Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 466 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Nagrodzony zestaw wierszy

czwartek, 29 listopada 2007 15:52
 

Wykopki

 

Stara kobieta w pól bezkresie

obraca w dłoniach stwardniałych

brunatną obłość ziemniaka

nim go na stos rzuci

niecelnie

 

Nad ścierniskiem bezładnie

ogniska dym się smuży

przez chłopaków rozpalonego

oczekiwanie niecierpliwe

na ucztę

 

Z nogi na nogę przestępując

czekają aż żar się wyżarzy

by obłość w popiół

wrzucić pospiesznie

rozgrzany

 

A potem chłopięce dłonie

od sadzy wonnej poczerniałe

gorącość parująca

i dym z ogniska

splątany

 

Pod czerwienią jesiennie

zachodzącego słońca

stara kobieta schylona

obłość w palcach

obraca

 

nim na stos ją rzuci

niecelnie

 

 

 

 

 

 

Jesiennie

 

 

Już bociany odleciały

jak co roku niezmiennie

puste gniazda szykują się

na przyjęcie zamieci

 

Grzyby suszą się cierpliwie

mali wisielcy na niciach

splątanego babiego lata

pachną wigilijnie

 

Na konarze starej jabłoni

huśtawka kołysze się

w jesiennych porywach

czeka na wakacje

 

Polną drogą błotnistą

mgła od pól powoli

zaciera drzew kontury

sennie jesiennie

 

 

 

 

 

Ławeczka

 

 

Na ławce przed domem

stara kobieta twarz i dłonie

w cieple wygrzewa

w oczach niebo błękitem

odbija się jak w  wodzie

 

Czas bezdusznie bez litości

ciało jej w dół pochylił

dłonie i stopy wykrzywił

twarz porysował  rylcem

wiosen i zim

 

Ja to panie miałam warkocze

do kolan panie do kolan

Mój świeć Panie nad jego duszą

nadziwić się nie mógł

i nazachwycać

 

Jak do kościoła my jechali

furmanką ja w bieli panie, a jakże

to ci taki dumny był że strach

a taki przystojny kawaler

że serce mi zamierało

 

Potem dzieci jedno drugie

trzecie nam zgasło za wcześnie

dobre dzieci były tylko w świat

daleki tą drogą odeszły

ale pamiętają  piszą

 

Tę ławeczkę, co to na niej siedzę

mój własnymi rękami zmajstrował

siadali my razem wieczorami

ale komary cięli, że strach

my się oganiali wzajem

 

I nagle twarz starej kobiety

ku ziemi czasem przygiętej

uśmiech najpiękniejszy

rozjaśnia rozpięknia

jakby usiadł obok

Anioł w bieli

 

Teraz panie tylko czekać

aż mnie Pan do siebie zawoła

i z moim siądziemy na ławeczce

Czy  tam będę miała warkocze

żeby się mój znów zachwycił?

 

 

 

Kapliczka

 

 

W szczerym polu niespodzianie

wychodzi mi naprzeciw

kapliczka jak smukły obelisk

bielą zszarzałą przybrana

omszała od północnej strony

jak drzewo stuletnie

silna na przekór

czasowi

 

Wiatrami smagana pochylona

na jedną stronę jak wędrowiec

dźwigający ludzkie troski

bagaż nieszczęść i próśb

tych co przez pola idą

świeczkę zapalają

dłonie składają

błagalnie

 

I przystrajają biel zszarzałą

wieszają girlandy dziękczynnie

z kwiatów plastikowych

wstążek tęczowych

do Madonny wyblakłej

uśmiechają się cicho

oczy w górę wznoszą

nieśmiali

 

W mych wędrówkach niespodzianie

wyszłam naprzeciw kapliczki

smukłego obelisku w tęczy

kwiatów i wstążek

dłonie pokornie złożyłam

słów szukając zapomnianych

z dzieciństwa

 

Pod Twą obronę uciekamy się...

 

 

Ślubna fotografia

 

Na wyblakłej fotografii

w kolorze sepii zatartej

On w koszuli białej niedzielnej

i w krawatce pod wysokim

sztywnym kołnierzykiem

widać niezwyczajny

sztywno wyprostowany

bez ruchu

 

Obok Ona w sukni z gorsetem

czubki pantofelków błyszczą

na obstalunek szytych

u szewca w mieście

do kościoła i do fotografii

trochę cisną bo nowe

włosy głowę oplatają

upięte dorośle

 

Siedzą bok przy boku przejęci

wpatrzeni przed siebie

poważni bo zaraz ptaszek...

pełni nadziei przez lata

w wyblakłej sepii zaklęci

tacy młodzi i piękni

przed nimi całe życie...

 

Moi Pradziadkowie

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Anioły opowieść szósta

czwartek, 29 listopada 2007 15:50
 

Uśmiech dla Anioła

 

Na starym cmentarzu, tuż obok zmurszałego ogrodzenia stoi wielki kamienny grobowiec. Przysiadł na nim zdrożony, piękny i smutny Anioł. Zastygł w bezruchu i... myśli? A może tylko śni? Chyba śni, bo oczy ma z lekka przymknięte, dłonie zatrzymane w bezruchu spoczywają na ugiętym kolanie. Skrzydła otulają sylwetkę rysującą się ostro na tle nieba. Czasem tylko ożywia się z lekka, gdy coś w pobliżu zwróci jego uwagę. Od pewnego czasu jednak senność zaczęła go opuszczać. W pobliżu wyrastały nowe groby, przychodzili i odchodzili ludzie odwiedzający tych, którzy odeszli na zawsze. Niektórzy z żywych przychodzili częściej, inni rzadziej. Anioł przypatrywał się im z uwagą starając się rozszyfrować ich charaktery, poznać życie, może myśli... Szczególnie  lubił przyglądać się kobiecie, która przychodziła codziennie na grób mężczyzny. Męża? Chyba tak, chociaż nie było to pewne. Z miejsca, gdzie się znajdował, nie widział płyty z imieniem, za to doskonale widział kobietę stojącą u stóp grobu. Była już stara. Chociaż czy rzeczywiście? Właściwszym słowem byłoby, dojrzała. Wysoka i szczupła, siwe włosy mała zawsze starannie uczesane. Twarz nie tknięta pudrem czy różem, wargi prawie bezbarwne bez szminki, sprawiały wrażenie bezbronnych jak u dziecka. Ubrana w ciemne kolory sprawiała wrażenie wyższej, szczuplejszej, wręcz wiotkiej, kruchej. Przychodziła o różnych porach. Czasem wczesnym rankiem różowiejącym od wschodu, czasem słonecznym popołudniem, a jeszcze innym razem przedwieczornym zmierzchem. Zapalała znicz, zawsze jeden, zawsze w zielonym kolorze. Później zmieniała kwiaty w wazonie. Zawsze były to róże. I zawsze herbaciane. Anioł miał wrażenie, że odwdzięcza się temu mężczyźnie za wszystkie herbaciane róże, które kiedyś od niego dostawała. Potem siadała na małej ławeczce i nieruchomiała, tylko na jej twarzy widać było odbicie myśli, które przelatywały przez jej głowę. Czasem były smutne, niektóre musiały być przyjemne, bo na jej twarzy pojawiał się delikatny cień uśmiechu. Anioł miał wówczas wrażenie, że ten uśmiech przeznaczony jest dla niego. Pewnego razu zobaczył kondukt zmierzający w kierunku nowych kwater. Uwagę Anioła przykuł mężczyzna idący tuż za trumną. Wysoki, szczupły, wręcz żylasty wyróżniał się w tłumie srebrną bujną czupryną. Po skończonej uroczystości został sam przy stosie bezładnie ułożonych wiązanek i wieńców. Smutny i jakby bezradny. Jakby nie wiedział, co ma teraz zrobić. Samotny największą samotnością. Pod na wpół przymkniętymi powiekami Anioł poczuł ciepło łez. Jakże współczuł tym, którzy zostawali. I od tej pory czekał na przyjście wysokiej smukłej kobiety i wysokiego szczupłego mężczyzny. Tak się składało, że przychodzili o różnych porach. Raz się zdarzyło, że kobieta zatrzymała się mijając nowy nagrobek i pochylona zapaliła znicz zdmuchnięty silniejszym powiewem. Innym razem mężczyzna włożył do wazonu więdnące róże, które wiatr wyrzucił na płytę grobu. Anioł obserwował to wszystko z wysoka i czekał. Na co? Sam nie wiedział, ale miał nadzieję, że coś się wydarzy. Aż pewnego poranka i kobieta i mężczyzna przyszli o tej samej porze. Było tuż przed  Wszystkimi Świętymi, więc oboje  sprzątali teren wokół grobów swych bliskich nie zwracając uwagi na siebie nawzajem. Czy rzeczywiście? Anioł zauważył, że kobieta od czasu do czasu spogląda ukradkiem w kierunku mężczyzny. A on niby przypadkowo patrzy w jej kierunku, tak aby tego nie widziała. Następnym razem mężczyzna ukłonił  się kobiecie podchodząc do grobu żony. Ona odpowiedziała uśmiechem. Za którymś razem ona zagadnęła coś niezobowiązującego, o pogodzie, że ładna, że jak dobrze, że nie pada. Kiedyś oboje spotkali się w cmentarnej bramie i mężczyzna pomógł nieść znicz, ten zielony i wiązankę kwiatów, chociaż kobieta zapewniała, że to nie jest ciężkie. Anioł nie wiedział nawet kiedy zaczęli umawiać się na spotkania, oczywiście bo przecież samotna kobieta na pustym cmentarzu, to takie niebezpieczne. Kobieta podziękowała, mówiąc z uśmiechem, że faktycznie będzie jej raźniej. Anioł patrzył na nich i widział to, czego oni jeszcze nawet nie zauważyli. Że między nimi rodzi się uczucie. Że mają tak wiele wspólnych tematów. I że tak ładnie ze sobą wyglądają.  Oboje tacy wysocy i szczupli. Teraz Anioł wypatruje ich sylwetek w perspektywie cmentarnej alejki. Najpierw odwiedzają grób męża kobiety. Zapalają zielony znicz, pieczołowicie układają w wazonie herbaciane róże. Później idą do następnego grobu, gdzie leży żona mężczyzny. Wkładają do wazonu herbaciane róże i zapalają zielony znicz. Potem siadają na ławeczce, czasem rozmawiają a czasem po prostu milczą w przyjaznej ciszy. Kobieta uśmiecha się lekko. Anioł ma wówczas wrażenie, że ten uśmiech jest przeznaczony dla niego. Wówczas pod lekko opuszczonymi kamiennymi powiekami zbierają się dobre, gorące łzy. Ale przecież Anioły nie płaczą, więc to nie może być prawda. A może jest?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Anioły opowieść piąta

czwartek, 29 listopada 2007 15:48
 

Góry wysokie...

 

Smutny anioł obejmuje nagrobną płytę szczupłymi ramionami, ogromne skrzydła osłaniają kamień przed deszczem i śniegiem. Chronią przed palącymi promieniami słońca. Cierpliwie, milcząco i nieruchomo. Przez lata. Jak skamieniała z rozpaczy matka. Matka, której odebrano całą radość życia, całą nadzieję i całe szczęście. Matka, która nie potrafiła uchronić dziecka przed nieszczęściem i teraz wtulona w kamień osłania anielskimi ramionami zimną płytę. To było zaledwie mgnienie. Góry, dobrze przecież znana trasa, nic nie mogło się stać. Miał na imię Konrad. Był młody, silny, wysportowany. Akurat była przerwa semestralna, miał już zaliczone wszystkie egzaminy, wolny i swobodny. Szczęśliwy tak, jak szczęśliwa potrafi być tylko młodość.  Z grupą takich jak on  zapalonych taterników wyruszył świtem w góry. Pogoda była jak wymarzona, ostre szczyty wyraźnie rysowały się w porannym, przejrzystym  powietrzu. Byli dobrze przygotowani. Mocne buty, wełniane spodnie spięte nad kostką, żeby nie przeszkadzały we wspinaczce. Liny i czekany, w plecakach zapas jedzenia. To miała być piękna wycieczka. Ludzie czasem mówią, że mieli jakieś przeczucie, że los dał jakiś znak, jakieś ostrzeżenie. Tym razem nic nie wskazywało, że cokolwiek może się stać. Szli w górę, tacy pewni siebie, tacy silni, tacy nieśmiertelni. Byli już pod szczytem, gdy z niepokojem zauważyli, że pogoda nagle się zmienia. Ostry wiatr nadciągnął skądś i zimnymi porywami usiłował zdmuchnąć ich ze ściany. Chmury zasłoniły słońce i nagle wycieczka, która miała być przyjemnością zmieniła się w trudną wyprawę. Padający deszcz zacinał prosto w oczy, marznące dłonie z trudnością trzymały linę, kamienie pod stopami stały się śliskie i zdradliwe. Po lewej stronie zobaczyli wąską skalną półkę. To była szansa na przeczekanie, na odpoczynek. Ostatkiem sił dotarli do zbawczej półki, usiedli wtuleni w siebie, ogrzewający dłonie pod wełnianymi kurtkami. Było zimno, coraz zimniej. Czuli, że długo tak nie wytrzymają. Że zamarzną siedząc bez ruchu. Że ktoś musi iść po pomoc. Znali ryzyko. Co najdziwniejsze, nie czuli strachu, nic złego przecież nie mogło się stać. Najsilniejsi dwaj, Konrad i jeden z kolegów postanowili zejść na dół. Pozostali trzej musieli zaczekać. W nagłym zmierzchu ci co pozostali patrzyli na sylwetki kolegów niknące w szarości. Sami czekali na pomoc, bojąc się nocy i chłodu jaki ze sobą niosła. Ranek wstał jasny i czysty. Góry błyszczały w słońcu jak wymyte. Trójka, która przeczekała noc na półce postanowiła samodzielnie zejść do schroniska. Byli wściekli, że nie doczekali się pomocy. Nawet, gdy poniżej szlaku zobaczyli plecak Konrada sądzili, że zostawił go, by łatwiej było iść. W schronisku okazało się, że ani Konrad, ani ich drugi kolega nie dotarli na miejsce. Wówczas ratownicy górscy rozpoczęli poszukiwania. Poszukiwania w połowie zakończone sukcesem. Po kilku godzinach znaleziono kolegę. Żył. Miał złamaną nogę, wybity bark, był przemarznięty. Ale żył. Opowiedział, że idąc w ciemności zboczyli ze szlaku na zdradliwy piarg i kamienie osunęły się, a oni wraz z nimi. W dół. Tak opowiadał. Konrada znaleziono po kilku dniach. Leżał na ogromnym głazie,  jakby spał. Jego twarz, nietknięta i czysta była spokojna i łagodna. Taka dziecinna. Przez lata cierpliwy anioł ochrania kamień i fotografię, na której twarz Konrada jest taka spokojna. Jak wówczas, gdy wyruszał z kolegami na górską wycieczkę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ostatni wpis...

czwartek, 29 listopada 2007 15:46
 

... był cały czas umieszczony na blogu. Tyle tylko, że ciapa okropna, nie zaznaczyłam kategorii i „wrzuciłam" go we „wszystkie" a nie w „codzienność wrzeszczy...". No, moja wina. Za to miałam kilka telefonów, parę esemesów i reprymendę od kilku osób z Firmy. Że się opuściłam i mam się poprawić. Postaram się. A oprócz tego, czuję się już prawie dobrze. Choć przecież „prawie robi różnicę". Ale jest lepiej niż było. I to jest pocieszające. Musze wydobrzeć do końca tygodnia, bo w sobotę jadę do Warszawy. Będę do poniedziałku. Cieszę się okrutnie. Już kiedyś chyba tu wspominałam, że Warszawa jest dla mnie jak ładowarka... akumulatorków. Co jeszcze? Ano cały czas odbieram gratulacje. Dziewczyny z prasowego umieściły informację o moim sukcesie na stronie miasta. Pogratulowały mi nawet osoby, ze strony których raczej nie spodziewałam się takiej sympatycznej reakcji. Dzisiaj wysyłam z kolei zdjęcia na dwa konkursy. Żeglarskie i secesja. Czyli żagle i architektura. Dochodzi trzecia nad ranem. Wreszcie sen nadciąga powoli. Więc kończę, by go nie spłoszyć, może mi się uda go zatrzymać. Na trzy godziny. Pa, pa.

 

PS. W Opowieściach nieprawdziwych umieściłam dzisiaj dwa nowe "anielskie" opowiadania, a w Moim świecie rymowanym, nagrodzony zestaw wierszy. Przyjemnej lektury, pa pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ależ ciapa...

środa, 28 listopada 2007 7:28

 

 

... ze mnie. Później opowiem, co narozrabiałąm. Przepraszam za przerwę. Pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 586  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554586

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl