Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Święta...

niedziela, 28 grudnia 2014 0:10

 

 

... święta i po świętach. Cóż mogę powiedzieć o tegorocznych? Cóż, jak co roku obiecywałam sobie wstrzemięźliwość, przynajmniej w jedzeniu i... jak rok rocznie nic z tych obietnic nie wynikło. Wstrzemięźliwość – owszem. Niestety nie w odniesieniu do spożywania wszelkiego rodzaju smakołyków.

I od razu ciuchy zrobiły się troszkę jakby przyciasnawe... tak, ja wiem, w mojej szafie siedzi taki mały, złośliwy krasnoludek i co noc pracowicie zaszywa moje ubrania... Może ma ktoś jakiś sposób na wykurzenie tego małego wkurzającego krawca z bożej łaski? Od razu zaznaczam... DDT ani inne cyjanki raczej na niego nie podziałają. Trutka na szczury też odpada! A mówiąc serio – po prostu obżerałam się w te święta nieprzyzwoicie wręcz... A wszystko takie pyszne... a wszystko takie tuczące, rozdymające i... smaczne! W dupie mam diety... dosłownie i w przenośni! Przepraszam za kolokwializm, ale żadne inne słowo nie przyszło mi na myśl! Ponieważ zaś zarówno Wigilia, jak i pierwszy dzień Świąt były bardziej jesienne niż zimowe, to i na spacery zbytnio ochoty nie miałam. Mimo wszystko jednak trochę biegałam... od jednego zastawionego stołu do kolejnego... Na szczęście, w drugi świąteczny dzień za oknem zrobiło się biało i z nieba sypnęło miękkim puchem... zima przyszła! I dzisiaj wreszcie wybrałam się z aparatem żeby złapać trochę zimowego klimatu. Wybrałam Gołonoską Górkę, bo przy okazji chciałam zrobić zdjęcia o zachodzie Słońca. Było niesamowicie – niebo jak czyste błękitne płótno, śnieg skrzący się maleńkimi brylancikami i czerwone owoce głogu przystrojone w białe czapeczki... i cisza przerywana tylko skrzeczeniem srok. Są takie momenty, gdy piękno uderza w nas niczym ostry powiew wiatru i wstrzymujemy oddech, by nie spłoszyć chwili. Niestety, często piękno okupione jest pewnego rodzaju dyskomfortem (nie chciałam pisać: cierpieniem, bo to byłoby zbyt dużo). Na Górce Gołonoskiej ostro wieje, co spotęgowało odczucie zimna, bo mrozik chwycił, tak plus minus siedem stopni poniżej zera. W momencie poczułam, że zaczynają mi zamarzać uda. Czas było się stamtąd zbierać. Tym bardziej, że Słońce zaszło... minął moment, światło z każdą minutą było słabsze... nic tu po mnie. Czas do domu...

 

 

DSC00605.JPG

 

 

DSC00570.JPG

 

 

DSC03085.JPG

 

 

DSC03092.JPG

 

 

DSC03100.JPG

 

 

DSC03115.JPG

 

 

DSC03120.JPG

 

 

DSC03121.JPG

 

 

DSC03159.JPG

 

 

DSC03160.JPG

 

 

DSC03171.JPG

 

 

DSC03182.JPG

 

 

DSC03190.JPG

 

 

A wracając do Świąt... takie małe selfie pod choinką...

 

 

DSC00462.JPG

 

 

Mam nadzieję, że Was nie wystraszyłam, Najmilsi Tubywalcy. A żeby nie pozostawiać na zakończenie zbyt niekorzystnego wrażenia, umieszczam mikołajkowe zdjęcia moich przystojniaków... do nich też przywędrował Święty Mikołaj!

 

 

DSC00433.JPG

 

 

DSC00504.JPG

 

 

DSC00510.JPG

 

 

I tym słodkim akcentem, pa, pa!

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wigilia...

środa, 24 grudnia 2014 1:56

 

... magiczny czas. Czas rodzinnych spotkań, czas uśmiechu przez łzy i najpiękniejszych wspomnień. Czas życzliwości i z serca płynących życzeń pod rozjarzoną lampkami choinką. Czas zapachu sianka i smaku wigilijnych potraw. Czas wyjątkowy, w którym przeszłość wraca do nas najpiękniejszymi obrazami. Obrazami wyrytymi w naszych sercach. Czas, w którym wystarczy zamknąć oczy, by znów ujrzeć najukochańsze twarze wokół świątecznego stołu. Czas Miłości...

 

I w tym właśnie momencie, w Dzień Wigilijny nie mogłam nie napisać kilku słów, słów płynących prosto z serca do was, Najmilsi Tubywalcy. Słów podziękowania i wdzięczności za Waszą stałą i cierpliwą obecność. Za życzliwość i wyrozumiałość dla moich milczących nieobecności.

 

I nie mogłam odmówić sobie ogromnej przyjemności złożenia Wam najserdeczniejszych życzeń - spełnienia marzeń, radości, zdrowia i uśmiechu dla Was i Waszych Najbliższych... Otwieram szeroko ramiona i przytulam Was do mojego troszkę zdezelowanego serca. Niech się spełnią Wasze najpiękniejsze sny...

 

 

DSC03020.JPG


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Mniej...

środa, 17 grudnia 2014 1:27

Mniej...

 

... niż zero... mniej więcej na taką wartość oceniam moją kondycje fizyczną. Na jakiej podstawie to wnioskuję? Otóż, w sobotni poranek, bladym i wilgotnym, aczkolwiek ciepłym świtem wybrałam się nad dawno nieodwiedzane jeziora. Zatęskniło mi się za przestrzenią, poza tym moje oczy stały się ostatnio jakby troszkę bardziej zmęczone, a nic nie jest lepsze dla wzroku, niż widok bezkresnej dali, aż po horyzont. Doskonała gimnastyka. A co dobre dla oczy, to dobre dla mnie. Dlatego też, mimo wewnętrznego oporu (mój wewnętrzny leniuch wrzeszczał: Czyś ty zgłupiała, babo? Wracaj pod kołdrę póki ciepła) postanowiłam zignorować jego złośliwe podszepty i wyszłam z domu uginając się pod ciężarem sprzętu... któremu też od czasu do czasu przydaje się przewietrzenie. Wędrowałam sobie pustymi ulicami, patrzyłam w uśpione okna domów, nawet psom podwórkowym nie chciało się na mnie zaszczekać... wreszcie domy się skończyły i wyszłam na łąki, po prawej widząc w prześwicie między drzewami Pogorię III. Ponieważ akurat nad Polską szalała Alexandra, spodziewałam się wzburzonej wody, fal rozbijających się o brzeg i szarpanych porywistym wichrem drzew o powykręcanych boleśnie konarach. No, dramatyzmu jakiegoś oczekiwałam... A tu? Powierzchnia jeziora jak tafla lustra, stada łabędzi, kaczek i łysek leniwie kołyszące się na wodzie, cisza i spokój. Żadnych dramatycznych efektów specjalnych, a jedynym bałwanem w zasięgu wzroku byłam... ja. No, może jeszcze jakiś samotny biegacz lub rolkarz przemykający cichutko, jak duszek.  Na szczęście, było jeszcze na tyle wcześniej, że podobnych osobników mogłam policzyć w sztukach, nie psuli mi więc krajobrazu. Ach, ten czynnik ludzki. Każdy ma swojego fioła... ja fotografuję bez sensu, inni biegają... również bez sensu... chociaż, mam przynajmniej taką nadzieję, że w tym szaleństwie jest metoda, cytując klasyka. Usiadłam sobie nad wodą, Słońce powoli wznosiło się coraz wyżej... czas było się zbierać. Szłam wzdłuż rzeczki w kierunku Parku Zielona, gdy nagle coś niebieskiego przeleciało wzdłuż strumienia... o rany, zimorodek! Nigdy jeszcze nie spotkałam tego ptaszka!  Usiłując nie spuszczać go z oczu zawróciłam i podążyłam jego szlakiem. Niestety, gdzieś mi się zapadł wśród wysokich trzcin... jakby pod ziemię. No, ale to w końcu zimorodek. Jeszcze go kiedyś odnajdę... mam kolejny cel – zapolować na zimorodka!

 

 

 

DSC00157.JPG

 

 

DSC00159.JPG

 

 

DSC00168.JPG

 

 

DSC00170.JPG

 

 

DSC00173.JPG

 

 

DSC00181.JPG

 

 

DSC00182.JPG

 

 

DSC00183.JPG

 

 

DSC00189.JPG

 

 

DSC00197.JPG

 

 

DSC00210.JPG

 

 

DSC00265.JPG

 

 

DSC02888.JPG

 

 

Jeszcze kilka zdjęć Słońca prześwietlającego wysokie trzciny...

 

 

DSC00257.JPG

 

 

DSC00261.JPG

 

 

 

... jeszcze niesamowite formacje chmur udających morskie fale... czy Wy też lubicie patrzeć na chmury, Tubywalcy Najmilsi? I czy w chmurach odnajdujecie fantastyczne baśniowe kształty?  Mam wrażenie, ba, jestem pewna, że tak...

 

 

DSC02881.JPG

 

 

DSC02903.JPG

 

 

W końcu wyszłam na otwartą przestrzeń rozległych łąk nazywanych „prywatne”, w oddali widząc ciemną linię drzew Parku Zielona. Jakoś nie miałam ochoty zagłębiać się w park, nie dzisiaj.

 

 

DSC00306.JPG

 

 

DSC00320.JPG

 

 

Zadzwonił mój telefon, dzwoniła cioteczna siostra. Rozmawiałyśmy sobie, a ja wędrowałam ścieżką między wysokimi suchymi trawami, gdy nagle, na tle drzew zauważyłam wielką sylwetkę ptaka. Szybował sobie cicho, w końcu zniknął mi z oczu... jakieś fatum dzisiaj? Kolejny raz nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Prawdopodobnie to był myszołów. Ale mogłam się mylić. Niemniej, ptak był bardzo duży. Tak sobie myślałam, gdy wtem... prawie spod moich stóp wyskoczyła spomiędzy traw piękna złocista sarna i pognała w kierunku parku. Tylko jej talerz świecił na biało! I znów zwierzę było szybsze ode mnie. Miałam taki moment zawahania, nie wiedziałam, czy rzucić telefon i chwycić za aparat, ale  wiedziałam, że i tak nie zdążę więc odpuściłam sobie. Postanowiłam wrócić do domu, bo ogarnęło mnie jakieś dziwne przekonanie, że dzisiaj już niczego nie upoluję. Telefon. Mąż ciotecznej siostry. Okazało się, że jest nad stawem na Zielonej (tzn. w Parku Zielona). I że na stawie jest dużo ptactwa, i że koniecznie muszę to sfotografować.  Powędrowałam więc do parku. Warto było, staw pokryty częściowo lodem, na którym stały sobie kaczki... jak im łapki nie marzną! I para łabędzi nurkujących w poszukiwaniu wodorostów. Zrobiłam trochę zdjęć, pogadałam z Przemkiem, prawie zostałam stratowana przez psa i ruszyłam w kierunku domu.

 

 

DSC02905.JPG

 

 

DSC02919.JPG

 

 

DSC00337.JPG

 

 

DSC00331.JPG

 

 

Do domu dotarłam na ostatnich nogach. A już na moje czwarte piętro prawie wpełzałam po schodach. Miałam wrażenie, że zrobiłam co najmniej dwadzieścia kilometrów, a to zaledwie około sześciu... masakra jakaś! Kondycja na poziomie zerowym, a to i tak optymistyczne stwierdzenie. Czas chyba wziąć się w garść i zacząć ćwiczyć, bo mam wrażenie, że rdzewieję... i tym, w gruncie rzeczy smętnym akcentem, pa, pa!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Jestem...

czwartek, 11 grudnia 2014 23:48

 

... żyję. Noga już całkiem sprawna, wróciłam do pracy. Jesień nastraja mnie melancholijnie. Najchętniej przespałabym zły czas i obudziła się dopiero wiosną... jak niedźwiedzie albo inne borsuki. Albo zwinęłabym się w kłębek na kaloryferze obok Diesla i spała, spała, spała! Niestety, rzeczywistość jest całkiem inna. Ktoś (czyli ja) musi pracować i zarabiać na jedzonko dla futrzaków i samej siebie. I tym sposobem wstaję rano, wychodzę gdy jeszcze jest ciemno i wracam do domu o zmroku. Taki czas. Trzeba to przetrwać. W lepszej lub gorszej kondycji. Mam nadzieję, że w lepszej. A tak na marginesie, czy był u Was św. Mikołaj, Tubywalcy Najmilsi? Z workiem pełnym prezentów czy może z rózeczką? Ja tym razem wyręczyłam leniwego świętego i sama sobie zrobiłam prezent. Taki śliczny, podręczny, kieszonkowy i różowy(!!!) aparacik fotograficzny. Oczywiście Sony, bo jestem wielką fanką tej marki aparatów. Jest to naturalnym przejściem od Minolty do Sony. W każdym razie, aparacik jest świetny... czekam na w miarę dobrą pogodę... może w ten weekend? A na razie troszkę zdjęć z ostatniego wyjazdu na Jurę Krakowsko-Częstochowską.  Takie sympatyczne jesienne plenerki. Dzisiaj to wszystko, wiem, że to niewiele, ale jakaś niemoc psychiczna mnie ogarnęła. Jakby mnie otuliła jesienna mgła. Mam nadzieję, że wkrótce zaświeci Słońce! Pa, pa.

 

 

DSC00707.JPG

 

 

DSC00726.JPG

 

 

DSC00836.JPG

 

 

DSC00889.JPG

 

 

DSC00902.JPG

 

 

DSC00900.JPG

 

 

DSC00905.JPG

 

 

DSC00929.JPG

 

 

DSC00942.JPG

 

 

DSC02799.JPG

 

 

DSC02806.JPG

 

 

DSC00699.JPG

 

 

DSC02746.JPG

 

 

DSC02781.JPG

 

 

DSC00861.JPG

 

 

DSC00850.JPG

 

 

DSC00874.JPG


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 692  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558692

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl