Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 889 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Dopadł mnie...

piątek, 29 października 2010 23:23

... jakiś wirus paskudny i uporczywy. Boli mnie głowa,  kaszel rozrywa klatkę piersiową, żebra też mnie bolą, katar męczy i przeszkadza, pod powiekami czuję piasek. Jejku, jak ja nie lubię się tak czuć, jak ja nie lubię, gdy choroba bierze górę. Na dodatek straciłam smak i węch, wszystko smakuje jak trociny, mam nadzieję, że tylko chwilowo. A tu czekają na mnie groby, cmentarze, kwiaty, znicze... Z ledwością przetrwałam wczorajszy i dzisiejszy dzień pracy. Gdybym tylko miała więcej urlopu,  wzięłabym wolne, żeby wyleżeć infekcję. Niestety, zostały mi zaledwie dwa dni urlopu. Ponieważ nie myśli mi się logicznie i n dodatek bolą mnie oczy, więc ten wpis będzie krótki i mało ciekawy. Do zobaczenia w lepszej formie, mam nadzieję, że lada moment. I tym optyistycznym (mimo wszystko) akcentem, pa, pa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Tym...

niedziela, 24 października 2010 22:38

... razem chcę zacząć od podziękowań. Dziękuję wszystkim PT Czytelnikom, stałym i cierpliwym oraz tym, którzy trafili tu po raz pierwszy, mam nadzieję, że nie ostatni.  Dziękuję za wszystkie komentarze, zarówno te popierające mój punkt widzenia, jak i te, z których treścią niekoniecznie się zgadzam. Temat, który poruszyłam w ostanim wpisie wzbudził wiele emocji, bo i jest emocjonalny bardzo. Każda krzywda, każda niesprawiedliwość i każde cierpienie budzi, a przynajmniej powinno, sprzeciw. Zawsze najtrudniej jest mi powrócić po takim tekście do zwyczajnej codzienności. Mam nadzieję, że  w najbliższym czasie, że w ogóle takich tematów nie będę musiała poruszać, chociaż z góry wiem, że są to nadzieje płonne. Cóż, takie jest życie w jego najróżniejszych odsłonach i odcieniach. Taki jest  też nasz świat. Świat, który sami tworzymy. Czy jesteśmy z siebie dumni? Mówię "my" mając na myśli ludzkość jako gatunek. Hmmmmm... z tym bywa różnie, jak wszyscy wiemy.

A wracając do mojej codzienności, w sobotę byłam na szkolnej imprezie. Sześćdziesięciolecie mojego liceum i trzydzieści pięć lat od matury. O rany, jak to szybko minęło. Najdziwniejsze, ze chociaz mam wrażenie, że NIC się nie zmieniłam, to jednak lustro nie kłamie. Bo... nie jest to lustereczko z bajki i nie powie mi tego, co chciałabym usłyszeć... że faktycznie nic się nie zmieniłam. Zabawne, chociaż lepszym słowem byłoby... smutne, w czasie spotkania w szkole okazało się, że powoli stajemy się jednym z najstarszych roczników... jeszcze trochę i będziemy nestorami. Żartuję, jeszcze trochę nam brakuje do tego zaszczytnego tytułu (mówię o moim roczniku), ale...  Czas jest nieubłagany i każdego z nas traktuje sprawiedliwie, po równo. Można się starać odsuwać nieuniknione, kosmetyka, diety, botoksy, liftingi, odsysania, podciągania, farbowania. Ale... jak długo można i czy ma to faktycznie sens? Już dawno stwierdziłam, nie odkrywając zresztą Ameryki, ze piękno wewnętrzne odbija się na naszym wyglądzie i naszej kondycji. Jeśli kochasz siebie, akceptujesz to, kim jesteś, wówczas  możesz oszukać Czas, a przynajmniej go spowolnić. Jeśli żyjesz pełnią życia, masz swoje pasje, kochasz i jesteś kochany, jeśli na każdy dzień czekasz z niecierpliwością, jeśli każdą minutę życia pragniesz wykorzystać maksymalnie, wycisnąć z niej wszystko, co ma do zaoferowania, tylko wtedy życie ma sens i smak. A wracając do soboty. Było świetnie, młodzież szkolna zaprezentowała się podczas akademii "ku czci", później rozmowy, rozpoznawanie znajomych, "niedźwiedzie" i "dubeltówki", i... "nic się nie zmieniaś" (HA HA HA!). "Ty również... nic a nic" (HA HA HA!). Tell me lies tell me sweet little lies... Była kiedyś taka piosenka. W gruncie rzeczy wiemy przecież, że Czas pozostawi na każdym z nas niezatarte piętno, a mimo to cieszymy się słysząc komplementy. Cóż, człowiek w ułomności swej jest również łasy na pochlebstwa.  Sama też nie jestem doskonała, zresztą, kto powiedział, że powinnam być?

Wrócę do tej notatki, jutro rozwinę temat. Teraz znikam, jestem zmęczona. a jutro zaczyna sie nowy pracowity tydzień. Pa, pa.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ludzkość jest...

poniedziałek, 18 października 2010 23:59

 

... tworem dziwnym, a im jestem starsza, tym bardziej niezrozumiałym mi się wydaje. Przykładów jest całe mnóstwo dla poparcia tej tezy, ja jednak zatrzymam się na jednym, nie wiem, czy odpowiednim, niemniej  dość jaskrawym. Otóż jedna z przedstawicielek Ludzkości, czy może lepiej ludzkości, opowiadała w mojej obecności, jak to jej szwagier załatwił problem niechcianego i niespodziewanego potomstwa suczki będącej własnością (fatalnie brzmi, prawda?) tegoż szwagra. Otóż, zabrał szczeniacki od psiej mamy, wrzucił do worka i... utopił w bajorze. I ta moja znajoma, niewątpliwie należąca do gatunku ludzkiego, opowiadała o tym fakcie, jak na przykład o kupieniu sobie nowej bluzki, chociaż fakt zakupu ciucha budzi w niej większe emocje. Powiem szczerze, zatrzęsło mną z oburzenia, świętego oburzenia dodam. I spytałam spokojnym głosem (bo im bardziej jestem zła, tym spokojniej mówię):

- Co zrobił?

- Noooo utopił!

- Jak to, utopił?

- A co miał zrobić?

- I co potem, poszedł do kościoła się wyspowiadać? (zaznaczam, osoby, o których mówię są żarliwymi i gorliwymi katolikami)

- A z czego niby miał się spowiadać, że szczeniaki utopił?

- Moim zdaniem, ten człowiek popełnił grzech zabijając stworzenia, które stworzył, według twojej wiary właśnie Bóg, więc to było wbrew jego woli, nie uważasz? Gdzie chrześcijańskie sumienie, gdzie współczucie dla stworzenia, dla bezbronnych istot? Co z przykazaniem „nie zabijaj", czy ono dotyczy według ciebie tylko ludzi? Jak mógł patrzeć na maleńkie, tulące się do rąk ciałka, słuchać skomlenia i... zabić?

Znajoma coś tam usiłowała tłumaczyć, a raczej tłumaczyć postępowanie szwagra, ja jednak miałam już dość. I jej i tej bezgranicznej pustki, jaką widziałam w jej oczach. Ona naprawdę NIE ROZUMIAŁA o co mi chodzi. Skończyłam temat, nie warto było się denerwować, bo czułam, że zaczyna mnie ponosić. Zakończyłam rozmowę, jednak w dalszym ciągu to we mnie tkwi, jak zadra. To okrucieństwo i ta bezmyślność. Kurczę, czy ja jestem nienormalna? Jeśli w dalszym ciągu potrafi mną wstrząsnąć takie, na pozór błahe zdarzenie. Bo przecież powie ktoś, cóż znaczy śmierć kilku szczeniąt w skali nieszczęść całego świata. Cóż, okrucieństwo zawsze pozostaje okrucieństwem, niezależnie kogo dotyka, czy jest to człowiek, czy też zwierzę, które jest bezbronne wobec „pana i władcy" znanego nam świata. Wiem, że tegoż świata nie naprawię, że człowiek człowiekowi wilkiem... jakim wilkiem... wilki nie zabijają bezmyślnie, dla samego zabijania.  Człowiek owszem. Ech... nie chce mi się już o tym mówić. Niemniej wiem, że jeszcze nie raz (niestety) zetknę się ze zbrodniczym okrucieństwem. Bo w takim świecie przyszło mi żyć. Bo takie są realia, co nie znaczy, że nie można przeciw temu protestować. Protestuję więc, nie będę siedziała cicho, gdy ktoś zabija i nie jest ważne wobec kogo (świadomie nie użyłam słowa czego) dopuszcza się zbrodni. Bo później dzieci tysięcy „szwagrów"  nauczone okrucieństwa w domu powielają bez końca te same zachowania... i nie zawsze kończy się to śmiercią kilku ślepych szczeniaków. A my (mówię tu o społeczeństwie) dziwimy się, skąd w dzieciach tyle agresji, tyle nienawiści... między innymi stąd właśnie. Upraszczam? Być może, ale to temat-rzeka. Przesadzam? Nie sądzę,  wystarczy przeczytać gazety, obejrzeć wiadomości i... wejść na fora internetowe pełne przerażających komentarzy pod opisami nieszczęść ludzkich, gdzie pokręcone psychicznie dzieciaki śmieją się z cierpienia. Kończę na dziś, niedługo  będzie nowy dzień. Smutno mi jakoś dzisiaj. I tym, smętnym akcentem, pa, pa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Ależ jestem...

niedziela, 17 października 2010 23:44

... zła. Na dodatek nawet winić nie mam kogo... prócz siebie, niestety. Tyle razy już sobie obiecywałam, że wpisy będe pisała w wordzie, a dopiero później je przeniosę do bloga. I znów napisałam długi (mam wrażenie, że nawet mądry (!!!) tekst, wcisnęłam "publikuj" i poooooooooooooooooooooooszło... tyle, że nie wiem dokąd sobie poszło.  Najgorsze, że już nie wróci. Nie umiem dwa razy napisać tego samego, za każdym razem jest inaczej, bo i moje myśli, i uczucia, nastroje sa przecież inne. Mówiłam już kiedyś, że piszę "od ręki" bez poprawek i przeróbek. Z jednej strony jest to szczere i naturalne, z drugiej istnieje ryzyko utraty tekstu w wyniku tak zwanych nieprzewidzianych okoliczności. Jak tym razem. Cóż, mówi się trudno i... pisze się dalej. Gdy już ochłonę z mojej złości na samą siebie postaram się znów napisać jakiś mądry (daj Panie Boże!) tekst.   zdjęć kilka też umieszczę, bo zajesieniło sie nam ślicznie, estetycznie i lirycznie, co bezwstydnie wykorzystywałam w ostatnie słoneczne dni biegając po drogach i bezdrożach, po parkach i lasach. Sporo materiału zebralam, gdy już troszkę to ogarnę (bo praca to żmudna chociaż satysfakcjonująca) przynajmniej kilka fotografii tu się znajdzie. I wiecie co, Szanowni Tubywalcy? Mam nadzieję, że troszkę teraz popada i będę miała więcej czasu na nadrobienie  zaległości w wizytach. Zostawiam Wam jedno zdjęcie zrobione kilka dni temu. Miłych wrażeń i do następnego wpisu.  Teraz już śpię (prawie), pa, pa.

















PS. Z jednego zdjęcia zrobiły się cztery, ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

I znów weekend...

sobota, 09 października 2010 15:28

... w Katowicach. Słoneczny i ciepły,. a tak straszono chłodem i brzydką pogodą. Mam nadzieję że jeszcze nie teraz. jeszcze nie dzisiaj i jeszcz enie jutro. Bo w tygodniu... a niech tam. Wracając do tego, co było. Opisałam koncert Leonarda Cohena i popełniłam duży błąd. Otóż napisałam, że koncert odbył się czwartego... WRZEŚNIA, podczas gdy faktycznie to był przecież PAXDZIERNIK. Na szczęście jest pewien uważny Czytelnik, tak, tak... ten sam, z którym byłam na koncercie, który momentalnie "wyłapał" moją pomyłkę. Już poprawiłam. A teraz któtki opis poprzedniego weekendu. spędzomego (czy to nie staje się powoli tradycją?) w Katowicach. Tym razem nie biegaliśmy nocą po mieście, ale w niedzielę rano zaciągnęłam Znajomego na katowicki kirkut. Niestety, na miejscu okazało się, że kirkut jest otwarty jedynie w dni robocze. Na szczęście mur okalający cały teren jest wysoki jedynie od wewnątrz, na zewnątrz natomiast poziom gruntu jest wyższy i nawet taka niewielka osoba, jak ja mogła coś tam dojrzeć, a co najważniejsze zrobić trochę zdjęć. W trudnych warunkach, bo prawie pod Słońce, niemniej sporo niezłych ujęć zarejestrowałam. Niezwykłe miejsce, niezwykłe światło. Klimat ciszy, z lekka niesamowity, gdzieś spomiędzy wysokich, porośniętych dzikim bluszczem drzew co jakiś czas przebijały się smugi światła wydobywając z zielonego półmroku sylwetki macew i wyniosłych obelisków. Nieprawdopodobne miejsce, wiem, że tam, wrócę, żeby dotknąć kamieni, poczuć tę magię głębiej i mocniej.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 749  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557749

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości