Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 811 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Później,później...

piątek, 31 października 2008 7:13

... wpis już gotowy, czeka tylko na... klik.

Wracałam z pracy... nocą. A właśnie, że nie. Była zaledwie siedemnasta a jednak było ciemno. Niebo w nasyconych odcieniach granatu i grafitu było piękne i groźne. Gdzieś znad horyzontu docierał słaby blask, ostatnie pożegnanie dnia.  Na gołych gałęziach  wysokich drzew siedziały całe chmary ptaków. Co jakiś czas podrywały się do góry i szybowały w ostrych podmuchach nagłego wiatru. W powietrzu czuło się nerwowość i oczekiwanie. Na to co nadejdzie. Na to co czują tylko ptaki. Na wielki wiatr. Szłam tak nocą, za mną pozostały czarne drzewa, na których siedziały czarne ptaki ostro odcinające się od czarnego nieba.  Dziwny obraz, dziwny nastrój, dziwny czas. Czas opłakiwania tych, którzy odeszli. Czas zapachu więdnących chryzantem, mroku rozjaśnionego milionem drgających płomyków,  ciemnej zieleni świerkowych gałązek, błyszczących kłujących liści ostrokrzewu i drżącej bieli gipsówki. Czas wspomnień, tęsknoty i żalu. Czas spokoju, gdy zmarli są tuż obok nas, wystarczy wyciągnąć dłoń i położyć ją na kamiennej płycie. Czas spotkań dawno niewidzianych krewnych, których spotyka się tylko podczas pogrzebów i w Święto Zmarłych. Czas futer pachnących naftaliną i odkurzonych, z lekka zdefasonowanych kapeluszy. Czas reanimacji nieśmiertelnych garniturów cicho wychodzących z mody w czeluściach szafy. Czas skrzypiących butów „na obstalunek" odbijających światła zniczy.  Czas spotkań młodzieży „pod krzyżem" i staruszków „przy cioci Emilii".  Czas pamięci i wzruszeń.  Czas straganów z „bajgielami" i ciepłymi lodami. Czas śrubowania cen kwiatów, tych żywych i tych sztucznych, w doniczkach i ciętych.  Czas żniw dla handlarzy. A wszystko to dla tych, którzy odwiedzają cmentarze raz, no może dwa razy w roku. Ponieważ ja chodzę na cmentarze właściwie przez cały rok, więc jakoś nie czuję tego czasu. Może jedynie jestem  częścią tego ludzkiego zbiorowiska, częścią tradycji, zwyczaju. Chcę być tą częścią, bo to takie... ludzkie, prawda?  Jesteśmy zwierzętami stadnymi. Pewniej i bezpieczniej czujemy się w grupie, wypełniając te same obrzędy, wykonując te same czynności.  Nie na darmo jestem jednak indywidualistką. Nie dla mnie gotowe wiązanki ze sztucznych kwiatków i nudne doniczki pełne chryzantem. Ja robię wiązanki sama. Sama i już.  To nic, że palce mam później pobrudzone żywicą, pokłute kolcami ostrokrzewu i gałązek głogu. Za to nigdzie nie ma takich wiązanek jak u moich bliskich.  Niepowtarzalnych. Jutro właśnie wybieram się na Wzgórze Gołonoskie po czerwone, jaskrawe owoce głogu zwieszające się z kolczastych gałązek. Po srebrzyste pióropusze wysokich traw. Po gałązki cisu obsypane jagodami (trującymi bardzo).  I będę układała szalone kompozycje myśląc o tych, dla których to robię. O Babci Oleńce i Dziadziusiu Pietrusiu, o Wujku Kaziku i Cioci Lucynie, o mojej Mamie i „Tacie" Józku, o Pradziadkach, o wszystkich krewnych, których pełen jest cmentarz.  I bukiety „same" będą się tworzyły, jakby bez udziału świadomości, jakby ktoś podawał kolejne kwiaty prosto w moje dłonie. I zrobię jeszcze jeden, maleńki bukiecik, z resztek gałązek i ostatnich kwiatków na najbardziej samotny grób na całym cmentarzu. Dla tych wszystkich, do których mam daleko a przecież są tak blisko. W mojej pamięci. Pa, pa.





Aleksandro, Wróżko Wyjątkowa i Piękna, dobrze, że jesteś.  Panie A od B... a co będę wiele mówiła. Z uśmiechem pozdrawiam i tyle!  Teraz pa, pa.


PS. Kilka zdjec w galeriach. Siedem w "psiej" galerii i cztery w aktualnosciach. Miłego oglądania

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Eos, bogini różanopalca...

czwartek, 30 października 2008 7:08

... rozwiesza pastelowe zasłony, we wszystkich odcieniach różu, błękitu i fioletu. Od zachodu nadciągają granatowe chmury. Tuż nad moją głową rozgrywa się spektakl... ciemność walczy z jasnością, blask z cieniem. Pięknie! Ciepełko unosi się w porannym powietrzu, nad głową kołują czarne wrony, gawrony i inne bliżej niezidentyfikowane ptaszydła. Wrzeszczą jak opętane... na zmianę pogody? A może dla samej tylko radości wrzeszczenia. Doskonale je rozumiem, sama czasami mam ochotę sobie powrzeszczeć. Patrzę w górę, gdy nagle na nos spada mi pierwsza kropla, później druga i.... przyspieszam kroku, kluczę między spadającymi kroplami deszczu. Taki deszczyk, wcale nie jesienny, raczej przypomina mi nagłe i ciepłe wiosenne deszczyki. Takie, co to się kończą nim na dobre się rozpoczęły. Tak jest i tym razem. Chmury granatowe i groźne odpłynęły niesione porywistymi podmuchami i znów jest pastelowo i słonecznie. Tyle, że teraz zaczęło ostro wiać. W powietrzu unoszą się spiralnie ku górze całe kolumny złota i czerwieni. Liście wirują błyszcząc w ukośnych promieniach. Gdzieś na horyzoncie jeszcze granatowieje niebo, na jego tle drzewa pysznią się cynobrowym bogactwem. Oj, ależ wieje,  ponoć w górach jest halny To tłumaczy moją senność i ogólnie kiepski stan psychiczny.  A mówiąc serio, statystyki są bezlitosne. W czasie halnego w górach gwałtownie wzrasta liczba samobójstw. Depresje, załamania nerwowe plus alkohol równa się... sznurek i dowolnie wybrane drzewko. Może to stąd pochodzi powiedzenie, że wieje jakby się chłop powiesił. Znam również inne powiedzenie, ale to wymyślili... faceci. Nie powtórzę go tutaj bo jest be! Dzisiaj mam dyżur, wyjdę więc z pracy gdy już będzie ciemno.  I kolejny dzień przejdzie do historii tudzież zniknie w niepamięci. Acha, wczoraj wreszcie kupiłam sobie czytnik do kart pamięci. Głuptas jestem, że dopiero teraz. Wiwat technika i postęp. Nie muszę podpinać aparatów (czytnik jest uniwersalny na kilka rodzajów kart) żeby zrzucić fotografie na komputer.  I to by było na tyle.  Jutro postaram się umieścić jakąś sensowną notkę. No i może coś będzie z tą obiecaną niespodzianką? Drżyjcie drodzy Przyjaciele, Gosi się w łepetynce kotłuje i rymuje. Jak to mówi ą, ja już nawet nie czuję jak rymuję. Byle mi się nie "rymło" jak łysemu o beton. Znikam teraz, pa, pa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Sama nie wierzę w to...

środa, 29 października 2008 7:06

... co się ostatnio dzieje. Niedługo nie będę potrzebowała telefonu komórkowego, poczty, zarówno tej mailowej jak i tradycyjnej, bo...  wystarczy, że o kimś pomyślęi wkrótce „wywołana" osoba daje znak i kontaktuje się ze mną. Zabawne.  Wywołałam już Ducha z Lasu, Wróżkę Aleksandrę z Grodźca , Kasieńkę z Jej wsi,o innych koleżankach i znajomych  nie wspominając. Żartuję oczywiście, ale takie przypadki zdarzają mi się ostatnio dosyć często. Nie umiem tylko wywołać prawidłowych liczb w totolotku.  A przydałby się zastrzyk gotówki,  oj przydał. Komu zresztą nie, prawda? Tyle o telepatii, może by tak potrenować? Wracam teraz z paranormalnych rozważań do bardziej przyziemnych spraw. To, że moje zdjęcia znalazły się na banerze (i to nie jednym, jak się okazuje, ale aż na czterech), jest właściwie moją winą. Odchodząc z poprzedniego wydziału byłam w takim stanie psychicznym, że nie wyczyściłam komputera z moich prywatnych zdjęć no i potraktowano je jako „archiwum miejskie".  Zapewniono mnie, ze następnym razem zwrócą się do mnie o zgodę na publikację. Ponieważ stanowimy jedną firmę, więc nie mam tu żadnego ruchu, bo praca jest dla mnie ważna. To tyle na ten temat. Pewien znajomy informatyk poradził mi, żebym zabezpieczała zdjęcia tzw. elektronicznym znakiem wodnym, zanim je gdzieś umieszczę. Wówczas nie będą się nadawały do publikacji, chyba że użyczę oryginały bez zabezpieczenia.  Jest to jakiś pomysł. Muszę o tym pomyśleć.  A tak poza tym właściwie nic ciekawego się nie  dzieje, pomijając fakt, że jak zwykle koniec miesiąca jest piekielnie ciężki. Mamy terminy przyjmowania dokumentów i w ostatnich dniach trafiają do nas najtrudniejsze sprawy. Ciekawe, że ludzie mający najbardziej skomplikowane sytuacje czekają do ostatniej chwili i później jest... klops, bo na przykład brakuje jakiegoś bardzo ważnego papierka.  A tu nie ma już czasu, termin mija i jest płacz i zgrzytanie zębami. To znaczy, ja zgrzytam o mało sobie ich nie zetrę jak jakiś bóbr... mówię o ścieraniu siekaczy na jakimś sympatycznym pieńku a nie o płaczu, jak bóbr na przykład. A właściwie, jak płacze bóbr? O tym przysłowiowym mówię.  Wracając do lady i problemów z tym związanych. Po kilku godzinach człowiek ma już dość wszystkiego.  Mówię teraz serio. Jestem wyprana, odwirowana, wyżęta i jaka tam jeszcze. Wracam do domu i... alleluja! Nic nie muszę. Słuchać niczego ani nikogo nie muszę. Nawet mówić nie muszę. Mogę sobie na przykład pomiauczeć w duecie.  Mogę się rozjesienić albo zazielenić, obojętne. Mogę rozluźnić mięśnie twarzy i po prostu odpocząć.  Czyż to nie luksus?  To w jakiś sposób  również odpowiedź na częste pytania, dlaczego jestem sama. A może taka rozjesieniona lub zazieleniona bym się nie podobała. I musiałabym się rozróżowić albo nawet zawiosennić? Hmmmmmm....  Temat-rzeka, a nie mam dzisiaj nastroju na pływanie po meandrach mojego umysłu.  Dzisiaj  leniwie płyną moje myśli przez głębokie, zielone doliny.  Zacienione i tajemnicze.  Z mojego ramienia zwisa bezwładnie biało-czarny kawałek futra, wydawać by się mogło, że to jakieś kocie zwłoki gdyby nie odgłosy wydawane od czasu do czasu, a to pomruk, a to stłumione miauknięcie. Mój kawałek futra osiągnął już długość... uwaga!  95 centymetrów... w zwisie swobodnym. Ha, to jest wynik, prawda?  Przy czym waga owego ciała nie przekracza raczej dwóch kilogramów. Czy koty chorują na anoreksję? Ostatnio biedne zwierzę oglądało jakiś plotkarski program... pokazywali w nim Victorię Bekham. No i zapatrzyło się chyba. Od jutra szlaban na telewizję. Jak tak dalej pójdzie to zacznie żywić się listkiem sałaty na dzień. Trawę już wtrążala aż mu się uszka trzęsą.  Wiecie co?  Chyba już zaczynam gadać głupstwa. To wszystko przez zmęczenie. Dobranoc zatem, pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zupełnie mi się wszystko...

poniedziałek, 27 października 2008 7:06

... pomieszało. Mam poprzestawiane wskazówki w mojej głowie. I niech nikt mi nie mówi, że jedna godzina nie ma znaczenia. Ma i to wielkie. Ileż można zrobić, ile bitew można wygrać, ile rund można przegrać, jak wielu ludzi można poznać,  ile szans można stracić. A wszystko to w ciągu tej jednej, jedynej godziny.  Zmiana czasu wpływa na mnie... dezorganizująco. Mówię tak, jakbym bez tej zmiany była taka zorganizowana. Otóż nie jestem, więc przesunięcie zegara o tę jedną, jedyną godzinę wprowadza w mój umysł dodatkowy chaos.  Ale ja teraz nie o tym. Obiecałam,  że powiem czy nalewka na wiśniach pasuje do ziemniaków z ogniska. Pasuje. Nalewka na wiśniach pasuje do wszystkiego.  Weekend poświęciłam na towarzyskie podmarzanie przy ognisku, jednak wieczory są już chłodne, szczególnie w pobliżu rzeki, a tam właśnie byłam. Ciągnie wilgocią od  jesiennie brunatniejących łąk, wieczorne mgły wciskają się pod ubranie,  łapki marzną i drętwieją palce... a mimo to jest pięknie gdy płonie ognisko,  gdy ludzie są przyjaźnie uśmiechnięci, gdy słowa i śmiech krzyżują się w powietrzu i wokół panuje sympatyczny rozgardiasz. Zrobiłam sporo zdjęć, tu przyznam się bez bicia i bez przypiekania pięt rozpalonym żelastwem, najładniejsze zrobiłam jednak zwierzakom.  Wiwat moja Alfa, która robi zdjęcia seryjne z bardzo dużą prędkością i można świetnie uchwycić na przykład dwa owczarki niemieckie wyrywające sobie nawzajem patyk. I takie tam różne inne sytuacje. A w ogóle to jestem nieźle wkurzona. Gdy szłam przez Park Zielona, na ogrodzeniu Ośrodka Sportów Letnich zauważyłam duży baner reklamujący eurocamping w Błędowie. Spojrzałam i... oniemiałam. Na pięć wielkich fotografii, umieszczonych na banerze, dwie były mojego autorstwa. Nikt mnie o nic nie zapytał. Nikomu nie dawałam zgody  na ich wykorzystanie. Czyżby nagle okazało się, że moje zdjęcia jednak są coś warte??? Ciekawe. W każdym razie, tak tego nie zostawię. Dowiem się co i jak. Chodzi mi o zasady. Kiedy ja sama dawałam moje zdjęcia do różnych wydawnictw, za darmo i bez podpisu, był to moja decyzja, wiązało się to z pracą, którą kochałam. Wyatutowano mnie, mówiąc między innymi „robienie zdjęć to nie wszystko". Dlaczego więc właśnie moje zdjęcia są wykorzystywane?

 

PS. Soniu, WIBO, Rigor Mortis, SU, Panie A od B, Małgosiu, Acharjo, Iza, Asia und andere... szykuję Wam pewną niespodziankę. Oj będzie fraszkowato i... rymowato. A teraz pozdrawiam od serducha!!! Miłego i pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Powiem Wam coś ciekawego...

piątek, 24 października 2008 7:10

... otóż nadszedł... piątek! Niesamowite, prawda? Więcej o weekendowych planach później. Jeśli mi się nie uda, to już teraz życzę Wam tego wszystkiego, czego życzę również sobie. Pa, pa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 654  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554654

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl