Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 889 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


No i...

środa, 31 grudnia 2008 7:26

 

.. kończy się nam kolejny rok. Jaki był?  Dla każdego zapewne inny. Dla jednych szczęśliwy, pełen wrażeń i  dobrych emocji. Dla innych wręcz przeciwnie i ci właśnie chcieliby aby go jak najszybciej zakończyć. Niemniej i jed.ni i drudzy czekają na dwunaste uderzenie zegara z nadzieją, że nowy rok będzie lepszy. Że przyniesie nowe  nadzieje i nowe szanse. Że świat będzie lepszy, że ludzie staną się dla siebie nawzajem lepsi i życzliwsi, że potrafią ze sobą rozmawiać, że nieznajomi uśmiechną się do siebie mijając się na ulicy. Że zamkną gdzieś głęboko urazy i pretensje.  Że zatrzasną za sobą drzwi ciemnego pokoju i wyjdą prosto w słońce.  Zastanawiałam się ostatnio, jak ja podsumuję ten rok. Jakim bilansem go zakończę. Jakim byłam człowiekiem. I jakimi ludźmi byli dla mnie inni.  Cóż, ludzką rzeczą jest dążyć ku lepszemu. Więc i ja starałam się iść do przodu. Uczciwie, z podniesioną głową. Przebaczać nieprzyjaciołom i kochać przyjaciół. Chociaż, jak sami zapewne wiecie, nie jest to łatwe. I nie zawsze mi się udawało. Zabawne, jak na pozór zwykła data staje się dla nas znakiem granicznym i wchodzimy w nowy rok z kolejnymi postanowieniami. Tak, jakby po ostatnim, dwunastym uderzeniu wszystko miało się zmienić, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nic bardziej mylnego. Z reguły nie dotrzymujemy noworocznych postanowień, życie szybko weryfikuje nasze plany. Niemniej jak dobrze jest mieć jakiś cel w życiu.  Do czegoś dążyć, o czymś marzyć. Marzę i ja. I ja mam swoje noworoczne postanowienia. Swoje cele i pragnienia. Czy się spełnią? Któż to wie, wiadomo przecież nie od dziś, że nie wszystko zależy od nas samych. Może to i lepiej, Przynajmniej pozostaje element zaskoczenia gdy plany się powiodą.  Niech więc się tak stanie!



Niech Nowy Rok przyniesie Wam w darze to, o czym ja sama marzę.

Niechaj spełnia Wam życzenia nawet te niemożliwe do spełnienia.

Niech zima śniegiem prószy, niech po grzańcu Was nie suszy

Niechaj lato będzie latem a brat dla brata niech się stanie bratem

Niech nikt nie płacze w samotności  i nie gryzie palców z bezsilności

Niech każdy znajdzie kogoś bliskiego, Ty koleżanko i Ty mój kolego

Niech Wam zdrowie zawsze sprzyja a choroba z daleka Wasz dom omija

Niech zegary odmierzają szczęśliwe chwile - tylko tyle i aż tyle

Niechaj cały świat Wam sprzyja a magiczny czas niech nigdy nie mija

A na koniec prozaicznie, niech pieniążki się mnożą prześlicznie

bo jak mówią, pieniądze szczęścia nie dają jednak biedni ci, co ich nie mają

Więc tylko tak na zakończenie, niech się spełnia me życzenie

Ściskam Was wirtualnie i każdemu daję buziaka

cóż, taka moja wola i pora właśnie taka

Gdy o dwunastej w górę strzelą race i rozświetlą przestworza

niech do Was dotrą me życzenia od gór aż do morza

I jeszcze Wam obiecuję, że świat w kolory tęczy

słowami pomaluję, rozświetlę a potem ... sfotografuję.

by nikt nie stał samotnie w mroku

w Nowym 2009 Roku!





...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Jak mawiają starożytni...

wtorek, 30 grudnia 2008 7:25

 

...Górale, Święta, Święta i po... Świętach. A teraz, gdy pół godziny pozostało do końca długiego czasu wolnego, siedzę przed czystą kartką (czyt. pustym ekranem) i zastanawiam się nad sensowną notatką, a ściślej mówiąc nad sensownością pisania tejże notatki. No bo co właściwie mam opisywać?  Śnieg, który w Bielsku Białej zaczął sypać z nieba około czternastej w Wigilię tak, że na samą Wieczerzę było już ślicznie i biało?  Przepięknie przybrane miasto, kolorowo podświetlone i odświętne późną nocą, gdy spacerowicze ginęli w gęstych płatkach białego puchu?  A może problemy z robieniem zdjęć, gdy te właśnie płatki upatrzyły sobie akurat obiektyw aparatu by w niego zaglądać ciekawsko?  Bo przecież smaku kapusty z grzybami czy kompotu z suszu nie muszę tutaj raczej opisywać. Chyba zabrakło by mi słów, a zresztą smak smakiem ale jak oddać zapachy i aromaty?  Tym bardziej, że dla każdego z nas świąteczny stół pachnie troszkę inaczej. Pachnie jak... Wigilia, jak dzieciństwo, jak wzruszenie i jak wspomnienia.   No, jak Święta pachnie i tyle!


Ta notatka miała się ukazać w poniedziałkowy poranek, niestety z przyczyn ode mnie niezależnych (tylko czy na pewno?) ukazuje się dopiero dzisiaj. Mea culpa, maxima zresztą (i bez reszty zresztą też!).  Poniedziałek pracowity (oj, trudno było przestawić się na inne myślenie, w ogóle na myślenie!) i jakiś taki... niemrawy. Zabawialiśmy się w Firmie w myszy buszujące w spiżarni, to znaczy dojadaliśmy świąteczne okruszki, które każdy przyniósł (bo co ma się zmarnować!).  Ufffffff a ja już myślałam, optymistka, że od poniedziałku skończę z obżeraniem się i łakomstwem.  Dobrze, że nie potraktowałam tego jako świątecznego postanowienia, przynajmniej sumienie mam czyste... no, powiedzmy. Świąteczny efekt widać (i czuć) po niedopinających się spodniach (troszkę przesadziłam, w końcu się dopięły, chociaż na duuuużym wdechu no i ze schylaniem musiałam uważać).  Na dodatek miałam dyżur do siedemnastej.  Ale dość o tym. Nie wiem, czy wszystkim wiadomo, że 29 grudnia jest światowym dniem pocałunku.  Tak, tak to nie pomyłka. Namnożyło się tych dni wszelakich, jedne są sensowne, w innych sensu na próżno się doszukiwać, ale dzień pocałunku... a właściwie, czemu nie.  Pocałunek, złączenie ciał i (ponoć) dusz.  Najintymniejszy kontakt dwojga ludzi. Różne są pocałunki, matczyne, siostrzane, braterskie, przyjacielskie i miłosne, rzecz jasna.  Platon twierdził, że Zeus na początku stworzył istotę o kształcie kulistym, mającą cztery nogi i cztery ręce oraz dwie płcie. Ponieważ istota ta urosła w pychę, rozgniewany Zeus Gromowładny rozpołowił ją na dwie części..... no no, piszę tak, jakby można było cokolwiek rozpołowić na więcej kawałków.  Ale wracając do meritum... obie połówki od tamtej pory tułają się po świecie szukając zagubionej drugiej, pasującej połowy. Gdy się znajdą, pocałunkiem przypieczętować muszę fakt ponownego połączenia. Cóż, piękny mit, tyle że tak wiele połówek nadal błąka się wciąż nie mogąc odnaleźć tej drugiej części, od kompletu.  Czasem w determinacji oszukują siebie samych i innych, że oto znaleźli, przypieczętowują ten fakt pocałunkiem i... hmmm w innej bajce żaba zamienia się w królewicza, w rzeczywistości niejednokrotnie przychodzi nam kumkać z ropuchem do wtóru w nędznym bajorku. Zabawna rzecz zdarzyła się dzisiaj (bo jeszcze mamy poniedziałek). Otóż objawił mi się nagle i niezapowiedzianie mój były ślubny małżonek. Coś załatwiał i postanowił złożyć mi życzenia (sic!!!). Rozmawialiśmy tak sobie o tym i owym, gdy nagle, wspominając stare czasy stwierdził, że „przecież my się nigdy nie kłóciliśmy" i „wszystko załatwiliśmy kulturalnie", myślał tu o rozwodzie. Osłupiałam.  Gapiłam się tylko na niego, zastanawiając się czy kpi czy o drogę pyta. Nie czas tu i nie miejsce aby snuć opowieści o moim pożyciu i jego zakończeniu z moim (na szczęście) byłym mężem. Nie wiem, co on uważa za przyjacielskie rozstanie, mamy chyba nadal (na sto procent) inną optykę, nasze światy mają zupełnie inne kolory. W przeciwieństwie do niego, ja wciąż pamiętam i sądzę, że kiedyś o tym napiszę. To  będzie pomieszanie gatunków: dramat, tragifarsa, horror i komedia pomyłek podlane sosem absurdu i grozy.  Ciekawe, czy wówczas rozpozna w tym wszystkim siebie i dawne sytuacje.  Patrzyłam na niego i... widziałam w jego oczach żal, ale pewnie tylko mi się wydawało. Z ludźmi jest czasem jak z małymi dziećmi. Psują zabawkę (czytaj związek) a później żałują gdy już jest na wszystko za późno, bo zabawka rozpadła się na kawałki. Tutaj powinnam przytoczyć przykład Byłego Osobistego Wieloletniego Narzeczonego, jako potwierdzenie reguły. Cóż, bywa i tak. Ależ się zrobiło smutecznie. Teraz coś weselszego, jakie macie plany na Sylwestra? Ciekawa jestem, gdzie go spędzicie. Przed telewizorem na tzw, „białej sali" czy może na placu pod gołym niebem. A może na super balu lub na prywatce (teraz to się nazywa „domówka", zabawnie bardzo i zupełnie bezsensownie zresztą kojarzy mi się z... atomówką). Syn proponował mi Sylwestra w Bielsku ale raczej nie pojadę, tym bardziej, że 31-go pracuję. Wprawdzie trochę krócej, ale jednak i wyprawa pociągiem do Bielska jakoś mi się nie uśmiecha. Prawdopodobnie przed północą wybiorę się na Aleję Róż popatrzeć i sfotografować fajerwerki, poza tym na placu przed Pałacem Kultury Zagłębia odbędzie się koncert. Może być ciekawie. Mam kilka zaproszeń na jakieś spotkania towarzysko-przyjacielskie ale jakoś mi się to nie uśmiecha. Nie wiem jeszcze sama, pewnie okaże się za 5 dwunasta, tradycyjnie zresztą. I to by było na tyle, na dzisiaj oczywi scie. Życzyć będę jutro, pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

No i nadeszła...

wtorek, 23 grudnia 2008 7:16

 

 

... wigilia Wigilii.  Niepostrzeżenie, bezszelestnie, bardziej jesiennie jak zimowo. Co by o tym czasie nie myśleć, jakby się nie zarzekać, to i tak w każdym z nas, gdzieś głęboko (u niektórych głębiej, u innych tuz pod skórą) ukryte dziecko otwiera szeroko oczy ze zdumienia na widok kolorowych światełek, anielskich włosów migocących i falujących... anielsko,  bombek ( w niektórych regionach nazwiemy je bańkami)  odbijających w swych wypukłych powierzchniach bajkowy, zaczarowany świat. Z lekka zdeformowany ale jakże piękny i niepowtarzalny. Świat Świąt Bożego Narodzenia.  Czy uwierzycie, że ja w dalszym ciągu rankiem po Wigilii sięgam ręką pod poduszkę w nadziei odnalezienia tam  prezentu od Gwiazdki? I nie jest ważne, że moja błądząca dłoń wyczuwa tylko gładkość prześcieradła. To dopiero po chwili, ale pierwszy gest jest najważniejszy. I ten trzepot serca w oczekiwaniu i nadziei.  Jak kiedyś, jak dawno temu, jak w dzieciństwie.  Oj, chyba się starzeję, co jest zresztą naturalną koleją rzeczy, skoro wzięło mnie na wspominki.  I jeszcze nocna wędrówka ulicami do kościoła na Pasterkę.  Podniosły chór ludzkich głosów wznoszących się hen, wysoko, ponad  wyniosłe wieże świątyni,  wibrujących  w  mroźnym powietrzu  nad dachami miasta i głoszących Nowinę.  I z niczym nieporównywalny,  wszechobecny zapach Świąt.  Pomieszane aromaty siana, choinki i ciast.I obowiązkowy kompot z suszonych owoców. I biel stołu odświętnie przybranego konkurująca z bielą opłatka. A wszystko w kolorowej poświacie choinkowych światełek i falujących płomyków świec. Życzenia i uściski, i ciepło wspólnego przebywania, współodczuwania, poczucia przynależności, i świadomość powtarzalności gestów i zwyczajów, Jak nasi Rodzice, Dziadkowie i Pradziadkowie. A przed nimi tyle pokoleń. A po nas nadejdą następni. I będą tak samo zachwycać się atmosferą Świąt. Niepowtarzalną, a przecież taką samą.  W tym roku przy wigilijnym stole będzie nas tylko troje. Ale przecież nie do końca. Oprócz nas będzie cały tłum naszych bliskich, krewnych, przyjaciół, którzy mimo, iż daleko, niektórzy najdalej jak tylko można, to przecież będąc w naszych myślach będą jakby tuż obok.  A i my będziemy równocześnie za wigilijnym stołem i w domach tych, którzy przywołają nas myślami. Ależ tłok zrobi się w czasie i przestrzeni. Jak gwarniei radośnie będziemy składać sobie nawzajem życzenia. Ponieważ nie wszędzie uda mi się dotrzeć chociaż  wieczór wigilijny ma swoje prawa, pragnę więc tu i teraz przełamać się z Wami opłatkiem, życzyć Wam cudownych, rodzinnychi uśmiechniętych Świąt Bożego Narodzenia w gronie najbliższych. Niech smutkii niedobre myśli opuszczą Was, nie tylko w ten wyjątkowy wieczór ale we wszystkie dni, które nastąpią później. Niech Los uśmiechnie się do Was gdy poczujecie ciepło dłoni tych, których kochacie. Niech zmęczony  wędrowiec znajdzie za Waszym stołem miejsce. Niech nikt nie będzie smutny i opuszczony. Nawet ci, którzy są sami, to przecież samotnymi nie są.  Wokół jest tyle dobra i tyle miłości. Wystarczy wyciągnąć rękę do drugiego człowieka w geście sympatii i przyjaźni. Przytulam Was do mojego serca,  tulę cały świat w ramionach, bo przecież jest tego wart!  Szczęśliwego Bożego Narodzenia.



A na zakończenie jeszcze specjalny komunikat. Czy jednogroszówka i jeden europens nie powinny znaleźć się w tej samej skarpetce? Jeśli są w dwóch różnych to jak, u licha, mają się rozmnożyć?  Sól oczywiście się przyda, tym skuteczniejsze będą czary. Dziękuję, Beznickowy Nadawco. Uśmiecham się i nie mogę przestać!

Chyba mi tak zostanie na długi czas!  Najpiękniejszego Bożego Narodzenia!


 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Za oknem wielki...

poniedziałek, 22 grudnia 2008 7:06

 

... wiatr targa nagimi gałązkami brzozy,  rzuca ruchome, kolorowe światła na mokrą jezdnię, otula nielicznych przechodniów w szale i kołnierze. Zimny i bezlitosny wyje jak jakaś dusza potępiona.  Od kilku godzin, a konkretnie od trzech, nastała niedziela.  Za mną, jakież to logiczne,  pozostała, jakże by inaczej sobota.  Rano byłam, znów jakże by inaczej, na cmentarzu.  Zaniosłam zielone gałązki sosny, jodły i jałowca. Do tego lśniący ostrokrzew i odrobina białej delikatnej gipsówki. Gdy dodałam ażurowe ozdoby ze słomki stało się świątecznie i jakoś tak... ładnie. Nie bójmy się tego słowa(!), po prostu ładnie. Tylko tyle mogę zrobić. Przedświątecznie.   Pogadałam sobie  troszkę z bliskimi,  mój kościół i moja modlitwa. Pokłoniłam się nisko kamiennym Aniołom, niech strzegą spokoju tych, którzy odeszli. I niech dają pocieszenie tym, co zostali.


Minęło południe.  Niedziela ciągnie się jak przysłowiowy makaron.  Przed chwilą wróciłam z dworu.  Zabawne, w Małopolsce powiedzieli by, że wrócili z pola. Ha, każdy chodzi do tego miejsca,  do którego jest stworzony, czyż nie? Krakusy, tylko proszę nie bić Gosi.  O, jak ślicznie! Przez okno z dziury w niebie spływa jeden, jedyny ale jakże jasny promień słońca. Co za kontrast z szaro-burym niebem. Kocisko śpi skulone w kłębuszek na kaloryferze. Specjalnie kładę mu tam maleńki kocyk, żeby go nie poparzyły żeberka. Ponieważ jest chudziutki, więc żeberka w zetknięciu z żeberkami mogłyby spowodować ziaziu.  Dzisiaj dałam mu spokój, natomiast wczoraj... wczoraj wymyśliłam sobie, że zrobię świąteczne zdjęcia z Kocurkiem w roli głównej. Czy ktoś próbował zmusić ewentualnie namówić kota do czegoś, na co ten nie ma ochoty? Życzę powodzenia. Byłam mokra, potargana, podrapana. Na połowie zdjęć był uwieczniony  a to koniec ogona, a to fragment wąsów, czy też kawałeczek brzuszka.  Na dodatek musiałam zrezygnować z fotografowania kota w świetle choinkowych lampek. Choinkowe lampki mogłyby nie wytrzymać nacisku drapieżnych ząbków. Oj, napracowałam się, już miałam nawet przykleić kota do podłoża. Do tego nie doszło, na szczęście dla kota oczywiście.  Rano pobiegłam na rynek po owoce. Nie pomyślałam, że to niedziela przedświąteczna. Tłumy ludzi,  z wózkami, wrzeszczącymi dzieciakami, tłok, hałas i nerwowa atmosfera. Jak prędko weszłam, tak jeszcze prędzej wyszłam.  Zabawne jest, jak ludzie odczuwają świąteczny czas. Poprzez zakupy. Tak jakby święta nie mogły zaistnieć bez nowego dywanu,  nowych firanek czy kolejnej spódniczki. Nie powiem, też uwielbiam zakupy, ale niekoniecznie przed świętami. Totalne szaleństwo.  Skaczę dzisiaj z tematu na temat, troszkę bez sensu a na pewno chaotycznie. Przepraszam wszystkich Tubywalców. Życzenia będę składać jutro, a teraz pa, pa.

 

Nowoczesny  sposób gaszenia świec, przynajmniej pożar mi nie grozi!!!

 

Ale  ładne kolorki, prawda?

 

Nie ma to jak święta, wszystkiego najlepszego życzy Diesel Diablo de la Vega z Gosią!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wzięłam sobie do...

piątek, 19 grudnia 2008 7:17

 

... serca dobre rady Życzliwych Przyjaciół i chwyciwszy miotełkę oraz szufelkę zebrałam do kupy te wszystkie kawałeczki, na które się rozpadłam. Być może jeszcze jakiś fragmencik utknął zapomniany pod stołem lub za nogą fotela, ale całość jakoś się trzyma. Wiem, wiem, że ten stan względnego posklejania nie będzie trwał wiecznie, tym bardziej trzeba wykorzystać każdą chwilkę. Od czego by tu więc zacząć?  Najlepiej od świątecznych kartek....   

(po dwóch godzinach)  UFFFFFF!!! Kto powiedział, że pisanie świątecznych życzeń to prosta sprawa? Na dodatek wymyśliłam sobie różne „niespodziewajki", co znacznie wydłużyło proces pisania, zaklejania i adresowania. Jutro poFRUUUUUna do adresatów.  Co następne? Warto chyba ogarnąć przestrzeń wokół siebie, którą skutecznie zaburza i rozburza takie jedno małe, chude, biało-czarne stworzonko.  Jednym słowem,  ścierka w dłoń i... DO ROBOTY!!! UFF, PUFF, UFF... teraz czas na małą przerwę, na pogapienie się przez okno na świat nabłyszczony deszczem.  A gdzie śnieg? Ja chcę białego i ślicznego, najlepiej prosto z nieba. Oj, Aniołki chyba zaspały albo moje lenistwo jest zaraźliwe. Coś mi się wydaje, że „sprzedałam" im mój chorobliwy stan „nicnierobienia".  No przepraszam, ale komuś musiałam, prawda?   Teraz czas na przeszukanie mojego komputerowego archiwum, szukam zdjęć w świątecznym nastroju.  No i mam problem, bo w żaden sposób nie mogę ich odnaleźć.  Ale gdy już się zawezmę, a właśnie się zawzięłam, to...  Jak widzicie, nie za bardzo mam czas na pisanie jakiejś sensownej notatki. Kończę więc na dziś, pa, pa.


Wszystko, co powyżej, pisałam w środę. Niestety wp znów zastrajkowała i rano nie wpuściła mnie na mojego własnego bloga, tym samym nie mogłam wkleić tej notki. Co czynię dzisiaj, tyle że dodam jeszcze kilka zdań.  Spyta ktoś zapewne, a może nie spyta, tylko mnie się tak zdaje? Nieważne, spyta ktoś zapewne czy nadal istnieje w jednym kawałku. Otóż tak! Najzabawniejsze jest jednak to, że cały czwartek miałam cudowny humor, czułam się świetnie a uśmiech nie schodził mi z twarzy mimo deszczu, mgły i ogólnie fatalnej pogody. Sama siebie lubiłam i sama się sobie podobałam.  To wcale nie tak częsty stan, dlatego należy go pielęgnować aby trwał jak najdłużej.  Na dodatek po powrocie z Firmy znalazłam w skrzynce pocztówkę z Warszawy, wyjątkową pocztówkę. Dziękuję tutaj i teraz Anonimowemu Nadawcy...  to wyjątkowo miłe móc przeczytać, że Warszawa jest smutna beze mnie. Mnie smutno bez Warszawy. Jesteśmy więc dwie. Warszawa i ja... i Beznickowy Pozdrawiacz.  A tak na marginesie, ładny charakter pisma. Taki... Mikołajowy. Popołudnie porządkowe i prozaiczne.  Jak mówiłam wcześniej układam świat wokół siebie.  Jest teoria, zgodnie z którą, aby móc uporządkować swoje życie należy zacząć od porządkowania szaf.  A szafy moje są wyjątkowo przepastne i zapełnione po brzegi. Z lekka je teraz odchudziłam, pozbyłam się części ciuchów, których od dłuższego czasu nie nosiłam i już raczej nosić nie będę.  Bez żalu, w końcu wysłużyły się i zużyły.  A tak na marginesie, infekcja zniknęła, nawet nie wiem kiedy. Ja mam swoją teorię na temat mojego zdrowia. Ponieważ nie mam lekarza, obojętne jak go nazwiemy, rodzinnym czy pierwszego, czy może nawet ostatniego kontaktu, więc jasnym jest, że nie mogę chorować, bo nawet nie wiedziałabym dokąd się udać.  Od dziesięciu lat nie chorowałam, może nawet troszkę dłużej.  Czasem żartuję, że taka zdrowa umrę, bo przecież każdy kiedyś musi, prawda? Bo przecież jakiś głupi katar czy kaszel a nawet jedno- lub dwudniową infekcję trudno nazwać chorobą.  Przynajmniej to jedno mi się w życiu udało. No, przesadzam, może jest jeszcze jedna lub dwie rzeczy, o których mogę powiedzieć, że mi się udały. Z czego tak właściwie tylko maleńki ułamek jest zależny od mojej woli i od moich czynów. Cała reszta to... Los,  Szczęście czy może opieka Kogoś tam, w górze. I nie jest ważne jak to nazwiemy. Ważne, że działa, prawda? Odpukuję w niemalowane drewno, żeby nie zapeszyć... i spluwam przez lewe ramię. A właśnie, czy wiecie dlaczego przez lewe?  Ja wiem...  dlatego, że za lewym ramieniem usadawia się diabeł i to właśnie jemu musimy splunąć między złośliwe ślepia. Podobnie jest z rzucaniem za siebie szczypty soli... ale to zabobony i ciemnogród. Co nie przeszkadza, że w dalszym ciągu , nieświadomie wykonujemy te same gesty, co kiedyś dawno temu nasi przodkowie. Tyle, że dla nas straciły znaczenie, bo przecież nie wierzymy w strzegące nas Anioły i nie wierzymy w Diabły zaglądające znad naszego lewego ramienia. A może...? Więc lepiej jednak czasem odczynić uroki i zawiązać czerwoną wstążeczkę, tak na wszelki wypadek.  Ja też mam swoją małą magię na domowy i osobisty użytek, ale tutaj nie będę na ten temat mówić. Jeszcze nie zadziała i co wtedy? Ależ mam problemy, prawda?  A teraz minęła dwudziesta trzecia. Coraz bliżej Święta.  A ja w dalszym ciągu ich nie czuję.  Dziwne.  Może dlatego, że gdy odeszła Babunia a potem Mama, nic już nigdy nie było takie jak kiedyś.  Ależ tęsknię za tamtym czasem.  Gdy wszystko było proste, gdy był ktoś, kto kochał mnie bezgranicznie i bezwarunkowo. Bez żądań i bez jakichkolwiek oczekiwań. I pewnie dlatego ja również byłam wtedy Miłością. Ech... wzruszyłam się. Koniec, pa, pa.

 

 

PS. Rano. Z nieba leci białe, niestety znika nim dotknie ziemi. Przez ułamek sekundy mrozi mój policzek nim spłynie ku brodzie kroplą słodkiej łzy. Pięknego dnia pełnego wzruszeń życzę Tubywalcom. 

 

PS. Symulantko, Alicjo z Krainy Czarów dziękuję! I wzajemnie oczywiście!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 683  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557683

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości