Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 470 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Niedziela...

poniedziałek, 29 lutego 2016 0:52

 

... kończy się leniwie. Zresztą, cały weekend był jakiś taki dziwnie niemrawy. Nigdzie nie wychodziłam, nic nie fotografowałam. Szaro, smętnie i sennie. Kończy się weekend, kończy się luty. Zima, co to jej nie było prawie, też się kończy zanim się zaczęła. Jeszcze pewnie sypnie śniegiem marzec niespodzianie, jeszcze pewnie przymrozek chwyci o poranku, ale to już nie będzie to, na co czekałam z utęsknieniem. Przedwiośnie, z jego brakiem kolorów  działa na mnie z lekka przygnębiająco. Pominę więc ten mijający weekend i wrócę pamięcią do poprzedniego, a właściwie go poprzedniej soboty. Całą noc z piątku na sobotę padał śnieg. Lepki i mokry, oblepiający każdą powierzchnię, każdą gałązkę. Nad ranem chwycił lekki mrozik, więc chwyciłam sprzęt i wybiegłam z domu. Śnieżek chrzęścił pod stopami, wokół unosiła się błękitna mgiełka, światło latarń roztaczało wokół z lekka widmowy blask. Było magicznie, jakbym nagle przeniosła się do Narnii. Wszystko wokół zdawało się skrzyć, jak kryształ w świetle świec. Zdjęcia, mimo wszystko nie oddają tego piękna. Chociaż się staram, to wciąż czuję niedosyt...

 

 

DSC09887.JPG

 

 

DSC09891.JPG

 

 

DSC09903.JPG

 

 

DSC09907.JPG

 

 

DSC09999.JPG

 

 

DSC09997.JPG

 

 

DSC09976.JPG

 

 

DSC09973.JPG

 

 

DSC00053.JPG

 

 

DSC00049.JPG

 

 

DSC00042.JPG

 

 

DSC00026.JPG

 

 

DSC00020.JPG

 

 

DSC00015.JPG

 

 

DSC00072.JPG

 

 

DSC00073.JPG

 

 

DSC00081.JPG

 

 

DSC00090.JPG

 

 

DSC00098.JPG

 

 

DSC00102.JPG

 

 

DSC00109.JPG

 

 

DSC00113.JPG

 

 

DSC00117.JPG

 

 

DSC00131.JPG

 

 

DSC00138.JPG

 

 

DSC00142.JPG

 

 

DSC00144.JPG

 

 

DSC00154.JPG

 

 

DSC00202.JPG

 

 

DSC00209.JPG

 

 

DSC00239.JPG

 

 

DSC06152.JPG

 

 

DSC06162.JPG

 

 

DSC06163.JPG

 

 

DSC06229.JPG

 

 

DSC06245.JPG

 

 

DSC06295.JPG

 

 

DSC06344.JPG

 

 

DSC06353.JPG

 

 

DSC06357.JPG

 

 

 

Chodziłam tak i chodziłam w nadziei, że natknę się na sarny. Gdzieś były nieopodal, czułam chwilami ich zapach niesiony przez wiatr, napotykałam świeże ślady na śniegu.  Jeśli nawet jednak były w pobliżu, to ja ich nie widziałam. Wreszcie,  po drugiej stronie Przemszy zobaczyłam jedną sarenkę. Coś sobie chyba konsumowała, bo co chwilę schylała głowę i wówczas traciłam ją z oczu. Niestety, była zbyt daleko ode mnie, żebym mogła ją dokładnie sfotografować.

 

 

DSC00059.JPG

 

 

DSC00186.JPG

 

 

DSC00187.JPG

 

 

DSC06187.JPG

 

 

 

Tego dnia miałam jednak szczęście. Już wracałam do domu, wyszłam spomiędzy drzew  na otwartą przestrzeń, robiłam mnóstwo hałasu, bo śnieg chrzęścił niemiłosiernie. Nawet sobie pomyślałam, że jeśli były tu jakieś sarny, to pewnie dawno je spłoszyłam. No cóż, nie wychodziło mi ciche stąpanie wzorem Winnetou. Spojrzałam w lewo i zamarłam. Stała tam, pomiędzy drzewami i przyglądała mi się bacznie. Nie wiem, która z nas była bardziej zaskoczona. Czy ona czy może ja. Podniosłam aparat do oczu i zrobiłam kilka szybkich zdjęć. Pozowała cierpliwie, aż nagle, jakby stwierdziła, że ma już dość odeszła za krzewy i... tyle ją widziałam!

 

 

 

DSC06297.JPG

 

 

 

DSC06298.JPG

 

 

 

DSC06300.JPG

 

 

 

DSC06301.JPG

 

 

 

I to by było na tyle, Najmilsi Tubywalcy. Wiem, że mało słów, a dużo obrazów, ale czasami obraz mówi znacznie ciekawiej niż słowa, prawda?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Życie...

wtorek, 09 lutego 2016 1:09

 

 

... jest tylko preludium do śmierci.  To śmierć jest na końcu każdej drogi.  Dłuższej, krótszej. Tej łatwej i tej wyboistej.  Na nic zda się unikanie tego tematu.  Nikt nie jest wieczny. Rodzimy się, żyjemy i umieramy.  Czy tego chcemy czy nie, na każdego przyjdzie kres. Szarpiemy się, walczymy, zagryzamy,  kochamy, nienawidzimy. Mamy swoje pasje, marzenia, plany. A Los śmieje się w kułak patrząc na nasze niemrawe podrygi. Jak dziecko patrzy na szmacianą marionetkę, której z ciekawością właściwą dziecięcej logice urywa rączki i nóżki.  A my, szmaciane lalki w naiwności swej wierzymy, że żyć będziemy wiecznie. Skąd ten temat?  Dzisiaj na chodniku umierał Człowiek. Nie wiem, czy był młody, czy stary. Czy ktoś Go kochał, czy czekał na Niego w domu z obiadem. A może nie miał do kogo wracać. Nie wiem, czy był dobry, czy zły. Nic o Nim nie wiem.  Leżał na chodniku, jak popsuta szmaciana marionetka, a dwie załogi karetek z uporem usiłowały Go uratować. Ta walka była przejmująca, pełna patosu i... człowieczeństwa.  Patrzyłam z oddali i  widziałam, jak na przemian tracili Go i odzyskiwali.  Aż zrozumieli, że nic nie przywróci Go do życia. Widziałam to w bezradnym pochyleniu ramion, w odłączeniu kroplówek, w wyłączeniu defibrylatora. Koniec.  Cóż, dla umierania nie ma odpowiedniego momentu ani miejsca. Chodnik czy własne łóżko, jakie to ma znaczenie? Żadnego...

 

 

Śmierć, przemijanie, umieranie, ten temat  od zawsze mnie fascynował.  Nigdy się nie zastanawiałam, skąd wzięła się moja fascynacja, moje „zauroczenie” śmiercią.  Może to, że w wieku pięciu lat byłam świadkiem śmierci Dziadziusia w jakiś sposób wryło się w mój umysł. Gdzieś na poziomie „podsufitki”?  Nigdy nie bałam się umierania. Zawsze bałam się cierpienia.  Ostatnio mam problemy z zasypianiem. Jakieś dziwne stany niepokoju. Jakieś kołatania serca,  nieprzyjemne i niepokojące.  Napisałam wcześniej, że nigdy nie bałam się umierania? Skłamałam.  Boję się umierania. Już to przerabiałam,  i zapewniam, że nie ma w tym nic pięknego.  Umieranie to ból i strach. Dlatego wolę jeszcze trochę pożyć. Odsuwam od siebie głupie myśli. Wstaję rano i zachwycam się kolejnym dniem. Cieszę się, że znów się obudziłam. Że za oknem Eos różanopalca rozsnuwa pastelowe woale mgieł. Że pada deszcz, że wieje wiatr, że świeci Słońce. Po prostu, cieszę się, że żyję. A jak długo jeszcze? Któż to wie...

 

 

Ostatnio jestem zmęczona. Fizycznie może nie jest najgorzej, natomiast psychika... o, tutaj dzieją się niesamowite rzeczy.  Zastanawiam się, jak dotrwam do emerytury. Jeszcze ponad dwa lata.  Czy uwierzycie, Najmilsi Tubywalcy, że minęło mi już czterdzieści lat pracy? To więcej, niż wiek większości z Was. Na szczęście, mam swoje pasje. Jeszcze mnie to kręci. Jeszcze czuję dreszczyk emocji, gdy patrzę na świat przez obiektyw aparatu.  I wciąż czekam na każdy nadchodzący weekend, na moment wyjścia z domu w blady przedświt. Na to wyjątkowe, najpiękniejsze zdjęcie.  Tak było też w tę niedzielę. Ponieważ sobota była dniem straconym dla fotografowania, jedynie niedziela mogła mi tę stratę zrekompensować.  i...

 

 

 

DSC05952.JPG

 

 

 

DSC05968.JPG

 

 

 

DSC05974.JPG

 

 

 

DSC09282.JPG

 

 

 

DSC09301.JPG

 

 

 

DSC09306.JPG

 

 

 

DSC09310.JPG

 

 

 

DSC09326.JPG

 

 

 

DSC09330.JPG

 

 

 

DSC09356.JPG

 

 

 

DSC09357.JPG

 

 

 

DSC09364.JPG

 

 

 

DSC09385.JPG

 

 

 

DSC09389.JPG

 

 

 

DSC09392.JPG

 

 

 

DSC09394.JPG

 

 

 

DSC09395.JPG

 

 

 

DSC09399.JPG

 

 

 

DSC09407.JPG

 

 

 

DSC09411.JPG

 

 

 

DSC09417.JPG

 

 

 

DSC09419.JPG

 

 

 

DSC09421.JPG

 

 

 

DSC09422.JPG

 

 

 

DSC09425.JPG

 

 

Niestety, w tym pięknie odkryłam coś smutnego.  Na wypalonym trzcinisku zobaczyłam ciało martwego łabędzia.  Był taki bezbronny w swym bezruchu. Co za tragedia się tu stała? Kto był sprawcą tej niepotrzebnej, bezsensownej (mówię, jakby jakakolwiek śmierć miała sens!) śmierci? Na długiej, bezwładnej łabędziej szyi można było dostrzec  otarcie, ranę jakby od żyłki, może sznurka.  Zrobiło mi się tak bardzo żal tego pięknego ptaka. Czy wiecie, że łabędzie łączą się w pary na całe życie? A te, które z różnych powodów nagle zostają same niejednokrotnie już nigdy nie znajdują nowego partnera.  Być może kolejny królewski ptak pozostanie samotny do końca życia? I nigdy się nie dowie, co spotkało jego partnera...  Smutne to wszystko i tyle.  Pamiętam, kiedyś obejrzałam film przyrodniczy o rodzinie bobrów.  Pięknie filmowana historia bobrzej rodziny, więzi, jakie łączyły rodziców i dzieci. Niestety, pewnego dnia samiec wyszedł z żeremia i zaginął. Nie wrócił nigdy więcej. A samica wychodziła na wysoki nasyp i wypatrywała swojego partnera. I tak wciąż, i wciąż, z nadzieją w bobrzym serduszku. Och, ja wiem, nie powinno się przypisywać zwierzętom cech ludzkich, ludzkich uczuć. Ale czasami zwierzęta mają w sobie więcej miłości, więcej empatii niż niejeden przedstawiciel homo (podobno) sapiens! 

 

 

 

DSC09375.JPG

 

 

 

DSC09376.JPG

 

 

 

DSC09379.JPG

 

 

 

DSC09433.JPG

 

 

Wracając do mojej niedzielnej wędrówki. Słońce wyglądało zza mgieł, lekki mrozik pokrywał wszystko szadzią, zamrażał kałuże tworząc fantastyczne arabeski. Było pięknie.

 

 

 

DSC05957.JPG

 

 

 

DSC05959.JPG

 

 

 

DSC05962.JPG

 

 

 

DSC05965.JPG

 

 

 

DSC05989.JPG

 

 

 

DSC05997.JPG

 

 

 

DSC05999.JPG

 

 

 

DSC06000.JPG

 

 

 

DSC06002.JPG

 

 

 

DSC06003.JPG

 

 

 

DSC06006.JPG

 

 

 

Tylko raz,o mały figiel, a byłabym się skąpała w jeziorze. Zachciało mi się włazić na prowizoryczny pomost, zbudowany z kawałków desek, brzozowych gałęzi i kawałków styropianu. Chybotliwa to była konstrukcja, ale pomyślałam, że skoro pewnie utrzymała wędkarza, to i pode mną nie zatonie. I nie zatonęła. Zrobiłam kilka zdjęć i postanowiłam wracać na suchy ląd. Niestety, całe to ustrojstwo było nieźle oblodzone i śliskie. Balansowałam nie mając żadnej podpory i wówczas stopa ześliznęła się z deski czy gałązki i... już widziałam się skąpaną w lodowatej wodzie i jedyna myśl, jak błysk. Byle tylko aparat nie utonął!!! Na szczęście, udało mi się jakoś zrobić obrót wokół własnej osi (piruet, jasny gwint!) i klapnąć na pupę na zamarznięty brzeg, a nie do wody. Śmiać mi się chciało z samej siebie, bo podczas lotu ku ziemi mocno sobie przeklęłam. Pamiętałam, że w trzcinowych zatoczkach widziałam wędkarzy. Miałam tylko nadzieję, że nikt nie był świadkiem mojego upadku. Nie ma to, jak być kobietą upadłą! A pupa boli mnie do dzisiaj!!! I tym, bolesnym w gruncie rzeczy, akcentem pa, pa!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 610  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
29      

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554610

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl