Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Dmuchanie...

piątek, 31 grudnia 2010 12:42

 

... pomoglo!!! Dziekuje serdecznie za pomoc! Wczoraj wystartowalam z Pyrzowic kilka minut po dwunastej w poludnie. Szczerze powiedziawszy, jako ze to byl moj pierwszy raz, zupelnie nie wiedzialam, czego mam sie spodziewac. Dla duchowej rownowagi i fizycznego komfortu... uczepilam sie malego aparatu fotograficznego i przez malenkie okienko fotografowalam wszystko. Moment startu tez i lot w chmurach, malenkie domki i fabryki w dole, gdy chmurki i mgly rozstapily sie na chwilke, a pozniej okragla tecze, w ktorej widniala sylwetka samolotu, mojego zreszta. Niesamowity widok. Zamieszcze go tu, gdy tylko zrzuce zdjecia na komputer i troszke je przystosuje. Koncowa faza lotu to... bure chmury i deszcz. Juz angielskie. Wyszlam po odprawie jako pierwsza, bo mialam ze soba tylko bagaz podreczny i od razu wpadlam w objecia Marcinka. Jejkuuuuuuuuu wzruszylam sie! W siapiacej mzawce wsiedlismy w autobus Green Line i dotarlismy do centrum Londynu, czyli pierwszej strefy. Po drodze mijalismy pola zielone i zielone laki, gdzies pod lasem jezdzcow na koniach.... bardzo angielski widoczek. A to wszystko w rozmazanej deszczowej tonacji. W koncu dojechalismy do centrum, na Oxford Str. Juz nigdy nie powiem, ze gdzies jest tlok jak na "Marszalkowskiej". Takiego tloku na ulicy nigdy nie widzialam! Tlumy ludzi. We wszystkich kolorach i odcieniach. Wszystkich kultur i religii. Niesamowite wrazenie! Dodawszy do tego czerwone pietrusy i zatloczone sklepy, roznojezyczny gwar i wlasnie zawieszane noworoczne ozdoby, musze powiedziec, ze wrazenie jest piorunujace! Niesamowita ilosc dziwnych postaci. Ogromna egzotyka, mimo ze to przeciez Europa. Londyn jest przedziwnym i niezwykle ciekawym miejscem. Pozniej dojechalismy do mieszkania Marcina czerwona linia metra. Metro to tez specyficzne miejsce.... o rany, tyle tu do fotografowania, dobrze ze wzielam ze soba twardy dysk, bo jakbym sie pomiescila z taka masa zdjec!  Dzisiaj po obiedzie znow wyrusze na  spotkanie Londynu, na jego poznanie. Jestem wyspana, w sumie wypoczeta, przegadana... bo trzeba bylo nadrobic te kilka miesiecy. Za moment czeka mnie gotowanie... zalewajki (bo jakze by inaczej) i smazenie kotletow mielonych (bo jakze by inaczej). Pozniej Londyn... bo jakze by inaczej!!! Kochani Tubywalcy. Mam nadzieje ze w nastepnym wejsciu napisze wiecej i pelniej. Teraz tylko pierwsze wrazenia, uspokojenie, ze wszystko poszlo jak z platka. Chyba jestem fanka latania!!! Serdecznosci jak nie wiem co i przepraszam za brak polskich literek, klawiaturka angielska przeciez! Dobrze, ze ja jak najbardziej polska, prawda? Do zobaczenia wiec w nastepnym wejsciu. Teraz jeszcze staroroczne pa, pa!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Święta...

środa, 29 grudnia 2010 23:24

 

… zawsze trwają zbyt krótko i mijają zbyt szybko. Nie inaczej było i tym razem. Ledwie się człek obejrzał, a tu już trzeba było wracać do codzienności. I… całe szczęście, bo dłuższych świąt moja wątroba by nie wytrzymała. Ludzie, ileż można w końcu zjeść? Właściwie nie chodzi tu o ilość, raczej o różnorodność. Śledzie, kapusta, grzyby, groch, ciasta, smażone ryby, mak i masę innych dobrych lecz ciężkostrawnych przysmaków.  Och, kocham Święta, gdyby tylko nie trzeba było bez przerwy… jeść. W sumie dobrze, ze już się skończyły. Cieszę się, lecz nie tylko dlatego, ze mogę bezkarnie pogłodować. Najważniejsze, ze… już jutro pofruuuuunę!!! Pofrunę do Londynu. Kurczę, ależ się cieszę!!! Wprost rozsadza mnie ogromna, wszechogarniająca radość. Podszyta odrobiną lęku, bo to będzie mój pierwszy raz w chmurach. Na pytanie, czy się boję, odpowiadam, że nie, bo nie mam w tym zakresie doświadczenia. Podobnie było, gdy poszłam do szpitala rodzić moje dziecko. Też nie wiedziałam, co mnie czeka. Hmmmmm tyle, że na drugie już się nigdy nie zdecydowałam. A tu trzeba będzie wsiąść ponownie w samolot i wrócić do domu. Żartuję,  rzecz jasna. Jestem podekscytowana. Jak mawiają Anglicy… I’m so excited, jak mawia dziewczyna mojego syna. Mój angielski wymaga natychmiastowego odkurzenia. Na szczęście istnieje jeszcze język migowy! Och, nie będzie tak tragicznie… przynajmniej taką mam nadzieję. Kochani Tubywalcy, mam nadzieję, ze będę tu zaglądać i… opowiadać, opowiadać, opowiadać. Londyn jest jednym wielkim tyglem… kultur, ludzi, smaków i zapachów. Mam nadzieję, że chociaż kawałek z tego wielkiego tortu uda mi się ugryźć, poznać, posmakować…. sfotografować. Najważniejsze jednak, że zobaczę się z Marcinem. Nie widzieliśmy się od kwietnia. Jeszcze nigdy nie rozstawaliśmy się na tak dugo. Gdy jeszcze był w kraju, mogliśmy nie widzieć się nawet miesiąc lub dwa, ale w każdej chwili mogłam wsiąść w pociąg i już po godzinie byliśmy razem. Teraz to co innego, cała wyprawa. No i ten samolot. Im bliżej do „godziny zero” tym bardziej mój żołądek się stresuje. Ludzie, ja nawet na huśtawce mam mdłości!!! Mam maleńka prośbę. Jutro, dokładnie w południe podmuchajcie, proszę,  delikatnie w skrzydła mojego samolotu, dobrze? Żeby lekko wystartował i szczęśliwie wylądował na Luton dwie i pół godziny później. Mój syn się śmieje, że nie może sobie wyobrazić mnie w Londynie. Już mnie widzi, jak biegam z aparatem i fotografuję jak zwariowana wszystko, co w zasięgu obiektywu. Już go uprzedziłam, ze przez dziesięć dni mojego pobytu w Londynie może zapomnieć o śnie!!! Bo przecież szkoda na niego czasu, prawda? Kochani… znikam teraz, bo muszę się przespać. Żeby jakoś wyglądać w wielkim świecie, a co!!! Żegnam się więc, życząc już dziś wszystkim Przyjaciołom szczęśliwego Nowego Roku!!! I do zobaczenia wkrótce, już w Londynie, pa, pa.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Kochani...

piątek, 24 grudnia 2010 16:04

 

… Tubywalcy, Szanowni Czytelnicy… w tym wyjątkowym Dniu, Dniu Wigilijnym pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze, najszczersze życzenia. Niech każdy Wasz dzień będzie tym wyjątkowym, niech spełniają się marzenia, nawet te najbardziej nieprawdopodobne, niech wokół Was będą sami życzliwi i uśmiechnięci ludzie, a w czasie dzielenia się opłatkiem niechaj każdy odnajdzie te najwłaściwsze słowa, słowa płynące prosto z serca, i niech każde z nich trafi do serca bliskiej osoby. Kochani Przyjaciele, jestem szczęśliwa, że jesteście, bo bez Was to miejsce nie miałoby sensu, byłoby tylko pustą kartką. Dziękuję Wam i… jeszcze raz Wam i Waszym Rodzinom życzę szczęścia, radości i miłości.

A ponieważ, jak w Wigilię, tak przez cały rok, więc umieszczam tu zdjęcia zrobione dzisiaj i obiecuję, ze moich słów i moich fotografii tutaj nie zabraknie. Całuję wszystkich i każdego z osobna, bo każdy z Was jest wyjątkową osobą i wyjątkowe miejsce zajmuje w moim sercu. I tym świątecznym, całuśnym akcentem, pa, pa.

 

 

 

 

A to, specjalne MRAU od Diesla Diablo de la Vegi!

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Niesamowite...

środa, 22 grudnia 2010 0:13

 

… jak szybko mija Czas. Czas… czasami błogosławieństwo, czasem przekleństwo. Zabawne, jak bardzo zmienia się nasze… moje postrzeganie szybkości upływu Czasu w miarę, jak się starzeję. Nie, nie boję się tego słowa. W końcu przecież starzejemy się już w momencie… narodzin, nieprawdaż? Przypominam sobie jednak, jak dłużył mi się Czas, gdy czekałam na… osiemnastkę. Wydawało mi się wówczas, że mając osiemnaście lat będę wreszcie dorosła. A teraz wiem, że chyba nigdy nie dorosnę. Błogosławieństwo czy może… przekleństwo? Mówię tu o pewnej niezgodności między tym, jak się czuję, a tym, co mówi mi  kalendarz, nie wspominając już o lustrze, które wykrzykuje mi co rano prawdę prosto w zaspane i podpuchnięte oczy. I ten Czas, które pędzi na złamanie karku, każdym uderzeniem zegara przypominając, że już po… półmetku… dawno zresztą. Ale zostawmy to…  teraz ważne są Święta. Pierwsze od trzydziestu czterech lat, których nie spędzę z Synem. Dziwnie się z tym czuję. Daleko nam teraz do siebie. Och, oczywiście, że są telefony, że jest Skype, ale… nie zamierzam się rozklejać. Zobaczymy się w Sylwestra. Już się cieszę!  Niemniej, jakoś nie czuję, że to już za trzy dni Wigilia, że Pasterka i sianko, i opłatek… najchętniej zakopałabym się w pościeli i spała do końca grudnia. Za oknem nadal biało, chociaż ostatnie dwa dni z plusową temperaturą troszkę uszczupliły białą powłokę. Mam nadzieję, że Święta będą jednak białe… Zobaczymy, jeszcze kilka dni przed nami.

 

Teraz troszkę inny temat. W niedzielę spacerowałam po Katowicach, z aparatem oczywiście. Zajrzałam na cmentarze… katolicki i ewangelicki.  Było cicho i spokojnie. Gdzieś między zasypanymi śniegiem nagrobkami kręcili się ludzie. Anioły spały w śniegu, milczące i senne. Zrobiłam trochę zdjęć. Później wybrałam się nad katowickie trzy stawy. Jednak moje dąbrowskie są ładniejsze, ale to subiektywna ocena. Wracając mijałam siedzibę pewnego towarzystwa charytatywnego. Spojrzałam na tablice ogłoszeń i… oniemiałam. Wisiało tam… menu.

 


 

Zastanawiam się, jak to zinterpretować. Jako żart? Czy jako zachętę dla bezdomnych i głodnych? Sama nie wiem, niemniej surrealizm pewien w tym jest. Moim skromnym zdaniem, bardziej właściwa byłaby kartka… zapraszamy na zupę jarzynową i chleb. Gdybym była głodującym biednym człowiekiem, treść „Szef kuchni poleca…” mogłabym uznać za złośliwość. Ale być może się czepiam…

 

Już dwudziesty drugi... za kilkanaście minut rozpocznie się kalendarzowa zima. Tym razem aura wyprzedziła kalendarz. Idę spać, w następnym wpisie opowiem mój sen z ostatniej nocy... rzadko pamiętam sny, ten zapamiętałam dokładnie, bo w nim... umarłam. Niesamowite wrażenie. Straszne uczucie. Opowiem później. Teraz spać, spać... i tym sennym akcentem pa,  pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Coś mi...

sobota, 18 grudnia 2010 0:41

 

… siadło na klatce piersiowej i siedzi uparcie. Chyba przesadziłam w tę sobotę. Zachciało mi się mycia okien. Nie, nie zmarzłam mimo, ze na dworze szalała śnieżyca. Szybciutko umyłam okna z zewnątrz, później było już z górki. Ale naskakałam się troszkę po krzesłach, namachałam rękami, naschylałam i… teraz odczuwam jakiś dyskomfort. Cóż, starość nie radość…  ale też młodość nie wieczność, jak mawia mój kolega. Za oknem zima piękna i czysta. Z góry spadają wielkie płatki białego puchu, wirują miękko, lśnią w świetle latarń wszystkimi kolorami tęczy nim spadną na ziemię. Pięknie, ale też ślisko, zimno, szczególnie odczuwam to o poranku, gdy trzeba brnąć do pracy przez zaspy, gdy nogi ślizgają się w zmarzniętych koleinach, gdy na wpół śpiący człowiek potyka się na zamarzniętych grudach. Ciężko się idzie, droga, która zajmuje mi w normalnych warunkach około kwadransa teraz wydłużyła się dziwnie i zajmuje mi blisko pół godziny. Dziwne zjawisko! W ogóle, ostatnio jest dziwnie.  

 

Szczerze powiedziawszy, nie miałam ostatnio ochoty na pisanie. Na fotografowanie też zresztą nie. Nie miałam ochoty na nic. Tylko na sen ochota przychodziła w różnych najmniej spodziewanych momentach. Minął tydzień od mojej ostatniej notki na blogu. Jak minął? Cóż, normalnie… praca, dom, praca, dom… o czym więc pisać?  O tym, że zbliżają się Święta? Cóż, jak co roku…

 

Jakiś czas temu pisałam tutaj o samokontroli, szczególnie jeśli chodzi o słowo pisane. Bo czasem można napisać zbyt wiele,  bo ktoś  może nasze słowa mylnie zinterpretować, bo tak właściwie, to sami nie wiemy, kto zagląda na nasze strony. Właśnie z tego powodu od jakiegoś czasu bardzo uważam na słowa. Wcześniej zresztą tez nie pisałam o sprawach dotyczących innych ludzi. Żeby kogoś nie skrzywdzić, żeby nie dać się skrzywdzić innym ludziom. A teraz przeczytałam na stronie Wirtualnej Polski o przypadkach… zwalniania ludzi z pracy z powodu wpisów czy opinii, jakie zamieścili w sieci. Nie zamierzam tu dyskutować, czy takie decyzje były słuszne, czy też nie, bo nie znam przecież dokładnie tych przypadków, niemniej faktem jest, że to co piszemy może się obrócić przeciw nam samym. Czasami zaglądam  na różne strony, czasami czytam opinie na forach internetowych. Ludzie nie liczą się ze słowami, nie zdają sobie chyba sprawy w ograniczoności swej, że słowo ma ogromną moc. A  często może obrócić się przeciw samemu autorowi. Dobrej nocy, Najmilsi Tubywalcy. Zbliżają się Święta… nie dajmy się zwariować i ogłupić reklamom oraz fałszywym Mikołajom. Poczekajmy na tego prawdziwego, który po cichutku podkłada prezenty pod choinką. Pa, pa.

 

PS. Krótkie wyjaśnienie, ten tekst zaczęłam pisać tydzień temu, stąd znalazło się w nim "sobotnie mycie okien"... oczywiście to była poprzednia sobota. Serdeczności na weekend i...  nie przepracujcie się zbytnio. Byle nie dać się zwariować, pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 709  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558709

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl