Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 811 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Mglisto...

poniedziałek, 21 listopada 2011 6:42

 

… jesiennie, sennie, niedzielnie. Kompletnie nic ciekawego się nie zdarzyło w ten weekend. Och, jeśli nie liczyć wymycia wszystkich okien, posprzątania wszystkich kątów, obcięcia dwudziestu kocich pazurków (bo już ostre były jak małe skalpelki),  wieszania firan, zasłon, prania dywanu etc, etc. Ale to powszedniość, a nie coś, o czym warto rozmawiać. Tym razem, zupełnie świadomie i z premedytacją zrezygnowałam z plenerów. Chociaż serce mnie troszkę kłuło, bo jak to tak… weekend i żadnych zdjęć? To przecież wręcz nienormalne, prawda? Ale ileż można fotografować wschody, mgły i jeziora, choćby były najpiękniejsze. A na dalsze wyprawy przed wypłatą nie było mnie stać. Cóż, takie czasy. A jeszcze na dodatek Pan D.T. postraszył mnie, ze będę musiała dłużej popracować. Ciekawa jestem, czy mój rocznik obejmie przesunięcie wieku emerytalnego, Jeśli tak, to przyjdzie mi chyba wyemigrować. Dosłownie, albo w przenośni. W przenośni czyli w głąb siebie, co nie byłoby takim złym pomysłem, gdyby tylko było tam coś ciekawego do zwiedzania. A na ten moment czarno to widzę.  A dosłownie… hmmmmm kusi mnie Londyn, oj kusi!!! Pożyjemy, zobaczymy.

 

Ponieważ w ten weekend zdjęć nie robiłam, chcę teraz wrócić do poprzedniego, który był przedłużony i, jak wiecie, w piątek fotografowałam jeziora. W sobotę natomiast pojechałam do Będzina, żeby sfotografować mojego mrocznego starego Anioła z kosą. Tak sobie wymyśliłam, że umieszczę jego podobiznę w konkursie „memori”. Weszam na stary „górny” cmentarz. Wokół żywej duszy, tylko lekka mgiełka snująca się wśród starych grobowców i kamiennych pomników. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że ktoś mi się przygląda. Rozejrzałam się wokół i na jednym z pomników ujrzałam dwa… koty. Chyba kotkę z młodym, nie wiem, czy to był kotek czy koteczka, zresztą to nie jest ważne. Pomyślałam, że stanowią doskonałą ilustrację do mojego opowiadania a kotku i cmentarnym Aniele w "Opowieściach nieprawdziwych". Koty przyglądały mi się z ciekawością, ale czujnie, gotowe w każdej chwili czmychnąć między groby. W końcu, znudzone prawdopodobnie moim krążeniem wokół grobowca, zeskoczyły na ziemię i powędrowały w głąb cmentarza. Zobaczyłam je ponownie, gdy stamtąd wychodziłam. Koty cmentarne. Pomyślałam, ze musze o nich opowiedzieć Dieslowi, niech wie, jakie ma szczęście. To był żart, zaznaczam, żeby Szanowni Czytelnicy nie pomyśleli, że już całkiem mi odbiło. Całkiem jeszcze nie, ale troszkę pewnie tak. Zresztą, czy zna ktoś definicję normalności? Normalność czyli coś, co jest zgodne z normami, a te zmieniają się na przestrzeni wieków chociażby. Mniejsza z tym.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A teraz komunikat i podziękowania. Dziękuję bardzo, bardzo serdecznie za wszystkie Wasze głosy oddane na moje fotografie. Dla tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, a chcieliby zagłosować, jeszcze raz skrótowe informacje. Należy zalogować się na stronie www.memori.pl.  Następnie u góry strony kliknąć na „ranking”. Moje zdjęcia  są teraz na stronie piątej i trzynastej, ale to się zmienia, więc można przejrzeć kilka stron zaczynając od pierwszej. Chociaż, patrząc na różnicę głosów, to tydzień, jaki pozostał chyba nie wystarczy, żebym znalazła się w zasięgu medalowej trójki. Zaznaczam, jedna osoba może oddać na dowolne zdjęcia tylko po jednym głosie. To znaczy, że Jan Kowalski może zagłosować na kilka lub kilkanaście zdjęć ze swojego adresu mailowego. Nawet gdyby miał kilka kont pocztowych, to oddawanie z nich głosów na te same zdjęcia jest niedozwolone. Tym bardziej, że osoby, które zagłosowały na zdjęcia wezmą udział w losowaniu nagród. Nie może być więc takiej sytuacji, że Jan Kowalski pojawi się wielokrotnie. Organizatorzy ufundowali dodatkowe nagrody, które zostaną  rozlosowane wśród tych, którzy zagłosowali na fotografie trzydziestu autorów. Zresztą, informacja o tym chyba dotarła na Wasze maile. Jeszcze raz dziękuję wszystkim i proszę o głosy tych, którzy jeszcze nie wzięli udziału w głosowaniu. Kurczę, a laptop by mi się przydał, ponieważ mój komputer zaczyna szwankować. Rozmawiałam z naszymi informatykami w Firmie. Powiedzieli mi, że to już stan prawie agonalny. W każdej chwili może paść i nie wstać więcej. Żartuję, rzecz jasna (nie ze stanu mojego komputera, bo ten jest poważny). Już miejsce w pierwszej setce jest sukcesem wśród 2,5 tysiąca zdjęć.  Na koniec jeszcze raz umieszczam konkursowe zdjęcia prosząc o Wasze głosy, Znajomi i Przyjaciele Królika też mogą zagłosować. I tym apelowym akcentem, pa, pa.

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jak...

wtorek, 15 listopada 2011 0:20

 

... zwykle noc jest tą szczególną porą, gdy wreszcie mam czas, żeby kilka słów skleić w miarę sensowną treść. Tym razem zwracam się z apelem do Szanownych i Szacownych Tubywalców. Ponieważ umieściłam trzy fotografie na stronie konkursowej www.memori.pl (trzeba wejść w zakładkę "konkurs fotograficzny"), więc, oczywiście, jeśli się Wam wydadzą interesujące, proszę o zalogowanie się na stronie i zagłosowanie na któreś z nich. Tematem konkursu są zabytkowe cmentarze w okolicy. Żeby było bardziej ekumenicznie, zamieściłam zdjęcia z cmentarzy prawosławnego w Sosnowcu, katolickiego w Będzinie i z Kirkutu na Wzgórzu Zamkowym, też w Będzinie. Ponieważ akurat ten konkurs polega na głosowaniu Internautów, więc jeśli macie chwilkę i ochotę na zagłosowanie, to polecam się  Waszej uwadze. Sama mam kilku faworytów. Jeśli spodobają się Wam fotografie innych uczestników, zagłosujcie na nie. Na tym polegają przecież konkursy. Kurczę, a obiecywałam sobie, że nie będę brała udziału w konkursach internetowych. Jak to nie należy nigdy mówić nigdy! Głosowanie można już rozpocząć, bo strona ruszyła o północy i otwarta będzie do końca listopada.

 

 

 

 

 

 

 

Fotografie umieściłam jako Małgorzata, Dąbrowa Górnicza. Z tego, co widziałam, to ilość zdjęć jest spora (grubo ponad 2 tysiące), trzeba więc troszkę poprzeglądać, żeby wybrać najlepsze. To tyle prywaty!  Jutro umieszczę całkiem normalny, już nie konkursowy wpis. I będą zdjęcia robione w weekend. Oj, zmarzłam tym razem bardzo. Łapki mi uświerkły, taka pora, taki czas. Teraz znikam, rano do pracy, ech!!!! I tym zmęczonym i sennym akcentem, pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

I znów...

piątek, 11 listopada 2011 3:48

 

… umknął mi Czas, chociaż obiecałam sobie, że wreszcie zacznę go szanować i dbać o niego bardzo. Ponieważ poczuł się niedoceniony i niedowartościowany, postanowił pokazać mi, kto tu rządzi i… tym sposobem zniknęło mi kilka dni z życiorysu. No cóż, przynajmniej  jakaś taka… młodsza jestem chyba? Bo skoro przeżyłam mniej dni, niż by to wynikało z kalendarza, to chyba tak to działa. Co działo się w ciągu tych niezarejestrowanych dni? Och, gdybym umiała, to bym opisała, gdybym tylko sobie przypomniała, bo jakieś mgliste miałam ostatnio nastroje. Na dworze mgły jesienne, to i w moim mózgu zamglenia. Wracałam z pracy tak koszmarnie zmęczona, jakaś taka rozbita i senna. Co wówczas robi zmęczona kobieta? Ano bierze kota pod pachę i zakopuje się w pościeli. Później budzi się, gdy na dworze już ciemno, patrzy na zegarek i sama oczom nie wierzy. Bo właśnie zgubiła gdzieś kilka godzin z życia. Na szczęście, już dawno przestała się przejmować takimi drobiazgami, bo inaczej pewnie by się zagnębiła wyrzutami sumienia. A tak, przynajmniej jest wyspana (a nic tak dobrze nie robi na urodę, jak sen!), zrelaksowana, a ponieważ jest typową sową, więc może siedzieć w nocy i twórczo się wyżywać. Jak teraz. Czasami zastanawiam się, czy byłabym w stanie związać się z kimś na stałe. O mężczyźnie mówię, rzecz jasna. Bo pomyślcie sami, Drodzy Tubywalcy, jaki normalny facet zniósłby mój pokręcony styl życia? Kto by mu obiadki gotował i prasował koszule, skoro ja sama obiadki uznaję tylko „proszone”, a z gniotących się ciuchów już dawno zrezygnowałam. Właśnie przeczytałam w jednym z kolorowych tygodników rozmowę małżeńską Anny Marii Jopek i Marcina Kydryńskiego. Znalazłam tam kilka ciekawych wypowiedzi. Na przykład on mówi: żeby pamiętać, jak wyglądasz, muszę cię fotografować. I nie jest to wcale z jego strony zarzut, bo przecież w czasie, gdy ona jest, na przykład w Rio de Janeiro, on podróżuje po Indonezji (albo może na odwrót). I dają sobie prawo do oddechu. Mają swoje światy, które w pewnych punktach się przenikają, a w innych są całkiem różne. Tylko… gdzie znaleźć takiego faceta? Z pasją, z własną życiową przestrzenią? W ubiegłym roku miałam taki krótki epizod z „mężczyzną z Katowic”, to ten, dzięki któremu zrobiłam sporo zdjęć tego miasta. I co? Było miło, sympatycznie, klimatycznie do momentu, gdy jemu zachciało się mnie….. udomowić! Jak zaczęły się uwagi typu, a po co mamy gdzieś iść, po co ci kolejne zdjęcia, przecież możemy posiedzieć przed telewizorem, albo pretensje, że mam inne plany na weekend, niezwiązane z jego osobą, poczułam się z lekka… osaczona. A że nie lubię się tak czuć, więc…. finał był do przewidzenia. Zabawne, najlepszym związkiem byłby taki, zresztą przywołany w przytoczonej wyżej rozmowie, jak małżeństwo Mii Farrow i Woody Allena, gdzie oboje mieli własne mieszkania nieopodal siebie i każde miało swój kawałek podłogi. Może to akurat nie najlepszy przykład, bo im się ten związek rozsypał, ale coś w tym stylu najbardziej by mi odpowiadało. Ale to tak na marginesie. Kiedyś na pytanie: czemu sobie kogoś nie znajdę (zabawne, żeby znaleźć, trzeba… szukać!) odpowiedziałam, że wolę być sama niż być z byle kim, byle jak, byle być. A już bycie z kimś, kto jest zazdrosny o mój czas… czy ja wyglądam na masochistkę? Nie wyglądam, no i właśnie! To tyle, jeśli chodzi o różne pytania różnych, życzliwych niewątpliwie, ale uciążliwych czasem ludzi.

 

Za oknem błyskają światła walców drogowych i innego ciężkiego sprzętu. Moje miasto jest od jakiegoś czasu koszmarem kierowców, bo remontowane są jezdnie w samym jego centrum. Wreszcie porządnie, ze zrywaniem starej nawierzchni, utwardzaniem podłoża, kładzeniem siatki. Wiadomo, że to była konieczność, bo stan dróg był koszmarny, ale miasto zakorkowane jest kompletnie. Dlatego ekipy pracują również w nocy. Przynajmniej nie tylko ja pracuję o tej porze. Zastanawiam się właśnie, czy mi się chce iść przed świtem w teren. Ostatnio byłam w sobotę, były piękne mgły! Kilka obrazków umieszczę poniżej. Piękna jesień, magiczne klimaty, nieprawdopodobne kolory. Zastanawiałam się kiedyś, co tak właściwie wnosi do mojego życia fotografia. Oprócz rejestrowania rzeczywistości, oczywiście. I wyszło mi, że: spostrzegawczość, refleks, ciekawość świata, samozaparcie i upór, odwagę również (chociaż niektórzy powiedzieliby, ze to czasami brawura i lekkomyślność), wiedzę o przyrodzie i, co nie jest wcale takie marginalne, kondycję fizyczną i odporność na przeziębienia. Teraz  chcę tu umieścić pean na cześć Internetu! Bo właśnie w sobotę miałam nad Pogorią III bliskie spotkanie z przedziwnym ptaszyskiem. Łaziło sobie „toto” po piasku i bezczelnie się na mnie gapiło. Pozwoliło mi podejść na odległość mniej więcej półtora metra. Później sobie popłynęło. Miało wielkość sporego kurczaka. Niby mewa, niby rybitwa, ale kolor jakiś taki… na naszych jeziorach jeszcze takiego ptaszydła nie spotkałam. W końcu wlazło do wody i odpłynęło. Ponownie spotkałam je (to ptaszydło), gdy podpłynęło do pomostu  jachtklubu i wyłowiło sporą rybę. W momencie, gdy ją połykało udało mi się zrobić kilka zdjęć. Zastanawiam się, jak ptaki to robią, bo przecież połykają rybę żywcem, ona się pewnie tam w przełyku porusza, w każdym razie ta konkretna była tak duża, że moje ptaszysko musiało się prężyć i machać skrzydłami, żeby się tam wewnątrz dobrze ułożyła. Oczywiście po powrocie do domu weszłam w Internet i „przekopałam” masę stron o ptakach morskich. Wreszcie znalazłam jedną jedyną fotografię podobnego osobnika. Okazało się, ze to młoda mewa srebrzysta. Ptak żyjący nad morzem, niemniej młode mewy często przenoszą się na akweny śródlądowe. Niesamowite, od moich jezior do morza jest chyba około siedmiuset kilometrów. Niezły dystans, jak na młodego ptaka. Nie widziałam innych pobratymców, więc przypuszczam, że jest tylko jeden, może został podczas przelotu większej grupy? Nie wiem i się tego nie dowiem. Niezbyt rozmowny był, poza tym dziób miał zajęty jedzeniem.

 

A w jachtklubie Pogoria III akurat byłam świadkiem wyjmowania jachtów z wody. Przyjechał dźwig i na parcianych pasach podkładanych pod kadłub po kolei wyciągał łodzie na przezimowanie. Czyli nieuchronnie zbliża się zima. Czyli…  kolej rzeczy została nienaruszona. Po jesieni nastąpi zima. Jak co roku, jak zawsze o tej porze, więc nie mamy co narzekać, że chłód, że poranne przymrozki. Najważniejsze, że po zimie nadejdzie wiosna!!! I tym optymistycznym akcentem, zostawiając Was z Jesienią i młodą mewą srebrzystą, pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Umieściłam dość sporo zdjęć mewy, dlatego na mgły trzeba będzie poczekać do następnej notki. Nie chcę zanudzić PT Czytelników obrazkami. A co do dzisiejszej wyprawy nad jeziora, chyba sobie jednak odpuszczę. Nie mam ochoty wyłazić z domu. Może po południu, może jakiś mały zachodzik się trafi? W każdym razie teraz idę spać! Dobranoc, a może raczej…. dobrydzień?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dzisiaj...

piątek, 04 listopada 2011 23:30

 

… byłam  na imprezie z okazji ogłoszenia wyników konkursu fotograficznego „Dąbrowa Górnicza jakiej nie znacie”. Organizatorami konkursu był Klub Podróżników w Dąbrowie Górniczej i Regionalne Stowarzyszenie Kulturalne, a impreza odbywała się w Klubie :Helikon”. Po raz pierwszy rozstrzygnięcie konkursu odbywało się w trakcie imprezy. Najpierw każdy z uczestników komentował swoje fotografie, które były wyświetlane na dużym ekranie, a później jury, które nie widziało wcześniej zdjęć  udało się na naradę. Byłam zaskoczona i bardzo, ale to bardzo szczęśliwa, bo dużo osób gratulowało mi świetnych zdjęć, że takie nastrojowe i takie malarskie, a dwoje młodych ludzi podeszło z pytaniem, czy mam swoją stronę w Internecie. Podałam im adresy, zarówno tej strony, jak i tych na digarcie. Okazało się, że kolejne osoby wzięły sobie te adresy od nich. W końcu jury zakończyło obrady i prowadzący zaczął wyczytywać nazwiska… najpierw osób, które brały udział w konkursie, wręczał im dyplomy i drobne upominki. Mojego nazwiska nie wyczytał, później nagroda publiczności (bo głosowaliśmy w przerwie), również nie ja. Pomyślałam sobie, że nie jest najgorzej, zostały trzy niewyczytane nazwiska, więc miejsce „na pudle” pewne. Najpierw prowadzący zapowiedział miejsce trzecie i tu padło moje nazwisko. Przedtem jeszcze powiedział, że jury miało duży problem z ustaleniem kolejności. No cóż, z jednej strony maleńki, ale to malusieńki niedosyt, a z drugiej ogromna satysfakcja, bo panowie, którzy mnie wyprzedzili mieli kapitalne prace. Pogratulowałam rywalom i usłyszałam, że …. to ja byłam ich faworytką.  Na co ja zrewanżowałam się takim samym stwierdzeniem. I tak w uśmiechach i wzajemnych komplementach zakończyła się impreza. Cieszę się ogromnie i z tej radości…. Rano wybieram się na polowanie na mgliste klimaty nad jeziora. Warto i tyle!

 

 

 

Aha, w nagrodę dostałam pendrive 16 gigabajtowy. Fajnie, bo stary miał 512 Mb pojemności, więc troszkę mało miejsca. To tyle na dzisiaj, kładę się spać, budzik nastawiam na piątą rano, żeby zdążyć przed świtem. Jeszcze tylko umieszczę kilka zdjęć,  kilka obrazków z przedwczoraj, gdy wyszłam do pracy i o mały figiel, a byłabym się spóźniła przez to moje fotografowanie. No co ja zrobię, że gdy widzę coś pięknego, coś wyjątkowego, co mnie zachwyca, to po prostu MUSZĘ zrobić zdjęcie. To jest jak choroba, przewlekła i uporczywa. Pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wolne...

środa, 02 listopada 2011 22:40

 

… świąteczne dni mają to do siebie, że… kompletnie wytrącają mnie z codziennego rytmu. I jakoś nie mogę później wrócić na tory swojskiej i jakże bezpiecznej rutyny. Tak stało się i tym razem. Miałam dzisiaj wrażenie, że jest poniedziałek, a dwa poniedziałki w jednym tygodniu nie są tym, co lubię najbardziej. Na szczęście, poniedziałek okazał się być środą, przynajmniej tak twierdzi mój kalendarz, a w związku z powyższym, do końca pracującego tygodnia pozostały zaledwie dwa dni. A przyszłym tygodniu znów święto i kolejna „magiczna” data: 11.11.11. Cóż, jakoś wiele osób pomija kompletnie dwójkę i zero, które jakby zaburzają „magiczny” porządek.

 

Ale to dopiero przed nami. Za mną, i za nami, rzecz jasna, wczorajsze święto. Na szczęście pogoda dopisała i było pięknie, słonecznie i ciepło. Po raz kolejny spełniłam się artystycznie i własnoręcznie przygotowałam wieńce. Po raz kolejny obiecywałam sobie, że nie będę się wygłupiać i po prostu kupię gotowe bukiety. I po raz kolejny nie dotrzymałam sobie samej danej obietnicy. Jakoś czuję się lepiej, gdy sama tworzę kwiatowe kompozycje. Co zresztą wcale się nie kalkuluje. Ale nie to jest ważne przecież. Na cmentarz dotarłam rano, jak się później okazało, po jednej z Kuzynek, a przed drugą Kuzynką. Mijałyśmy się, więc jakoś nikogo z rodziny tym razem nie spotkałam. Pamiętam lata, gdy przy grobie Babci i Dziadziusia spotykałam różne wiekowe Ciotki i stareńkich Wujków, dalekich krewnych spotykanych jedynie na Wszystkich Świętych, ewentualnie na pogrzebach. Teraz każdy kładzie kwiaty, zapala znicze i… biegnie dalej. Kolejna tradycja odchodzi w zapomnienie. Troszkę żal. Niezmienne są natomiast… stragany przed cmentarzami, a na nich cuda, cudeńka. Żelki i zabawki, balony i samochodziki, wata cukrowa i waflowe misie… te misie nie zmieniły się od czasu mego dzieciństwa! Na szczęście, nie natknęłam się na stoiska z grilowanymi kiełbaskami lub sztuką mięsa z rusztu, bo słyszałam, że i taki handel ma miejsce. Za to ceny zniczy i kwiatów wołają o pomstę do nieba. Zresztą, nie dziwię się temu wcale, w końcu każdy chce zarobić, a chryzantemowe żniwa są raz w roku. Jeśli jest popyt, to  jest i podaż. Czyste prawo ekonomii. Wieczorem wybrałam się ponownie na cmentarz. Było ciszej, spokojniej i bardziej nastrojowo. Między grobowcami, lekko oświetlone płomieniami zniczy poruszały się ciemne sylwetki ludzi. Dopiero w tym momencie poczułam prawdziwą magię chwili, moment zadumy. Dopiero teraz, wieczorem mogłam w mroku i ciszy posiedzieć przy kamiennych grobowcach. Blisko Tych, którzy byli dla mnie najważniejsi. Dzięki którym jestem tym, kim jestem, których cząstka tkwi we mnie, którzy żyją w mojej pamięci. W tym roku moja Mama miałaby… siedemdziesiąt sześć lat!!!! Niesamowite, zupełnie nie wyobrażam sobie Jej w tym wieku. Odeszła mając pięćdziesiąt dziewięć lat, za wcześnie, za szybko, tak zupełnie bez sensu. I zatrzymał się dla Niej czas. Logiczne więc, że kompletnie nie wyobrażam sobie Jej jako starszej pani. Każdy z nas przechowuje w sercu, w pamięci jakiś obraz bliskiej osoby, to jest jak zatrzymanie kadru, jak stop klatka. I tylko siedząc w ciszy i mroku można przywołać wspomnienia. Cieszę się, że w naszej tradycji to święto ma taki refleksyjny charakter. Są narody, które obchodzą Święto Zmarłych zupełnie inaczej. W krajach latynoskich na cmentarzach odbywają się radosne uczty,  drogiemu zmarłemu przynosi się alkohol i jedzenie, zresztą nie tylko u Latynosów istnieje taka tradycja. Dobrze chociaż, że nie przynoszą doczesnych szczątków krewnego do domu, żeby wspólnie z rodziną zasiadał do stołu, jak to mam miejsce u wielu plemion.  Cóż, dla nas to niepojęte, dla innych  rzecz jak najbardziej naturalna. Dziwi mnie natomiast próba „przeflancowania” na nasz grunt całkiem nieznanych nam tradycji, mówię tu o obchodzeniu Halloween. Pochodzenie tej formy zabawy ginie gdzieś w mrokach dziejów.  Najprawdopodobniej pochodzi ono z tradycji rzymskiej, może druidzkiej, a może to kilka tradycji, które połączyły się w jedno w kulturze anglosaskiej. Powiem szczerze, jakoś śmieszą mnie dynie udające potwory czy lizaki w kształcie trupich czaszek albo duchów. Chociaż to drugie jest dla mnie wybitnie… niesmaczne. I nie mówię tu o smaku lizaka. Ale ja, jak zwykle się czepiam. I tak zwyciężą… producenci zabawek, kostiumów i słodyczy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Za oknem mgła, gęsta i biała jak mleko. Zsiadłe mleko, żeby uściślić. Rano również było tak mgliście. Z tego właśnie powodu wyszłam do pracy… pół godziny wcześniej i obfotografowywałam tę mgłę ze wszystkich stron i pod różnymi kątami. Ach, jak ja lubię Jesień. Podobnie zresztą, jak pozostałe pory roku. Gdyby ktoś mnie zapytał, jaką porę roku lubię najbardziej, z ręką na sercu, nie umiałabym odpowiedzieć. Każda ma swój urok i swoje złe strony. Jak wszystko w życiu. Blask i cień, czerń i biel, smutek i radość, żałoba i wesele. A Jesień… Jesień doskonale pasuje do mojej psychiki i mojego kolorytu. Też jestem trochę ruda i trochę… zamglona.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PS. Wracając do komentarzy do poprzedniego tekstu i zdjęć z Bukowej Góry. Pragnę podziękować za pozytywny odbiór moich zdjęć. Cieszę się bardzo, że się podobają.

 

Hedwiżko, czy ja wiem, że są dobre? Cóż, czasami tak mi się wydaje, czasami tak podejrzewam. Niemniej to, jak ja je widzę nie może być obiektywne. Trudno jest ocenić samego siebie. Co innego, gdy ktoś inny spojrzy z boku. Pamiętam, byłam kiedyś na takich warsztatach zorganizowanych przez pewną firmę. Mieliśmy tam zajęcia, jakby to nazwać, interpersonalne. Było takie ćwiczenie, gdy trzeba było wejść do środka kręgu utworzonego przez inne osoby i krótko zaprezentować swoją osobę. Dwa, trzy zdania. Ależ to było ciężkie doświadczenie. W końcu każdy z nas miał to już za sobą. Wówczas okazało się, że nasze „występy” zostały nagrane kamerą i później odtworzone. Niesamowite było, jak bezlitosna jest kamera, jak wyłapała wszystkie błędy i potknięcia. Nadmierną gestykulację lub jej brak, wszelkie „yyyyyyyyyyyyyyyy”, „mmmmmmmmmmmm”, wady postawy i brak panowania nad własnym ciałem. Niesamowite doświadczenie. Spojrzenie na siebie z zewnątrz czasami jest człowiekowi potrzebne. Mnie natomiast potrzebna jest pozytywna ocena, inaczej zaczynam wątpić w siebie i w sens tego, co robię. Ten typ tak ma. Dlatego ogromnie się cieszę każdą miła opinią i za wszystkie z całego serca dziękuję.

 

Siteczko, na szczęście, żaden zboczeniec nie był takim idiotą, żeby ganiać po bukowym lesie bladym świtem w celu zdybania szurniętej fotografki. Każdy normalny zboczeniec o  tej porze smacznie śpi snem sprawiedliwego… czy może raczej niesprawiedliwego?  Co do noża, czy Ty chcesz, żebym się pochlastała? W ręku Gosi takie niebezpieczne narzędzie? Ale powiem Ci w tajemnicy… mam przy sobie scyzoryk. Zawsze mogę nim zboczeńca postraszyć. W końcu scyzorykiem można mu (temu zboczeńcu) coś upitolić, jak się człowiek mocno zaweźmie, prawda?

 

Kubo, cieszę się, że dostrzegłeś magię w tych obrazach. Faktem jest, że przeżyłam tam chwile z pogranicza jawy i snu, chociaż wówczas momentami czułam się jak uczestnicy „Blair Witch Project”. Nie wiem czy oglądałeś ten film? Mówię o stanie napięcia i zagrożenia, które zostały w nim pokazane. Podobne odczucia miałam na Bukowej Górze. Miałam wrażenie, że coś przygląda mi się zza drzew. Czy to magia, czy może raczej moja nadmiernie wybujała wyobraźnia? Raczej to drugie… tak sądzę. Nie będę się zagłębiała w ten problem, bo pewnie nigdy więcej bym się nie zagłębiła w żaden las. A szkoda by było, prawda?

 

Krystynko, dziękuję Ci, Kochana za Twoją życzliwą i serdeczną obecność. Cieszę się, że "moja" Jesień Ci się spodobala.

 

A teraz idę spać, włosy mi leniwie dosychają, jutro mam dyżur do siedemnastej. Czyli wyjdę po ciemku i wrócę, gdy już będzie ciemno, Taka pora, taki czas. Pa, pa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 668  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554668

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl