Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Człowiek...

niedziela, 25 stycznia 2015 0:16

 

 

... a przynajmniej ja, a wiem, że są i inni, lubi porządkować  świat wokół siebie, nadawać znaczenie symboliczne datom i zdarzeniom. Tak, jak dzisiaj, kiedy to obudziłam się dokładnie o 4:04. Może to nie ma większego znaczenia, a może wręcz przeciwnie, może to właśnie jakaś... magia liczb? Wyślę totka, może się spełni. Mam swoje marzenia, do realizacji których pieniądze są jedynym środkiem. Jednym z takich marzeń jest... Dom. Nie wielkie domiszcze z wnętrzami odbijającymi echo kroków, nie rezydencja, w której bawiłabym się sama ze sobą w chowanego, nie, to nie jest moim marzeniem. Ja tylko chciałabym mieć Dom, taki, jak mój Dom Dzieciństwa... Dom, który miał duszę, osobowość i dawał jego mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa. Dom ukryty w zieleni, otoczony ogrodem rozbrzmiewającym śpiewem ptaków i brzęczeniem pszczół. I beczeniem owiec o świcie, poszczekiwaniem psa, i gdakaniem rozespanych kur. Taki właśnie chciałabym mieć Dom, do którego nie wdarłoby się zło świata, który otoczyłby mnie swymi ścianami i ochronił przed ludzką podłością.

 

Skąd takie marzenie, spytacie Tubywalcy Najmilsi? Może to wyda Wam się dziwne, może przesadzone i trochę egzaltowane, ale nie jest mi obojętny los świata. Nie jest łatwo patrzeć, jak ten świat się zmienia na gorsze, jak ludzie ludziom sprawiają ból, cierpienie, przynoszą śmierć w imię swojego boga. Uzurpują sobie prawo do stanowienia własnego porządku, w gruncie rzeczy będącego chaosem i zniszczeniem. Jaki to bóg, który wzywa do zabijania? Jaka to wiara, która wynosi swoich wyznawców ponad ludzkie prawa? Jak to religia, w której nie ma miejsca na ludzkie współczucie i miłosierdzie? Ostatnie wydarzenia w Paryżu wstrząsnęły mną, odarły mój świat z poczucia bezpieczeństwa. Ostatni raz tak się czułam we wrześniu 2001 roku, gdy patrzyłam w ekran telewizora, skamieniała i przerażona, a tam, daleko, po drugiej stronie Atlantyku umierali ludzie... tacy jak ja. Zwykli urzędnicy, którzy rano poszli do pracy, z której już nigdy mieli nie wrócić do swoich marzeń.  Których świat runął dosłownie i w przenośni... w imię cudzego boga. A później przyszedł lipiec 2005 roku w Londynie. Znów zatrzęsła się ziemia od wybuchów, znów runął świat zwykłych ludzi. I wiecie, co było najgorsze  wówczas i teraz? Moje poczucie bezsilności. Całą sobą krzyczałam, że tak nie wolno, tak się nie godzi, tego nie powinien robić człowiek. I zastanawiałam się, czy człowiek rzeczywiście brzmi dumnie! A najgorsze w tym wszystkim jest to, że mój krzyk pozostał we mnie i tkwi węzłem zaciśniętym w krtani. I jeszcze okrutniejsza jest świadomość, że przechodzimy nad tymi tragediami do porządku dziennego,  zapominamy pochłonięci gonitwą dnia powszedniego, a może nie chcemy pamiętać, żeby nie... zwariować? Tak się nie godzi, tak nie powinno być. Każda ze zbrodni, każda ofiara ma prawo do pamięci, do niezgody na przemoc i okrucieństwo. Świat zwariował... nie, to nie tak. To ludzie zwariowali czyniąc zło swoim bliźnim. Ostatnio obejrzałam w sieci film, jaki  nakręcono podczas demonstracji muzułmańskiej w Luton. Eksplozja nienawiści do „niewiernych” jest przerażająca! Zastanawiające, że ludzie, którzy przybyli do Europy, aby poprawić swój byt, swoje życie teraz chcą z tej samej Europy zrobić taki sam świat, od jakiego kiedyś uciekli. Szalony paradoks. Szalone czasy. Chociaż, jakby tak popatrzeć szerzej, nie dzieje się właściwie nic nowego, nic, czego nie doświadczyłyby wcześniejsze pokolenia. Niekończący się pochód morderców i ich ofiar. Nieustające wojny i rzezie. Bliżej lub dalej, mniej lub bardziej nagłośnione. Zawsze jednak równie okrutne i bezsensowne. I może dlatego wciąż mam nadzieję, że kiedyś spełnię moje marzenie, aby ukryć się w Domu, jak w bezpiecznej przystani, a Dom otoczy mnie swymi ścianami, jak ciepłymi ramionami, i utuli mnie do snu... Może... kiedyś... teraz jest mi bardzo smutno...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Sie...

sobota, 24 stycznia 2015 4:16

 

... pisze... tematów sporo, więc i czasu więcej potrzeba... jestem, wciąż jestem i to jest chyba pozytywne? Pozdrawiam :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Startujemy...

czwartek, 01 stycznia 2015 22:24

 

 

... w Nowy 2015 Rok! Tak sobie czasami myślę, że nie interesują mnie daty „graniczne”, bo co to zmienia? Czy pierwszy dzień nowego roku różni się czymkolwiek od ostatniego dnia roku poprzedniego? Czy będę lepsza, mądrzejsza, a może bogatsza? Nie sądzę. Wiem, że będę... starsza, a to niezbyt optymistyczne stwierdzenie, choć zgodne ze stanem faktycznym. Jednym słowem, cieszyć się nie za bardzo jest z czego. No, ale ponieważ tradycji powinno stać się zadość, wykorzystuję to miejsce, by życzyć Wam, Tubywalcy Najmilsi szczęśliwego Nowego 2015 Roku!!! Niech Wam się spełnią marzenia, niech smutki nie marszczą Waszych czół, a Wasi bliscy byli Wam jeszcze bliżsi. Niech w tym Nowym Roku będzie jak najwięcej słonecznych dni, a chmury jedynie w postaci malowniczych baranków na Waszym niebie. Niech Wam się żyje lepiej, dostatniej i szczęśliwiej. Do siego roku!

 

 

DSC00762.JPG

 

 

A tak poza tym, to wczoraj pracowałam, jutro też idę do pracy. Cóż, przynajmniej zaoszczędzę te ostatnie cztery dni urlopu. Przydadzą się na brytyjskie podróże... przynajmniej takie mam plany. Ale o tym sza! Znacie to powiedzenie, że jeśli chcesz rozśmieszyć Los, to powiedz głośno, o czym marzysz! Tak, że nie będę zbyt dużo mówić o planach, żeby nie wywoływać wilka z lasu... A propos lasu. Obudziłam się dzisiaj później niż zwykle. Troszkę się zestresowałam w pierwszym momencie, bo mi się pokręciło, że dzisiaj idę do pracy. Zanim się nie zorientowałam, że dzisiaj święto to zdążyłam się lekko zdenerwować. Po uspokojeniu serducha połknęłam garść tabletek i... położyłam się na tradycyjne „dojście żółtka”.  I tak mi „dochodziło to żółtko” aż do jedenastej. Przynajmniej się wyspałam. A za oknem mleko. Po ostatnich minusowych temperaturach nagle lekko się ociepliło i świat spowiła gęsta mgła. Na szczęście, jestem wielbicielką (każdy ma jakiegoś świra, prawda?) takich klimatów, postanowiłam więc zwlec się z łóżka i mimo wszystko wyruszyć w teren.  Pierwsze zdjęciowanie w nowym roku.

 

 

 

Na ulicy pusto, na wprost mnie szła młoda kobieta z dwoma chłopcami. Na oko mogli mieć pięć i dziesięć lat. No i ja, taka „goooopia misia” postanowiłam życzyć całej trójce „Szczęśliwego Nowego Roku”. Co też uczyniłam z uśmiechem, w momencie, gdy ich mijałam. Kobieta zareagowała, jakby a) uderzył tuż obok piorun b) zobaczyła ducha c) tudzież terrorystkę z bronią maszynową. Wytrzeszczyła na mnie gały i... zagarnęła ramionami dzieci wysuwając się przed nie chyba, żeby  je przede mną ochronić! Po czym odeszła, a właściwie potruchtała szybko, ciągnąc za sobą dzieciaki i rzucając mi przez ramię oburzone spojrzenia. Powiem szczerze, Najmilsi Tubywalcy, że straciłam rezon. Ja, taka (na pozór, jak się okazuje!) rezolutna kobieta, co to rzadko zapomina języka w gębie stanęłam jak przymarznięta do oblodzonego chodnika. Kompletnie nie rozumiałam i do tej pory nie rozumiem reakcji tej kobiety. I przyszły mi na myśl moje spacery londyńskie o świcie na rozległe łąki wokół Hollow Pond, gdzie każda mijana osoba uśmiechała się do mnie mówiąc „Good morning”. Pamiętam też pierwszy dzień Nowego Roku 2011, gdy wyszłam o poranku na ulicę, gdzie kompletnie nieznajomi ludzie życzyli sobie nawzajem „Happy New Year”. Po prostu uśmiechali się do mijanych osób. I nikt nie uznawał tego za naruszenie prywatności czy zbytnie spoufalanie się. Czasami spotykam się z opinią, że uprzejmość Anglików jest powierzchowna. Szczerze? Wolę „płytką” uprzejmość Anglików od głębokiej podejrzliwości moich rodaków. I tak szłam (gdy już mnie odblokowało) w kierunku lasu i zastanawiałam się nad naszym fenomenem. Nad ponuractwem, nieuprzejmością, podejrzliwością. Nad brakiem uśmiechu na co dzień. Dziwne to wszystko... Szkoda, że nie piję, bo tego zjawiska bez wódki zrozumieć się nie da. A może właśnie niektórym wódka pomaga się odblokować, otworzyć na bliźniego swego? Żałuję w takim razie, że ta kobieta nie strzeliła sobie setki o poranku. Może wówczas usłyszałabym od niej, że też mi życzy szczęśliwego Nowego Roku? I może jej dzieci czegoś by się nauczyły, a nie tylko tego, że każdy obcy człowiek jest potencjalnym wrogiem i stanowi zagrożenie. Może stałyby się w przyszłości otwartymi, sympatycznymi i uśmiechniętymi ludźmi? Właśnie sobie przypomniałam, a propos uśmiechania się. Spytano ostatnio Kim Kardashian (dla niezorientowanych, to taka celebrytka znana z tego, że jest znana, i z tego, że ma pupę dość pokaźnych rozmiarów) dlaczego na wszystkich zdjęciach z różnych imprez ma zawsze taką poważną naburmuszoną minę. No i  odpowiedziała „ętelegętnie”, że nie uśmiecha się, bo od tego robią się zmarszczki. Szczerze? Współczuję jej, naprawdę. A Wam życzę, abyście na swej drodze spotykali jedynie życzliwych, uśmiechniętych i miłych ludzi. Sobie też tego życzę... w wielkiej naiwności swej!

 

 

 

Na szczęście las wynagrodził mi drobną przykrość i po prostu był. Cichy i przyjazny, i znajomy jak zwykle. Troszkę oprószony śnieżkiem, z niewielkim jeziorkiem, z sikorkami śmigającymi między gałęziami drzew. Z krzewami głogu, na których czerwienią się jaskrawo jagody... zimowa spiżarnia ptaszków.Z mgłą snującą się leśnymi dróżkami. Z ciszą, która aż dzwoni w uszach, co po sylwestrowych kanonadach stanowi miłą odmianę. I z kroplami zwisającymi z gałązek o spadającymi prosto na moją głowę. Jednak odwilż... Zrobiłam trochę zdjęć nad jeziorkiem, trochę kropelek, później zanurzyłam się w głąb lasu.

 

 

 

DSC00813.JPG

 

 

DSC00819.JPG

 

 

DSC00822.JPG

 

 

DSC00823.JPG

 

 

DSC00828.JPG

 

 

DSC03204.JPG

 

 

DSC03228.JPG

 

 

DSC03232.JPG

 

 

DSC03266.JPG

 

 

DSC03280.JPG

 

 

DSC03286.JPG

 

 

DSC03290.JPG

 

 

DSC03338.JPG

 

 

 

W pewnym momencie zobaczyłam zrytą ziemię i odciski raciczek. Tu była sarna i wygrzebywała spod śniegu trawę, może mech? Rozejrzałam się wokół, bo ślady były świeże, ale chyba nie miała ochoty na spotkanie, bo nigdzie jej nie zobaczyłam. Odeszłam stamtąd wcześniej zrobiwszy jeszcze zdjęcie sarnich... bobków. Nie śmiejcie się, Tubywalcy Szanowni. Po powrocie zagadnęłam „Wujka Google” i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy na ten temat. Na przykład tego, że sarenka, która ucztowała i pozostawiła po sobie "pamiątkę" była koziołkiem. Nie wiedziałam, że odchody samic i samców saren różnią się kształtem.

 

 

 

DSC00834.JPG

 

 

DSC00837.JPG

 

 

DSC00838.JPG

 

 

Czyż nie jest to interesujące? Chociaż znam kilka osób, którym nigdy o tym nie opowiem, bo to tylko umocniłoby ich opinię, że jestem mocno stukniętą osobą. Co nie jest wcale takie niemożliwe.  I tym... pokręconym akcentem, pa, pa.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 696  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558696

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl