Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 888 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Czasem...

środa, 28 października 2015 1:51

 

... gdzieś daleko. Tak było w bajkach czytanych w dzieciństwie... za górami, za lasami. Tak już jest, że często nie widzimy tego, co jest blisko. Nie doceniamy tego, po co wystarczy sięgnąć ręką. I nie mówię tu tylko o widoczkach czy panoramkach. Tęsknimy za nieosiągalnym, gonimy niedościgłe. To ludzkie i  pozytywne. To dzięki takiej tęsknocie nasi przodkowie wyszli z ciemnych jaskiń na rozświetlone, rozległe równiny i zachwycili się przestrzenią. I podążyli w kierunku wschodzącego Słońca. Ja też zatęskniłam za wschodzącym Słońcem więc w niedzielę wyruszyłam na jego spotkanie. Najpierw jednak półgodzinna podróż pierwszym autobusem. Jeszcze dosypianie w półmroku i szumie silnika, i czas wysiadać. Podbuczyny. Pusto, cicho, w oddali szczeka jakiś bezsenny pies, koguty jeszcze śpią. Idę ulicą Wysoką. Jak sama nazwa wskazuje, ulica wspina się ku górze aż doprowadza mnie na otwartą przestrzeń. To niewielkie wzniesienia, ale czuję się, jakbym stała na dachu świata. Pod stopami czuję kamienie i gliniastą ziemię, nad głową jaśniejące z każdą chwilą sklepienie nieba. Czekam cierpliwie, a niebo na wschodzie porzuca ciemny granat i obleka się w purpurę, czerwień, pomarańcz i róż. Wreszcie jest. Pojawia się nad wzgórzami. Najpierw nieśmiało, cienkim czerwonym rąbkiem by nagle ukazać się w całym swym majestatycznym blasku. Wstał nowy dzień.

 

 

 

DSC05942.JPG

 

 

 

DSC05943.JPG

 

 

 

DSC05960.JPG

 

 

 

DSC05977.JPG

 

 

 

DSC05984.JPG

 

 

 

DSC06000.JPG

 

 

 

DSC06003.JPG

 

 

 

DSC06032.JPG

 

 

 

DSC06034.JPG

 

 

 

DSC06134.JPG

 

 

 

Kątem oka rejestruję jakiś ruch. Odwracam się i odruchowo robię zdjęcie. Wiem, że nie będzie ostre. Nie ma czasu, żeby się przyłożyć. Trzy sarny. W słabym świetle poranka, przez firankę mgieł widzę tylko znikające w wysokich trawach białe talerze, czyli mówiąc po ludzku białe sarnie pupy. I już ich nie ma, jakby nigdy nie było. Pozostały tylko ślady w gliniastej ziemi. Mimo wszystko, umieszczam to jedno jedyne zdjęcie na dowód, że rzeczywiście tu były.

 

 

 

DSC05986.JPG

 

 

 

DSC05947.JPG

 

 

 

Patrzę na niebo. O, jakie mam szczęście. Po obu stronach Słońca widzę tęczowe odbicia. Również u góry majaczy skrawek tęczy. To jednak nie tęcza, a parhelion czyli Słońce poboczne. Takie zjawisko ma miejsce, gdy słoneczne promienie rozszczepiają się w kryształkach lodu górnej warstwy atmosfery. Niezwykły efekt, wcześniej rejestrowałąm jedno, najwyżej dwa odbicia. Tym razem były aż cztery "Słońca", z czego jedno to właściwe. Efekt "łał" gwarantowany!

 

 

 

DSC06089.JPG

 

 

Po lewej stronie majaczy Bukowa Góra. Z  każdą minutą rozjarza się coraz bardziej. Już płonie czerwienią, rudościami i złotem. To niesamowite miejsce. Lubię tu wracać. Mam wrażenie, że w ciszy wyniosłych buków nie jestem sama. Może było tu kiedyś miejsce kultu? Jakoś kojarzy mi się z pradawnymi wierzeniami, z dawno zapomnianymi pieśniami. Zaskoczę Was, Najmilsi Tubywalcy. Poruszam się tylko po skraju lasu. Tam, gdzie docierają słoneczne promienie. To miejsce nie jest przyjazne. Nie wiem, dlaczego tak je odbieram, ale wrażenie za każdym moim tutaj pobytem jest takie samo. Trzymaj się światła. Jest trochę strasznie i bardzo pięknie. Jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie znam.

 

 

 

DSC05102.JPG

 

 

 

DSC05111.JPG

 

 

 

DSC05116.JPG

 

 

 

DSC05126.JPG

 

 

 

DSC05134.JPG

 

 

 

DSC05136.JPG

 

 

 

DSC05139.JPG

 

 

 

DSC05143.JPG

 

 

 

DSC05147.JPG

 

 

 

DSC05156.JPG

 

 

 

DSC05172.JPG

 

 

 

DSC05183.JPG

 

 

 

DSC05210.JPG

 

 

 

DSC05219.JPG

 

 

 

DSC06184.JPG

 

 

 

Wychodzę na trawiastą polankę. Słońce przedziera się przez lekką mgiełkę tworząc przedziwne efekty światła i cienia. Jest wręcz magicznie!

 

 

 

DSC05189.JPG

 

 

 

DSC05190.JPG

 

 

 

DSC05191.JPG

 

 

 

DSC05192.JPG

 

 

 

Magia niejedno ma imię. Tym razem dobre duszki postawiły na mojej ścieżce... grzyba! Jeden, jedyny grzyb, jakiego znalazłam. Za to jaki! Piękny, zdrowy, wielki! I nie jest to muchomor, ha ha ha!

 

 

 

DSC06195.JPG

 

 

 

Słońce coraz wyżej. Czas się zbierać. Jeszcze trochę jesiennych widoczków, jeszcze trochę złota i czerwieni. Jest dziesiąta. a pół godziny mam autobus więc akurat spacerkiem zdążę na przystanek.

 

 

 

DSC06110.JPG

 

 

 

DSC06117.JPG

 

 

 

DSC06125.JPG

 

 

 

DSC06154.JPG

 

 

 

DSC06155.JPG

 

 

 

DSC06165.JPG

 

 

 

DSC06171.JPG

 

 

 

DSC06230.JPG

 

 

 

A skoro już jesteśmy przy rudościach. Jakiś czas temu wspominałam o londyńskich wiewiórkach, które dokarmiałam orzeszkami. Zastanawiałam się, czy po moim wyjeździe będą jeszcze przychodziły po smakołyki. Uspokajam. Przychodzą i mają się dobrze. Małe śliczne cwaniaki. A tak było latem.

 

 

 

DSC03034.JPG

 

 

 

DSC03040.JPG

 

 

 

DSC03041.JPG

 

 

 

DSC03470.JPG

 

 

 

DSC03477.JPG

 

 

 

DSC03483.JPG

 

 

 

DSC03486.JPG

 

 

 

DSC03490.JPG

 

 

 

DSC03498.JPG

 

 

 

DSC03501.JPG

 

 

 

DSC03502.JPG

 

 

 

DSC03511.JPG

 

 

 

DSC03514.JPG

 

 

 

DSC03533.JPG

 

 

 

DSC06858.JPG

 

 

 

DSC07306.JPG

 

 

 

DSC07368.JPG

 

 

 

DSC08384.JPG

 

 

 

I tym radosnym, optymistycznym akcentem kończę, Moi Mili Tubywalcy. Do następnych zachwytów. Jeszcze jesiennych, mam nadzieję. Pa, pa!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Niespodzianki...

środa, 21 października 2015 23:39

 

... to niekoniecznie to, co lubię najbardziej. Szczególnie te niezbyt sympatyczne. Jeszcze w niedzielę pojechałam sobie w górki. Wiecie sami, Najmilsi Tubywalcy, że jesień ze swymi mgłami, kolorami, nostalgiami ma dla mnie wyjątkowy urok. Z tego też powodu i z nadzieją na jakieś jesienne obrazki wsiadłam rano do pociągu. Miałam szczęście, że dzień wcześniej zajrzałam na internetowy rozkład jazdy, gdzie okazało się, że akurat od niedzieli zmieniony będzie czas odjazdu mojego pociągu. Dwadzieścia minut wcześniej, gdybym nie sprawdziła, to bym się spóźniła. A tak, wsiadłam spokojnie, zajęłam miejsce przy oknie i wdałam się w sympatyczną rozmowę ze starszą Panią jadącą do Pszczyny. Niestety, w Katowicach nasz śliczny biało błękitny pociąg zamieniono na starego gruchota. Z sierdzeniami ze skaju za to z otwieranymi oknami. Przez otwarte okna można robić całkiem udane zdjęcia, pod warunkiem, że zardzewiała strzała nie będzie mknęła zbyt szybko. Niestety, musiałam szukać odpowiedniego wagonu, bo jakiejś staruszce wiało. Są sympatyczne staruszki i staruszki niekoniecznie...Zatęskniłam za Panią, która opuściła mnie w Pszczynie. Za to widoczki wynagrodziły mi wszelkie niedogodności.

 

 

DSC05493.JPG

 

 

 

DSC05495.JPG

 

 

 

DSC05499.JPG

 

 

 

DSC05503.JPG

 

 

 

DSC05504.JPG

 

 

 

DSC05522.JPG

 

 

 

DSC05523.JPG

 

 

 

DSC05524.JPG

 

 

 

DSC05525.JPG

 

 

 

DSC05526.JPG

 

 

 

DSC05529.JPG

 

 

 

DSC05530.JPG

 

 

 

DSC05542.JPG

 

 

 

DSC05556.JPG

 

 

 

DSC05562.JPG

 

 

 

DSC05566.JPG

 

 

 

DSC05495.JPG

 

 

 

Pogoda dopisała. Mimo paskudnej, deszczowej soboty niedziela była bajkowa. Rozległe łąki i pastwiska w soczystej zieleni, złote, czerwone i brązowe korony drzew, a w tle błękitnawe górki w lekkie mgiełce. Czysty kicz. W sam raz do robienia landszaftów. Wprawdzie jeleni na rykowisku nie było, za to od czasu do czasu w oddali pomykały rącze i pełne wdzięku sarenki. Moja buzia co rusz rozdziawiała się z zachwytu. Szczególnie, gdy Słońce bawiło się w berka z chmurami. Efekt światła i cienia był niezwykły.

 

 

 

DSC04936.JPG

 

 

 

DSC04937.JPG

 

 

 

DSC04940.JPG

 

 

 

DSC04945.JPG

 

 

 

DSC04946.JPG

 

 

 

DSC04953.JPG

 

 

 

DSC04954.JPG

 

 

 

DSC04957.JPG

 

 

 

DSC04958.JPG

 

 

 

DSC04961.JPG

 

 

 

DSC04967.JPG

 

 

 

DSC04969.JPG

 

 

 

DSC04971.JPG

 

 

 

DSC04981.JPG

 

 

 

DSC05001.JPG

 

 

 

DSC05615.JPG

 

 

 

DSC05619.JPG

 

 

 

DSC05624.JPG

 

 

 

DSC05625.JPG

 

 

 

DSC05628.JPG

 

 

 

DSC05638.JPG

 

 

 

DSC05647.JPG

 

 

 

DSC05687.JPG

 

 

 

DSC05691.JPG

 

 

 

DSC05692.JPG

 

 

 

DSC05731.JPG

 

 

 

Dodatkowym bonusem było niezwykle bliskie spotkanie z niezwykłą pięknością. Nazwałam ją Wielokropką, bo ma trzy cudne kropki na nosku. Miała ochotę zaprzyjaźnić się ze mną, ale elektryczne ogrodzenie skutecznie odwiodło ją od tego pomysłu. Na szczęście, bo waga Wielokropki wzbudziła mój niepokój. Już sobie wyobrażałam moment, gdy się do mnie przytula...

 

 

 

DSC05813.JPG

 

 

 

DSC05816.JPG

 

 

 

DSC05818.JPG

 

 

 

A teraz ciekawostka, fiołek, który postanowił sobie, że zakwitnie. Zupełnie mu się chyba pomyliły pory roku. Czyż nie jest dzielny i piękny?

 

 

 

DSC05006.JPG

 

 

 

Tak było w niedzielę. Od poniedziałku szara rzeczywistość. Szara i mokra. Zrobiło się zimno i deszczowo, a ja złapałam jakieś paskudne przeziębienie. Wczoraj czułam się okropnie. Katar, ból gardła i kaszel połączone z bólem kości. Coś strasznego. Niemniej, dzielnie stawiałam się w pracy. Dzisiaj też noga za nogą powędrowałam do Firmy. Cóż znaczy jakieś tam, przeziębienie, prawda? No i stało się... czując, że robi mi się słabo poszłam do łazienki i tam usiadłam wiedząc, że za moment zemdleję. Ponieważ w moim życiu mdlałam już niejeden raz wiedziałam, że upadek może skończyć się rozwaleniem głowy (co już mi się kiedyś przytrafiło!). Obudziłam się na posadzce otoczona przerażonymi koleżankami z pracy, ktoś zadzwonił po pogotowie i tak mnie ładnie wyniesiono w płachcie ratowniczej, bo ze względu na torsje nie mogłam usiąść na przenośnym krzesełku. Na szczęście podano mi zastrzyk zatrzymujący wymioty i troszkę mi ulżyło. Na szpitalnym oddziale ratunkowym po raz kolejny spotkałam przesympatyczną dziewczynę, która już raz ratowała mnie przy skręceniu nogi. Badania krwi, ekg, ciśnienie, kroplówka... powoli zaczęłam dochodzić do siebie. Na szczęście, okazało się, że to nie atak serca, tylko moja głupota. Nie jadam śniadań. Rano łykam tabletki i piję mocną herbatę. Dodajmy do tego przeziębienie i osłabienie organizmu. Efekt był taki, że gwałtownie spadło mi ciśnienie i fik! Uspokajam więc, Szanowni Tubywalcy, że jeszcze trochę pożyję. W tym miejscu pragnę również podziękować niesamowitym ratownikom medycznym z dąbrowskiego SOR-u. Profesjonalni, sympatyczni, uśmiechnięci i cierpliwi, szczególnie jeśli chodzi o moje znikające żyły. Dziękuję również koleżankom z Firmy za telefony ze słowami otuchy, za ich empatię i współczucie. Dobrze jest mieć świadomość, że otaczają człowieka życzliwe osoby. To plus dzisiejszego wydarzenia. I to by było na tyle, do zobaczenia (jednak!), pa, pa!

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zima...

czwartek, 15 października 2015 22:41

 

 

... postraszyła troszkę, sypnęła w oczy mokrym i nagłym śniegiem. Potarmosiła drzewa chłodnym oddechem, narobiła trochę szkód w ogrodach mrożąc późne kwiaty, pomalowała trawy w srebrzyste odcienie i... odeszła równie nagle, jak przyszła.  Jeszcze oglądała się przez ramię pomrukując złowróżbnie... ja tu jeszcze wrócę! Taki mroźny Terminator (kto oglądał, ten wie, skąd moje skojarzenie).  Na szczęście, drzewa w parku mimo ostrych porywów wiatru zdołały uchronić kolory Jesieni, i wciąż zachwycają wszystkimi odcieniami żółci, czerwieni i brązu. Z dużą domieszką zieleni, której jednak z każdym dniem wciąż mniej, i mniej, i mniej...

 

 

 

DSC05280.JPG

 

 

 

DSC05282.JPG

 

 

 

DSC05283.JPG

 

 

 

DSC05289.JPG

 

 

 

DSC05292.JPG

 

 

 

DSC05298.JPG

 

 

 

DSC05300.JPG

 

 

 

DSC05305.JPG

 

 

 

DSC05309.JPG

 

 

A mnie się kołacze po głowie stara piosenka (kto to jeszcze pamięta?)... wspominać będziesz lato, wakacji dni... wspomnienia przemijają, jak kolorowe sny...  Ach,  płyta „Alarm” Niebiesko Czarnych. Miałam wtedy dziesięć lat (tak,  ja też kiedyś byłam dzieckiem, w co czasami trudno mi uwierzyć!), i ten głos Wojtka Kordy, i tamten czas, który wraca czasami we wspomnieniach, w snach. Wspomnienia z czasem się zacierają, fakty mieszają się ze sobą, i już nie wiem, co zdarzyło się naprawdę, a co znam z przekazów, albo mojej (niezwykle wybujałej) wyobraźni. Na szczęście, teraz mogę sobie spisać wydarzenia, wrażenia, opisać zapachy i uczucia. A gdy już będę sympatyczną (hmmmmmmm!) staruszką, zajrzę na tę stronę i wszystko mi się przypomni. O ile sobie przypomnę adres mojego bloga!

 

 

Teraz właśnie przyszedł moment, żeby powrócić raz jeszcze do Londynu. Wiem, wiem, przynudzam, ale to z czystej i żarliwej miłości do tego miasta. Za oknem pada deszcz, ciemność zagląda do pokoju, kaloryfery coś dzisiaj słabo grzeją, a ja cieszę się, że nie prowadzę videobloga. Mogę sobie siedzieć przed komputerem w grubym szlafroku założonym na ciepły dres, w wełnianych bamboszach, hmmmmmm brakuje mi jeszcze wałków na głowie. Byłby komplet! Najważniejsze, że nie straszę ludzi, a moje koty są wyjątkowo tolerancyjne... przynajmniej jeśli chodzi o mój wygląd. Pod warunkiem, rzecz jasna, że mają pełną michę... faceci! Ale zdaje się, że zboczyłam z tematu. Taka już zboczona jestem. Wracając więc do Londynu... będę teraz pisała powoli i ostrożnie, bo paznokcie mi dosychają. A tak na marginesie, czy nie uważacie, Najmilsi Tubywalcy, że nadużywam wielokropków???  To ponoć jest oznaką infantylności – tak przeczytałam w sieci. A na, jakże interesującym blogu Marty Fox znalazłam takie stwierdzenie, cytuję: Nadużywanie wielokropka jest jak nadużywanie alkoholu, język się plącze   Cóż, jeśli chodzi o alkohol i jego wpływ na mój język, to niewiele na ten temat mam do powiedzenia. Poza tym, mnie nie plącze się język, a raczej myśli! Ale (to już po raz trzeci!) wracając do Londynu...

 

 

Kocham londyńskie parki z ich szmaragdowymi trawnikami, na których można leżeć bez obawy, że coś się przyklei, i będzie to czuć. Z ich pełnymi kolorów rabatami. Ze stawami, jeziorkami, wodospadami. Z ich, jakże nonszalanckim wdziękiem. I z fontannami, rzecz jasna. Kiedyś już wspominałam o Regent’s Park i o Fontannie Trytona, ale dla tych, którzy pominęli tamten opis pozwolę sobie opowiedzieć jeszcze raz. Wśród wielu niezwykle pięknych londyńskich fontann ta jest, przynajmniej dla mnie najpiękniejszą. Usytuowana w Ogrodach Królowej Marii, na końcu szerokiej alei wiodącej od Jubilee Gate (Bramy Jubileuszowej)  już z daleka przyciąga swoim pięknem. Trzy postacie czyli tytułowy Tryton i dwie towarzyszące mu Nereidy  są pełne wdzięku, a rozpryskująca się woda dodaje ich twarzom życia. Zupełnie, jakby baraszkowały w zielonej wodzie. Wrażenie to potęguje światło rozszczepiające promienie w kroplach. Szczególnie w słoneczny dzień. Taki, jak ten, gdy wybrałam się do Regent’s Park. Autorem rzeźb jest Williama McMillan. Fontanna poświęcona jest pamięci Zygmunta Goetze, znanego malarza mieszkającego przez lata nieopodal parku. Ufundowała ją w 1950 roku żona artysty aby upamiętnić swego męża. Wzruszające, prawda?

 

 

 

DSC06273.JPG

 

 

 

DSC06274.JPG

 

 

 

DSC06282.JPG

 

 

 

DSC06283.JPG

 

 

Regent’s Park jest ogromny. Usytuowany w samym sercu miasta jest nierozerwalnie z nim związany, szczególnie poprzez sieć kanałów. Historia parku jest niezwykła. Henryk VIII (tak, ten od bezgłowych małżonek) odebrał opactwu Barking w 1538 ziemię, którą przekształcił w tereny myśliwskie. Jerzy IV będąc jeszcze regentem (stąd nazwa parku) zatrudnił w 1811 roku architekta Johna Nasha, żeby ten zaprojektował park. Wprawdzie nie wszystkie plany udało się zrealizować, ale efekt jest doprawdy imponujący. Regent’s Park zajmuje 197 hektarów.  Jest tu ZOO, tereny sportowe, Teatr Letni, jeziora i kanały.

 

 

 

DSC01895.JPG

 

 

 

DSC01907.JPG

 

 

 

DSC01909.JPG

 

 

 

DSC01915.JPG

 

 

 

DSC06069.JPG

 

 

 

Szczególnie urokliwy jest różany ogród Królowej Marii założony w latach 30. XX wieku. Kwitnie tutaj około 30. tysięcy różanych krzewów z całego świata. Około  400 gatunków róż we wszystkich kolorach i wielkościach. Można się zanurzyć w ich zapachu. Piękno w najczystszej postaci!

 

 

 

DSC06131.JPG

 

 

 

DSC06141.JPG

 

 

 

DSC06143.JPG

 

 

 

DSC06144.JPG

 

 

 

DSC06146.JPG

 

 

 

DSC06149.JPG

 

 

 

DSC06150.JPG

 

 

 

DSC06156.JPG

 

 

 

DSC06157.JPG

 

 

 

DSC06226.JPG

 

 

 

DSC06243.JPG

 

 

 

DSC06245.JPG

 

 

 

DSC06254.JPG

 

 

 

DSC06267.JPG

 

 

 

Oprócz tego przepiękne rabaty odsadzone  kwitnącymi roślinami. Czego tu nie ma! Begonie, ulubione przez Anglików jeżówki, lawendy i osty, lwie paszcze i chabry, pelargonie i słoneczniki. Nie wiadomo, na co patrzeć najpierw. W przeciwieństwie do uporządkowanych różanych rabat tutaj panuje uroczy chaos... pozorny, bo wszystko jest przemyślane i zaplanowane. Łącznie z porą kwitnienia kwiatów. Nie wiem, ilu ogrodników zajmuje się tą pracą, ale wiem, że pomaga im cała armia wolontariuszy. Tu i ówdzie spostrzegam prześliczne detale tzw. małej architektury. Rzeźby z brązu, mostki, zaciszne altanki obrośnięte pnącymi różami i ławeczki. Natłok obrazów, kolorów i zapachów. A mimo to ogarnia mnie tutaj błogi nastrój spokoju i szczęścia.

 

 

 

DSC01923.JPG

 

 

 

DSC06078.JPG

 

 

 

DSC06079.JPG

 

 

 

DSC06230.JPG

 

 

 

DSC06295.JPG

 

 

 

DSC06296.JPG

 

 

 

DSC06321.JPG

 

 

 

DSC06331.JPG

 

 

 

DSC06332.JPG

 

 

 

DSC06338.JPG

 

 

 

DSC06342.JPG

 

 

 

DSC07447.JPG

 

 

 

DSC07471.JPG

 

 

 

DSC07480.JPG

 

 

 

DSC07482.JPG

 

 

 

DSC07493.JPG

 

 

 

DSC08790.JPG

 

 

 

DSC08833.JPG

 

 

 

DSC06217.JPG

 

 

 

DSC06221.JPG

 

 

 

DSC06335.JPG

 

 

 Na brzegu na pozór dzikich  jeziorek rezydują kaczki różnych gatunków, gęsi kanadyjskie, znajome łyski, szare czaple  i czarne łabędzie. Niektóre pływają wyławiając wodorosty, inne śpią spokojnie nie zwracając kompletnie uwagi na spacerowiczów. Ani na mnie mimo, że podstawiam im obiektyw prawie pod same dzioby. Grzeczne ptaszki!

 

 

 

DSC06068.JPG

 

 

 

DSC06097.JPG

 

 

 

DSC06103.JPG

 

 

 

DSC06122.JPG

 

 

 

DSC06189.JPG

 

 

 

DSC06197.JPG

 

 

 

DSC07451.JPG

 

 

 

DSC07459.JPG

 

 

 

DSC07468.JPG

 

 

 

DSC07524.JPG

 

 

 

DSC07534.JPG

 

 

 

DSC07544.JPG

 

 

 

DSC07703.JPG

 

 

 

DSC07704.JPG

 

 

 

DSC08066.JPG

 

 

 

DSC08073.JPG

 

 

Wspomniałam wcześniej o autorze fontanny, Williamie McMillanie. Otóż,  innego dnia wybrałam się na Trafalgar Square. Akurat przeszła gwałtowna ulewa, wszystko wokół lśniło, a ja spojrzałam na jedną z fontann i... zobaczyłam znajome twarze. Tak, to Tryton i Nereida pomykający wraz z delfinami w morskiej głębi. Nie mogłam się pomylić. Poszukałam informacji i okazało się, że autorem obu rzeźb, tej z Regent’s Park i tej z Trafalgar Square jest ten sam artysta. Poznać twórcę po jego dziełach.

 

 

 

DSC08687.JPG

 

 

 

DSC08689.JPG

 

 

A teraz dwie ciekawostki. Pierwsza to taka, że na Trafalgar Square oprócz wyniosłej kolumny, z której spogląda w dal admirał Nelson oraz wspomnianych już fontann  znajdują się trzy pomniki. Są na nich król Jerzy IV, gen. Havelock i gen. Napier. Planowano jeszcze ustawienie czwartego pomnika, ale zabrakło na niego pieniędzy. Pozostał pusty cokół. Żeby się nie marnował, od 1999 roku ustawiane są na nim dzieła różnych twórców. Teraz trafiłam akurat na rzeźbę końskiego... kościotrupa.  Jest to dzieło 79 letniego niemieckiego rzeźbiarza mieszkającego w Nowym Jorku Hansa Haacke nazwane "Gift Horse”. Robi dość niesamowite wrażenie.

 

 

 

DSC08685.JPG

 

 

 

DSC08698.JPG

 

 

 

DSC08702.JPG

 

 

 

DSC08707.JPG

 

 

 

DSC03184.JPG

 

 

 

DSC03186.JPG

 

 

 

Drugą ciekawostką... tutaj uwaga: kto nie chce przeżyć rozczarowania niech raczej tego nie czyta. Kto chce pozostać dzieckiem niech ominie ten fragment. Nie przyjmuję żadnych skarg i zażaleń! A teraz do rzeczy. Każdy pewnie widział ludzi, którzy potrafią lewitować, prawda? Wbrew prawom fizyki i zdrowemu rozsądkowi unoszą się swobodnie w powietrzu jak te bańki mydlane albo inne dmuchawce-latawce. Ja (ach, cóż za zdroworozsądkowe podejście do świata!) od dawna podejrzewałam, że w tym musi być jakiś haczyk. Podejrzewać to jedno, ale gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że istnieją jednak czary. Deszcz, który spadł na Londyn zmył nie tylko marmurowe chodniki Trafalgar Square, ale również moje dziecięce złudzenia. Lewitujący magicy uciekli pozostawiając jakieś dziwne rury, stelaże i inne instalacje. Wydało się, że oni zawisają na tych wspornikach i podpórkach udając, że są lżejsi od powietrza. I jak mam teraz żyć??? Magii nie ma!!! I tym rozpaczliwym akcentem, pa, pa.

 

 

 

DSC03192.JPG

 

 

 

DSC08712.JPG

 

 

 

DSC03194.JPG

 

 

 

DSC08711.JPG

 

 

Żeby jednak nie pozostawiać Was, Najmilsi Tubywalcy w takim jesienno minorowym nastroju, na dobrą noc podaruję Wam przepiękną różę o równie uroczej nazwie... Keep Smiling, Moi Mili... uśmiechnijmy się! Pa, pa.

 

 

 

DSC06239.JPG

 

 

 

DSC06240.JPG

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

O Londynie...

środa, 07 października 2015 1:41

 

 

... można bez końca. Jeszcze wrócę do londyńskich wspomnień. Teraz jednak zapraszam na wędrówki po moim mieście. Wymyśliłam ostatnio takie powiedzonko: ja lowe Dąbrowę. Błąd zamierzony.  Na fali angielszczyzny w naszym języku ojczystym, oczywiście. W ostatni weekend postanowiłam wykorzystać piękną pogodę i zapowiadające się mgiełki, żeby znów połazić o świcie po zielonych zakątkach miasta. Nie macie pojęcia, jak cudnie jest wstać przed świtem i wyjść na pustą ulicę. Sygnalizacja świetlna jarzy się widmowo dla nikogo, wokół ni żywego ducha. Zawsze mnie bawił ten zwrot. Tak, jakby jakikolwiek duch mógł być żywy... no, chyba, że we mnie. Jeszcze się jakiś duch tli mimo... ale o tym później. Teraz ruszajmy w kierunku wschodzącego Słońca. Po chłodnej nocy woda w jeziorkach koło paruje malowniczo. Zaciera kontury wierzb, tworzy w powietrzu fantastyczne kształty. Jest tajemniczo, pusto i... lekko strasznie. Powiem Wam szczerze, Najmilsi Tubywalcy, że czasem podskakuję, gdy nagle coś porusza się w trzcinach. W ciszy każdy dźwięk się zwielokrotnia, brzmi prawie jak wystrzał... To wszystko w mojej głowie, rzecz jasna. Na szczęście, na przeciwległym brzegu majaczą sylwetki wędkarzy. Chociaż, co oni by pomogli, gdyby przyszła taka potrzeba< gdy każdy dźwięk ginie we mgle? Cóż, gdybym o tym myślała zbyt często, to pewnie przestałabym wychodzić z domu, szczególnie o tak zwariowanej porze. Stoję sobie więc nad parującą wodą i czekam na pierwsze promienie. Już są. Nie na darmo ta pora dnia nazywana jest „złotą godziną”. Wszystko wokół rozzłaca się i rozświetla. Pastelowe kolory mieszają się ze sobą tworząc na niebie smugi złota, różu i błękitu.  Marzenie impresjonistów. Jest pięknie. I znów po głowie tłuką mi się wersy zapamiętane z dzieciństwa... kiedy ranne wstają zorze, Tobie ziemia, Tobie morze... Dziwne rzeczy tworzą się w mojej głowie w takich niezwykłych momentach. Myśli wirują, mieszają się ze sobą, nierzeczywiste i ulotne. Jak te kolory. Jak ta mgła.

 

 

 

DSC04545.JPG

 

 

 

DSC04549.JPG

 

 

 

DSC04546.JPG

 

 

 

DSC04553.JPG

 

 

 

DSC04554.JPG

 

 

 

DSC04571.JPG

 

 

 

DSC04576.JPG

 

 

 

DSC04588.JPG

 

 

 

DSC04591.JPG

 

 

 

DSC04608.JPG

 

 

 

DSC04610.JPG

 

 

 

DSC04611.JPG

 

 

 

DSC04612.JPG

 

 

 

DSC04613.JPG

 

 

 

DSC04626.JPG

 

 

 

DSC04648.JPG

 

 

 

DSC04649.JPG

 

 

 

DSC04650 b.JPG

 

 

 

DSC04651.JPG

 

 

 

DSC04652.JPG

 

 

 

DSC04669.JPG

 

 

 

DSC04670.JPG

 

 

 

Słońce wznosi się z każdą minutą wyżej. Zmieniają się kontury, zmienia się światło. Czas na mnie.  Po drodze chcę jeszcze wstąpić do laboratorium. Mam skierowanie na badanie krwi. Na szczęście, laboratorium jest czynne w sobotę, inaczej musiałabym wziąć sobie wolne.  Kolejka kilkuosobowa, ale sprawnie to idzie, nie czekam długo. Wchodzę do pokoju zabiegowego. Uprzedzam sympatyczną pielęgniarkę, że a) nie mam żył (co jest oczywiście przesadą) b) mdleję czasami podczas pobierania krwi. Siadam na krześle i... sześć (!) wkłuć, w tym jedno trafione, ale mimo, że igła w żyle, to krew nie chce lecieć!!! Od dawna wiedziałam, że jestem kosmitką! Jestem już zmęczona całą tą procedurą. Pielęgniarka prosi, żebym posiedziała na kozetce, odpoczęła, i zaczniemy znowu. Po jakimś czasie znów siadam na krześle, podaję grzecznie raz lewą rękę, a raz prawą. Efekt taki, jak poprzednio. Żyły się gdzieś pochowały, uciekają spod igły. Koniec. Mówię, że już mam dość, i za chwilę odpłynę całkiem. Miła, lekko skonfundowana pielęgniarka usiłuje się tłumaczyć, że jestem wyjątkowa (to ja już wiem od dawien dawna) i ona się z takim przypadkiem nie spotkała. Współczuję jej troszkę, bo wiem coś o tym. Nie ona pierwsza poległa w starciu z moimi żyłami! Niemniej, chcę już stamtąd wyjść. Mam dość. Powolutku, z zawrotami w łepetynie docieram do domu. Mierzę ciśnienie. 90/60. Dlaczego mnie to nie dziwi? Kładę się i... odsypiam kilka godzin... no i prawie po sobocie!

 

 

Niedziela. Mam świetny plan. Pojadę sobie na Podbuczyny. Autobusem o 6:05. Mam nadzieję, że będą mgły i uda się zrobić ciekawe zdjęcia pól. Zastanawiam się... jechać? Nie jechać? Jakoś nie mam zbytniej ochoty. Z drugiej strony, jeśli odpuszczę, to będę miała żal do samej siebie, a tego nie lubię. Wychodzę więc i ruszam na przystanek. Stoi tam już kilka osób. Z koszami i wiadrami. Grzybiarze. Jedziemy i... okazuje się, że autobus jedzie jedynie do Antoniowa. Mniej więcej w połowie drogi do mojego celu. Tego nie wyczytałam na internecie. Okazuje się, że nie wszystkie autobusy tej linii jadą do końca. Jasny gwint. Wysiadam i zmieniam plany. Pójdę nad Pogorię IV... spacerkiem przez pola i piaski. Zapowiada się piękny dzień. I tak idę, i idę i... idę!!! Moja wędrówka rozpoczęła się o 6:30, a zakończyła o 12:30, gdy wczołgałam się po schodach na czwarte piętro i... padłam. Wiem, że przesadziłam. Wiedziałam to już w połowie drogi wokół jeziora. Niestety, przekroczyłam wówczas punkt „bez powrotu”. Mogłam iść jedynie przed siebie. I tak przeszłam około dwudziestu kilometrów. Na szczęście, pogoda była cudowna i udało mi się zrobić trochę zdjęć. Tak więc tym razem będzie mgliście (z soboty) i błękitnie (z niedzieli). A do Londynu, jak powiedziałam, jeszcze wrócę. Teraz spokojnej nocy i pięknych dni, Najmilsi Tubywalcy. Pa, pa.

 

 

 

DSC04688.JPG

 

 

 

DSC04768.JPG

 

 

 

DSC04769.JPG

 

 

 

DSC04777.JPG

 

 

 

DSC04781.JPG

 

 

 

DSC04784.JPG

 

 

 

DSC04697.JPG

 

 

 

DSC04700.JPG

 

 

 

DSC04725.JPG

 

 

 

DSC04732.JPG

 

 

 

DSC04759.JPG

 

 

 

DSC04791.JPG

 

 

 

DSC04829.JPG

 

 

 

DSC04840.JPG

 

 

 

DSC04852.JPG

 

 

 

DSC04874.JPG

 

 

 

DSC04893.JPG

 

 

 

DSC04958 b.JPG

 

 

 

DSC04962.JPG

 

 

 

DSC04965.JPG

 

 

 

DSC04970 b.JPG

 

 

 

DSC04991.JPG

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Sezon na...

piątek, 02 października 2015 6:44

 

... mgliste świtańce ogłaszam za otwarty! I znów nadeszła Jesień. Jeszcze nieśmiało, jeszcze delikatnie. Porannymi mgłami, promieniami wschodzącego Słońca przedzierającymi się przez mleczną poświatę, srebrzystą szadzią na źdźbłach trawy, nocnym chłodkiem i południowym ciepełkiem. Ach... to jedynie przychodzi mi do głowy, gdy patrzę na te cuda. Świat o poranku jest tak niewyobrażalnie piękny, taki czysty, jakby to był pierwszy dzień świata. Jeszcze nieskażony hałasem cywilizacji, jeszcze nie dla wszystkich widoczny. Dla wielu niewidoczny, bo o tej porze jeszcze smacznie śpią (i nawet im nie zazdroszczę), a dla innych niewidoczny, bo nie potrafią patrzeć. I choćbyś im podstawił pod sam nos najpiękniejsze cuda natury, to i tak ich nie zobaczą. Czy coś tracą? Oczywiście, ale jedynym ich szczęściem jest to, że nie wiedzą, iż coś przegapili. Ale nie o tych chciałam rozmawiać. Wiecie, Szanowni Tubywalcy, że ja do całkiem normalnych egzemplarzy gatunku ludzkiego nie należę. Każdemu politykowi, każdemu generałowi, każdemu zamaskowanemu terroryście chciałabym pokazać taki świt, takie piękno, i zapytać dlaczego chcesz to zniszczyć? Przecież mamy tylko to. Oprócz naszego świata nie mamy nic. Żyjemy pod jednym niebem, ogrzewa nas to samo Słońce, tak samo się rodzimy, i tak samo umieramy. Dlaczego więc nie potrafimy ze sobą rozmawiać? Dlaczego "nasze" jest ważniejsze niż "ich"? Dlaczego zabija się każdego dnia ludzi i ich marzenia? Dlaczego nasz piękny świat jest tym "łez padołem" zamiast być światem szczęścia i głośnego śmiechu dzieci? Jak mawia Jerzy Iwaszkiewicz, którego felietony bardzo lubię "polityką się nie zajmujemy, bo rzuca się na oczy...". Na inne części ciała też, zwłaszcza niektórym. Nawet na mózgi, chociaż podejrzewam, że tam w czaszce jakieś wielkie puste przestrzenie co u poniektórych. Wiatry lodowate  wieją. Najsmutniejsze jest jednak to, że właśnie tacy ludzie rządzą światem. Krótkowzroczni, zaślepieni swoimi wizjami, chcąc zaistnieć grożą zniszczeniem wszystkiego, co nie zgadza się z ich światopoglądem, religią, tradycją. Takich ludzi chciałabym wziąć za łeb, postawić o świcie przed (nie, nie przed plutonem egzekucyjnym, chociaż to byłoby najprostsze!) wschodzącym Słońcem przedzierającym się przez delikatność i różowość mgieł, i powiedzieć "PATRZ!". Patrz i myśl! Ale przecież wiem, że to niemożliwe. Wiem, że człowiek w ograniczoności swej jest terytorialnym drapieżnikiem. Że dla własnych racji gotów jest odebrać innym to, co najcenniejsze, i czego nikt nikomu nie jest w stanie zwrócić - życie! Takie właśnie myśli tupią mi w głowie o świcie, gdy patrzę na budzący się dzień. I takich właśnie pięknych dni Wam (i sobie) życzę, Szanowni Tubywalcy! Pa, pa!

 

 

 

DSC04489.JPG

 

 

 

DSC04492.JPG

 

 

 

DSC04493.JPG

 

 

 

DSC04508.JPG

 

 

 

DSC04510.JPG

 

 

 

DSC04512.JPG

 

 

 

DSC04513.JPG

 

 

 

DSC04521.JPG

 

 

 

DSC04527.JPG

 

 

 

DSC04535.JPG

 

 

 

DSC04538.JPG

 

 

 

DSC04541.JPG

 

 

 

DSC04543.JPG

 

 

 

DSC04550.JPG

 

 

 

DSC04554.JPG

 

 

 

DSC04559.JPG

 

 

 

DSC04565.JPG


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 719  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557719

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości