Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wczoraj...

wtorek, 27 listopada 2012 6:14

 

... znów napotkałam na jakieś "problemy techniczne". Tym razem całkiem zniknęły wpisy na blogu. Nie można było tez nic nowego dodać. Zostały tylko galerie. Powiem szczerze, że odrobinę sie przeraziłam.Na szczęście, dzisiaj wszystko się odblokowało. Zdjęcia też się pojawiły w archiwum i teraz moge je Wam pokazać. Na dobry dzień oczywiście moje wróbelki, co to stały się chwilowym zarzewiem konfliktu w niedzielny poranek. Niezwykle sie cieszę, że te ptaszki znów mają się dobrze. Populacja chyba sie odradza, bo stadka pojawiają się i są jakby liczniejsze. Lubię wróbelki i tyle.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Cóż, do zdjęć z niedzielnego porannego wypadu do Okradzionowa wróce wieczorem. Bo teraz już muszę się szykować do wyjścia, a tak na łapu-capu nie  chciałabym nic umieszczać.

Życzę Wam tylko miłego, spokojnego i uśmiechniętego dnia... pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jestem...

niedziela, 25 listopada 2012 12:15

 

... wróciłam. Zmęczona, ale w pełni usatysfakcjonowana. Zdjęcia są, własnie teraz zrzucam je na komputer. Było pięknie, była mgła i las i Przemsza w tej mgle. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie głupi incydent na samo zakończenie. Czekałam na ulicy na powrotny autobus. Miałam jeszcze jakis kwadrans. A na krzaku bzu i pobliskich słupach szalały wróble. Biły się, goniły, nurkowały między gałęziami. Cudny widok, wyciągnęłam więc aparat i zaczęłam robić zdjęcia. W tle był niestety budynek mieszkalny. Zupełnie mnie nie interesował, bo szkaradzieństwo z lat sześćdziesiątych... takie betonowe piętrowe pudło, nie było nawet na czym oka )obiektywu) zawiesić. W pewnym momencie z posesji wyszła dziewuszka, na oko może dwunastoletnia. Pomyślałam, ze też idzie na przystanek. Przywitała sie i powiedziała "moja mama nie życzy sobie, żeby pani robiła zdjęcia naszego domu". Przyznam szczerze, że zgłupiałam. Nie miałam ochoty wyjaśniać dziecku, że nie ma zakazu fotografowania obiektów prywatnych jeśli stoi się na drodze publicznej. Tym bardziej nie chciałam mówić dziewczynce, że jej dom jest paskudny i w złym guście. Ani, że ma hmmmm głupią rodzicielkę. Przedstawiłam się za to imieniem i nazwiskiem, wyjaśniłam, że zajmuję się fotografowaniem, między innymi ptaków, i że moim obiektem były wróble. Po czym włączyam pokaz zdjęć i ademonstrowałam dziewczynce, czym się zajmowałam przez ostatnie kilka minut. Obejrzała, grzecznie powiedziała "do widzenia" i poszła sobie. Jeszcze jej życzyłam miłej niedzieli. Po czym spokojnie wróciłam do fotografowania wróbelków. Już bez asysty, chociaz firanka na parterze się ruszała. Ale to może tylko przeciąg? I tak zastanawiałam się nad polskim fenomenem strachu przed obcymi, przed możliwością sfotografowania przez kogoś "MOJEGO" domu? podwórka? studni? pola wreszcie? Przecież, gdyby w Polsce była dostępna broń, to pewnie ta kobieta by wysłała  dziecko z  dwururką, żeby przegoniło intruza. Wiecie co? Płakać się chce. I tyle... zdjęcia (wróbelków również) będą później w ciągu dalszym tego wpisu, może wieczorkiem (koło północy). Teraz pa, pa.

 

I znów nie można dodać zdjęć. Jest po północy, minęło prawie dwadzieścia minut poniedziałku, więc pora na sen. Czyli jednak na kontynuację tego wpisu trzeba będzie poczekać.  A jeszcze tak na zakończenie tematu poruszonego powyżej. Ludzkość dla iluzorycznej ochrony odgradza sie od świata zewnętrznego murami, zasiekami, wysokimi płotami. I w krótkowzroczności swej nie zauważa, że zamyka się w getcie... A jeśli złodziej bądź bandyta będzie chciał się włamać, to i tak to zrobi... Tuz obok mojej Firmy ktoś sobie wybudował dom. I ogrodził go wysokim, bardzo wysokim, bo prawie dwumetrowym płotem. Na dodatek niezwykle szczelnym, ani szparki między deskami. Z ulicy widac jedynie dach budynku. I tak, przechodząc obok tego domu, zastanawiam się, co to za przyjemność, gdy z okna widzi się tylko płot? Dodam jeszcze, że działeczka jest jak chusteczka... czyli płot prawie pod samymi oknami. Poczucie bezpieczeństwa? Iluzoryczne, bo jeśli nawet coś się będzie działo wewnątrz domu lub na posesji, to pies z kulawą nogą się nie zorientuje i nie pomoże. Tak więc, jak mówi stare przysłowie, każdy kij ma dwa końce.... i końca nie widać :) Znikam teraz, Najmilsi Tubywalcy. Miłego poniedziałku i oby jak najszybciej minął. Bo już tak od wtorku to jakby lepiej było widać zbliżający się weekend. Pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jest...

niedziela, 25 listopada 2012 5:58

 

... 5:56, za oknem mrok i mgła, a ja zaraz wychodzę i jadę w teren. Wrócę, wówczas napiszę więcej. Czyli jeszcze przed południem... tak przynajmniej planuję. Oj, Wy jeszcze w ciepłych łóżeczkach pod kołderkami śnicie swoje piękne sny, a ja w ten ziąb i mrok... ech! Pa, pa.....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dni...

niedziela, 18 listopada 2012 10:06

 

... mijają szybko, z każdą chwilą szybciej i szybciej, na złamanie karku, do zawrotu głowy. Tak chciałabym zatrzymać czas... nie, nie, zatrzymać, to nieodpowiednie słowo...  może tylko troszkę spowolnić. Żeby nie mijał tak szybko, tak nieubłaganie, nieuchronnie. Może własnie dlatego takim cudem dla mnie jest fotografia. Może własnie dla zatrzymania ulotności czasu zrywam się przed świtem i jadę gdzieś, raz bliżej, to znów dalej, w jakieś dziwne miejsca, gdzie nikt nawet nie zagląda za dnia, a co dopiero mówić o nocy.  Tak było wczoraj. Powiem Wam szczerze,  Najmilsi Tubywalcy, że miałam obawy co do wyników mojej wyprawy. Bo z reguły tak jest (prawo Murphy’ego?), że jeśli przez cały tydzień (akurat, gdy ja byłam w pracy!) była mgła, to zgodnie z tą regułą, na weekend mgła mogła się rozwiać jako ten sen srebrny Salomei... rany Julek, jaka znowu Salomea...

 

Zastanawiam się czasami (taka mała dygresja), skąd w mózgu człowieka takie dziwne informacje, dawno minione chwile, jakieś zetlałe obrazki... gdzie się to mieści i jaki jest mechanizm, że wyskakują znienacka, jak ten diablik z pudełka. Ponieważ z mojego pudełka wyskoczyło wspomnienie pewnego miejsca dobrze mi znanego z czasów szalonej młodości, a mianowicie most na Przemszy w Będzinie. Łaziłam tam z Dianusią (miałam takiego ślicznego pieska), wystawałam wieczorami na moście gapiąc się w ciemną wodę, słuchając stukotu pociągów przejeżdżających nieopodal... myśląc? Marząc? Nie pamiętam tamtych myśli, a i na tamtych marzeniach osiadł kurz zniechęcenia i codzienności. Czasem mam wrażenie, że jakoś pogubiłam te szanse, te możliwości... przez błędne decyzje?  Być może... cóż, czasu nie tylko nie cofniemy, ale i z jego spowolnieniem nie damy sobie rady.  Nie, nie jestem rozczarowana moim życiem, może tylko troszkę zła na siebie za niewłaściwe wybory. Ale to tylko czasami, nie pozwalam, żeby takie myśli zatruwały moją głowę. Problemów mam aż nadto... może to ten dzień urodzin? Może nie na darmo ludzie wierzą, ze trzynastka jest pechowa?  Bo często jest tak, że już, już... już widzę swiatełko w tunelu, gdy na głowę znów spada mi kolejny skalny odłamek, i znów muszę odgruzowywac ten cholerny tunel! Najgorsze jest jednak to, że często rozczarowują mnie ludzie, najsmutniej, gdy są to bliskie mi osoby, a przynajmniej ja za takie je uważałam. I przychodzi moment, gdy już nie mam złudzeń,  już wiem, że z premedytacją ktoś zrobił mi krzywdę. Boli? Jak jasna cholera! Rani? Oczywiście, ze tak! Czy to nowość? Jasne, że nie! Zabawne jedynie jest to, że za każdym razem jestem tak po dziecinnemu... zaskoczona. Ludzkim okrucieństwem i moją własną głupotą. Może kiedyś tu opowiem o moim największym rozczarowaniu, o krzywdzie, jaką mi wyrządziła osoba, której ufałam, podczas, gdy ona cały czas grała swoją własną grę. Może kiedyś będę gotowa, żeby przeanalizować to, co mnie spotkało i otwarcie o tym opowiedzieć. Najgorsze w tym wszystkim jest  to, że jej już tego powiedzieć nie mogę.  To frustrujące, gdy zostaje się  z uczuciami, których nie można z siebie wyrzucić, ze słowami, które już nie mają adresata i nie mają, tak naprawdę, znaczenia. Dla nikogo, oprócz mnie samej.

 

Wróćmy jednak do wczorajszego dnia. Ponieważ wschód Słońca miał być o siódmej, więc wyszłam z domu przed szóstą i pojechałam tramwajem do Będzina. Szłam pustymi o tej porze ulicami, skręciłam koło Teatru Dzieci Zagłębia (kiedyś z grupą przyjaciół stworzyliśmy tam taki nieformalny teatr eksperymentalny) wtedy dyrektorem był Jan Dorman, niezwykle malownicza postać, On nie obawiał się ludzkich opinii, wyrastał ponad przeciętność zapyziałego miasteczka, jakim był wówczas Będzin. Marzyłam wówczas, że będę grała na wielkich scenach, że będę wielką aktorką (kolejne z marzeń, które jakoś gdzieś zaprzepaściłam,  ale teraz to ju z nieistotne). Wreszcie stanęłam nad Przemszą.  Zmieniło się tam trochę, na wałach poszerzono ścieżki, mostek jakby inny... jasne, że inny! Tylko rzeka pozostała taka sama, leniwa i ciemna. Znad wody unosiły się mleczne opary. Na krzakach, drzewach i trawach osiadła szadź. Magia! Istna magia, cały świat w srebrzystej poświacie. Wiem, że moje zachwyty czasem mogą zadziwiać Ludzkość. Dlatego staram się je hamować, przynajmniej w codziennym życiu. Bo dziwnie ludzie na mnie patrzą, gdy im mówię „spójrz, jaka piękna mgła, jakie piękne chmury". W ich oczach widzę niewypowiedziane słowa „czy ona zwariowała? Co ona widzi pięknego we mgle. A chmury? Pewnie spadnie deszcz”.  Ludzie nie lubią „widzących inaczej”. Ludzie nie tolerują wszystkiego, co wyłazi z ramek i nie mieści się w ich kanonach zachowania. I nieważne, czy będą to homoseksualiści, czy przeciwnicy polityczni, czy też ludzie wyznający inną wiarę. Czy będzie to szurnięta fotografka. Staram się więc wpasować w otoczenie, zniknąć, wtopić się w tłum... to się chyba nazywa mimikra. Ale przychodzi moment, gdy jestem sama gdzieś nad rzeką. I to jest ta chwila, gdy mogę powiedzieć, że jestem na swój sposób szczęśliwa. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeszcze kilka zdjęć pięknie oszronionych i podświetlonych Słońcem chwastów. Czyż nie wyglądają szlachetnie?

 

 

 

 

 

 

 

Ziąb był straszliwy, od rzeki ciągnęło wilgocią, powoli zamarzały mi koniuszki palców (bo, jak zwykle goopia misia, nie wzięłam rękawiczek). Zresztą w rękawiczkach źle sie robi zdjęcia. W końcu stwierdziłam, że Słońce jest już zbyt wysoko i nic więcej z tych krajobrazów nie „wycisną” więc pomaszerowałam wałem Przemszy w kierunku targowiska. Waśnie nad Przemszą ustawiają się ludziska z „mydłem i powidłem”. I tam właśnie, za całe cztery złote kupiłam cieplusie rękawice z owczej wełny. Z jednym palcem, takie lubię, bo można w nich dłoń zacisnąć w pięść, zeby rozgrzać palce. Ponieważ wreszcie zrobiło mi się cieplej, postanowiłam więc zajrzeć jeszcze na Górę Zamkową, na kirkut. I tam... ale to już zobaczcie sami...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I jeszcze jeden obrazek, widok na Elektrownię w Łagiszy... kominy zawieszone w powietrzu, niezwykły widok, efekt zapierający dech w piersiach. Niestety, zdjęcie nie oddaje w pełni nierzeczywistej rzeczywistości. Musicie mi uwierzyć na słowo, Szanowni Tubywalcy!

 

 

 

 

A już tak naprawdę na zakończenie jeszcze jeden widoczek. Tym razem świadczący o głupocie i bezmyślności ludzi. Otóż, ścieżki nad Przemszą były pięknie oznakowane... chyba. Bo ktoś ukradł... metalowe słupki. Zostały same znaki. To i tak, że ktoś umieścił je na moście, a nie wrzucił po prostu do rzeki. A przecież mógł, prawda? O głupawych napisach nawet mi się wspominać nie chce! I tym smętnym akcentem, pa, pa.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wernisaż...

wtorek, 06 listopada 2012 19:57

 

... aj waj, jakie wielkie słowo. Powiedzmy sobie, że nie wernisaż, a spotkanie w bardzo małym gronie w Klubie „Helikon” dwudziestego października rano. Właśnie, rano, sobota... a co robi Ludzkość w sobotni poranek? Otóż Ludzkość... sprząta! Przynajmniej ta piękniejsza część populacji. Kurczę, dosłownie, jakby się te kobitki chciały zmienić w PPD... czyli w Perfekcyjne Panie Domu. Ha, żebym była pewna, że dzęki sprzataniu będe taka śliczna, taka szczupła i taka mądra jak niejaka Pani R. z telewizji, to bym z mopem latała cały dzień... i noc! A tu mam jedynie szansę, że gdy mnie ktoś ze szczotką zobaczy to zapyta... parafrazując stary kawał, „Pani sprząta czy odlatuje?”... koniec cytatu. Mówiłam wielu osobom, że będzie fajna impreza, że będzie makijażystka, stylistka, pani robiąca i ucząca jak robić biżuterię... no i ja z moimi zdjątkami.... I co słyszałam w odpowiedzi w stosunku dziewięć na dziesięć ankietowanych-zapraszanych „No coś ty, przecież w sobotę to ja SPRZĄTAM!”.  Najzabawniejsze było to, że ponieważ w klubie zorganizowano zajęcia dla dzieciaczków wielu rodziców potraktowało to jako okazję do... podrzucenia dzieci i wyrwanie się na zakupy... chyba! Niemniej. Tych kilka osób było, było miło, zresztą jak zwykle w „Helikonie”. Tam są świetni ludzie więc i atmosfera jest kapitalna.  Zdjęcia się podobały, dlaczego nie miałyby sie podobać. Wybrałam same w soczystych kolorach Jesieni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A tydzień później, w poniedziałek 29. października... spadł śnieg!!! Ponieważ Diesel, jak to kocurek pamięć ma krótką i rozumek malutki, więc znów, jak co roku zaskoczył go śnieg. Widok Diesla badającego to białe i... ZIMNE! jest bezcenny... ach, gdyby śnieg leżał na moim balkonie cały rok nie musiałąbym pilnować kota... po prostu by na balkon nie wyłaził.

 

 

 

 

 

Ja natomiast, i owszem, polazłam nocą zdjęcia zimowe robić... hmmmmm i ja tu mówie o malutkim rozumku Diesla... Ale, czego się nie robi dla sztuki, choćby przez małe „s”. Połaziłam, obfotografowałam najbliższą okolicę i dobrze, że sie pospieszyłam, bo już dzień później śniegu nie było. Taki pierwszy zwiastun Zimy, nietrwały i ulotny, ale jakże piękny. Cóż, jeszcze będziemy mieli tego białego pod dostatkiem, aż nam sie sprzykrzy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opowiem Wam zabawną historię. 31.października  wyszłam sobie do sklepu, bo przypomniało mi się, że następnego dnia jest święto. Nagle na wprost mnie na chodniku stanął (skądinąd znany mi)człowiek (co w tym przypadku zabrzmiało aż nadto dumnie) i z miną zbolałego basseta zaszemrał cichutko... Niech się pani nie gniewa.... niech mi pani da złoty siedemdziesiąt. Powiem szczerze, że wydarłam sie na gościa i wygarnęłam, że PO RAZ PIĄTY MNIE ZACZEPIA, ŻE WRESZCIE POWINIEN MNIE ZAPAMIĘTAĆ, ŻE NIE MAM ZŁOTY SIEDEMDZIESIĄT, A NAWET JAKBYM MIAŁA, TO BYM NIE DAŁA!!!  Hmmm chłopinę wmurowało w trotuar, a ja pomaszerowałam dalej wybijając wściekły rytm obcasami. Bo faktycznie zaczepił mnie po raz piąty w ciągu ostatnich kilku dni, i za każdym razem „złoty siedemdziesiąt”. Następnego dnia wyszłam na cmentarz objuczona siatami ze zniczami, z kwiatami, a że padał deszcz, więc ubrana byłam mało wyjściowo, jakaś kurtka,  jakis kaptur. Przechodzę przez jezdnię, a tu na wprost mnie sunie... bardzo elegancki gość... jesioneczka, szaliczek, biała koszula i krawacik, spodzień w kancik, w lakierkach przejrzeć się można. Elegancja-Francja. W dłoni odzianej w skórzaną rękawiczkę dzierży czarny parasol, a u jego boku, uwieszona u ramienia, wtulona bardzo elegancka pani.  Wuglądali troszkę staroświecko, ale z jakąś taką uroczą klasą. Wszystko by pasowało, gdybym nie poznała w eleganckim gościu wczorajszego chłopiny, co to... złoty siedemdziesiąt... W pewnym momencie nasze spojrzenia sie spotkały.... rany Julek, przeraziłam sie, że faceta zaraz apopleksja zwali na asfalt. Jeszcze takiej czerwieni na niczyjej twarzy nie widziałam... i ten popłoch w oczach. Szczerze? Odwróciłam wzrok, udałam, że go nie poznaję i poszłam swoją drogą... Znów się przekonałam, że życie jest ciągłą niewiadomą...

 

Co jeszcze? Niewiele. Dni przeciekają mi przez palce... praca, dom, dom, praca... powiem szczerze, że czasami jestem znużona, zniechęcona do świata, do ludzi, do samej siebie wreszcie... Nawet fotografia mnie czasami nie cieszy... bo tak właściwie, to po co mi to? Te tysiące zdjęć, to łażenie po nocy po zakazanych dziurach... a właśnie, w ostatnią niedzielę wybrałam się przed świtem na łąki (ech głupia ty, głupia ty... Małgośka). Były cudne mgły, jakieś takie odrealnione klimaty...  jednym słowem piknie, że strach! Później poszłam nad Pogorię III. Okazało się, że będzie jakaś impreza, szykowano nagłośnienie, banery, dmuchane bramy i takie tam sprzęty. Zapytałam jakiegoś chłopaka, co to będzie za impreza. Odpowiedział, że o 11:30 odbędzie się bieg na 15. kilometrów. Cóż, poniewaz była dopiero dziewiąta z minutami, więc stwierdziłam, że nie chce mi się czekać  i ruszyłam przez parking z powrotem, juz do domu. W pewnym momencie podszedł do mnie taki jeden znajomy człowiek z Firmy i prawie rzucił mi sie na szyję... O, pani Małgosiu, jak dobrze, że pani tu jest, będzie pani robiła zdjęcia????  I mina, wypisz wymaluj „złoty siedemdziesiąt”... prawie roześmiałam mu się w nos... lecz opanowałam się i uprzejmie odpowiedziałam... „przykro mi bardzo, jestem tu prywatnie, a  pracuję tylko za pieniądze”.... Kurczę, nie mogłam się powstrzymać od zgryźliwości, ale przypomniały mi sie wszystkie niesympatyczne sytuacje, jakie miały miejsce wcześniej i... człowiekowi sie oberwało... wredna jestem, prawda?  Chociaż, teraz to się nazywa... asertywność!

Ale przynajmniej mgiełki były cudne!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niestety, z przyczyn technicznych ZNÓW nie mogę dołączyć zdjęć... trwa "przetwarzanie". Z każdym dniem bardziej mnie wkurza ta strona... licznik nie działa od wieki-wieków, zdjęcia się nie wgrywają... zastanawiam się nad zmianą portalu, ale... żal mi to wszystko porzucić. Utraciłabym tyle słów i tyle obrazów... nie wiem, zastanawiam się...  W każdym razie, te dziury w tekście to miejsce na zdjęcia, mam nadzieję, że wkrótce uda mi się je zapełnić Teraz jestem zła jak osa... idę coś zjeść, pa pa.

 

Udało się, w końcu sie udało, co nie znaczy, że wszystko jest w porządku z tą stroną...  Nie wypada mi nic innego, jak tylko przeprosić Szanownych Tubywalców za utrudnienia i opóźnienia...  do następnego spotkania. Miłych snów i pa, pa!

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 713  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558713

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl