Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 889 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Pisanie przeze mnie...

poniedziałek, 31 grudnia 2007 7:28
 

 

... kolejnych notatek jest  sprawą społecznie użyteczną. A mianowicie,  proszę sobie wyobrazić osobę, która zachowuje się w codziennych kontaktach z ludźmi tak, jak ja zachowuję się tutaj. Wiecznie narzekająca, niezadowolona, mająca za złe. Kto by to wytrzymał. A tak, wystarczy, że wyrzucę z siebie wszystkie złe emocje, ponarzekam sobie zdrowo, popłaczę czasem i pozrzędzę. W zamian nie robię tego twarzą w twarz z tak zwanym społeczeństwem. Dlatego społeczeństwo jeszcze ze mną wytrzymuje. Co jednak jest najdziwniejsze, czytelnicy tych notatek również jakoś to znoszą czym wzbudzają mój ogromny podziw i szacunek. A mówiąc serio, często zdarza się, że czytam to, co umieściłam kilka dni wcześniej i włos jeży mi się na głowie. O rany, czy to na pewno ja napisałam?  Mimo to nie kasuję i nie zmieniam raz umieszczonych tekstów dla swego rodzaju uczciwości. W stosunku do siebie również. Ale nie o tym miałam dzisiaj napisać. Myślałam dzisiaj o życzeniach na nowy rok. Od Przyjaciółki (Bobi całuję!) dostałam dzisiaj sesemesa w formie toastu. Ponieważ mi się podoba bo jest zabawny, więc go tutaj zacytuję:

„Dziewczyny,

pijemy za zdrowie facetów, którzy nas zdobyli,

kolesiów, którzy nas stracili

debili, którzy nas rzucili

i farciarzy, którzy nas poznają!"

Każda z nas może się podpisać pod tym toastem. Jeśli nie pod całością, to przynajmniej pod fragmentem.

 

A teraz pragnę złożyć życzenia noworoczne ode mnie.

 

W Nowym 2008 Roku niech nie zabraknie Wam siły by spełniać marzenia, te maleńkie i te ogromne, niech posłańcy niebiescy czuwają nad Waszymi snami. Tym, którzy już mają kogoś wyjątkowego przy swoim boku, życzę cierpliwości, sztuki kompromisu i miłości w codziennej gonitwie. Tym, którzy są samotni życzę aby spotkali tę wyjątkową, specjalną osobę na resztę dni. Rodzicom życzę, aby dzieci dawały im jak najwięcej radości. Dzieciom życzę cierpliwych, kochających rodziców. Staruszkom życzę ławeczek po słonecznej stronie parku. Nastolatkom ławeczek w cieniu bzów, gdzie można wyciąć scyzorykiem inicjały i serca przebite strzałą. Mężczyznom życzę ciepłych, serdecznych kobiet, które opatrzą wojenne rany wyniesione z codziennych potyczek. Kobietom życzę silnych, mądrych mężczyzn, którym nie przeszkadza, że kobieta myśli. Nauczycielom życzę pilnych uczniów, a uczniom wyrozumiałych pedagogów. Chorym życzę zdrowia i lekarzy, którzy akurat nie strajkują. Lekarzom jak najmniej pracy, bo to będzie oznaczało, że społeczeństwo cudownie ozdrowiało. Literatom wydanych książek jeszcze pachnących farbą drukarską. Fotografom wyjątkowych okazji do „strzału". Muzykom samych czystych tonów. Malarzom tęczowej palety barw. A wszystkim księżycowych nocy i słonecznych dni. Pełnego konta w banku i zawsze pełnej lodówki. Rodziny i Przyjaciół przy wspólnym stole. Tak zwyczajnie, szczęścia. Bo przecież dla każdego oznacza ono coś zupełnie innego, a równocześnie wszyscy marzą o tym samym. Różnią się jedynie szczegóły. Życzę więc spełnienia najpiękniejszych snów. Niechaj ten Nowy Rok będzie pierwszym z pasma najpiękniejszych lat, jakie są przed Wami. O północy wypiję za to pod gwiazdami na Alei Róż.

 

Do zobaczenia...  za rok ;)))))

 

PS. Drogi Adamie zapewniam, że znalezienie faceta jest na jednym z pierwszych miejsc mojej listy noworocznych postanowień. Tuż obok głównej wygranej w totolotka, zdobycia nagrody Pullizera oraz World Press Photo, o wystawie w Zachęcie nie zapominając. Jak z tego widać, szanse są jednakowe  dla każdego z tych punktów. Szkoda tylko, że... nie sporządziłam listy noworocznych postanowień. Też całuję! ;))))


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Poprzednia notka była jakaś...

niedziela, 30 grudnia 2007 15:48
 

... taka niedokończona. Kolejny ciężki dzień w raju. Z maleńkim światełkiem w oddali czyli... weekendem. Nigdy nie sądziłam, że jeszcze dożyję takiej chwili gdy będę wyczekiwała wolnych dni jak zbawienia. No ale jak to mówią... niezbadane są wyroki. Wczoraj spotkałam w Firmie znajomego, który świetnie orientuje  się w branży, którą się wcześniej zajmowałam. Złożyliśmy sobie noworoczne życzenia. W pewnym momencie zapytał co u mnie, bo dawno mnie nie widział. Powiedziałam, że już nie „siedzę" w dawnych tematach. Cóż, był mocno zdziwiony, zaskoczony. Stwierdził, że jeszcze się wszystko zmieni. Może, ale nie mam już na to ani nadziei ani, szczerze powiedziawszy ochoty. Zbyt łatwo przychodzi ludziom podejmowanie decyzji, które później ważą na losie innych. I, jak na razie, w tym temacie nic się nie zmienia. Co z tego, że dostaję zewsząd słowa uznania, poparcia i pocieszenia. Jestem tylko małym pyłkiem, który byle podmuch wiatru może zwiać w sobie tylko wiadomym kierunku. A nie zawsze chce mi się  stawiać temu opór. Może po prostu wiem, że to sensu nie ma. Że są siły, że są ludzie, którzy mają wpływ na moje życie. A żyć trzeba tu i teraz. Jeść też trzeba, niestety. Chociaż jeśli chodzi o jedzenie, to akurat ta konieczność nie jest moim priorytetem.  Wiem, wiem, że to niezdrowo, ale odżywiam się ostatnio raczej byle jak.  Byle oszukać głód, którego zresztą nie odczuwam. Właściwie jem z rozsądku. Nigdy nie byłam smakoszem, do życia wystarczy mi nabiał, warzywa i owoce.  A teraz nawet na to nie mam ochoty. Teraz jest świt. Za oknem mgła, za mną bezsenna noc przy komputerze. Wybierałam fotografie na „anielską" wystawę.  Ponieważ mają to być Anioły z Zagłębia, starałam się zachować równe proporcje, mniej więcej tyle samo aniołów z każdego miasta. Wyszło mi po dziesięć. Czyli, jako że rachunek jest prosty, trzydzieści fotografii. Znów problem z właściwym wyborem. Aniołów jest ponad sto, każdy w kilku ujęciach, co daje kilkaset zdjęć i bądź tu kobieto mądra. Tym razem chyba przeprowadzę konsultacje... społeczne. Chociaż to chyba zły pomysł. Wiem z doświadczenia, że ile osób tyle opinii. Istnieje ryzyko, że wówczas całkiem by mi się wszystko wymieszało. I tak mam mętlik w głowie. Bo oprócz oglądania aniołów, w międzyczasie pisałam jakieś wersy, jakieś rymy, jakieś przenośnie. Później  „targałam" kartki na ekranie komputera i zaczynałam od początku. Niewiele z tego zostało. Chyba pójdę teraz na długi spacer, póki wokół unosi się mgła, póki słońce jeszcze się do końca nie obudziło. Wejdę w nowy dzień cicho i ostrożnie, żeby nie obudzić ptaków śpiących w gęstwinie żywopłotów, żeby nie obudzić ludzi za zasłoniętymi oknami, niech sobie jeszcze chwilę pośpią, pośnią. Nim rzeczywistość nie zapuka do ich snów.

To było w sobotę. Teraz jest niedzielny poranek. Właśnie minęła siódma. Jeszcze szaro, na niebie chmurencje (co przypomina mi Przyjaciela z Daleka, tego który zamilkł jakiś czas temu a teraz odezwał się kartką świąteczną, miłe).  Zresztą teraz jest już raczej Znajomym z Daleka. Zdegradowałam go, a właściwie zdegradował się sam. Bywa. Obudziłam się dziś po piątej (zgroza!), to chyba znaczy, że się starzeję bo przecież to starym ludziom potrzeba coraz mniej snu? Obudziłam się więc o piątej, jak już mówiłam. Leżałam  tak w miękkim mroku, kocur wyglądał sobie przez okno, od czasu do czasu bębnił łapką w szybę, nie mam pojęcia na co lub na kogo i leniwie myślałam  o roku, który właśnie umiera powoli. Wszyscy mamy skłonność do podsumowań, do ustalania dat granicznych, do obietnic składanych sobie i innym, do grubych lub nieco cieńszych kresek, którymi chcielibyśmy odciąć to co było, by zacząć wszystko od nowa,  od czystego konta, od czystej kartki, choćby to była tylko kartka w kalendarzu. Wczoraj spotkałam znajomą, która zapytała mnie, gdzie można kupić kalendarz z moimi fotografiami. Ha ha ha... rozbawiła mnie do łez. Był już jeden, właśnie na niego patrzę. Ważny jeszcze jeden dzień. Szkoda, ja też żałuję. Wracając do podsumowań i postanowień. Z doświadczenia wiem, że to nie działa. Zawsze, gdy zbliża się Nowy Rok starałam się coś w sobie zmienić i co? I po pierwszym okresie samozaparcia  i dobrych chęci, powoli jakby niepostrzeżenie wszystko wracało do stanu poprzedniego. W tym roku nie robię więc podsumowań, nie spisuję na kartce tego, co chcę zmienić. Po co mam się znów samą sobą rozczarować, gdy znów się nie uda. A „graniczne" daty? To kwestia umowna. My mamy  ostatni dzień grudnia, podczas gdy na przykład Żydzi mają swoje święto Rosz ha-Szana w październiku (5768!!!), Hindusi świętują na przełomie marca i kwietnia a Chińczycy pod koniec stycznia.  Kiedy więc tak właściwie jest ten „nowy początek"?Jeśli naprawdę chcemy coś zmienić, wówczas nie jest nam potrzebny żaden symbol, żadna konkretna data. Może wystarczy w pewnym momencie powiedzieć sobie, chcę zmienić to i to i... po prostu tak zrobić. Oj, żeby to było takie proste jak prostym nie jest. Ja jestem niestety słaba duchem i moje postanowienia mają żywot motyli. Są równie piękne i równie krótkotrwałe.  Więc, nie zaczyna się zdania od więc i co z tego? Więc, jak już powiedziałam wcześniej, tym razem niczego sobie nie obiecuję, nie oczekuję też niczego. Będzie co ma być, co Los zechce łaskawie mi dać. Tylko spróbuj Losie przebrzydły nie dać mi wszystkiego, co najpiękniejsze, wówczas inaczej porozmawiamy!!! Mając tyle lat, ile mam, nauczyłam się, że nie ma co planować, nie ma czego oczekiwać, bo tam, na górze złośliwi są czasami i okrutnie można się rozczarować. A po co?  Czyż nie jest przyjemniej, gdy dostanie się coś nieoczekiwanie, niespodziewanie? Choćby miała to być tylko kartka z bardzo daleka.

Nie składam dzisiaj noworocznych życzeń. Zrobię to jutro. A jutro pracuję, tak się akurat złożyło. I nie wybieram się na żaden bal. Na żadne towarzyskie spotkanie również. Podobnie jak to było w ubiegłym roku, wybiorę się robić zdjęcia „bum-bumów", mam nadzieję, że tym razem pogoda dopisze i nie będzie mgły ani opadów. Wracając jeszcze na moment do podsumowań i rozliczeń... w Nowym Jorku ustawiono ponoć na ulicach niszczarki, w które można wrzucać to wszystko, o czym chcielibyśmy zapomnieć, z czym nie chcemy wejść w Nowy Rok. Świetny pomysł. Tylko, czy wrzucając do takiej niszczarki, na przykład listy i zdjęcia wrzucamy również wspomnienia? Takie niszczarki mają więc tylko znaczenie symboliczne. Ale jeśli komuś ma to pomóc? Czemu nie!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Święta, Święta i po...

piątek, 28 grudnia 2007 7:36
 

 

... taaaaak, niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Więc i Święta można odłożyć do szuflady wspomnień. Chociaż, czy rzeczywiście warto zaśmiecać kolejną szufladę? Właściwie, jeśli chodzi o tegoroczne Boże Narodzenie, mogę powiedzieć tylko jedno,  bywało lepiej. I niech to wystarczy za cały komentarz.  Za to, co jest pozytywem, dostałam całą masę życzeń, telefonicznych, sesemesowych, mailowych i tradycyjnych, pocztowych. Jeśli tylko ułamek z tych życzeń się spełni, to będę szczęśliwym człowiekiem. A wracając do Świąt, obiecywałam sobie, że wykorzystam ten wolny czas na pisanie, że wyjdę sobie z aparatem gdzieś na Pogorię. I co?

I lenistwo mnie ogarnęło nieprawdopodobne. Owszem, wróciłam do kiedyś rozpoczętego opowiadania, a właściwie snu o Eliszce,  trochę dodałam, trochę zmieniłam, ale w dalszym ciągu czuję, że to nie do końca to, co mam w głowie.  Nie wykonałam więc planu, ale przecież wcale nie musiałam.  Teraz jest czwartkowy wieczór, Za mną pierwszy dzień w pracy. Po tylu dniach wolnych z niejaką trudnością wchodziłam w znajomy rytm. W Firmie tłumy, totalne szaleństwo.  Kolejki po numerki, kolejki do kas, kolejki pod biurem dowodów. Dziewczyny obsługujące klientów mają szaleństwo w oczach. I totalne zmęczenie. Niestety, również i ja dołożyłam im pracy. Stosownie do powiedzenia, że szewc bez butów chodzi, dopiero dzisiaj złożyłam wniosek. Mea culpa. Biję się w pierś aż dudni. Byłam u fotografa, odstałam kolejną kolejkę. Ale w końcu spełniłam obywatelski obowiązek. Za to popołudniu  wybrałam się do salonu piękności. Zrobić manikiur i pedikiur... kotu. Niestety, znowu niestety, miła pani powiedziała, że szczypce i obcęgi poddawane są akurat sterylizacji, dysponuje tylko obcinaczem do pazurów. W związku z powyższym, pazurki zostały jedynie przycięte a nie wyrwane. Czyli... odrosną i drapną, taka ich natura... taka pazurkowa. Diesel był grzeczny jak nigdy. Pewnie obawiał się, że jednak zaczekamy na te obcęgi.  Chyba dlatego przespał całą drogę do salony schowany pod moją kurtką. Tylko czubek noska wychylał się od czasu do czasu na świat. A świat jest piękny we mgle i szronie, który osiadł na gałązkach drzew i krzewów. W sobotę koniecznie muszę się wybrać nad jeziora. Już zamarzły, jak wielkie lodowiska. Dużo ludzi jeździ na łyżwach.  Niestety, lód jest jeszcze stosunkowo cienki. Osobiście bym nie ryzykowała.  W zeszłym roku  tafla lodu na Trójce miała około 60 centymetrów grubości.  Wiem, bo zaglądałam do przerębli wywierconych przez wędkarzy. To niesamowity widok. Na ogromnej białej tafli tu i ówdzie przygarbione, skulone sylwetki wędkarzy. To się nazywa hart ducha... i ciała. W niektóre dziury w lodzie włazili nurkowie... brrrrrrrrrrrr. To nie dla mnie. Ale to dobrze, że istnieją przeręble. Dotleniają wodę i nie ma przyduchy. Ryby nie posną.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Anioły opowieść siódma

niedziela, 23 grudnia 2007 13:38
 

Anioł Wigilijny

 

 

Sam nie wiedział, jak się tu znalazł. Pamiętał tylko, że z trudem wyplątał się z jakiejś grubej szmaty, którą był owinięty wraz z rodzeństwem. Wypełzł ostrożnie, wielkie oczy uważnie popatrzyły wokół. Miauknął zachęcająco w kierunku leżącego w kałuży tłumoczka, zachęcając innych, żeby do niego dołączyli. Odpowiedziała mu cisza. I bezruch. Wysoko nad głową ujrzał cień wielkiego czarnego ptaka. Rozległo się krakanie i kotek ze strachu przypadł płasko do mokrej ziemi. Po chwili ostrożnie ruszył przed siebie. Wokół wznosiły się wysokie kamienne budowle, wiatr poruszał gałęziami drzew. Jeszcze raz obejrzał się za siebie i ruszył powoli, ostrożnie stawiając łapkę za łapką. Świat wokół był ogromny i groźny. Serduszko biło mocno, tłukąc się głośno o maleńkie żebra, pusty brzuszek przypominał o sobie bolesnym skurczem. Przypadł do głębokiej kałuży i napił się troszkę wody. Brrrr, była zimna i błotnista. Klapnął z rozmachem na zziębnięty ogonek i zamiauczał przeraźliwie. Nikt nie odpowiedział, więc ruszył przed siebie. Nagle poczuł na sobie czyjś wzrok. Spojrzał w góręi zobaczył wysoką postać na tle zimowego nieba. Z ciemnej twarzy patrzyły łagodne, dobre oczy. Zapragnął przytulić się do tej postaci, troszkę się ogrzać. Z trudem, wiele razy spadając na zamarzniętą ziemię, w końcu wspiął się po suchym krzaku na wysoką, kamienną budowlę i podreptał ostatkiem sił w kierunku postaci o przyjaznych oczach. Jej szaty opadały ciężkimi fałdami ku bosym stopom, pomiędzy nimi kotek zobaczył otwór, jakby maleńką niszę, schronienie. Wcisnął się do środka, wtulił w kamienne stopy i znużony zasnął. Wtedy zaczął cicho padać śnieg a Anioł trwał w bezruchu czuwając nad snem maleńkiego przybysza.

 

 

Szedł powolutku, coś dzisiaj nogi mu odmawiały posłuszeństwa. I ślisko było bardzo. W nocy posypało świeżym śniegiem, który przykrył zamarznięte kałuże. Jeszcze by tego brakowało, żebym się połamał na święta, pomyślał. Poczekaj chwilkę, zaraz do ciebie przyjdę, zapewnił w myślach Joannę. Jego Joanna i pierwsze święta bez niej. Smutno mi, kochana. Jego oczy załzawiły się z lekka. Niecierpliwie przetarł je dłonią w wełnianej rękawiczce. To ten zimowy wiatr i jaskrawe słońce. Powoli i ostrożnie przeciskał się między nagrobkami. Tylu ludzi umiera, zaczęli już stawiać groby w alejkach. Nie chciał potrzaskać zniczy, które ostrzegawczo dzwoniły w siatce. Będzie się ładnie paliło, pomyślał, spodoba ci się i jeszcze ubiorę gałązki świerkowe, będą ci pachniały. Tęsknię za Tobą, za Twoim zapachem i ciepłem. W końcu dotarł do grobu. Tak dziwnie było myśleć, że ona tam jest, a jeszcze straszniejsze było wiedzieć, co się z nią dzieje. Był biologiem, wprawdzie od lat na emeryturze, ale przecież od wiedzy nie ma emerytury. Wiedział, a przecież wolał o tym nie pamiętać. Wolał myśleć, że ona tam tylko śpi, taka piękna, uśmiechnięta jak wówczas, gdy obudził się po ich pierwszej wspólnej nocy, bladym świtem i tylko patrzył na jej sen. I nie wiedział czy piękniejsza była, gdy tak spokojnie spała obok z rudymi włosami rozsypanymi na poduszce, czy wówczas gdy patrzyła na niego oczami o niezwykłym szarobłękitnym kolorze. Dzisiaj Wigilia, kochana, przyniosłem opłatek. Wiesz, ugotowałem barszcz, ale uszka kupiłem gotowe. I karpia nie będzie, nie miałbym sumienia go zabić. Uśmiechnął się do wspomnień. To była ich wspólna tajemnica, że to Joanna zabijała wigilijnego karpia, bo on, biolog przecież, nie miał na to siły. Ech, Joasiu. Taki pusty dom bez ciebie i święta bez sensu i bez uroku. Nawet choinki nie ubrałem, bo i po co, dla kogo? Ułożył zielone, kłujące gałązki w wysokim wazonie, zmarzniętymi dłońmi zapalił szklane znicze. Przetarł rękawiczką porcelanową fotografię. Dziwne, pomyślał, zawsze patrzysz na mnie ze zdjęcia, a dzisiaj twój wzrok sięga gdzieś poza mnie. Obejrzał się za siebie. Nikogo. I wówczas usłyszał cichutki płacz. Dziecko? Skąd tutaj dziecko. Zastygł w bezruchu. Znowu to usłyszał. Z tyłu na starym wysokim grobowcu stał smukły ciemny anioł. Kamienne szaty opadały ku bosym stopom. Mężczyzna odniósł wrażenie, że coś się poruszyło. Mam omamy, pomyślał, jeszcze raz spojrzał na zdjęcie, Joanna patrzyła wyraźnie w kierunku kamiennego anioła. Jakby kierowany jej wzrokiem podszedł do grobowca. Teraz już nie miał wątpliwości, tam coś było. W tym momencie znów usłyszał jakby płacz dziecka, coś poruszyło się i w otworze i ukazała się ruda nastroszona mordka, z której patrzyły ogromne oczy w dziwnym odcieniu szarości i błękitu. Skąd się tutaj wziąłeś, biedaku. Powoli i ostrożnie mężczyzna wyciągnął doń w kierunku kotka, który przestraszony przypadł brzuszkiem do kamiennej płyty. Jednak kocia ciekawość zwyciężyła strach i maluch zaczął powoli sunąć w kierunku dłoni. Mężczyzna podniósł go w dłoniach do twarzy, popatrzył uważnie w jego ślepka po czym schował ostrożnie pod połę wełnianego płaszcza. Zmarzłeś biedaku, z uśmiechem poczuł, jak maleńkie pazurki wczepiają się w sweter. Spojrzał na fotografię Joanny. Patrzyła mu prosto w oczy, czy mu się wydawało, czy uśmiechała się porozumiewawczo. Dziękuję, kochana, chyba jednak ubiorę malutką choinkę. Dla dwóch opłaca się to zrobić. Jeszcze raz dotknął zdjęcia czułą dłonią i odszedł ostrożnie przeciskając się między grobami. Kobieta na zdjęciu patrzyła w oczy kamiennego Anioła. Dzisiaj Wigilia, zdawały się mówić jej oczy, dziękuję. Smukły Anioł trwał w bezruchu, ale przez jego ciemną twarz jakby przebiegł cień uśmiechu. Ale to pewnie był tylko blask promienia zimowego słońca. A może nie?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Czy ktoś zna sposób...

niedziela, 23 grudnia 2007 13:27
 

 

... na skuteczne przeprogramowanie czasu budzenia się kota? Chciałabym przestawić go z 4:30 na 6:00, w weekendy może być 7:00. Wypróbuję każdy sposób, no z wyłączeniem rozkręcania mechanizmu, bo później mogę sobie nie poradzić z ponownym złożeniem w całość. Dzisiaj niedziela, człek mógł sobie pospać a tu futrzaste bydełko ciemną nocą hasa sobie po łóżku, za nic mając ciszę nocną. Przede mną cała długa niedziela. Wybieram się do Dawida. Babcia ze mnie beznadziejna, dawno u niego nie byłam. Pewnie znów mi powie, że myślał, że umarłam. Przygotowałam paczki, paczuszki, każdy z prezentów opakowałam osobno i na dodatek wszystkie razem. Będzie miał frajdę przy rozpakowywaniu. Zdenerwowałam się ostatnio przy zakupie książki dla Dawidka. Bardzo ładnie wydana encyklopedia dinozaurów, lakierowana okładka i... w centralnym miejscu przyklejona metka. I tak na wszystkich egzemplarzach. Spytałam grzecznie panią w kasie czy nie można takiej metki przyklejać gdzieś na wewnętrznej stronie okładki, ewentualnie z boku lub z tyłu, na co pani poradziła mi, żebym sobie sama odkleiła „na mokro". „Na sucho" niech pani tego nie robi, bo sobie pani zniszczy książkę. Do tej pory sądziłam, że książki, podobnie jak koty, wody nie lubią, a tu proszę.

Za oknem świt różowieje srebrzyście, słońce rozbija się na maleńkie kryształki szadzi. Bajkowo i ślicznie. Zapowiada się ładny dzień. Podobnie jak wczorajszy, chociaż wczoraj rano, gdy poszłam na cmentarz to jednak zmarzłam, łapki mi zgrabiały. Zaniosłam do Mamy i Dziadziusiów choinkowe gałązki, namiastka świątecznego drzewka. Wokół była cisza, gdzieś w oddali zamajaczyła mi ciemna sylwetka kobiety, poza tym pusto. Wszystko, jak okiem sięgnąć, pokryte srebrem. Pani Zima rozsypała srebrzysty pył, żeby nam zrekompensować brak białego puchu.

Wieczorem weszłam na bloga, usiłowałam umieścić życzenia w innych blogach i nie wszędzie się to udało. Ja często wędruję po blogowych pokojach, czytam, tyle że technicznie nie mam, nie zawsze mam możliwość komentowania wpisów, czego czasem żałuję bardzo. Jutro pracuję, niestety. To i tak dobrze, że jutro nie ma dyżuru, chociaż to poniedziałek. Święta Świętami, Wigilia Wigilią a i tak ludzie chcieliby, żebyśmy pracowali „na okrągło". Cóż, taka praca. Można ją lubić bardziej lub mniej, ale nie ma wyjścia, trzeba ją zaakceptować. Niemniej mam jedno ważne, kto wie czy nie najważniejsze wigilijne życzenie. Jutro je po cichutku powiem pod choinką. Mam nadzieję, że tam w górze zostanie mój cichy głos usłyszany. Tak się teraz zastanowiłam nad sobą. Wciąż mam nadzieję, wszak ona umiera ostatnia. Dopóki żyję, żyje wraz ze mną również nadzieja na lepsze jutro, na piękniejszy świat, na szczęście, na spełnienie snów, na nowy świt. Czego i Wam serdecznie życzę. Niech Wasze sny się wyśnią na jawie. Najpiękniej, najpełniej, najciekawiej,. Niech radość w Was nie wygaśnie, niech będzie słoneczniej i jaśniej. Niech pod choinką będą z Wami najbliżsi, z którymi podzielicie się opłatkiem trzymanym w dłoni. Niech otoczą Was ciepłym kokonem Miłość, Nadzieja i Wiara. Wszystkiego najlepszego!

 

PS. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia mały skromny prezent ode mnie. Siódma opowieść nieprawdziwa, Wigilijny Anioł. I mała rymowana opowieść o moich Wigiliach.

 

PS2. Wprawdzie ten wierszyk jest w rymach Deotymy, ale przywołuję go tutaj ponownie... wraz z najpiękniejszymi wspomnieniami

 

Moje Wigilie

 

Świec blask łagodny

zapach i zieleń choinki

bombek tęczowych kolory

łańcuchy mozolnie sklejane

małymi rączkami dziewczynki

 

Z kuchni zapachów mnóstwo

i karpia na patelni skwierczenie

śledź w cebulce dochodzi

piernik w spiżarni kruszeje

jak bajkowe marzenie

 

Kryształy żyrandola

na obrusie blask rozsiewają

Anioły na choince

Gloria in excelcis Deo

cichutko śpiewają

 

A na ganku z noskiem

przy szybie w kwiaty

mrozem bajecznie malowanej

mała dziewczynka z kokardą

wpatrzona w odległe światy

 

Odpowiedzialność dech zapiera

i wilgotnieją dłonie

wszak nie będzie Wigilii

nim pierwsza Gwiazda

na niebie nie zapłonie

 

Wówczas szelest sianka

modlitwa i życzenia

i wzruszenie małego serca

w oczekiwaniu prezentów

i wszelkich marzeń spełnienia

 

I Babcia i Dziadziuś

Mama, wujowie i kuzynki

ciocia co się Święta nazywała

i puste miejsce zaklęte

we wspomnieniach dziewczynki

 

A dziś w wieczór wigilijny

przy stole z siankiem i opłatkiem

coraz więcej miejsc pustych...

uśmiecham się do wspomnień

łzę ocieram ukradkiem

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 684  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557684

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości