Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Zima...

czwartek, 21 marca 2013 10:26

 

... nie odpuszcza. Nie na darmo stare przysłowie mówi, że w marcu jak w garncu. Pogody zwariowały, mój organizm wariuje dla towarzystwa. Czyli... Wiosna tuż-tuż, niezależnie od aury za oknem. Na szczęście kupiłam sobie trochę koloru w postaci kwiatków doniczkowych i w moim mieszkaniu kwitną krokusy, hiacynty i żonkile. Przy okazji mam możliwość troszkę pofotografować nie wychodząc z domu. A właśnie, co do wychodzenia z domu. Wychodze sobie na spacerki, spacerki-emerytki takie. Powolutku, statecznie, bez przebieżek i forsowania się. I jest nieźle. Prawdopodobnie już od poniedziałku wrócę do pracy. Zobaczymy, co powie moja Pani Doktor. Szczerze? Już mi się przykrzy w domu. Z jednej strony jest to całkiem fajne, takie wysypianie się, taki luz i słodkie nieróbstwo. Z drugiej jednak tęskni mi się za ludźmi, za pracą (chociaż nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem), za ruchem i szumem. Chociaż, to poranne wstawanie lekko mnie przeraża. Jednak prawie trzy miesiące siedzenia w domu mocno mnie rozleniwiły. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie kwestie finansowe. Każdy dzień zwolnienia to dla mnie strata pieniędzy. A że oprócz pensji nie mam żadnych innych dochodów (totolotek ma mnie w nosie, spadek też mi ukradziono śmiejąc się w nos) więc powrót do pracy jest dla mnie życiową koniecznością. Tak już jest na tym zasmarkanym świecie.

 

Zabawne, całe życie miałam na bakier z finansami. Sprawa spadku po moim Tacie stanowi kapitalny tego przykład. Dzisiaj nie chce mi się na ten temat pisać, bo mi ciśnienie skacze, więc może kiedyś, przy innej okazji Wam opowiem całą historię. O złej macosze też. Teraz za to opowiem o złej instytucji. Otóż, w mojej Firmie istnieje coś takiego jak „grupowe ubezpieczenie”, do którego również ja należę. Płacę karnie składki co miesiąc (nie takie małe zresztą) więc, gdy okazało się, że zawał jest „jednostką chorobową”, za którą należy się odszkodowanie, złożyłam odpowiednie dokumenty i czekałam. Agent zajmujący się moim przypadkiem stwierdził, że wszystko jest w porządku i mam zaglądać na konto. To sobie zaglądałam... i zaglądałam... i czarna dziura czyli psińco! W końcu w skrzynce znalazłam pismo od mojego ubezpieczyciela. Oczywiście zaczynało się od przepisów, ustaw, paragrafów... nieważne. Ważne, co było dalej. Otóż, według przywołanych wcześniej przepisów, ustaw i paragrafów mój zawał to był zawał, ale nie taki zawał, bo płacą za inny zawał, którego to zawału akurat ja nie miałam. Szczerze? Zgłupiałam. Bo jak to, miałam czy nie miałam? Ten zawał, znaczy!  Tu muszę dokładnie zacytować uzasadnienie, bo moim zdaniem jest kuriozalne!

 

„... Zgodnie z § 4 ust. 1 pkt 1 ogólnych warunków zawał serca to tylko taki zawał serca, który powoduje wzrost lub spadek podwyższonego stężenia  biomarkerów sercowych, z zastrzeżeniem, że przynajmniej w jednym pomiarze to stężenie musi przekraczać górną granicę normy oraz obecność co najmniej dwóch z następujących wykadników niedokrwienia mięśnia sercowego:

a)      objawy kliniczne niedokrwienia (m.in. ból w klatce piersiowej)

b)      zmiany w zapisie EKG typowe dla nowopowstałego niedokrwienia

c)       nowe odcinkowe zaburzenia kurczliwości w badaniach obrazowych

Z dostarczonej dokumentacji medycznej wynika, że przebyła Pani zawał mięśnia sercowego w grudniu 2012 roku, który nie spełnia w/w ogólnych warunków ubezpieczenia. Nie wystąpiły zmiany w zapisie EKG typowe dla nowo powstałego niedokrwienia oraz nowe odcinkowe zaburzenia kurczliwości.

Zatem rozpoznana jednostka chorobowa nie jest objęta odpowiedzialnością PZU Życie SA.”

 

K.... mać! Albo ja jestem nienormalna, albo system jest nienormalny. Na szczęście, na samym końcu pisma jest klauzula, że przysługuje mi prawo do dochodzenia roszczeń TAKŻE na drodze sądowej. Dziękuję slicznie za pouczenie i zezwolenie. Pobiegałam sobie troszkę po Internecie i co się okazało? Ludzie skarżą PZU masowo! Przywołane przepisy i warunki są określone w szczegółowym rozporządzeniu, do którego ja, ubezpieczając się, nie miałam dostępu. Zresztą, PZU zostało ukarane przez sąd prawie czterema milionami za:

 

„PZU odmawiał wypłaty odszkodowania, jeśli zawał nie odpowiadał kryteriom definicji stosowanej przez PZU Życie. Chodziło o brak tzw. załamka Q w zapisie EKG. UOKiK orzekł, że definicja zawału serca nie odpowiadała obowiązującej wiedzy medycznej, a obecność załamka Q w zapisie EKG nie jest konieczna, aby móc stwierdzić zawał serca. Urząd powołał się na opinie Ministerstwa Zdrowia i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdził decyzję prezes UOKiK: "Przyjęta przez PZU Życie definicja zawału serca mogła uniemożliwiać ubezpieczonym wypłatę odszkodowania". Utrzymana została również kara finansowa nałożona na ubezpieczyciela, która wyniosła blisko 4 mln zł.

Wyrok sądu dotyczy decyzji prezes UOKiK z grudnia 2010 r. Przeprowadzone postępowanie wykazało wówczas, że umowy ubezpieczenia na życie stosowane przez PZU Życie do czerwca 2010 r. zawierały definicję, która nie odpowiada obowiązującej wiedzy medycznej.

Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na PZU Życie została nałożona kara w wysokości 3 967 296 zł.”

 

Itd... itp... czyli, szanowne PZU, spotkamy się w sądzie. Niemniej szlag mnie trafia na takie załatwianie spraw! Cóż, rolą ubezpieczyciela nie jest pomoc dla ubezpieczonego tylko zarabianie kasy. Im mniej odszkodowań się wypłaci, tym lepiej. A człowiek całe zycie płaci składki (niemałe, jak zaznaczyłam wcześniej) i spodziewa się, jak głupi, że zostanie uczciwie potraktowany. Błeeeeeeeeeeeeeeeeee... przepraszam, ale się zdenerwowałam.

 

Żeby sie troszkę wyciszyć umieszczę teraz kilka zdjęć moich chłopaków-kociaków i... Wiosny, co zakwitła na moim parapecie. Jest pięknie. A tak na marginesie, wczoraj zaszalałam i... zmieniłam całkiem wizerunek. Nie napiszę tu co i jak zmieniłam, będą miały moje koleżanki z pracy niespodziankę (tak, Siteczko!).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla Gosi miejsca z reguły już nie ma :)

 

 

 

 

 

Koty panoramiczne :)

 

Jaki ze mnie słodziak, prawda?

 

A bo tak se zachodzi...

 

... i zachodzi...

 

 ... aż zaszło!

 

 

I to by było na tyle (na dzisiaj, rzecz jasna!). Serdeczności jak nie wiem co, Najmilsi Tubywalcy i pa, pa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wreszcie...

niedziela, 10 marca 2013 21:54

 

... w domku. Wprawdzie wróciam koło południa, ale byłam jeszcze mocno słabiona, dlatego wpis dopiero teraz. Jak zwykle było: profesjonalnie, sympatycznie i jednak stresowo. To znaczy, ja mimo wszystko odczuwałam silny stres. A jeszcze gdy okazało się, że zabieg nie będzie przeprowadzony w piątek przez "nojego" Pana Doktora tylko w sobotę przez innego lekarza. to dodatkowo byłam wystraszona. Na szczęście "mój" Pan Doktor wytłumaczył mi wszystko, wujaśnił powody, dla których zabieg będzie w sobotę i troszkę mi minęło. Niemniej, najgorsze w tym wszystkim było oczekiwanie, Zabieg przebiegł prawidłowo, mam założone dwa stenty i, jak mi wyjaśniono, jestem "jak nowa"! I o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Teraz chciałabym napisać kilka słów o Aniołach w Białych Fartuchach. Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale tutaj Siostrzyczki są niesamowite. Namordowały się biedne nad moimi żyłkami, które nie dość, że cieniutkie, to jeszcze pochowane gdzieś głęboko. "Zarobiłam" trochę siniaków, ale nie było tak tragicznie. Troszkę mi wstyd, że nie zapamiętałam niektórych dziewczyn z pierwszego mojego pobytu, ale w związku z zawałem, byłam w takim stresie, że wszystko mi się pomieszało. Tutaj i teraz chcę podziękować całemu personelowi za opiekę i... wyrozumiałość. Nie wiem, jak jest gdzie indziej, na jakich lekarzy i na jakie pielęgniarki trafiają ludzie, którzy krytykują słożbę zdrowia. Ja mam bardzo pozytywne doświadczenia. I nie chodzi tu tylko o moje odczucia, ale widziałam, z jakim oddaniem opiekują sie innymi pacjentami. Na dodatek w tak trudnej dziedzinie, jaką jest kardiologia. Jeszcze raz dziękuję! Te kwiaty są dla całej Załogi PAKS w Dąbrowie Górniczej!

 

 

Teraz kilka słów na temat moich "chłopaków". Obaj czekali na mnie pod drzwiami, a później nie odstępowali mnie na krok. Ponieważ, mimo wszysto, byłam troszkę osłabiona, więc położyłam się, koty obok i tak przespaliśmy pół dnia. Teraz już czuję się dobrze. Tyle najnowszych wieści. Więcej napisze w kolejnej notce. Serdeczności, Najmilsi Tubywalcy i dziękuję za dobre myśli i trzymanie kciuków. Pomogło! Pa, pa.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

A...

czwartek, 07 marca 2013 22:49

 

... tak ładnie było przez ostatnie dwa dni. Nagle zrobiło się ciepło, Słońce rozświeciło się radośnie, aż chciało się spiewać z radości. W powietrzu czuć było zbliżającą się Wiosnę. Niestety, wszystko, co dobre, szybko sie kończy. Dzisiaj znów zrobiło się szaro, wilgotno i z lekka smętnie. W końcu wieczorem zaczął padać deszcz. A ja wymyłam okna. Tak z reguły się dzieje. No cóż, trzeba pogodzić się z tym, że ta pora roku jest nieprzewidywalna. Teraz siedzę w pokoju, po szybach spływają szybkie kropelki, które wyraźnie fascynują Rudiego. Usiłuje złapać chociaż jedną umykająca kroplę łapką, co wkurza mnie troszkę, bo zgrzyt pazurków po szkle jest okropnie nieprzyjemny. Diesla też chyba denerwuje, bo od czasu do czasu otwiera jedno senne oko i spogląda na malucha z wyraźną dezaprobatą. Patrzę na ciemność za oknem i, chcąc nie chcąc, myślę o jutrze. O jedenastej mam się stawić w klinice na kolejny zabieg. Też nie mieli innego terminu dla mnie, jak tylko 8. marca? Byłoby to zabawne, gdyby nie było takie stresujące. Z każdą minutą boję się coraz bardziej. I nie pomaga tu pozytywne myślenie, na zasadzie, że „wszystko będzie dobrze”. Rozsądek to jedno, a emocje to zupełnie inna sprawa. I z reguły kompletnie wymykająca się naszemu rozumowi. Ja przecież wiem, że wszystko się uda, że mnie „naprawią” i będę „jak nowa”. A równocześnie, gdzieś tam, na poziomie podsufitki kołaczą się jakieś nieokreślone czarne myśli, kłębią się jakieś niepokorne i nieujarzmione obawy. No cóż, jeśli nie mamy na coś wpływu to musimy to zaakceptować. Chcąc nie chcąc.

 

Dzisiaj za to wybrałam się na targowisko, żeby się zaopatrzyć „szpitalnie”. Kupiłam sobie śliczną błękitną piżamkę w białe chmurki, a do tego równie śliczne błękitne papućki z puszkiem. Tak na poprawienie samopoczucia. Bo przecież w takiej „chmurkowej” piżamce wszystko musi sie udać, prawda? Och, ja wiem, że na stole będę goła, jak mnie Mamusia urodziła, ale wiecie, o co mi chodzi. Torba spakowana, wszystko już gotowe, tylko ja jakby nie za bardzo.

 

A tak na marginesie, dzisiaj wstąpiłam również do jednego z hipermarketów, bo musiałam dokupić trochę kociego jedzonka, żeby nie zabrakło i żeby opiekunowie moich „chłopaków” nie mieli żadnych problemów. No i zaraz po wejściu do środka stanęłam jak wryta z otwartą w zadziwieniu  buzią. Tuż przy głównym wejściu ustawiono bukiety kwiatów. Tulipany i róże pakowane po dziesięć sztuk, żonkile w promocji (po 25 sztuk w „megapaczce”), a wokół tego stoiska kłębił się tłum zaaferowanych panów  w wieku różnym... od nastolatka do dziadka. Zastanawiałam się, z czym mają problem. W końcu doszłam do wniosku, że działa tu zasada żłobu i osiołka. Kiedyś były tylko goździki i problemu nie było. Tak samo, jak i wyboru. Teraz prosty zakup kwiatków (choćby tych z hipermarketu) urasta do rangi życiowej decyzji. Najważniejsze jednak, że panowie (psiocząc pewnie pod nosem na „głupią” tradycję) jednak kupują te kwiatki i wręczają swoim kobietom, żeby tradycji stało się zadość. I nie zamierzam tu dywagować, czy jest to jedyny raz w roku, gdy każda z nas dostanie tulipana tudzież bukiecik róż. Wróciłam „uchachana” w duchu do domu i włączyłam komputer. Weszłam na facebooka, a tam... kapitalny dowcip rysunkowy, który tutaj pozwolę sobie umieścić.

 

 

 Zdjęcie

 

Niestety, podczas kopiowania "zjadło" literkę "a". Powinno być "Bo nie dostała kwiatka". Powiem szczerze, że śmiałam się do rozpuku.... cdn.

 

No, jestem po maleńkiej przerwie. Musiałam "wrzucić coś na ruszt", jak mawiało się w moich czasach. Teraz posilona i w nieco lepszym nastroju mogę dodać kilka zdjęć. Żebyście mieli coś do oglądania, Szanowni Tubywalcy, gdy ja będę w szpitalu. I wiecie co? Najważniejsze, że jeszcze mi się chce fotografować. Że jeszcze chce mi się żyć. Że jeszcze jestem ciekawa przyszłości. Trzymajcie więc jutro za mnie kciuki, dobrze? Pa, pa.

 

 

 To się nazywa zdrowy sen...

 

 

... i łapa jak u tygrysa!

 

 

Ciekawa jestem, czy Rudencjusz też zauważył jakiś przekatujący obiekt...

 

 

... jedno oczko już śpi!

 

 

Rudi na wysokościach!

 

 

Nie ma to jak rozłożyć się na słonecznej plamie...

 

 

Rudi i Pan Łóżko

 

 

Z najlepszymi życzeniami dla wszystkich Pań!

 

 

Czyż nie jestem najpiękniejszy?

 

I jeszcze na deser kilka zdjęć z ostatnich dni.

 

 

Byłam pod wrażeniem determinacji tej pani...

 

 

Ciekawa jestem, jak on to zrobił!

 

 

A na zakończenie widok z okna mojej sypialni o świcie... gołębie już wstały!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 723  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558723

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl