Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 888 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Juhuuuuuuuuu....

piątek, 27 lutego 2009 19:42

... pytanie za 125 punktów i uśmiech Gosi.  Zgadnijcie, skąd piszę?  Otóż piszę Z DOMKU!!!!  Ostrzegam, że będzie mnie teraz duuużo, dużo więcej. I co Wy na to, Drodzy Czytelnicy? Pamiętajcie, ze ostrzegałam.   A na razie pa, pa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Noc...

środa, 25 lutego 2009 15:59

 

... nie przynosi spokoju, nie przynosi snu, a wręcz przeciwnie. W mojej głowie kłębią się miliony myśli, moje ciało nie znajduje wyciszenia, tak przecież mi potrzebnego. Jestem wewnętrznie rozbita, targana wątpliwościami i niepokojem, których źródło jest mi znane, co zresztą niczego nie zmienia i nie naprawia. Powtarzam sobie, jak modlitwę, jak tajemne zaklęcie, że wszystko będzie dobrze, że poradzę sobie ze wszystkim, z własnym życiem i z własnymi myślami. Nie pomaga. To co z tego, że świat jest piękny, to co, że widzę to piękno wokół, jeśli nie ma go we mnie. Jestem niczym niemy widz, który tylko patrzy nie mogąc wziąć udziału w spektaklu. Nie mam czasem siły by rozpocząć nowy dzień, by nałożyć na twarz uśmiech jak makijaż, jak maskę skrywającą prawdziwe uczucia i emocje. Fotografowałam krzew róży uśpiony pod warstwą lodu. Na pozór martwy, a przecież wystarczy ciepło słoneczne, żeby ożył i wydał kwiaty. Ja jestem tak zmrożona, uśpiona i tylko czekam na przebudzenie. Czy faktycznie czekam? Czy może raczej już zrezygnowałam tracąc nadzieję na nowy świt, na odrodzenie. Ja wiem, że ta notatka nie jest tym, czego spodziewają się Tubywalcy przyzwyczajeni do mojego optymizmu, ale potrzebuję tego jak spowiedzi, jak oczyszczenia. To pomaga... na chwilę. Jest mi źle. Jest mi samotnie. Jest mi beznadziejnie. Bez obaw, nie oczekuję słów pocieszenia, a tym bardziej zaprzeczenia. Musze się po prostu wygadać. Mówienie do kota czasami nie wystarcza. Zabawną rzecz kiedyś usłyszałam, parafrazując powiem, że dopóki kot nie odpowiada mi ludzkim głosem, to znaczy, że jestem normalna. Zresztą, co znaczy normalność? Według jakich kryteriów oceniamy innych? I czy mamy do tego prawo? Za oknem śnieżna zadymka, wiatr targa gałązkami brzozy. Dzielne drzewo, tak uparcie walczy, nie poddaje się przeciwnościom. Być jak ta brzoza, pochylać się pod naporem wichury by znów powrócić do pionu. Coraz trudniej mi to przychodzi. Coraz większy ciężar czuję na plecach. Coraz niechętniej idę pod wiatr. Zabawne jest życie. Zabawne tak bardzo, że śmieję się teraz... przez łzy, które płyną głupie w dół i w dół, nieproszone. I nawet nie ma mi kto podać chusteczki. Samotność z wyboru jest czymś zupełnie innym niż samotność z przymusu. Fatalnie mi dzisiaj. Nie będę dalej pisać, pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak było... teraz, dzisiaj troszkę lepiej. Przyszła odwilż i z lekka odtajało moje serce i krzew róży.  Znów patrzę na świat pełnymi zachwytu oczami. Znów chce mi się być "wewnątrz" a nie z boku. Znów czekam z niecierpliwością na nowy świt. I tym optymistycznym akcentem... pa, pa.

 

PS. Cieszę się, że spodobały się Wam moje zdjątka... staram się jak mogę.... a gdy nie mogę? Hmmmm to też się staram.  Do następnego click.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

No i...

niedziela, 22 lutego 2009 13:11

 

... wykąpałam się w jeziorze!!! Głupota MUSI zostać ukarana. Ale może od początku. Jak wcześniej zapowiedziałam, wybrałam się nad Pogorię III. Pięknie świeciło Słońce, po drodze zdjęciowałam sople zwisające z dachów, ozdabiające gałązki sosen niczym bożonarodzeniowe szklane ozdoby. W słonecznych promieniach topniały i spływały w dół kroplami wody. Cudnie po prostu. Wreszcie zaszłam nad jezioro, po ostatnich opadach śniegu zatarła się granica brzegu, nie było wiadomo gdzie jeszcze jest ląd, a gdzie zaczyna się woda. Ale to jeszcze nic. Postanowiłam obejść jezioro, żeby zaczekać na zachód Słońca. Niestety następowało to szybciej niż ja szłam i w pewnym momencie zorientowałam się, że aby zdobyć wymyślone przeze mnie ujęcie (cholerna artystka!) muszę wejść na lód. Zaznaczam, że wcześniej mijali mnie narciarze sunący w poprzek lodowej tafli, później dwaj faceci na quadach (szaleńcy!!!), a na środku jeziora tkwili nieruchomo lodowi wędkarze, poczułam się więc na tyle pewnie i bezpiecznie, że zrobiłam krok na lodową taflę. Usłyszałam trzask i... prawą nogą już tkwiłam po kolano w wodzie. LODOWATEJ!!! W momencie but napełnił się wodą, poczułam miliardy igieł wbijających się w stopę, która w ułamku sekundy zamarzła, a zaraz po niej zamarzł mój mózg!!! Jakimś cudem wygramoliłam się wyżej, klapnęlam na jakimś pniaku i czym prędzej zdjęłam but (z oporami, bo nasiąknięty był wodą jak gąbka, tym bardziej, że w środku jest futro). I co dalej? Skarpetka mokra, stopa zlodowaciała. Postanowiłam założyć na nogę... wełniane rękawiczki. Z trudem zapakowałam tak owiniętą stopę do buta i ruszyłam w kilkukilometrową drogę do domu. Po drodze oczywiście jeszcze wlazłam w wysokie trzciny... no bo był wreszcie ten zachód, na którego uwiecznieniu tak mi zależało! Kilka minut później stwierdziłam, że rękawiczki spowijające moją stopę są całkiem mokre i zupełnie nie spełniają swojego zadania. Co było robić, znowu zdjęłam but i... owinęłam tym razem stopę w wełnianą czapkę. Cholewcia, tego jeszcze nie grali. Z reguły czapki normalni ludzie noszą na głowach a nie na stopach. Dobrze, że botki nie są zbyt dopasowane, bo inaczej za nic bym tego buta nie włożyła. Powiem Wam, że droga do domu jeszcze nigdy nie była tak długa. Prawa noga już w połowie dystansu wydała mi się jakby... nie moja! Szłam jak na szczudle. Najśmieszniej było, gdy wreszcie w domu zdejmowałam buty. Czapka normalnie z mlaśnięciem plasnęła o podłogę. A prawa nogawka spodni była cała zamarznięta. Dopiero teraz zaczęło się kłucie i rwanie w stopie. Jedynym wyjściem była gorąca kąpiel i... kieliszek „jajcówy". Leczniczo zaznaczam, leczniczo!!! Niemniej warto było się poświęcić. Zdjęcia możecie obejrzeć i ocenić (i docenić moją determinację). Zastanawiam się teraz jedynie nad jednym. To, że ja się skąpałam (częściowo) przez moją głupotę, to fakt. Ale co można pomyśleć o tych wszystkich, którzy zawędrowali na środek jeziora? Tam jest przecież o wiele głębiej niż do kolan. Cóż, ja już nie będę próbowała. Przynajmniej nie tej zimy!!! I tym optymistycznym akcentem... Pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PS. Żałuję tylko, że w tym formacie nie za bardzo widzać błyszczące kryształki śniegu, ale one tam są, zapewniam!

 

PS2. Niepokonana przeciwnościami losu i niepoprawna, zaraz wybieram się nad jezzioro, tym razem "Jedynkę". Są tam  cudowne miejsca, przystanie uśpione zimowo, potoki z zamarzniętymi soplami i takie tam śmieszne klimaty. Nauczona jednak doświadczeniem, w kieszeni mam: zapasową parę skarpetek i... nylonowe woreczki. W sam raz na grząski  i niepewny teren. A co!!!

 

PS3. Dziękuję za życzenia... a co do kokieterii... niezmiennie jest i to się chyba nie zmieni!!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Czwartek powoli...

sobota, 21 lutego 2009 11:43

... zbliża się ku piątkowi. Zastanawiające, jak bardzo uzależnieni jesteśmy od porządku rzeczy. Uznajemy za oczywiste, że po czwartku jest piątek, a nie na przykład, wtorek. Że po godzinie dwudziestej następuje dwudziesta pierwsza, a nie dziewiętnasta. Bo to, że po zimie następuje wiosna, to rzecz oczywista i... pocieszająca. Nazywamy rzeczy, oswajamy świat i nadajemy imiona zjawiskom. Nasza uładzona, ułożona w porządku przestrzeń. Nie lubimy zmian, taki świat zastaliśmy, tego nauczyli nas nasi rodzice i tego nauczyliśmy nasze dzieci. A dzieci będą.... itd. itd.

Ale teraz z innej beczki. Wernisaż już za mną. Udało się. Było sporo ludzi. Atmosfera była wyjątkowa. Nastrojowa i klimatyczna. Agnieszka, koleżanka z pracy zaśpiewała kilka utworów, m.in. Bułata Okudżawy. Przeczytałam kilka opowiadań o Aniołach, które możecie znaleźć w dziale „opowieści nieprawdziwe" tutaj, na blogu. I co się okazało? Odbiór był sympatyczny, ludzie wzruszyli się tam, gdzie powinni byli się wzruszyć, tyle że sama stwierdziłam, że nagromadzenie dość smutnych efektów w jednym miejscu sprawia dość przygnębiające wrażenie. Dlatego przeczytałam tylko pięć z dziewięciu opowiadań. Jednak inny jest klimat, gdy czyta się to samemu, po cichu, w domu niż gdy odczytuje się publicznie. Ojej, mam nadzieję, że piszę zrozumiale? Co poza tym? Poza tym, ponieważ był to czwartek, było więc pączkowo słodko. Teraz wystawa powisi sobie do 20-go marca, tak że zapraszam wszystkich, którzy będą w centrum miasta aby odwiedzili Młodzieżowy Ośrodek Pracy Twórczej. Mam nadzieję, że warto.

 

 

 

 

 



A dziś? A dziś jest już sobota. Niestety dopiero teraz mogę umieścić tę notkę na blogu. Wszystkich niecierpliwych proszę o wyrozumiałość. Muszę się usprawiedliwić i przypomnieć, że nie mam Internetu w domu i notatki, które piszę na domowym komputerze później wysyłam na bloga z różnych, często przypadkowych miejsc. Zaraz też wybieram się do kafejki nieopodal aby to zrobić. Za oknem w dalszym ciągu zima, teraz wyszło słońce i świat skrzy się jak posypany brokatem. Boli mnie łapka. W głupi sposób oparzyłam sobie wewnętrzną stronę przedramienia, tam gdzie skóra jest cienka i delikatna. Po prostu przytknęłam łapkę do dzióbka czajnika z gotującą się wodą i para zrobiła swoje. Na dodatek w nocy niechcący zerwałam sobie skórę z oparzonego miejsca i... boli jak jasny gwint Nie mogę nawet założyć bluzki z długim rękawem bo wszystko mnie uraża. Cóż, za gapiostwo trzeba płacić, tylko czy musi to być tak bolesne? Ale jestem dzielna i sądzę, że przeżyję... jakoś!!!


Pozdrawiam wszystkich PT Czytelników w dalszym ciągu proszę o oddawanie głosów na mój blog na stronie www.wiadomości24.pl. Tam w zakładce Blog Roku jest kategoria „życie", ustawiamy blogi w kolejności alfabetycznej i wówczas mój znajduje się na 13-tej stronie. A później, cóż wystarczy tylko oddać głos. Do czego zachęcam jako, że jeszcze nigdy nie zdobyłam żadnej tego typu nagrody. Wszystko w Waszych rękach. Jeśli uznacie, że jestem tego warta...


Z oknem znowu harmider, przyleciały ptaszki na śniadanko, które przygotowałam na balkonie. I znów Diesel przeżywa ogromny stres. Tyle mięska i nie można się do niego dobrać. Biedne kocisko.


A teraz tak na zakończenie. Maleńka podpowiedź. Jutro w kalendarzu są imieniny Małgorzaty. Moje imieniny. Jeszcze myślę, jak spędzić jutrzejszy dzień. Może wybiorę się na pustynię? To dobre miejsce na spędzenie swego święta. Teraz pa, pa.


PS. A na południu bez zmian, Panie A od B. To dobrze czy źle? Jeszcze się nad tym zastanawiam. Pozdrawiam zimowo i niezmiennie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Na południu...

wtorek, 17 lutego 2009 7:20

... bez zmian. Pa, pa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 731  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557731

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości