzeniu woskowych figur znanych osobistości. Po rewolucji francuskiej, w trakcie której wykonywała na polecenie szlachty pośmiertne maski straconych arystokratów wyemigrowała do Anglii. Początkowo jeździła ze swoimi figurami po Anglii prezentując je w poszczególnych miastach, aż osiadła w Londynie i otworzyła swoje muzeum przy Baker Street, gdzie znajduje się do tej pory.  Niestety, część pierwotnych zbiorów uległa zniszczeniu podczas kolejnych kataklizmów, jakie nawiedziły Londyn. Pożar, trzęsienie ziemi, a następnie bombardowanie miasta w czasie drugiej wojny światowej znacznie uszczupliły zbiory. Na szczęście, samo muzeum przetrwało i znacznie się rozwinęło. Aktualnie jest tutaj kilka działów, takich jak Chamber of Horrors pierwotnie założone przez Madame Tussaud, gwiazdy filmowe, Bollywood, sport, polityka, historia Londynu, którą ogląda się jadąc kolejką złożoną z londyńskich... taksówek, kultura, rodzina królewska i superbohaterowie oraz kino, gdzie można obejrzeć (i poczuć) małą próbkę filmu w 4D.  Niestety, nie wszędzie można robić zdjęcia, o czym informują wszechobecne tabliczki z ostrzeżeniami. Na szczęście, w głównych salach z figurami aktorów, muzyków, polityków, królów i królowych zdjęcia robić można bez ograniczeń. Czasami tylko człowiek musi odczekać chwilkę, żeby dopchać się do ulubionego artysty. Powiem szczerze, że bawiłam się świetnie. Przeżyłam również kilka zaskoczeń. Niektórzy z moich idoli okazali się trochę inni, niż na ekranie. Jednak prawdą jest, że taśma filmowa dodaje kilka kilogramów, a czasem również kilka centymetrów. Zawsze sądziłam, że Jenifer Lopez to „kawał zdrowej, dorodnej Latynoski”, a to... chudzinka, chociaż pupę ma niczego sobie,  i owszem. Podobnie z Whoopi Goldberg, też jest nadspodziewanie drobna. Przyjrzałam się z bliska figurom. Niesamowita jest dbałość o najdrobniejsze szczegóły począwszy od rysów twarzy, poprzez włosy (prawdziwe!), oczy, a na znakach szczególnych, na przykład tatuażach skończywszy.  W działach muzyki, filmu i sportu można stanąć (i zrobić sobie tzw. sweet focię) z największymi sławami, tymi żyjącymi i tymi, których już z nami nie ma. W tym ostatnim dziale najwięcej (co jest zrozumiałe) jest figur sportowców, którzy zdobyli medale olimpijskie w 2012 roku, oczywiście najbardziej oblegana jest Jessica Ennis.

 

Kolejną atrakcją jest dział  Scream! Koszmarne sceny morderstw, straceń, wieszanie, tortury, a wszystko to w super realistycznej odsłonie. Seryjni mordercy... potwory w ludzkiej skórze. Strach się bać! Tym bardziej, że nie żałowano czerwonej farby!

 

Jedną z atrakcji jest tzw. tunel strachu, przed wejściem do którego uprzedzono nas, że:

Nadaje się tylko dla osób powyżej 12 lat i starszych

Nie nadaje się dla kobiet w ciąży

Nie nadaje się dla osób z chorobami serca lub wysokiego ciśnienia krwi

Przygotować się na doświadczenie z nagłymi głośnymi efektami i oświetlenie stroboskopowe

Żywych aktorów - nie dotykaj!

Jejku, idzie się krętymi zakamarkami i korytarzami w prawie całkowitej ciemności, od czasu do czasu nagły błysk światła pokazuje jakąś maszkarę wyłaniająca się ze ściany, a skądś pojawiają się jakieś postacie, które mają za zadanie wystraszyć klientów „na śmierć”. Nie, żebym narzekała, ale ja lepszy efekt osiągam po przebudzeniu rano, gdy spojrzę w lustro!

 

Później wsiedliśmy do „taksówkowej” kolejki poruszającej się po szynach, z której można było obejrzeć najważniejsze chwile z historii Londynu.  Scenki rodzajowe, jakby żywcem przeniesione z kart powieści Dickensa, prości ludzie i ich życie, rewolucja przemysłowa, czas wojny. Wiele wieków istnienia miasta. Wielka zaraza, która pochłonęła tysiące istnień, pożar Londynu, wiek Królowej Wiktorii, druga wojna światowa oraz współczesność. Imponująca scenografia, znów dbałość o każdy szczegół. Siedząc w autku masz wrażenie, ze jakaś magiczna siła przeniosła cię w dawno miniony czas. I stwierdzasz, ze jednak lepiej być tu i teraz!

 

Wreszcie  udajemy się na pokaz filmu w 4D. Zakładamy okulary i wchodzimy w świat magii srebrnego ekranu... a nawet poza ekran. Obraz już nie jest płaski i dwuwymiarowy. Jeśli następuje rozbryzg wody, to jej krople spadają na twoją twarz, która jednak pozostaje... sucha? Zastanawiałam się, jak to możliwe. Przecież wyraźnie czułam wodę na skórze! Może to jakiś skroplony gaz, który momentalnie wyparowuje? Nie mam pojęcia, zresztą, kto by się tam zagłębiał w takie szczegóły. Należy po prostu poddać się chwili. Czujesz powiewy wiatru, krople na skórze, wstrząsy, a obraz otacza cię i stajesz się jego częścią. Niezwykłe doświadczenie. Przez krótką chwilę znów stałam się dzieckiem. Bezcenne!

 

Tak się zastanawiam, nie nad tym, co zdołałam opisać, ale nad tym, o czym jeszcze zapomniałam.Gdy sobie przypomnę, to Wam o tym opowiem, Najmilsi Tubywalcy. W końcu wyszliśmy na londyńską ulicę. Mokro, wietrznie i troszkę ponuro, więc wyprawę na London Eye odkładam na inną okazję. Mam nadzieję, że zdążę przed wyjazdem i będą zdjęcia panoramy Londynu. A teraz kilka zdjęć z Muzeum Madame Tussaud. Miłego oglądania i mam nadzieję, że to one dodatkowo oddadzą koloryt i atmosferę tego miejsca. Pa, pa.

 

 

DSC01072.JPG

Nicole Kidman, trochę jakby wyższa ode mnie...

 

 

DSC01075.JPG

Z wampirami mi do twarzy...

 

 

DSC01089.JPG

Co Szkot nosi pod spódniczką?

 

 

DSC01110.JPG

ET go home!

 

 

DSC01111.JPG

Nie ma to, jak silny facet!

 

 

DSC01121.JPG

Czyżbym czuła Shreka?

 

 

DSC01129.JPG

Prawdziwa super kobieta czyli Jessica Ennis

 

 

DSC01145.JPG

Odczep się od mojego bucika, gdy rozmawiam z Marią, królową Szkocji!

 

 

DSC01151.JPG

Czwórka z Liverpoolu i jedynka z Dąbrowy Górniczej :)

 

 

DSC01166.JPG

Freddie Mercury... żal!

 

 

DSC01167.JPG

Po prostu geniusz!

 

 

DSC01184.JPG

Wiem, że wiele małolatek chciałoby być na moim miejscu czyli Justin Bieber

 

 

DSC01205.JPG

Mroczne zakamarki sprawiedliwości czyli garota...

 

 

DSC01208.JPG

... łamanie kołem...

 

 

DSC01209.JPG

... i wieszanie, tutaj akurat wykonanie wyroku na Guy'u Fawkesie, organizatorze tzw. spisku prochowego w 1605 roku

 

 

DSC01213.JPG

Tadammmmmmmmm!!!

 

 

DSC01216.JPG

A na koniec coś... zielonego!!!


 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 717  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558717

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl