Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 813 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


I znów...

poniedziałek, 27 lutego 2012 23:51

 

... nadszedł poniedziałek... i znów przede mną kolejny tydzień w... raju! O,  raju! A wczoraj było prześmiesznie, żałuję, że nie mam w domu ukrytej kamery, albo i nieukrytej, och... wiecie o czym mówię. Ale może to i lepiej, że jej nie mam (tej kamery) bo widok Gosi o świcie może przyprawić o co najmniej zawał serca... albo i nagły wstrząs! O poranku moje myśli są całkiem niesubordynowane i nieskoordynowane. W każdym razie, wczoraj wstałam przed świtem z ambitnym założeniem, że ruszę moje cztery litery i wreszcie wyjdę w teren. Niestety, moje cztery litery miały całkiem inne zdanie na ten temat i nie chciały ruszyć się z łóżka. Wzięłam więc w ręce swe aparacik i pomęczyłam trochę mojego kota... o jejkuuuuu... wcale go nie męczyłam, bo nawet nie wiedział, że służy mi za obiekt TFUrczej działalności! Zwierzaki są cudne przed aparatem, bo kompletnie ich nie interesuje, że zostaną uwiecznione dla potomności. Tylko czasami wsadzają nochale w obiektyw... W każdym razie, Diesel pospał na kaloryferze, pogapił się na ptaki za oknem, a ja wreszcie dojrzałam do wstania z łóżka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wreszcie spakowałam sprzęt i już miałam zakładać buty, gdy za oknem rozpętała się śnieżyca. Zrobiło się ciemno, wiatr zawiewał tumany śniegu, nie było widać prawie nic. Wystawiłam za okno łapke z aparatem i na szybko pstryknęłam kilka zdjęć. Bardziej reporterskich, dla odnotowania zjawiska niż artystycznych.

 

 

 

 

 

 

Po mniej więcej kwadransie rozjaśnił sie świat, Słońce wyszło zza chmur i w końcu ja też mogłam wyjść z domu. Ależ dmuchało, mimo to maszerowałam dziarsko pod wiatr, niestety. Na początek wybrałam się do Parku Zielona, bo zabrałam ze sobą ziarno u słoninkę dla ptaszków. Rozmieściłam żarełko na gałązkach, nasypałam ziarenek do karmnika, a resztę rozrzuciłam na ziemi. Później oparłam się o pień drzewa, lewy łokieć wsparłam na gałęzi, która wyrastała jakby specjalnie w tym celu o czekałam cierpliwie, aż całe to ptasie towarzystwo zleci się z powrotem. Nie musiałam długo czekać... ależ było ich dużo... wszystkie rodzaje sikorek, czyżyki, kowaliki. Nawet zjawiła się wiewiórka, ale nie udało mi się jej sfotografować, była zbyt czujna. Stałam tak, kostniałam powolutku, od czasu do czasu za moimi plecami ustawiali sie jacyś widzowie zadający mi szeptem tradycyjne pytania... a dla kogo pani robi zdjęcia? A gdzie można obejrzeć pani zdjęcia? A jaki to obiektyw? Zabawne, za każdym razej jest podobnie. Powinnam sobie chyba przygotować taką tablicę z odpowiedziami na ewentualnie zadawane pytania.  Wiele by to uprościło, a przede wszystkim nie zabierałoby mojego cennego czasu. Szczególnie o tej porze roku, kiedy się koszmarnie marznie stojąc bez ruchu. W każdym razie ptaszki były już obfotografowane z każdej strony i już-już miałam stamtąd odejść gdy zjawił się dzięcioł. Miałam go prawie na wyciągnięcie ręki. Zabawne, w momencie gdy chcę sfotografować jakiś płochliwy „obiekt” od razu zmienia się sposób mojego poruszania się. Nie umiem tego wyjaśnić ale uginam lekko nogi w kolanach i miękko balansuję ciałem, żeby tylko nie spłoszyć modela. I faktycznie, popatrywał na mnie od czasu do czasu mimo to nie uciekał.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W końcu to ja wycofałam się powolutku. Palce zmarzły mi na kość, a chciałam jeszcze zajrzeć nad jezioro bo zostało mi trochę żarełka dla łabędzi. Pomaszerowałam więc dziarsko zacierając ręce (w rękawiczkach i to podwójnych!) i podśpiewując sobie pod nosem skoczna piosenkę. Mówię Wam, Drodzy Tubywalcy, nic tak nie rozgrzewa jak jakaś wesoła piosenka. W końcu dotarłam nad Pogorię III. Lód jeszcze gruby, chociaż w wielu miejscach stał się błękitny, to znak, że wchodzić na taflę raczej strach. Chociażwiele osób jednak spacerowało po lodzie. Ryzykanci i tyle! Tym razem wypróbowałam mój nowy aparacik i zrobiłam trochę panoram. Kurczę... sama jestem pod wrażeniem! Aparat jest niesamowity! Wprawdzie jest takie stare powiedzenie, że to nie aparat robi zdjęcia, ale jednak możliwości, jakie teraz ma się do dyspozycji są fenomenalne. Bardzo się cieszę, że go kupiłam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niestety, panoramy są na mojej stronie malutkie. Próbowałam wstawić duży obrazek, ale wówczas obcinało boki. Tak źle i tak niedobrze. Musicie mi więc, Mili Przyjaciele uwierzyć na słowo, że panoramy są śwetne. Przynajmniej ja tak uważam. A tak poza tym, to ten tekst miał sie ukazać dzisiaj rano, ale pospałam troszkę za długo i już nie dałam rady.  No cóż, lepiej późno niż... później, prawda?

 

Jeszcze na zakończenie dwa zdjęcia łabądków, które mi się napatoczyły przed obiektyw. W końcu, po czterech godzinach w terenie wróciłam do domu. Miałam wiatr we włosach, szum w uszach, łzy w oczach, a w głowie tylko jedną myśl... do domu jeszcze pare kilometrów.  I to by było na tyle. Wiem, że ten tekst jest hmmmmm taki sobie, ale jakoś ostatnio weny literackiej mi brak. Przedwiośnie chyba? Pa, pa.

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Noc...

środa, 22 lutego 2012 0:25

 

... a ja nie śpię. Słucham muzyki i przygotowuję zdjęcia do dwóch zamówionych dziecięcych albumów. Dużo pracy, żmudnej i dość czasochłonnej, ale koniecznej. Tu trzeba poprawić jakiś kadr, tam podciągnąć kolory, a jeszcze gdzie indziej zlikwidować czerwone oczy. Nie przepadam za tą robotą, ale nie ma innego wyjścia. Na dodatek wczoraj gdzieś zapisałam folder z kilkunastoma już poprawionymi zdjęciami.... nie moge go teraz odnaleźć. Zła jestem sama na siebie, a może pomyłkowo go wywaliłam w niebyt? W radio Adele śpiewa, że byc może spotka kiedyś kogoś takiego jak jej były. Ja nie spotkałam... ale troszkę życia chyba jeszcze przede mną, więc nigdy nic nie wiadomo. Może (co zresztą jest mało prawdopodobne, chociaż ponoć cuda się zdarzają) wpadnę na ulicy na jakiś męski sensowny egzemplarz,  upuszczę siatke pomarańczy, które potoczą się w dół, a on rzuci się, żeby je pozbierać (pod warunkiem, że później będzie się umiał wyprostować!)... ładny obrazek, prawda? Lubię ładne obrazki... tyle, że potem przychodzi prawdziwe życie, a z tym to już problem. Pozostanę więc przy kocie, ha, ha, ha.

 

A właśnie co do kota. Równolegle z zamówieniem pracuje nad własnym „kocim” albumem. Mam ogromną ilość zdjęć różnych kotów, znajomych i nieznajomych, dachowców i rasowców. Szkoda, żeby tkwiły gdzieś w czeluściach komputera, postanowiłam więc je wyciągnąć na światło dzienne. Powinien być z tego ciekawy album. Później wezmę się za ptaki, bo chodzi za mną stworzenie takiego małego atlasu ptaków. Wprawdzie nie spotkałam wszystkich gatunków, jakie u nas występują. To zresztą nie jest możliwe, ale sporo ich sfotografowałam. Zobaczę, może się wezmę i za ten projekt? Tyle, że to niestety sporo kosztuje, wot dylemat...

 

A tak w ogóle to już nie mogę się doczekać 2 kwietnia, kiedy to znów pofrunę do Londynu. Nie chcę zapeszać, ale istnieje duże (bardzo duże) prawdopodobieństwo kilku fotograficznych zleceń. Za całkiem sensowne pieniądze. No, byłoby dobrze! Jest kilka osób, które chcą mieć albumy swoich dzieciaczków. A że ja lubie fotografować dzieciaczki (i zwierzaczki), więc to będzie dla mnie prawdziwa przyjemność. Wysłałam do Londynu fotoksiążki z moimi zdjęciami, są zainteresowani sesjami... pożyjemy, zobaczymy... Tak chciałabym, żeby się to rozkręciło w dobrym kierunku, ciasno mi jakoś ostatnio tutaj. Coś bym zmieniła, gdzieś bym pojechała... duszę się w codzienności. Czasami tak mam... jak Thelma i Louise... jak Kowalski ze „Znikającego punktu”, jak Billy i Wyatt z „Easy Rider”...  Tylko czy można być tak do końca, tak naprawdę wolnym? W świecie, który oplata nas mackami posiadanych rzeczy, w  świecie nawiązywanych latami znajomości, zależności...

 

No tak, Diesel patrzy na mnie zpobłażaniem w zielonych ślepiach. Siedź na tyłku, mówi jego spojrzenie, popatrz, tu jest ciepły kaloryfer, chodź, zrobię ci miejsce... gdzie będziesz szła, głupia babo! No właśnie...

 

O, właśnie minęła północ... i mam imieniny!!!  I tak imieninowo uśmiecham się do Was z urodzinowej fotografii, bo dawno się tu nie uśmiechałam. Dobrej nocy, Najmilsi Tubywalcy, zostawiam (tradycyjnie) kilka zdjątek z zimy, która chyba już zbliża się do końca, ale na fotografiach prezentuje się jeszcze nieźle, a teraz już pa, pa.

 

 

Wasza Gosia jako opiekunka domowego ogniska (kot by się uśmiał!)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ładne ubranko, prawda?

 

Znajomy kos podczas śniadanka...

 

... o poranku...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Co...

niedziela, 12 lutego 2012 22:05

 


... robi zdrowa (poniekąd) kobieta w sobotę? Otóż kobieta ta wstaje o godzinie 4:50, patrzy na termometr... minus 23 stopnie Celsjusza... brrrrrrrrrrrrrr, po czym ubiera się „na cebulkę”, pakuje sprzęt do torby, do kieszeni wkłada tubkę wazeliny (nie ma lepszej ochrony skóry przed mrozem)i wychodzi na przystanek autobusowy, żeby o 6:44 wsiąść do autobusu jadącego w kierunku jezior. Na wschodzie różowi się niebo, na przystanku żarzą się koksowniki, skuleni ludzie (nieliczni!) wciskają szyje w kołnierze, a ręce w kieszenie, przytupują rytmicznie, a z ich ust unosi się para osiadając na kapturach i szalikach. W autobusie niewiele ciep[lej niż na zewnątrz. Wysiadam na (nomen omen) Piekle, muszę się kawałek wrócić ośnieżoną drogą... wokół żywego ducha, słychać tylko skrzypienie śniegu pod moimi butami i gdzieś w głebi lasu dłosy budzących się ptaków. Dokładnie wiem dokąd mam pójść i jakie zdjęcia chcę zrobić. Teraz będzie pytanie: jak się robi zdjęcia na mrozie? SZYBKO!!! Jest pięknie i... lodowato. Wartka Pogoria (rzeczka) mknie z szumem w lodowym wąwozie, na porastających brzegi roślinach osadza się lodowa szadź, cudeńko! Nad wodą unoszą się opary, gdzieś w trzcinach odzywają się kaczki. Przebiegam teren, wchodzę między wysokie szeleszczące trzciny. Od czasu do czasu oglądam się za siebie, mam wrażenie, że ktoś w pobliżu jest, ale nie, to tylko spadają gałązki z drzew. Obiegam Bagry wokół... tym razem mogę wejść w rejony, które są niedostępne w innych porach roku. Teraz bagno zamarzło, byle tylko nie wdepnąć w jakiś strumyk, a tych tu nie brakuje. W końcu idę nad Trójkę.  Jak wspomniał w swym komentarzu „Sąsiad zza”, na niezamarzniętej przestrzeni kłębi się ogromna ilość ptaków. Łyski, kaczki i łabędzie, Samych łabędzi naliczyłam prawie czterdzieści. Pozostałego drobiazgu nie liczę, bo i tak by mi sie nie udało. Na wodzie trwa rejwach, podszczypywanie, przeganianie, nurkowanie... łyski już nie są czarne tylko czarne w białe łatki. To woda zamarza tworząc na ich piórach lodową skorupkę. Chwilę spędzam nad wodą, wysypuję na lód groch, który przyniosłam ze sobą. Ptaki się pożywią, a mnie będzie znacznie lżej. W tym momencie orientuję się, że... zgubiłam jedną rękawiczkę.  Nie mam pojęcia gdzie i w którym momencie, a przecież nie będe się wracała, żeby jej szukać. No i zaczęły mi marznąć łapki, raz jedna, a za moment druga, bo te jedyną samotną rękawiczkę przekładałam z ręki na rękę. W tym momencie przypomniałam sobie o wazelinie. Stwierdziłam, że jesli zawazelinuję sobie dłonie to mi tak nie zmarzną. Cóż,  okazało się, że wazelina z tubki za.......... nie chce wyleźć. Zamarzła!!! Wzięłam więc tubkę pod buta i.... w końcu się udało. Nasmarowałam dłonie, uffff troszkę lepiej. Kontynuowałam więc moja wyprawę. Właściwie cały czas robiłam zdjęcia nowym aparatkiem chociaż alfę miałam ze sobą. Stwierdziłam jednak, że manualne ustawianie aparatu na takim mrozie może się zakończyć co najmniej odmrożeniem palców. Przy kolejnym ujęciu zobaczyłam na ekranie kominikat, który brzmiał mniej więcej tak: Błąd karty pamięci, czy chcesz odzyskać dane? Potwierdziłam, że tak i aparat zaczął operację. Kolejny komunikat: Dane nie mogą zostać odzyskane. K..... Myślałam, że mnie na miejscu, tam nad jeziorem trafi apopleksja. Wyciągnęłam alfę i kolejne zdjęcia robiłam już lustrzanką, chociaż bez poprzedniego zapału. Byłam zbyt wściekła, żeby skupić się na robieniu zdjęć. Wróciłam pieszo do domu. Założyłam do aparatu starą karte pamiąci i... wszystko w porządku. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale chyba nowa karta była uszkodzona. Nie wiem, najważniejsze, że aparat działa prawidłowo. Niemniej dwie godziny na mrozie poszły na marne. Co więc robi normalna i zdrowa (no!) kobieta, gdy zdarza sie jej taki wypadek? No właśnie, wstaje w niedzielę rano koło piątej, zasuwa na przystanek i... jedzie nad jeziora, żeby ponownie zrobić zdjęcia. Tym razem bierze ze sobą zapasowe rękawiczki, zapasowe karty pamięci i wazelinę w pudełeczku, a nie w jakiejś głupiej tubce. No i zamarza nad tymi jeziorami... miałam wrażenie, że dzisiaj było znacznie zimniej niż wczoraj. Tym razem w obie strony jechałam autobusem. Zbyt zmarzłam, żeby wracać pieszo. Ale opłaciło się, mam to co chciałam, więc teraz pomęczę trochę Szanownych Tubywalców zimowymi landszaftami. Pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I jeszcze jedno, ponieważ nie wszyscy przeczytali apel „Sąsiada zza” jeszcze raz go ponowię. Do wszystkich mieszkańców Dąbrowy Górniczej i okolic. Na Pogorii III od strony Pogorii II na ostatnim niezamarzniętym skrawku wody przebywa mnóstwo ptaków. Trzeba im pomóc przynosząc jedzenie, bo inaczej nie przetrwają do wiosny. Wierzę, że wiele osób tak zrobi, bo szkoda skrzydlatych. A że tłoczą suę bardzo, to zobaczcie na zdjęciach. Teraz już idę spać, pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Jeszcze...

poniedziałek, 06 lutego 2012 22:04

 

... raz ponawiam wczorajszy apel o pomoc dla Karoliny. Ja wiem, że osób potrzebujących pomocy jest całe mnóstwo, że każdy taki przypadek to dramat, że choroba nie wybiera i nie da się jej przewodzieć. Jeśli jednak uznacie, że odprowadzenie 1% przy rozliczeniu podatku jest możliwe wówczas proszę, pomóżcie Karolinie... Gosia

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Weekend...

niedziela, 05 lutego 2012 19:53

 


... nieuchronnie zbliża się do końca. Jutro znów kolejny tydzień pracy.  A ja wciąż czuję się... tak sobie. Co to znaczy? Że wciąż mam kaszel (wprawdzie rzadziej i mniej męczący, ale jednak), że katar nadal mi dokucza (czy on nie słyszał o zwyczajowych siedmiu dniach?), że, jakby tego wszystkiego było mało zaczyna pobolewać lewe ucho.
Jednym słowem, zła jestem jak jasny gwint! Nie cierpię u siebie takich stanów, nie znoszę chorować, czuję się wówczas tak, jakby mój własny organizm mnie zdradził. Okropny stan! Jedynym pocieszeniem są... prezenty!  Ponieważ jakoś mikro u mnie z prezentodawcami, więc w ramach pocieszania Gosi prezenty robię sobie... sama! Każda dama prezentuje się sama! Kilka dni temu napisałam o kupnie zewnętrznego dysku, a teraz zaszalałam maksymalnie i kupiłam sobie suoer kieszonkowca, czyli Sony DSC-HX7V.  Wprawdzie marzył mi się jego następca czyli HX9V, ale różnica kilkuset złotych w tym przypadku okazała sięzaporowa. Musiałabym odzwyczaić sie na jakiś czas od jedzenia, czyli  rachunek był prosty i decyzja błyskawiczna.  Aparat, oprócz niesamowitych możliwości (funkcja panoramy, 16Mpx,  zoom x10, szerokokątny obiektyw, nagrywanie filmów etc...) zachwycił mnie... kolorem, bo jest kobaltowoniebieski. I tu mnie macie, oprócz tego, że jestem fotografką, to nade wszystko jestem kobietą. Mam nadzieję, że już we wtorek będe trzymała go w łapkach, podzielę się wówczas z Wami moimi wrażeniami. Oczywiście, nowy aparat jest sprzętem dodatkowym, nie pozbyłam się alfy, jednak noszenie cały czas przy sobie lustrzanki z powodów oczywistych jest niemożliwe. To odpowiedź na ewentualne pytania (te zadane i te niezadane) a po co ci kolejny aparat fotograficzny 

Wracając do weekendu, z domu wyszłam jedynie wczoraj, do sklepu i to dosłownie na pół godziny.  Pozostały czas wlókł się troszkę sennie, troszkę leniwie. Coś tam upichciłam (czasem mi się zdarza!), cos tam posprzątałam (tez od czasu do czasu mam takie napady), troszkę oglątałam tv, troszke siedziałąm przed komputerem... wszystkiego po troszku. Dzisiaj obudził mnie przeraźliwy krzyk ptaków. Wyjrzałam przez okno sypialni, niebo było różowe, pomarańczowe i cudne. Wstawał nowy dzień, a po niebie mknęły czarne ptaki prosto w kierunku wschodzącego Słońca. Chwyciłam aparat i...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To świadczy o tym, że nawet nie wychodząc z domu można od czasu do czasu cos uchwycić.  Mam nadzieję, że mi się udało złapać nastrój tej chwili i podzielić się nią z Wami. Teraz już znikam, kłade się do łóżka, akurat włosy mi dosychają, jutro trzeba jakoś wyglądać, żeby interesantów nie wystraszyć... chociaż czasami może by się przydało! To był żart, rzecz jasna. Pa, pa.

 


Kochani,  Jeszcze jeden temat, bardzo ważny. Moja koleżanka z pracy Karolina ma 30 lat, jest śliczną mądrą dziewczyną. Niestety, zdiagnozowano u Niej glejaka mózgu. Nowotwór nie kwalifikuje się ze względu na położenie do zabiegu operacyjnego. Jedynym ratunkiem jest leczenie w Stanach Zjednoczonych, co kosztuje niewyorażalne pieniądze (około 400 tys. dolarów). Prowadzimy akcję pomocy Karolinie i zbierania funduszy. Każdy grosz się liczy. Niestety, nie umiem wkleić tutaj ulotki, jaką otrzymałam. Pozwolę sobie rozesłać ją mailem do wszystkich tych, których adresy mailowe posiadam. Nietypowy apel, ale i sprawa jest ważna i pilna. Karolina ma wszelkie certyfikaty z Ministerstwa Zdrowia, temat jest czysty i nie ma tu żadnego oszustwa. Mam nadzieję, że jutro uda mi się dołączyć do tego tekstu ulotkę, a na razie można ją zobaczyć na moim (i nie tylko moim) profilu na facebooku. Pa, pa.

http://zusmiechem.free.ngo.pl/?karolina-dzienniak%2C142


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 677  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554677

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl