Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 889 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wieczór...

poniedziałek, 26 października 2009 22:41

 

... a ja czuję się beznadziejnie. W dalszym ciągu katar, ból głowy, do tego dołączył napadowy kaszel i bóle mięśni. Jejku, jak ja nienawidzę u siebie takich stanów. Jestem rozżalona, podenerwowana i biedna bardzo.  Sobotę i niedzielę spędziłam właściwie w łóżku, wstawałam, trochę łaziłam, później znów się kładłam i tak w kółko.  Przepraszam, skłamałabym, w niedzielę wyskoczyłam tylko na moment na targ kupić produkty niezbędne do planowanych zdjęć.  Po drodze zebrałam jeszcze trochę klonowych liści i zerwałam kilka czerwonych pędów dzikiego wina. Mam zamówienie na fotografię do kuchni, ma być w poziomie, wąska i dość długa. Pod tym kątem więc zaaranżowałam przestrzeń... na stoliku ustawiłam pojemniki po czym nakryłam całość barwną bawełnianą chustą, której końce umocowałam szpilkami na ścianie. Na tym tle mogłam  sobie poszaleć z kształtami, fakturami i kolorami. Wyszło całkiem ciekawie. Dwa zdjęcia umieściłam dziś o północy na moich digartowych stronach. Komentarze są bardzo  pozytywne. Czyli... udało się osiągnąć zamierzony efekt ciepłej i kolorowej jesieni.  Jedna z tych fotografii zawiśnie nad czyimś kuchennym stołem. Mam nadzieję, że przywoła uśmiech i pozytywną energię... prawdopodobnie będzie to zdjęcie z Aniołkiem.  Po zakończonych zdjęciach część użytych produktów została przeze mnie skonsumowana na zdrowie.  Jakoś na razie efektów zdrowienia nie widać. Dzisiejszy czas spędzony w Firmie jawi mi się jak jeden koszmar dłużących się godzin. Na dodatek, jakby tego było mało, miałam dzisiaj dyżur do siedemnastej. Jakoś przeżyłam, ale jakim cudem, nie pytajcie, bo sama tego nie wiem.  Teraz jest dwudziesta druga, dziękuję opatrzności, że mieszkam sama, nie licząc kota oczywiście, bo zaaplikowałam sobie czosnkowa kurację... zobaczymy, czy podziała. Mam nadzieję, że tak. Zbliża się Święto Zmarłych, a ja nie mam nic przygotowanego, jestem w lesie... wiem, że znowu sama stworzę bukiety i wiązanki, ale do tego potrzeba dużo różnych roślin, także tych łąkowych i leśnych, a kiedy mam po nie się wybrać, skoro po pierwsze, źle się czuję, a po drugie... znowu pada.  Jestem  teraz zupełnie pozbawiona sił... chyba odpuszczę sobie czekanie do północy by umieścić kolejne zdjęcia na stronach digartu, zrobię to rano... Teraz padam na twarz. Jestem tak bardzo zmęczona. Biedna, biedna Gosia. I tym płaczliwym akcentem, pa, pa.

 

PS. Dziękuje Tubywalcom za szczere wyrazy współczucia, jakoś cieplej na sercu się robi, gdy je czytam. Dla Was poniżej kolory Jesieni, mam nadzieję, że sprawią Wam tyle radości, ile mnie sprawiło ich  fotografowanie.



































I jeszcze jedno, dla wszystkich, którzy nie wiedzą, jak wyglada Wasza skromna fotograficzka zamieszczam najbardziej aktualne "biurkowe" zdjęcie przypominając równocześnie, że więcej mnie znajdziecie w galerii "Rodzina...".




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

No i dochrapałam się...

sobota, 24 października 2009 18:24

 
... czuję się okropnie, boli mnie gardło, mam kaszel, a katar powoduje, że w głowie tupią mi miliony... mew o pokład pusty.  Łykam jakieś piguły,  piję jakieś syropki, zjadam cytryny z cukrem i popijam herbatą z imbirem i sokiem malinowym. Wczoraj mnie tak rozłożyło, już w pracy zaczęłam czuć się okropnie, po południu było odrobinę lepiej, żeby późnym wieczorem znów nadeszła fala złego samopoczucia. Tym sposobem ominęły mnie dzisiaj ciekawe imprezy na jeziorach. Zamknięcie sezonu żeglarskiego  w Jachtklubie Pogoria III i zakończenie kursu w Klubie Fregata na Jedynce, połączonego z wieczorem szant przy ognisku. Na następna taką okazję  przyjdzie mi czekać do przyszłego roku. A tak chciałam wypróbować to, czego nauczyłam się na warsztatach, czyli fotografowanie nocą. Niestety, sama zdaję sobie sprawę, że nie byłabym w stanie uczestniczyć w tych imprezach. Dopiero bym się doprawiła.  Mam nadzieję, że to tylko zwykłe przeziębienie i szybko minie.  Nie wyobrażam sobie dłuższego chorowania. I nie chodzi tu tylko o fakt, że nie znoszę chorować, czuję wówczas, że jest coś, na co nie bardzo mam wpływ. Dodatkowym, wcale nie mniej ważnym powodem jest brak pieniędzy na chorowanie. Po prostu mnie na to nie stać. To okropne...  Ale zostawmy to, to nie jest najciekawszy temat raczej. Ciekawszym jest wywiad, o którym wcześniej wspomniałam, a którego udzieliłam telefonicznie. Oczywiście, powodowana ciekawością wielką, już raniutko kupiłam gazetę i na rozkładówce znalazłam temat dąbrowskich zabytków. W jednym z dużych artykułów odkryłam taki tekst:

„... Świadków historii nie będących w rejestrze zabytków nie brakuje w zielonych dzielnicach. Pasjonatka fotografii, Małgorzata Korpikiewicz, uwieczniła na swoich zdjęciach ponad 200 kapliczek, krzyży i figurek przydrożnych na terenie całego miasta.

- Wiele z nich jest zapomnianych i przez to zagrożonych zniknięciem z mapy miasta - przyznaje pani Małgorzata..."

No i tyle. Najważniejsze,  że nazwisko nie zostało pomylone, prawda?

A jako post scriptum do tego tematu. Właśnie wczoraj dowiedziałam się, że nie istnieje już kapliczka w Ząbkowicach,  przy dawnym  trakcie napoleońskim. Kapliczka, która sfotografowałam jakiś czas temu. Poproszono mnie, żebym udostępniła zdjęcia, może zostanie odtworzona? Dobrze byłoby... To już kolejny obiekt, który został tylko na moich zdjęciach.  Może to się wydawać zabawne, ale mam... poczucie misji.  Tylko w pojedynkę to ja nic nie zrobię. Bo przecież ani środków ani możliwości nie mam.  Zobaczymy, co da się zrobić, tylko najpierw muszę stanąć na nogi i pokonać tę cholerną infekcję, która mnie dopadła. I tym zakatarzonym akcentem, pa, pa.



  








Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zamierzam teraz...

czwartek, 22 października 2009 0:54

... uprawiać "prywatę" i tu, na tych stronach serdecznie podziękować instruktorom z Sony Centre za cenne wskazówki udzielone mnie i wszystkim uczestnikom warsztatów. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich i... do zobaczenia na następnych zajęciach.  Poniżej "rodzinne" zdjęcie... ciekawe, czy Tubywalcy zdołają mnie na nim odnaleźć... A teraz... a teraz idę wreszcie spać... i tym na wpół sennym akcentem, pa, pa.







Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Mija...

wtorek, 20 października 2009 18:38

... wtorek, znów niestety deszczowo i sennie. A wczoraj tak ładnie się zapowiadało, po południu była nawet dłuższa chwila, gdy Słońce rozdarło ciężkie chmury i zaświeciło prosto w moje okna (warto by je zresztą umyć... ). Niestety, na zapowiedziach się skończyło, wieczór i noc, jak i dzisiejszy dzień znów były zapłakane deszczem.  Nie chce mi się nawet o tym pisać, bo czy ja jestem Angielką żeby tak ciągle o pogodzie? Padało również w niedzielę, kiedy to wybrałam sie nad Pogorię.  Na szczęście nie padało przez cały czas, były momenty odpoczynku od wszechobecnej wilgoci.  Udało się więc trochę zdjęć zrobić, zajrzałam również do Jachtklubu Pogoria III, gdzie sympatyczny komandor Piotr uraczył mnie czystą z coca-colą... na rozgrzewkę. Nie powiem,  pomogło... w dawce niewielkiej i leczniczej, rzecz jasna.  Tak pokrzepiona zrobiłam trochę zdjęć obecnym tam żeglarzom (i żeglarkom też), obfotografowałam łódki z żaglami i bez, z wiatrem i bez wiatru, za to z wiosłami, a także ścinanie trzciny, co wybujała na wysokość prawie trzech metrów... na koniec dostałam zaproszenie na sobotę czyli na zamknięcie sezonu żeglarskiego... oficjalne, oczywiście, bo  nieoficjalnie to żegluje się póki lód nie zetnie jezior. Pożegnawszy się wylewnie (och, to lekarstwo!) powędrowałam dalej... pogoda była w dalszym ciągu byle jaka, zimno, mokro, wietrznie, a wokół Trójki tłumy ludzi... pieszo i na rowerach, w galopie i truchcie, z kijkami do podpierania się podczas marszu i kijami moczonymi w wodzie ( okazuje się, że ryby w jeziorze są cwane, bo jakoś nie brały).  W sumie od dziewiątej do piętnastej łaziłam, zdjęciowałam i przemaczałam buty, o czym zresztą przekonałam się dopiero w domu, gdy je zdjęłam  i okazało się, że skarpetki można wykręcać.  Nie miałam więc innego wyjścia jak tylko... zapakowac się do łóżka z kubkiem herbaty z sokiem malinowym. Widać pomogło, bo nawet kataru nie dostałam. Ale wspomniawszy moją zimową przygodę ze skąpaniem się w jeziorze, co dla mnie znaczy jakaś deszczowa jesień?  Jestem przeciez... nieprzemakalna.  Dzisiaj natomiast spotkało mnie duże zaskoczenie. Byłam w pracy, gdy zadzwonił telefon i sympatyczna dziewczyna przedstawiając się jako dziennikarka "Dziennika Zachodniego" poprosiła mnie o krótki wywiad na temat.... mojej pasji dokumentowania świadectw przeszłości, w tym w szczególności kapliczek... z krótkiego wywiadu zrobiło się ponad pół godziny rozmowy. Ciekawe, co z tego się ukaże i w jakiej formie. Czyli... jeszcze o mnie nie zapomniano mimo, że ostatnią wystawę miałam na wiosnę.  A... czy mówiłam, że znów dostałam paczkę z mojej ulubionej stacji radiowej?  Zabawne, niedługo będę cała... żółto-niebieska.  Paczka, rzecz jasna, była nagrodą w konkursie fotograficznym.  I tak to się jakos kręci, Panie i Panowie... i tym zakręconym akcentem, pa, pa.



















































A to... grzyb...  pierwszy i zapewne ostatni tej jesieni... nie mam pojęcia, jaki cudem sie uchował, ale był wielki, miał jeden kapelusz i dwie nogi ( a ile miałby mieć?) i był całkiem zdrowiutki... skonsumowałam go już zresztą i... żyję!!!





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Niedziela wstała...

niedziela, 18 października 2009 8:10

... senna jeszcze i otulona w  welony mgieł, a mnie nie chce się ruszyć ciała i wyjść, żeby to sfotografować. Bo i nie muszę, więc moge sobie odpuścić... moze tak koło południa jednak się zdecyduję, ale teraz jeszcze nie wiem. Teraz jeszcze łażę po chałupie w wersji "o rany Julek"!!! i omijam lustra szerokim łukiem.  Proszę tu  bez żadnych hi hi, myślał by kto, że PT Czytelnicy sa tacy śliczni o poranku... no są, nie mam co do tego watpliwości, tylko moja zawistna duszyczka zabrała głos w tej sprawie.  Ale ja nie o tym, tylko o wczorajszych warsztatach. Pojechaliśmy tam we troje: BOWN, jego grypa i ja. Ale tylko ja zostałam, tamci dwoje pojechali sobie aby zapakować się do łóżka. Ja natomiast wysłuchałam ciekawych wykładów,  zjadłam jakies ciacha, nawet dobre zresztą, a później całą gromada biegalismy z aparatami po mokrej trawie wokół pałacyku i fotografowaliśmy zgodnie ze wskazówkami fachowców. Co z tego wyszło...  ponizej do obejrzenia. Trochę eksperymentów z malowaniem przestrzeni światłem, łapanie "duchów" w kadrze i to, co mnie sie najbardziej podoba, czyli tworzenie "gwiazdek" na zdjęciach. Najważniejsze, ze teraz już wiem, jakie ustawienia zastosować w warunkach nocnych i w ogóle przy niedoborze światła. Kolejnym zyskiem z tego spotkania była możliwośc poznania fajnych ludzi, obejrzenie sobie sprzętu, zapoznanie się z nowymi programami i tendencjami w grafice komputerowej.  Szczególnie jeden program do obróbki zdjęć jest świetny, ale kosztuje około 1200 zł, więc jest poza moim zasięgiem... póki nie wygram w lotto. Jeśli chodzi o powrót, po prostu podczas podwieczorku zapytałam głośno, czy ktos przypadkiem nie jedzie w kierunku mojego miasta, zgłosiło sie kilka osób,  wybrałam dziewczynę, która jechała do... Ząbkowic, czyli dzielnicy DG. Tym sposobem miałam transport powrotny pod sam dom.  Byłam  tak zmęczona i jednak troszkę przesiąknięta wilgocią, że szybko zanurkowałam pod kołdrę, wcześniej włączywszy telewizor... tak, tak... wczoraj rano dostałam od mojej Przyjaciółki telewizorek... niewielki, bo 17 cali (chyba), ale przecież do sypialni wystarczający. Jej juz niepotrzebny, a mnie się przyda, świetnie odbiera, tylko pilota nie ma i trzeba wstawać, by przełączyć programy... muszę kupić uniwersalny. Najśmieszniejsze, że... właściwie nie było co oglądać. Już zapomniałam, jak to jest.  I tym  uśmiechniętym akcentem, pa, pa.



























PS. Spieszę uspokoić Tubywalców, nie zamierzam przerzucić sie na eksperymenty takie, jak na pierwszych  zdjęciach. Jakoś nie jest to w kręgu moich zainteresowań.  A teraz jednak chyba zdecyduję się na spacer z aparatem... ta mgła mnie kusi i woła. Pa, pa.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 663  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557663

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości