Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 889 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Umierał...

sobota, 22 marca 2014 20:52

 

... dom.  Nie po cichutku, dyskretnie i elegancko. O nie. Umierał na oczach gapiów, bezwstydnie odsłaniając swoje tajemnice, ustami okien wydając ostatnie zapylone tchnienie.  Jęcząc boleśnie jeszcze stawiał opór wielkiej i bezlitosnej maszynie, która w niego uderzała, kawałek po kawałku pozbawiając go resztki godności. Rozdarte trzewia mieniły sie kolorami i strukturą. Tu zieleń ściany, a tam pas kafelków, pewnie to była kuchnia. Patrzyłam na tę agonię ze smutkiem, a równocześnie z jakąś dziwną fascynacją. Bo to nie tylko dom umierał. Umierały wspomnienia o ludziach, którzy przez lata w nim żyli. Mieli swoje radości i swoje smutki, swoje marzenia i swoje rozczarowania.  Wychodzili z niego, by później powrócić. A każdy z nich pozostawił po sobie jakąś cząstkę życia. Jakieś myśli i jakieś energie. Własny ślad na ścianach. O, widać, że tam, na pierwszym piętrze mieszkali ludzie, którzy lubili kolor różowy...  Bo to nie tylko sterta gruzu, to spory kawał historii... miasta i ludzi, którzy w nim żyli, a których już nie ma. I zostaje wyrwa, jak kartka wyrwana z samego środka książki. Bo jak powiedzieć... wiesz, kiedyś znałam Panią Iksińską, co mieszkała w tej kamienicy przy Sienkiewicza... no wiesz, tej, co to ją wyburzyli w marcu 2014 roku.  Bez sensu, prawda?  Bo kiedy umiera dom, to umiera równocześnie jakaś cząstka nas samych.  Przez lata stał, istniał w pejzażu miasta. Taki oczywisty, że wręcz niezauważalny. Pewnie na jego miejscu powstanie coś innego, coś nowego. W końcu to przecież centrum miasta. Ale równocześnie coś się zmieni. I już nie będzie tak samo. Żeby była jasność. Ten dom nie był zabytkiem, nie pysznił się ozdobnymi stiukami, nie oszałamiał detalami. Nie cieszył oczu przechodniów marmurem i granitem. Pewnie wówczas by przetrwał. Był tylko schronieniem dla ludzi. Ich bezpiecznym azylem. Mijały lata... dom starzał się, opuszczały go kolejne pokolenia, zjawiały się następne. Aż przyszedł dzień, gdy wyniesiono meble, zabrano zdjęcia i wspomnienia. Dom opustoszał. Patrzył na świat ciemnymi oczodołami okien. W końcu przyjechali ludzie w kaskach, przyprowadzili ze sobą wielkie mechaniczne bestie. I zadrżał dom. I runął mur odsłaniając tętnice rur i kabli. W pyle i huku uleciały ku niebu duchy opiekuńcze rozwiewając się w przejrzystym powietrzu. Łącząc się z duszami dawnych mieszkańców domu. Pozostał tylko pył i kurz nad rumowiskiem. Stało się.

 

 

DSC01693.JPG

 

 

DSC01698.JPG

 

 

DSC01703.JPG

 

 

DSC01705.JPG

 

 

DSC01712.JPG

 

 

DSC01718.JPG

 

 

DSC01720.JPG

 

 

Wiosna, Tubywalcy Najmilsi, wiosna przyszła. Już jest. W fiołkach wychylających pełne zapachu główki spomiędzy traw, w wierzbowych kotkach, puszystych i miękkich, w maleńkich lepkich od soku pąkach na gałązkach drzew, w kotach wędrujących wśród wilgotnych od rosy traw, w dziwnych  postaciach spotykanych o poranku, w różowych świtach i purpurowych zmierzchach, w coraz dłuższych dniach. W Słońcu, z każdym dniem gorętszym. W porannych przebudzeniach, energicznych i pełnych radości. I w takim właśnie nastroju wstałam dziś o poranku. Spakowałam torbę, dokładnie sprawdziłam akumulatory i karty pamięci, żeby nie przeżyć podobnego rozczarowania, jak ostatnio, gdy się okazało, że robiłam zdjęcia nie włożywszy uprzednio karty pamięci do aparatu. I wyszłam w świeżą rześkość poranka. Nie musiałam daleko wędrować. Kwadrans spacerku i już byłam w parku. Cicho, pusto, gdzieś w oddali jacyś na wpół senni właściciele psów wyprowadzani na spacer przez swoich ulubieńców. Na jednej z ławek szykujący się do snu bezdomny... ciekawe, co porabiał w nocy?

 

 

DSC07503.JPG

 

 

Słońce było jakieś dziwnie blade, tu i ówdzie zaczęły się pojawiać pierzaste chmurki. Czyżbym miała pecha? Na szczęście, po jakimś czasie słoneczne promienie zaczęły intensywniej oświetlać park. Całe pola fiołków, stokrotek, kwitnące forsycje i wczesne wiśnie. Istny raj dla moich fotograficznych zapędów. A gdy jeszcze pojawiły się owady fruwające z miejsca na miejsce moje szczęście nie miało granic. I nawet nie przeszkadzało mi zainteresowanie przechodzących obok spacerowiczów. To jest cudne!

- A co pani tak fotografuje? 

- Kwiatki i pszczółki!

- O, jedna leci, jaka ładna!

- Tak, ładna bardzo!   Właśnie mi poleciała!!!

- Pani tak lubi fotografować?

- Bardzo lubię!  – a w myślach: przecież, gdybym nie lubiła, to by mnie tu nie było, PRAWDA???

- Fifi, nie przeszkadzaj pani! On chyba chce mieć ładne zdjęcie...

Robię więc „ładne zdjęcie” Fifi, Niuni, jest miło i sympatycznie tylko... Słońce mi ucieka!!!

 

 

DSC01758.JPG

 

 

DSC07601.JPG

 

 

Na szczęście, po krótkiej wymianie zdań kolejni rozmówcy odchodzą, lecz tylko po to, żeby zrobić miejsce następnym. Nie zwracam uwagi, gdy tylko stoją i patrzą, niestety, czasami chcą pogadać. To jest sympatyczne, naprawdę. Tylko czasem troszkę przeszkadza. Niemniej, coś tam udało się pstryknąć.

 

 

DSC07564.JPG

 

 

DSC07594.JPG

 

 

DSC07608.JPG

 

 

DSC07640.JPG

 

 

DSC07669.JPG

 

 

DSC07682.JPG

 

 

DSC07701.JPG

 

 

DSC07772.JPG

 

 

DSC07781.JPG

 

 

DSC07789.JPG

 

 

DSC07808.JPG

 

 

Nawet bzyczące żarłoki nadleciały i nie przeszkadzała im moja obecność. Chociaż mnie niewątpliwie przeszkadzała ich nadmierna ruchliwość. Małe to takie, a lata, jakby ADHD miało!!!

 

 

DSC07687.JPG

 

 

DSC07840.JPG

 

 

DSC07882.JPG

 

 

DSC07915.JPG

 

 

DSC07893.JPG

 

 

DSC07916.JPG

 

 

DSC07917.JPG

 

 

 A propos przeszkadzania. Kiedyś już wspominałam, że przeszkadza mi niechlujstwo językowe panoszące się w naszych mediach. Szczególnie, gdy osoby popełniające zabójstwo naszej mowy ojczystej robią to z premedytacją i bez znieczulenia. A jeszcze bardziej denerwujące jest, gdy postępuje tak  osoba mieniąca się samozwańczą strażniczką stylu, smaku i moralności życia publicznego albo inaczej celebryckiego. I tak, z na pozór kulturalnej osoby wyłazi baba z magla.. towarzyskiego podobno. Ja się nie czepiam, chociaż już kiedyś tę właśnie osobę przywołałam tutaj, jako tę, która pewne kwestie wygłasza w „cudzysłowiu”.  Czasami zdarza mi się oglądać program telewizyjny, w którym krytyka, złośliwość i nieznośna maniera wyższości sięga niebios. Tym razem Pani Redaktor stwierdziła, że „będzie z kogo drzeć łacha”! Rany Julek!!! Myślałam, że się przesłyszałam. Ponieważ równolegle pracowałam nad zdjęciami przy komputerze mogło się tak zdarzyć. Ale nie, jakby na zawołanie, Pani Redaktor „darła łacha” jeszcze kilkakrotnie. I tak się zastanowiłam nad źródłem tego potworka językowego. Mogłabym zrozumieć, gdyby Pani Redaktor chciała z kogoś zedrzeć łach (w szale namiętności, na przykład), ale łach to raczej z jakiegoś łachudry, a przynajmniej abnegata. I  to chyba nie o to chodziło, prawda?  Żeby była jasność, nikt nie jest nieomylny, ja również. Ale ja, nawet jeśli popełniam błędy, to niechcący i niespecjalnie. Bo, tak mi się przynajmniej wydaje, szacunek wobec naszego ojczystego języka powinien być podstawą naszego patriotyzmu, wiem, że to takie niemodne. I smutno mi, gdy widzę, że młodzież nie umie mówić prostym, pięknym, literackim językiem. Że „nowomowa” opanowuje środki masowego przekazu, o internecie nawet nie wspominając, bo to temat na pracę doktorską w kilku tomach, a nie ten krótki tekst.  I tym, mało optymistycznym akcentem pa, pa, Tubywalcy Najmilsi.

 

No nie, nie mogę zakończyć tak ponuro. Żeby więc było bardziej pozytywnie, na koniec obrazek uliczny o poranku. To się nazywa odzyskiwanie surowców wtórnych. Powiem szczerze, że byłam pod wrażeniem! Pa, pa!

 

 

DSC01558.JPG

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wybuchła...

wtorek, 11 marca 2014 2:53

 

... wreszcie nam Wiosna niczym wielka, kolorowa piniata. Rozsypały się wokół kolory i kształty, jak słodkie cukierki. Pięknie jest i tak... optymistycznie. Z każdą chwilą robi się jaśniej, cieplej i bardziej słonecznie. O poranku Słońce zagląda do mojej sypialni i złotym promieniem łaskocze moje powieki. Wstawaj, wstawaj szybko - woła.  Złe nastroje uciekły w popłochu i zaszyły się w mroku niepamięci. Pozytywów wreszcie jest więcej niż negatywów. Bo przecież żyję, bo doczekałam kolejnej Wiosny, bo znajduję w sobie siłę, by wstawać każdego ranka z nową porcją nadziei na piękny dzień. Bo wreszcie odnajduję w sobie tę  pasję i radość, które napędzały mnie czystą energią. I strząsam z siebie smutki niczym pies strząsający z sierści krople deszczu. Rozpryskują się w Słońcu niczym małe banieczki uwalniając przy tym okruchy tęczy. Pracowicie tkam z tych okruchów tęczową zbroję, która mnie ochroni przed światem, przed negatywnymi emocjami, przed złymi ludźmi, którzy chcieliby obrabować mnie z radości istnienia. Bo tych, niestety, nigdy nie brakuje. Co jakiegoś spacyfikuję, to na jego miejsce pojawia się jakiś nowy wojownik ciemności, że nie powiem, ciemnoty. Cóż, w naturze człowieka istnieje coś takiego, jak chęć niszczenia radości i szczęścia bliźnich.  Wszyscy znamy takich ludzi, którzy krążą wokół sącząc nam do ucha jad złych życzeń. Te małe słówka, te ploteczki, te złośliwe uśmieszki. Każdy z nas  ma obok takiego energetycznego wampira, który karmi się naszym szczęściem i zrobi wszystko, żeby wyssać z nas  najmniejsze drobinki pewności siebie. Jak można się obronić? Osikowy kołek? Srebrna kula w rewolwerze? Naszyjnik z czosnku? Niekoniecznie to działa, zresztą skąd wziąć te wszystkie wiedźmowe utensylia? Może spróbować przeciągnąć takiego osobnika na jasną stronę Mocy? Może porazić go uśmiechem? A może unicestwić poprzez zignorowanie? Zabawne, że czasami uważamy za wroga kogoś, kto tym wrogiem się mieni, kto prosto w twarz mówi nam, co o nas myśli. Podczas, gdy faktyczny nieprzyjaciel chowa się w cieniu, podkopując po cichutku i podgryzając niepostrzeżenie niczym turkuć podjadek. Miałam takiego kogoś, niestety. I nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi powiedział, ze źródłem plotek i pomówień jest właśnie ta osoba. Dopóki się o tym boleśnie nie przekonałam. Sądzicie, ze wykrzyczałam tę wiedzę publicznie, gwałtownie i prosto w oczy rzeczonemu turkuciowi? Nic z tych rzeczy. Na przekór pokazuję wredocie jasną twarz, macham przed oczami kolorową tkaniną utkaną z radości i widzę, jak się kurczy, jak zwija się ze złości, jak kąsa ją (tę wredotę, oczywiście) jadowity robak zawiści. Już dawno temu, ktoś mądry powiedział, że wiedza znaczy władza. O słodka nieświadomości... czasami wolałabym jednak w tobie tkwić. Niczym w bezpiecznym tęczowym kokonie, gdzie czarne jest czarnym, a białe białym. Gdzie w oczach ludzi jaśnieje szczerość, a nie złość i ponura zawziętość. Gdzie chęć zniszczenia bliźniego swego nie góruje nad chęcią jego uszczęśliwienia. O słodka naiwności, jak bardzo chciałabym cię zatrzymać w sobie. Niestety, w dzisiejszym groźnym świecie naiwność równa się głupocie. Już dawno minął czas dziecięcej niewinności, odszedł świat, gdzie dobro było nadrzędną wartością. Gdzie podstawą było „... i nie czyń bliźniemu co tobie niemiłe”. Jakie „nie czyń”? Teraz należy bliźniemu dokopać, zniszczyć go, stłamsić, niech leży twarzą w błocie. Wtedy dopiero czujemy w sobie moc, stajemy się silni nieszczęściem innych, karmimy się ich łzami niczym mityczne wampiry krwią.  Cóż, natury ludzkiej nie zmienisz. Zabawne, że mimo moich lat, wciąż i wciąż od nowa daję się nabrać i obdarzam zaufaniem kompletnie nieodpowiednie osoby. Taka karma? Taka głupota raczej.  Dziurawa ta moja zbroja utkana z tęczy nadziei i radości. Na szczęście, istnieją chwile, gdy Słońce patrzy mi prosto w twarz, a Wiosna rozsypuje wokół maleńkie okruchy kolorów. Zbieram je pracowicie i zatykam nimi dziury w moim rynsztunku. Tak, jak w ostatnią niedzielę.

 

 

DSC07154.JPG

 

 

DSC07155.JPG

 

 

DSC07194.JPG

 

 

DSC07247.JPG

 

 

DSC07254.JPG

 

 

DSC07269.JPG

 

 

DSC07292.JPG

 

 

DSC07298.JPG

 

 

DSC07397.JPG

 

 

DSC07406.JPG

 

 

DSC07407.JPG

 

 

DSC07412.JPG

 

 

DSC07416.JPG

 

 

DSC07417.JPG

 

 

Poszłam do lasu. I znalazłam się w „katedrze drzew”... bardzo lubię to określenie. Żałuję, że nie ja je wymyśliłam, ale cóż...  To przedziwne, wchodzę do lasu i ogarnia mnie wszechobecny spokój. Cisza podkreślona jedynie skrzypieniem gałęzi poruszanych wiatrem, nagłym krzykiem ptaka... to chyba sójka. Tajemnicze odgłosy, które powodują, że odwracam się nagle czując za plecami czyjąś obecność. Na szczęście przyjazną. Las i jego mieszkańcy wiedzą, że jestem tu z całą życzliwością mojego serca. Z radością i szacunkiem. I boli mnie każdy śmieć, każda plastikowa butelka i reklamówka. Każdy przejaw obecności człowieka. Szkoda, że nie mogę oczyścić świata z tych śmieci, jak w programie graficznym usuwam zbędne elementy ze zdjęcia. Ale wracając do milszych tematów. Stanęłam nad maleńkim jeziorkiem. Zielonym od rzęsy i tajemniczym w promieniach porannego Słońca. Ostrożnie poruszałam się po grząskim gruncie uważając, żeby nie zapaść się po kostki w błocie. Ktoś tu przede mną był. Wokół pełno było śladów niewielkich raciczek. Sarny. Pewnie przyszły nocą albo nad ranem, żeby się napić. Troszkę im się dziwiłam, bo woda była mętna, porośnięta rzęsą i z lekka cuchnąca. Cóż, widocznie im to odpowiada. Im dłużej przebywałam nad brzegiem jeziorka-bajorka, tym odorek stawał się silniejszy.

 

 

DSC01208.JPG

 

 

DSC01216.JPG

 

 

DSC01296.JPG

 

 

DSC01300.JPG

 

 

DSC01311.JPG

 

 

W końcu odeszłam stamtąd i powędrowałam dalej. Nad kolejne jeziorka i wypełnione wodą zapadliska. I znów szłam śladami małych raciczek. Rozglądałam się uważnie wokół z nadzieją, że może zza jakiegoś drzewa wyjrzy płowy pyszczek, albo ostre różki, a może ruchliwy ogonek. Niestety, sarny powędrowały w leśne ostępy i nie zobaczyłam ani jednej. Za to zobaczyłam, a wcześniej usłyszałam dzięcioła. Wysoko, hen, wśród gałęzi pracowicie walił dziobem w pień. Widziałam go to tu, to tam. Niestety, ani raz nie udało mi się go „ustrzelić”. Przeciągnął mnie tak, złośliwiec przez kawał lasu, nim wreszcie zrezygnowałam. Mam cię w nosie – pomyślałam – i pomaszerowałam dalej. Tu zielony listek, lepki od soków, a tam paproć w świeżej jasnej zieleni, ówdzie pękające baziowe pąki. Moje oczy wypełniły się zielenią i światłem. Wręcz czułam, jak wzbiera we mnie czysta, niczym niezmącona radość.  Wiosna, Najmilsi Tubywalcy, Wiosna nadeszła.

 

 

DSC07205.JPG

 

 

DSC07359.JPG

 

 

DSC07358.JPG

 

 

DSC07281.JPG

 

 

 Nie wiem, ile czasu minęło, nim wreszcie skierowałam się z powrotem. I wówczas, na ścieżce ujrzałam Leśnego Dziada. Wyglądał, jakby przed chwilą wstał z posłania z mchów i paproci. Chyba mnie jeszcze nie dojrzał, więc usunęłam się ostrożnie ze ścieżki i okrążywszy go szerokim łukiem wyszłam z lasu.  Leśny Dziad łypnął na mnie i posłał mi bezzębny uśmiech. Złowieszczy? Wolę myśleć, że porozumiewawczy. Przeszedł mnie dreszcz. Wyszłam na słoneczną ulicę.

 

 

DSC07390.JPG

 

 

DSC07396.JPG

 

 

Wróciłam do domu. Pełna wrażeń, pełna radości, pełna nadziei na dobry czas.  Dobrze, że już Wiosna. Czego i Wam, Najmilsi Tubywalcy życzę.

 

 

Ach, byłabym zapomniała. Taki maleńki obrazek. Natura czasami tworzy przedziwne dzieła. Takie, jak ten "zwierzak" przytulony do pnia brzozy. Prawda, że ma uroczą paszczkę? Taki Paszczak napotkany w lesie.

 

 

DSC07369.JPG


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wiosenne...

poniedziałek, 03 marca 2014 0:08

 

... przesilenie mnie dopadło. Zimą, jakby nie było. A tak dokładnie, to oprócz wiosennego, czy zimowego raczej(?) przesilenia, chyba kryzys wieku ponad średniego. To wszystko przez urodziny... kolejne.Cóż, powie ktoś, urodziny to rzecz jak najbardziej normalna. Każdy je ma, wielu je obchodzi, ja najchętniej bym je obchodziła... szerokim łukiem. Zabawne, że jakoś bezboleśnie przeżyłam czterdziestkę, pięćdziesiątkę, nawet pięćdziesiątkę piątkę... i pięćdziesiątkę szóstkę też jakoś zniosłam, w miarę dobrze. Czemu więc akurat ta data tak mną... wstrząsnęła? Może to za duże słowo. Powiem raczej, że mnie z lekka zasmuciła. Może nałożyło się zbyt wiele spraw na siebie, namnożyło problemów, zapętliło myśli i uczuć. I  nagle zrobił się z tego niezły bałagan. Nie umiałam wziąć się w garść. Nie umiałam wykrzesać z siebie nawet odrobiny optymizmu. Dni mijały jeden za drugim, bliźniaczo podobne i bliźniaczo beznadziejne. W ciągu dnia czekałam na sen. W nocy, przewracając się z boku na bok wyglądałam świtu. Z niezmienną nadzieją, że może to będzie ten szczęśliwy dzień. Dzień bez czarnych dziur wchłaniających cały optymizm i wysysających energię.  I znów kolejne rozczarowanie... i znów... i wciąż od nowa. I kolejny poranek, gdy trzeba wstać i ruszyć w codzienność, wcześniej nakładając na twarz maskę makijażu.  I wejść w świat sztucznych uśmiechów i nieszczerych relacji. W świat pozorów i ułudy. Podczas, gdy tak naprawdę najchętniej schowałabym się w bezpieczny mrok własnych myśli.To taki czas, że nawet antydepresanty nie pomagają. Ostatnie dni, a nawet tygodnie nie należały do najłatwiejszych. Stąd moje milczenie. Nie umiejąc sobie poradzić z własnymi uczuciami, jak mogłam poradzić sobie ze słowami? 

 

Wreszcie, wczoraj spakowałam sprzęt i o poranku ruszyłam w teren. Ach, jakie zdjęcia udało mi się zrobić, jakie kolory i widoki, jak wiele piękna zdołałam zmieścić w obrazach... Byłam taka szczęśliwa, gdy po trzech godzinach wracałam do domu. Nie mogłam się doczekać chwili, gdy zobaczę zdjęcia na ekranie komputera. Otworzyłam aparat i... rozpłakałam się, jak małe dziecko!  To zdarzyło mi się po raz drugi w życiu. Nie włożyłam do aparatu karty pamięci!  Najgorsze, że w torbie miałam dwie! I nawet nie chodziło mi o stracony czas, bo przecież nie był stracony, bo przecież oglądałam te wszystkie cuda, bo było tak niesamowicie pięknie. Płakałam, bo nie udało mi się zatrzymać tych obrazów wciąż tkwiących w mojej głowie. Płakałam, bo nie mogłam się z nikim nimi podzielić. Płakałam, bo wiedziałam, że już nigdy nie zrobię takich samych zdjęć, bo ten czas już nie wróci... bo byłam wściekła.  Miałam wrażenie, że już nigdy nie wezmę do rąk aparatu! Miałam dość!

 

A jednak... dziś rano obudziłam się przed piątą. Niebo z lekka zmieniało kolor na delikatnie różowy. Tym razem sprawdziłam dokładnie, czy sprzęt jest sprawny. Pojechałam w dobrze znajome miejsce. Nie tam, gdzie byłam wczoraj. Jakoś zapragnęłam odwiedzić "moje" ustronie. Trawa chrzęściła pod nogami, zmrożona i srebrzysta. A każdy listek, każda gałązka, każde źdźbło  mieniły się w słonecznych promieniach niczym szlachetne klejnoty. Totalnie bajkowy widok! To coś, co nie może być porównane z niczym. To czyste, niczym niezmącone piękno. Takie,które aż zatyka. Jeśli wiecie, o czym mówię. Zresztą, cóż ja będę tutaj opowiadać. Muszą Wam wystarczyć zdjęcia, Najmilsi Tubywalcy.

 

 

DSC00701.JPG

 

 

DSC00713.JPG

 

 

DSC00753.JPG

 

 

DSC00774.JPG

 

 

DSC00791.JPG

 

 

DSC00795.JPG

 

 

DSC00800.JPG

 

 

DSC00813.JPG

 

 

DSC00838.JPG

 

 

DSC00840.JPG

 

 

Światło i głębokie, błękitne cienie, cisza i magia chwili. Czarodziejski las pełen tajemniczych szeptów i baśniowych stworzeń kryjących się za drzewami. Moja Narnia.

 

 

DSC06940.JPG

 

 

DSC06941.JPG

 

 

DSC06944.JPG

 

 

DSC06945.JPG

 

 

DSC07024.JPG

 

 

DSC06951.JPG

 

 

DSC06952.JPG

 

 

DSC06954.JPG

 

 

DSC06958.JPG

 

 

DSC06979.JPG

 

 

DSC07017.JPG

 

 

A żeby uprzedzić ewentualne pytania, żadne ze zdjęć nie zostało poddane cyfrowej obróbce. Te świetlne refleksy i tęczowe rozbłyski to efekt słonecznych promieni odbitych w kryształkach lodu. A i tak nie udało mi się w pełni uchwycić magii światła.  Ale za to zdołałam sfotografować pierwszych zwiastunów Wiosny.

 

 

DSC07050.JPG

 

 

DSC07057.JPG

 

 

DSC07059.JPG

 

 

DSC07066.JPG

 

 

DSC07070.JPG

 

 

DSC07077.JPG

 

 

DSC07080.JPG

 

 

DSC07005.JPG

 

 

DSC06998.JPG

 

 

O, już poniedziałek! Zdjęcia chłopaków jednak będą musiały poczekać do następnego wpisu. Mam nadzieję, że tym razem kolejny będzie szybciej... Czas na sen, Tubywalcy Cierpliwi! Pa, pa!


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 676  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557676

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości