Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 811 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Dzień bez...

środa, 29 kwietnia 2009 23:44

... fotografowania, to dzień stracony.  Szczególnie, gdy jest to tak piękny, słoneczny i ciepły dzień, jak ten, który akurat mija. Niepomna przykrego doświadczenia, a może raczej na przekór temuż doświadczeniu, wybrałam się dzisiaj w poszukiwaniu tego jedynego, wyjatkowego i niepowtarzalnego ujęcia.  A ponieważ droga do szczęścia jest z reguły długa i wyboista, więc i ja przedreptałam na moich bolących (troszkę mniej, dzięki pożałowaniu Pana Barnaby) nóżkach trasę od domu aż nad Trójkę, by później okrążyć całe jezioro, z krótkim przystankiem w Jachtklubie Pogoria III.  Na szczęście, na obolałych stopach miałam nader wygodne, chociaż niezbyt efektowne laćki, od biedy mogące uchodzić za obuwie tzw. wyjściowe, to znaczy, że wyjść w nich można... nocą do śmietnika i z powrotem. Stwierdziłam jednak, że sztuka wymaga nie lada poświęceń, także w dziedzinie estetyki i dzielnie udawałam, że na nogach mam piękne buty od Manolo Blachnika, na przykład. Cóż, moje były jednak zdecydowanie wygodniejsze.  Zdjęcia wyszły... no, to jakie wyszły i czy w ogóle,  nie mnie oceniać.  Poddaję ich jakość pod krytyczną ocenę Tubywalców. Cieszą mnie dotychczasowe serdeczne i pozytywne recenzje, mam nadzieję, że uda mi sie jeszcze to i owo poprawić. Coraz bardziej świadoma jestem tego, co chcę osiągnąć fotografując. Juz nie robię tysiaca zdjęć, by wybrać nieliczne sztuki. Teraz naprawdę przykładam się i przymierzam po wielokroć przed kolejnym pstryk! Co do leżenia w trawie i fotografowania świata "od dołu", to i owszem, zdarza mi się i to nie raz. Dobrze, że alfa 350 ma uchylny ekran i czasem jest to nader pomocne. Tyle, że ja mało używam ekranu, jednak patrzenie przez wizjer aparatu podnosi mi ciśnienie i radość z tego, co robię. Jak po zjedzeniu tabliczki czekolady. Jak po oddaniu filmu z aparatu analogowego do wywołania i oczekiwaniu na efekt. Poniżej umieszczam kilka zaledwie zdjęć, tym razem same roślinki (aaaa i jest jedno piórko).  To, co udało mi się sfotografować nad wodą, postaram się zamieścić jutro.  Martwię się tylko, że powoli wyczerpuje się miejsce na tym blogu. Cóż, trzeba będzie pomyśleć. Może zrobię po prostu "Pół wieku... i co z tego... ciąg dalszy"???  Na szczęście mam jeszcze chwilkę na zastanowienie się. Teraz już zasnę snem zdrożonej pstrykaczki. A tu pozostawiam obrazki, niech mówią same za siebie. I tym na wpół sennym akcentem, pa, pa.






























PS. Robertino, motylki mają to do siebie, że odfruwają w najmniej spodziewanym i pożądanym momencie, ach ileż ja się czasem nabiegałam po łące za takim wiercipiętą. A ten konkretny motylek wyglądał mi na takiego, co to dopiero przed chwilą opuścił bezpieczne schronienie kokonu i suszy w słońcu delikatne skrzydełka. Moze dlatego miał w nosie obecność obiektywu? A może zadziałał na niego mój urok osobisty? Co do potencjalnych prób wyrwania mi aparatu z ręki... nie ma takiej mozliwości, jestem z nim zrośnięta...  na "ament",  ha!


PS2. Asiu, Michelle, brązowiutka jestem odrobinkę, tyle że troszkę pasiasta na pleckach. Jednak paski od aparatu i od torby z akcesoriami nie pozwalają na równomierne zbrązowienie. Mówi sie trudno... coś za coś. Pa, pa.


PS3. Jeszcze jedno, Yoanne-Asiu, napisałaś, że mogę sobie spokojnie leżeć w trawie, a i tak setki tematów same do mnie przyjdą. Oj, uśmiałam się, zadziałała moja szurnięta wyobraźnia i zobaczyłam oczami duszy te setki, co ja mówię, tysiące żuczków, mróweczek, pajęczaków i innych maleńkich stworzonek, maszerujących w moim kierunku. A każdy w tym jednym celu... poproszę ładny portrecik. Ratunkuuuuuuu!!! Żartuję, rzecz jasna, chyba widzisz moje mocno przymrużone oko? Pozdrawiam bardzo.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kolejny piękny...

środa, 29 kwietnia 2009 9:31

 

... dzień otwiera się przede mną niczym kartka w grubej księdze.  Jeszcze nie wiem, co na niej napisane, ale kolory już mi się podobają. Zieleń z przewagą jaskrawego seledynu, błękit w najczystszej postaci, a tu i ówdzie plamy ostrej żółci... to mlecze kwitną. Wczoraj, z powodu moich pięt, biedna ja, oj biedna, właściwie nigdzie nie wychodziłam.  M. za to, objuczony sprzętem niczym tragarz, pogalopował w kierunku Górki Gołonoskiej w celach wiadomych. A ja? A ja wyłożyłam ciało me ponętne i nieco roznegliżowane na leżaczek. Przez poręcz balkonową leniwie przyglądałam się ludziom dreptającym spiesznie w pełnym słońcu. Z góry lepiej widać. Tak  patrzyłam, patrzyłam, powieki opadały i opadały aż... zasnęłam sobie błogo na słoneczku. A słoneczko przygrzewało mnie i przypiekało serdecznie, jak kurczaczka na rożnie (ach, co za trywialne porównanie, ale innego jakoś nie znajduję). Tym sposobem, przespałam kilkadziesiąt minut, kot ułożył się w cieniu pod leżakiem (mądre kocisko!!!), a teraz brązowieję sobie na złociście. I jest ładnie.  Równie ładnie było wczoraj, gdy Słońce chyliło się ku zachodowi. Wprawdzie, nie jest teraz czas na te najpiękniejsze zachody widziane z mojego balkonu, bo Słońce znika za wieżowcami z prawej strony, a nie za kościołem, ale i tak kolory szalały na niebie.  M. usiłuje nauczyć mnie czegoś o HDR-ach, RAV-ach, filtrach, przesłonach i innych BARDZO MĄDRYCH RZECZACH. A ja? A ja jestem niereformowalna, nie mam ochoty na jakieś czary-mary ze zdjęciami.  Dla mnie sprawa jest prosta. Robię pstryk, oglądam efekt na komputerze. Podoba mi się - zastaje, nie podoba się - kosz.  Jasno i prosto. Przeglądam akurat teraz miesięcznik „Fotografia". Patrzę na zdjęcia i... no, ładne są, nie powiem, ale ile w nich prawdy, a ile grafiki komputerowej? Niektóre są tak zmienione, że mam wrażenie, jakby samo zdjęcie było tylko bazą do późniejszej działalności artystycznej autora. Ale są guściki i gusta.  Za oknem brzoza zielenieje migotliwie, gdy zmrużę oczy mam wrażenie, że patrzę na zieloną wodę skrzącą się w Słońcu.  Troszkę mnie pieką oczy, chyba je sobie prześwietliłam wczoraj na tym leżaczku. Zaraz zrobię  okład ze świetlika.  A później chyba poczłapię sobie powolutku (pięty!) do lasu na Staszicu, tam, gdzie zimą robiłam zdjęcia nad stawikami. Nabrałam ochoty na zieleń, gdy wracaliśmy z Kazimierza przez las. Wówczas nie było czasu na robienie zdjęć, bo zmierzch nadciągał i do domu było daleko, nie mówiąc już o stanie moich nóg.  Nie wiem tylko, czy nie jest troszkę za późno, złota godzina minęła, Słońce już dość wysoko i cienie inaczej się rozkładają. Jak już wcześniej jednak powiedziałam, nic nie muszę, jedynie mogę, gdy będę chciała. I tym leniwym akcentem, pa, pa.





PS. Taaaak, prawdziwa pasja wymaga poświęcenia. Dobrze, że nie jestem jak Van Gogh i tylko pięty padły jej (tej pasji) ofiarą, a nie na przykład ucho!!!  Panie A od B,  M. ma się dobrze, młody jest, a ja??? A gdzie pożałowanie i wyrazy współczucia dla Gosi??? 


PS2. Zuzanno Wiosenna, Szpilko, Michelle, mam nadzieję, że było warto!!! Ponoć najcenniejsze jest to, co okupione bólem! Żartuję, rzecz jasna. Jedyny mankament to to, że teraz jestem, jakby to powiedzuieć, mniej mobilna. Błeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Oj, oj, chyba przesadziam...

wtorek, 28 kwietnia 2009 9:42

 

... z pieszymi wędrówkami. Wyciągnęłam wczoraj po południu M. na wycieczkę do Kazimierza. Spokojnie, nie tego nad Wisłą, tylko Górniczego, nieopodal.  Jak prawdziwa „zielona" globtrotuarka założyłam „pielgrzymie" sandały na nogi, aparat zarzuciłam na ramię i... w drogę. Szłymy i szłymy szosą przez las, skończyło się moje miasto, znowu las (zieleń widzę, zieleń!), potem tablica „Kazimierz Górniczy".  I wreszcie bardzo ładny, urokliwy o tej porze park. Połaziłymy trochę i pozdjęciowały. Od wody ciągnęło już przedwieczornym chłodkiem, Słońce prześwietlało korony drzew, istny landszaft. Jeszcze grochówka (prawdziwa, łyżka stanęła w niej na baczność!) - to ja i żurek, a ściślej mówiąc, zalewajka - to M. I czas było wracać. Doszliśmy do wniosku, że zamiast robić spory łuk szosą, to możemy sobie skrócić drogę i przejść leśnym duktem. Wokół zielone śliczności we wszystkich odcieniach tegoż koloru, całe pola leśnych fiołków, dziki bez pachnący oszałamiająco i łany dzikich konwalii z już rozkwitającymi nieśmiało kwiatkami. Fajnie się szło,  wręcz śpiewająco... gdzie strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj... Niestety, w naszej wędrówce nastąpił niespodziewany przełom, na drodze stanęła nam autostrada (a raczej droga szybkiego ruchu). Cóż było robić, odbilimy w prawo i tym sposobem znaleźliśmy się mniej więcej pół kilometra od parku.  I znów szosą przez las, dość ryzykownie, albowiem nie ma tam ani chodnika, ani nawet utwardzonego pobocza. Co rusz robiliśmy skok w bok, żeby ustąpić miejsca nadjeżdżającym z przeciwka samochodom.  Do domku dotarłam na „ostatnich" nogach.  Z trudem zdjęłam sandały, strząsnęłam z nich pył dalekich dróg i... stwierdziłam, że kilka dni raczej chodzić nie będę.  Na piętach pojawiły się wzorcowe wręcz, duże bąble. Odbiłam sobie pięty, tak po prostu. Jak jakaś nieopierzona idiotka. Teraz przynajmniej chodzę tanecznym krokiem, na palcach  jak jakaś szurnięta baletnica. Zła jestem sama na siebie. Nie wiem czy kilka obrazków warte było aż takiego poświęcenia. Może tak, a może nie? I tym wstrząsającym akcentem, pa, pa.



  



  




















Pomiędzy zieleń "zaplatał się" w tęczowych kolorach, wiosennie i erotycznie nastrojony paw. Pani Pawica hołdy przyjmowała z charakterystycznym dla niej  dystansem, stąd była okazja, by zrobić kilka pstryków. Niestety, park kazimierski nie jest Łazienkami, gdzie pawie chodzą sobie luzem, te były za siatką.


PS. Tomku, oczywiście, że tekst ma brzmieć następująco: „Stoję w oknie, długo w noc, całą noc, tak samo, jak Ty..." . Tak to jest, gdy się napisze z pamięci, nie sprawdzi i... wpadka! Cóż, pamięć w pewnym wieku zaczyna chyba szwankować. Raczej bym nie wygrała teleturnieju „Tak to leciało", dlatego też nawet nie próbuję.  Dziękuję za sprostowanie, najważniejsze jednak, że... jest radość!!!


PS2. Panie A od B... niestety, została mi jedynie gimnastyka poranna, chociaż wolałabym gimnastykę nocną. Tylko z kim mam sie gimnastykować, z kotem??? Żartuję, rzecz jasna. dziekuję za piękne przydomki. Jestem pod wrażeniem.


PS3. A w ogóle,  to ciesze się przeogromnie, gdy mogę dać Tubywalcom choć odrobinę usmiechu.


PS4. Spiesze uspokoić wszystkich zaniepokojonych moją kulawą polszczyzną... pozwoliłam sobie tutaj wtrącić kilka gwarowych regionalizmów, tak dla ... hecy?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Świat nie jest...

niedziela, 26 kwietnia 2009 22:39

 

... taki zły

Świat nie jest wcale mdły

Niech no tylko zakwitną jabłonie...


No i zakwitły. Jedyny pewnik w tym zwariowanym świecie. Że przychodzi dzień, gdy zakwitają jabłonie. I  kasztany. Wczoraj przyfrunął M. Tym sposobem stałam się szczęśliwą (ach! ach!) posiadaczką obiektywu Sigma 70-300. Ależ cacko. Jaka głębia obrazu, jakie zbliżenia, jakie efekty. Jeszcze go do końca nie „czuję", ale mam wrażenie, że się polubimy. Jedyny problem sprawia mi ciężar i długość obiektywu. Troszkę łapka mi lata, gdy dłuższą chwilę ustawiam ujęcie. Oj, hantelki chyba trzeba będzie odkurzyć. Wczoraj złaziliśmy nogi po same... pachy, przemierzając trasy wokół jezior. Jedyną niedogodnością był zapach spalenizny unoszący się nad wodą. I ten zawiewany od strony pogorzeliska nad Bagrami i ten z wszechobecnych grillów.  Och,  ta znielubiona przeze mnie, mania rodaków do smażenia wszędzie i o każdej porze kiełbas, mięsa i różnych takich krupnioków.   A na trasach tłumy! Rowerzyści, spacerowicze, wędkarze i plażowicze.  Jakby wszyscy Dąbrowiacy wyszli z domów na tzw. łono.  Wypstrykaliśmy całą masę pikseli, najzabawniejsze jest to, że oboje mamy to samo spojrzenie na to, co wokół nas się dzieje. Fajnie było później porównywać ujęcia.  Czasem mieliśmy wrażenie, że zdjęcia robiła ta sama osoba.  Dlatego akurat z M. lubię wybierać się na zdjęciowanie.  Szkoda, że tak rzadko jest ku temu okazja. Ale może to  i lepiej. Przynajmniej nam to nie spowszednieje.  W każdym razie, wróciliśmy do domu padnięci i skonani. Jeszcze zrzucenie zdjęć na komputerki, jeszcze wstępna selekcja i można było uznać dzień za pozytywnie spędzony. A dzisiaj M. namówił mnie na wyprawę do Będzina, na kirkut.  Był wczesny ranek, Słońce jeszcze nisko, długie cienie i pewnego rodzaju tajemniczość tego miejsca. Jeszcze dzisiaj umieszczę kilka zdjęć na
www.sliczniefotograficznie.bloog.pl.   Moment przerwy w pisaniu, bo właśnie wysadziłam jajka w powietrze! Ufffffffff, tak jest, gdy się równocześnie gotuje i pisze. No, ale już wszystko opanowane, tylko jeszcze wietrzę mieszkanie... sapach spalonych jajek nie jest tym, co lubię najbardziej. Wracając do będzińskiego kirkutu, dzisiaj było tam zupełnie magicznie. Czasami mam wrażenie wszechogarniającej mnie magii.  Jakiegoś spokoju, który spływa na mnie i wycisza, zatrzymuje na moment w codziennej gonitwie. Myśli biegną leniwie, własnym rytmem i torem. Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić te wrażenia na zdjęciach.  To chyba nazywa się szczęściem. I tym pozytywnym akcentem, pa, pa.






















To było kilka portrecików Wiosny. A teraz trochę wody.




















A na zakończenie, M. podczas pracy w "pięknych okolicznościach przyrody".




www.michalbakala.digart.pl
www.michalbakala.selia.pl

A co, w końcu mogę tu zareklamować Przyjaciela, prawda? Pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Stoję w oknie...

piątek, 24 kwietnia 2009 3:59


... w taką noc. W taką noc, tak samo, jak Ty... to cytat z piosenki, ach, jakże starej, Czesława Niemena. Przynajmniej dwie rzeczy się zgadzają. Stoję w oknie i jest noc. A Ty, a Wy zapewne  śpicie snem sprawiedliwych i nawet nie wiecie, że za oknem mgła. Świat w pierzynce ciszy.  Ponieważ poprzednia notka zakończona została smutnym widokiem pogorzelisk,  więc teraz, jakby dla przeciwwagi, jeszcze Wiosna i jeszcze Słońce. I kolory, ach, ileż kolorów. I tym barwnym akcentem, pa, pa.





























A żeby udowodnić, że jest mgła, zrobiłam jej portrety. Zamieszczam je tutaj, jako ciekawostkę. Oczywiście zdjęcia były robione na balkonie kilka minut temu i, oczywiście, z lampą błyskową. Inaczej nie ma tego efektu.






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 663  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554663

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl