Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Jeszcze...

sobota, 31 grudnia 2011 22:03

 

... dwie i pół godziny i... jasny gwint, będę o rok starsza! Żebym jeszcze była mądrzejsza, ale to marzenia ściętej głowy. Taka karma albo cóś? Ludzkość rozpoczęła już zabawę, za oknem bum-bumy, na szczęście kocisko, po pierwszych dość nerwowych reakcjach teraz chyba stwierdziło, że ludzkość jest nienormalna i zasnęło częściowo zwisając z kaloryfera. Gdzieś z czeluści mojego bloku dobiegają odgłosy zabaw czyli prywatki (jakie prywatki, teraz to sie nazywa... DOMÓWKA, idiotyczna nazwa, jak grochówka, żubrówka, dubeltówka itd.) nają się dobrze. A ja siedzę przed komputerem i co najśmieszniejsze, wcale nie jest mi z tego powodu smutno. Jeśli miałam (a miałam) do wyboru spędzenie Sylwestra w towarzystwie znajomych za jakimś stołem albo oczekiwanie z aparatem na dwunastą i pokaz sztucznych ogni, to ja jednak wybieram to drugie. Dziwadło ze mnie chyba, ale dla mnie, jeśli zabawa sylwestrowa ro jedynie na jakiejś sali, na jakimś balu, z jakimś interesującym mężczyzną. Ponieważ dwa piersze czynniki uzależnione sa od czynnika trzeciego czyli posiadania takiegoż mężczyzny na podorędziu, więc naturalnym jest, że z balu nici! Nie, żebym zazdraszczała (fajne słówko!) innym, ale sa sytuacje, gdy męskie ramię by sie przydało. Gdy jednak pomyślę o związanych z tym czynnikach dodatkowych, bo przecież nie samym balem facet żyje niestety. to mi mijają daremne żale. A tak w ogóle, to ja należę do osób, które... nie żałują niczego. Serio! Nawet własnych błędów nie żałuję, bo co by to zmieniło? Stało się, jestem w tym, a nie innym miejscu i się z tego cieszę. Tak jest zdrowiej i milej. Znajomi czasami mówią, że mi zazdraszczają (ależ mi się to podoba, Siteczko)  pogody ducha i optymizmu. Ach,  gdybyż wiedzieli co się czasami kłębi w mojej łepetynie... na szczęście nie wiedzą i niech tak zostanie. Ależ się rozgadałam. Sprzęt przygotowany, słucham RMF FM, jest do wygrania tygodniowa wycieczka do Dubaju... po sześćdziesiątym piątym wybraniu numeru do redakcji w końcu sobie odpuściłam..... widocznie Dubaj nie dla mnie.

 

A teraz, Moi Mili będą życzenia. Niech w tym Nowym 2012 Roku spełnią się Wasze marzenia, niech zawsze blisko Was będą życzliwi ludzie, a pogoda ducha równoważy pogodowe zawirowania, żadnych migotań serc, chyba że ze szczęścia i miłości!!! Niech Los sypnie Wam obficie ze swoich zapasów prosto w dłonie całą masę uśmiechów, sukcesów i radości!!! Niech żadne plany nie będą zbyt zuchwałe, bo przecież zuchwałym szczęście sprzyja, prawda? Dawajcie innym swój uśmiech i zainteresowanie, a w zamian otrzymujcie wielokrotność tego, co sami daliście. Więcej uśmiechu, więcej tych najprostszych słów, niech ten Nowy Rok będzie dla Was wyjątkowy!!!

 

Ponieważ nie mam jeszcze tegorocznych zdjęć, więc troszkę pogrzebałam w archiwum... a jutro będą nowe... pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PS. Konkurs na najciekawsze i najbardziej szalone noworoczne postanowienia trwa dalej... czy termin 6 stycznia 2012 jest w porządku? Czekam na kolejne wpisy, nagrody też czekają! Pa, pa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Święta...

piątek, 30 grudnia 2011 0:06

 

… Święta i po Świętach. Cóż mogę o nich powiedzieć? Po prostu… minęły, ale ich skutki odczuwam każdego dnia, gdy… usiłuję dopiąć spodnie! Zgroza… przynajmniej pięć kilo do przodu, a właściwie z tyłu! Wiem, wiem wystarczy to strenować, wystarczy wybrać się na porządny spacer. Niestety, pogoda,  jaka jest, każdy widzi. Najłagodniej mówiąc nie zachęca do dalekich wypraw. Jest wilgotno, zimno i szaro. W ogóle nie robię zdjęć, bo nie ma sensu. Szarobura kolorystyka jakoś do mnie nie przemawia. Za to sobie oglądam kolory na moich zdjęciach. Właśnie jestem w trakcie wybierania fotografii na zamówienie. Mam kupca, który zamówił u mnie kilkanaście zdjęć. Całościowo, łącznie z ramami i passe-partout. Lubię takie zlecenia, bo mam całkowitą kontrolę nad końcowym efektem. W każdym razie, wpadnie mi świeży zastrzyk gotówki. I to jest pozytywne! Mam nadzieję, że w końcu moje starania zaowocują dalszymi zamówieniami. Tym bardziej, ze fotografie mają trafić do przedstawicieli  lokalnego biznesu. Jak to mówią, pożyjemy, zobaczymy. Tradycyjnie, nie robię żadnych dalekosiężnych planów, bo mi jakoś ich realizacja z reguły kuleje. Podobnie nie robię żadnych noworocznych postanowień. Bo i po co mam się później sama przed sobą wstydzić, gdybym ich nie dotrzymała? Sama sobie nie będę robiła krzywdy. Wystarczy, że Zycie od czasu do czasu przypomina o sobie dając mi kopa w pewną (poświątecznie powiększoną) część ciała.

 

Ciekawa jestem natomiast, jakie są Wasze, Mili Tubywalcy, noworoczne postanowienia. Tylko szczerze, proszę. Niniejszym ogłaszam więc mini-konkurs na najciekawsze, najbardziej oryginalne noworoczne postanowienie. Jednoosobowe jury w osobie Waszej Gosi wybierze kilka najciekawszych i nagrodzi. Nagrody przewiduje się ciekawe, więc do piór! A właściwie do klawiatury! A może ktoś napisze o noworocznych postanowieniach z ubiegłych lat… tych dotrzymanych i tych zaniechanych? Zapraszam serdecznie.

 

Wracając jeszcze do Świąt. Miałam to szczęście, że spędziłam je na „chałupach”. Czyli… żadnego pieczenia, gotowania i innych tym podobnych działań. Jedynym moim zadaniem było konsumowanie darów  wszelakich i, bo jakżeby inaczej, chwalenie i komplementowanie, co zresztą przychodziło mi bez trudu. Wigilię spędziłam u Siostry ciotecznej, ach, co to była za Wigilia… przeciągnęła się do bladego świtu. Wieczorem połączyliśmy się z Rodzinką w Australii, u nich był już poranek pierwszego dnia Świąt. Zielone trawniki widoczne przez okno, żywa choinka ze specjalnej plantacji, prezenty i… 28 stopni Celsjusza. Później rozmawialiśmy z Londynem. Niesamowite, możliwości współczesnej techniki wciąż mnie zadziwiają. A przecież jeszcze pamiętam, gdy posiadanie telefonu było nieosiągalnym marzeniem (w moim mieście czekało się około dziesięciu lat). Rozmowy zagraniczne zamawiało się na poczcie i to tylko w pierwszej połowie miesiąca, później limit był wyczerpany i nie było szansy na połączenie. Listy szły około dwóch tygodni w jedną stronę… co zresztą tak bardzo się nie zmieniło. Poczta nadal kuleje. A tu proszę, robisz klik i widzisz na ekranie buzie, mimo, ze dzielą Was tysiące kilometrów. Niesamowite! Do domu dotarłam wczesnym popołudniem objedzona i nieruchawa. Coś strasznego. Łakomstwo jest słusznie jednym z grzechów głównych. Na wieczór byłam zaproszona do drugiej Siostry, tym razem stryjecznej. Wcześniej jednak postanowiłam zdrzemnąć się „na pół godzinki”… obudziłam się po dwudziestej. Tym sposobem umknął mi pierwszy dzień Świąt. Tym sposobem drugi świąteczny dzień musiałam podzielić między moją najlepszą Przyjaciółkę, Anię i stryjeczną Siostrę Terenię. Kurczę, miałam ochotę zawołać, jak ta żaba… przecież się nie rozerwę!!! Na dodatek dziewczyny uparły się (jakby się umówiły, albo co), że mnie dobrze nakarmią! Zabawne, w pewnym momencie stwierdziłam, że cieszę się, iż Święta nie są co tydzień, bo marnie by ze mną było! Na dodatek pierwszy dzień w pracy był równie stresujący. Moje koleżanki są świetnymi kucharkami i przyniosły do pracy kilka rodzajów śledzi, ryby w wielu odsłonach, o ciastach nawet nie wspomnę. I znowu trzeba było przynajmniej popróbować każdej potrawy. Sama się dziwię, jak ja to przeżyłam. Od środy znacząco zmniejszyłam ilość jedzenia, bo ileż można jeść? Mam nadzieję, że weekend będzie ładny (podobno ma śnieżyć) i wreszcie wybiorę się na porządne zdjęciowanie. Czuję głód… głód fotografowania. Czasami dobrze jest zrobić sobie małą przerwę i… zatęsknić. Ciekawa jestem, jakie są Wasze sylwestrowe plany? O moich opowiem jutro. Teraz idę spać, po właśnie minęła północ. Pa, pa

 

A na zakończenie, jako przeciwwagę dla szarości i wilgoci za oknem chcę podarować Wam kilka zimowych archiwalnych landszaftów. Mam nadzieję, że tym razem... proporcje między słowam, a obrazem zostały zachowane? HI hi hi...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Najmilsi Tubywalcy...

sobota, 24 grudnia 2011 9:04

 

 

... Drodzy Przyjaciele! W tym wyjątkowym Dniu, Dniu Wigilijnym życzę Wam spełnienia snów, marzeń i pragnień. Niech  w ten magiczny czas otacza Was kryształowa bańka życzliwości, miłości i bliskości tych, którzy są dla Was szczególnie ważni. Niech przy Waszych stołach w zapachu siana i blasku świec zagości uśmiech i radość. Niech nikt nie będzie smutny i osamotniony, niech każda myśl będzie pełna optymizmu i nadziei na spełnienie marzeń. A ja będę z Wami, gdy będziecie dzielić się opłatkiem i będę się do Was uśmiechać w blasku świec. A ponieważ, jak tradycja mówi, jak w Wigilię, tak przez cały rok, więc i moje wpisy i zdjęcia będą Wam towarzyszyć jeszcze długo. Takie mam życzenie i taką mam nadzieję wierząc, że i dla Was moja skromna osoba jest miłą sercu. Pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Słowo...

wtorek, 13 grudnia 2011 0:25

 

… się rzekło, kobyłka u płota…. czyli jak to było w Kaliszu.  Kalisz, jak już wcześniej napisałam, jest przepięknym miastem. Miastem mostów, kanałów i starych uliczek. I kościołów. Ponieważ pora jesienna jest pora wczesnych zmierzchów, więc gdy już dojechałam do Kalisza było po zmroku. Ależ zmarzły mi palce! Miałam ze sobą jedynie mitenki (kto wie, co to takiego, palec do góry). Niestety, w rękawiczkach nie za bardzo da się fotografować, a mitenki jednak chronią dłonie przed zbytnim wychłodzeniem. Łaziłam blisko trzy godziny po zaułkach, po rynku  z pięknym Ratuszem, zatrzymywałam się na mostach i zachwycałam światłami odbitymi w wodzie. Kalisz jest nieprawdopodobnie oświetlonym miastem. Piękne latarnie rozświetlają stare kamieniczki, rysują cienie w zaułkach. Niestety, ponieważ było już ciemno nie odważyłam się wejść do parku, który jest przepiękny,  jak to jeszcze pamiętam. Za to sfotografowałam teatr im. Stanisławskiego odbijający się w kanale. Sfotografowałam również tzw. mały młyn wodny na Prośnie. Niesamowity obiekt, przepływ wody jest automatyczny, od czasu do czasu włączają się alarmy i podnoszą zapory przepuszczając określoną ilość wody. Klimat niepowtarzalny, obrazki cudne. Jednym słowem, cieszę się, że miałam okazje odbyć tę podróż. Mimo, że jest to jednak spory kawałek do przejechania. Wróciłam w niedzielę koło południa i… padłam. Przespałam całe popołudnie. Niezbyt dobrze zniosłam podróż powrotną, czasami tak mam. Jedynym pozytywem tej jazdy były widoki za oknem samochodu. Udało mi się zrobić trochę zdjęć umykających krajobrazów, ale pokażę je może innym razem. Teraz sporo zdjęć wieczornego Kalisza. Wiem, wiem, zbyt mało słów, zbyt wiele obrazków. Już biję się w pierś, bo wolę zrobić to sama niż czekać, aż zrobią to rozczarowani Czytelnicy.

 

Aha i jeszcze jedno, zatrzymałam się na jednej z głównych ulic Kalisza, tuż koło zakładu fryzjerskiego. Oparłam się o mur (bo nie wzięłam ze sobą statywu, a musiałam mieć pewną rękę) i przygotowałam do zrobienia zdjęcia ulicy w ciekawej perspektywie, gdy wtem z zakładu wyskoczyła (dosłownie!) jakaś kobieta i napastliwym tonem spytała „co pani tutaj fotografuje?” na co ja zupełnie spokojnie, wręcz flegmatycznie „ulicę, a co?”. Kobieta  na to „a dlaczego pani robi tu zdjęcia?”. I tu mnie wkurzyła… „bo mi wolno, proszę pani!”. I jeszcze spytałam, czy ma coś przeciwko temu. Kobieta chyba ochłonęła, bo zrobiła głupią minę i… przeprosiła, że się niezbyt grzecznie zachowała. Skomentowałam jedynie, że robiłam zdjęcia w różnych miejscach i NIGDZIE nie spotkałam się z takim zachowaniem, jak w Kaliszu. Chyba było jej głupio, bo jeszcze raz przeprosiła i zniknęła we fryzjerskim zakładzie. Oj, nie chciałabym, żeby zajmowała się moimi włosami… ten nadmiar energii mógłby poskutkować jakąś szalona fryzurą… w najlepszym wypadku. Powiem szczerze, że byłam całą t sytuacja bardziej zdumiona niż zdenerwowana. Ludzkość jest jednak nieprzewidywalna. I tym, wciąż zdziwionym akcentem, pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pogoda...

sobota, 10 grudnia 2011 10:01

 

…. weekendowa czyli jest pięknie, jak nie wiem co. Słonecznik świeci, jakby to nie był grudzień tylko czerwiec, jedynie widok za oknem, gdzie wiatr porusza nagimi gałązkami brzozy przypomina o tym fakcie. W gwałtownych podmuchach wiatru po błękitnym niebie poruszają się czarne sylwetki wron, kawek i innych gawronów. Od czasu do czasu przemknie jakaś sikorka, przysiądzie na moment na wiotkich brzozowych gałązkach i już mknie dalej. W bardzo ważnych sprawach zapewne. A ja za chwil kilka wyruszam w teren. Tym razem porzucam moje ulubione jeziorne klimaty i mknę na północ, w kierunku Kalisza. Tak się złożyło, że mam okazję wybrać się na wycieczkę, więc czemu nie skorzystać. Kalisz pięknym miastem jest. Wiem, bo kiedyś bywałam w nim przynajmniej raz w miesiącu. Były Osobisty Wieloletni Narzeczony, który był wówczas jeszcze nie Byłym, a Aktualnym Narzeczonym miał w Kaliszu jakieś tam sprawy, a ja  robiłam za osobę towarzyszącą, co zresztą sprawiało mi ogromną frajdę.  Niestety, gdy stał się Byłym, skończyły się również wyjazdy do Kalisza. I brakowało mi tego miejsca. Wówczas jeszcze nie zajmowałam się fotografią, ale w głowie miałam obrazy, które teraz postaram się odnaleźć i zarejestrować. Mam nadzieję, że pogoda również tam mnie nie zawiedzie. Oczywiście, po powrocie wszystko Wam opowiem, a może i pokażę. Teraz czas na mnie. Pięknego weekendu, pełnego emocji i zachwytów, Szanowni Tubywalcy, pa, pa..


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 695  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558695

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl