Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


I stał się...

środa, 22 kwietnia 2015 23:52

 

 

... cud narodzin. Wreszcie wykluły się moje pterodaktylki! Nieprawdopodobne brzydactwa, chociaż dla rodziców pewnie są najpiękniejsze. Nastroszone, z wielkimi dziobami chowają się pod piórami rodzica. Po jakimś czasie wystawiają łebki i zanurzają dzioby głęboko w gardle dorosłego ptaka. Zawsze sądziłam, że młode są karmione przetrawionym pokarmem, a to nieprawda. Dorosły osobnik produkuje tzw. ptasie mleczko. Jest to złuszczający się nabłonek przełyku zawierający składniki odżywcze. I wcale nie smakuje tak, jak ulubione przez ludzi „ptasie mleczko”. Niemniej maluchy wyglądają na zadowolone i jedzą, aż im się rachityczne skrzydełka trzęsą. Najzabawniejsze jest, gdy któryś z pisklaków nie chce jeść. Wówczas dorosły gołąb (piszę bezosobowo, bo nie wiem, który to samiec, a która samica, są identyczne) stuka delikatnie dziobem w łepetynę pisklęcia, zachęcając je do jedzenia. Z mojego balkonu mam idealny widok na tę rodzinną sielankę. Na szczęście, brzozowe listki nie są jeszcze zbyt duże i gęste i nie zasłaniają mi widoku.  Mam nadzieję, że maluchy osiągną dojrzałość, co wcale nie jest takie oczywiste. Gniazdo jest luźnym stosikiem delikatnych gałązek, w każdej chwili taki maluch może z niego wypaść, co jest równoznaczne ze śmiercią. Czasami silniejsze pisklę wypycha z gniazda słabsze, czasami nie dopuszcza go do dzioba rodzica, co też kończy się śmiercią. Będę obserwowała rozwój pisklaków i trzymała za nie kciuki. Trzymajcie i Wy, Tubywalcy Najmilsi!

 

 

 

DSC05704.JPG

 

 

 

DSC05709.JPG

 

 

 

DSC05715.JPG

 

 

 

DSC05717.JPG

 

 

 

DSC05720.JPG

 

 

 

DSC05724.JPG

 

 

 

DSC05725.JPG

 

 

 

DSC05737.JPG

 

 

 

DSC05747.JPG

 

 

 

DSC05748.JPG

 

 

 

DSC05751.JPG

 

 

 

DSC05766.JPG

 

 

 

DSC05776.JPG

 

 

 

DSC05784.JPG

 

 

 

DSC05786.JPG

 

 

 

DSC05792.JPG

 

 

 

DSC05961.JPG

 

 

 

DSC05959.JPG

 

 

Ze względu na moje przymusowe unieruchomienie cieszę się niezmiernie z tej brzozy, z balkonu, na który mogę wyjść z aparatem. A dzieje się teraz sporo. Na brzozę przylatuje cała rzesza skrzydlatych łakomczuchów. Wróbelki i sikorki wyczyniają niezwykłe ewolucje, fruwają wśród gałązek, zwisają łebkami w dół polując na drobne owady i muszki. Hałas przy tym czyniąc okrutny. Moje koty tkwią uparcie na parapecie w kuchni, jak przed ekranem telewizora. Na szczęście, od fruwającego mięska dzieli je szyba, bo inaczej pewnie zaczęłyby krwawe łowy... a tak, to tylko ja poluję z obiektywem :)

 

 

 

DSC05113.JPG

 

 

 

DSC05116.JPG

 

 

 

DSC05181.JPG

 

 

 

DSC05186.JPG

 

 

 

DSC05188.JPG

 

 

 

DSC05191.JPG

 

 

 

DSC05193.JPG

 

 

 

DSC05226.JPG

 

 

 

DSC05234.JPG

 

 

 

DSC05237.JPG

 

 

 

DSC05894.JPG

 

 

 

DSC05896.JPG

 

 

 

DSC05919.JPG

 

 

 

DSC05920.JPG

 

 

 

DSC05922.JPG

 

 

 

DSC05932.JPG

 

 

 

DSC05934.JPG

 

 

Ostatnio zawitał na brzozę piękny kos z żółtym dziobkiem. To dojrzały samiec. Udało mi się zrobić mu kilka portrecików. Czyż nie jest piękny?

 

 

 

DSC05307.JPG

 

 

 

DSC05310.JPG

 

 

 

DSC05311.JPG

 

 

Zostawiam na chwilę moją brzozę i pragnę pokazać troszkę zdjęć z parapetu. Cóż tu opisywać... obejrzyjcie sami. Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić odrobinę słonecznego nastroju, chociaż mnie nie zawsze jest słonecznie.

 

 

 

DSC05401.JPG

 

 

 

DSC05670.JPG

 

 

 

DSC05822.JPG

 

 

 

DSC05825.JPG

 

 

 

DSC05836.JPG

 

 

 

DSC05865.JPG

 

 

 

DSC05939.JPG

 

 

Czemu mało we mnie Słońca? Noga boli w dalszym ciągu, kostka puchnie i w ogóle, tylko siąść i płakać. Siadam i nie płaczę, bo i co to zmieni? Staram się czymś zająć, ale więcej śpię, i czas jakoś przecieka mi przez palce. Mam tyle do zrobienia, a ogarnia mnie jakaś dziwna niemoc... Rzepak zaczął kwitnąć, a ja w domu... brakuje mi moich wędrówek, brakuje mi przestrzeni i rozległych widoków. Żeby jednak nie kończyć takim smętnym akcentem jeszcze kilka wiosennych zdjęć... tym razem w optymistycznym różowym kolorze. Pa, pa.

 

 

 

DSC05275.JPG

 

 

 

DSC05277.JPG

 

 

 

DSC05280.JPG

 

 

 

DSC05283.JPG


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zalewajka...

czwartek, 16 kwietnia 2015 10:53

 

 

... smak, aromat i wspomnienie dzieciństwa. Właśnie sobie pyrkocze w wielkim garze, a ja wreszcie się sprężyłam i zasiadłam do wyklepania kilku słów na klawiaturze mojego komputerka. Zaczęłam smakowicie i mam nadzieję, że odrobinę tego smaku uda mi się Wam podesłać, Tubywalcy Najmilsi. Jeśli chodzi o zalewajkę, to potrawa, którą znam od wczesnych lat dziecięcych. U nas, na Zagłębiu w każdym domu gotowano zalewajkę. Moja Babunia zawsze nastawiała żur w kamiennym garnku, gdzie kisił się pachnąco i kwaskowato. Uwielbiam kwaśne smaki! Kiszoną kapustę – też mieliśmy własną w wielkiej beczce z ogromnym młyńskim kamieniem przyciskającym drewnianą pokrywę. Pamiętam, jak Dziadziuś Pietruś szatkował ogromne kapuściane głowy na wielkiej szatkownicy, a Wujek Kazik deptał kapustę w beczce. Zabawne było, jak Wujek coraz bardziej wystawał z beczki w miarę, jak Dziadziuś dosypywał poszatkowaną kapustę. I tu pewnie zaskoczę, a może i zniesmaczę niektórych PT Czytelników, kapustę deptało się gołymi nogami. Wcześniej, oczywiście dokładnie wyszorowanymi! Dzisiejszy smak kapusty kupowanej w hipermarketach, kiszonej w wielkich silosach nijak się ma do tamtego smaku i zapachu. Podobnie kiszone ogórki w wielkim słoju dojrzewające i wyciągane przeze mnie „na spróbowanie”.  Najlepsze były takie na wpół ukiszone, chrupiące i jędrne. Co jeszcze? Oczywiście wszystko, co w occie! Ogórki konserwowe, śliwki i gruszki w occie na słodko. Do tej pory uwielbiam kwaskowe klimaty.

 

 

A wracając do zalewajki... Zarówno Babunia, jak i Dziadziuś pochodzili z obecnego województwa świętokrzyskiego, a na Zagłębie Dąbrowskie trafili  „za chlebem” na początku XX wieku. Później Dziadziuś pracował w Kopalni „Flora”, a Babunia zajmowała się domem i czwórką dzieci. W takich domach podstawą wyżywienia były ziemniaki, stąd jedną z potraw była zalewajka. Tania i sycąca, a o to przecież chodziło. No i pyszna! Cóż, zrobię sobie teraz małą przerwę, bo pewnie już lekko przestygła i troszkę sobie spróbuję. Troszkę! Kto powiedział, że zalewajki nie powinno się jeść na kolację? Zalewajka jest dobra na śniadanie, obiad i kolację, zaręczam...

 

 

No, już mi lepiej. Brzuszek pełny to i humor lepszy. Noga boli jeszcze. Wczoraj byłam u pani chirurg, zdjęto mi już szynę, ale w dalszym ciągu muszę usztywniać sobie kostkę stabilizatorem i bandażować nogę bandażem elastycznym. Troszkę jeszcze minie czasu nim kończyna dojdzie do całkowitego stanu używalności. Na razie mam zwolnienie do piątego maja. Co dalej? Zobaczymy, gdy pójdę na kontrolę. Mam nadzieję, że wrócę do pracy. Może się ktoś zdziwi, ale siedzenie w domu to nic przyjemnego szczególnie, gdy człowiek jest unieruchomiony. Ile można fotografować widok za oknem, koty i kwiatki na parapecie? Oprócz fotografowania i pisania niewiele mogłam robić, bo szyna na nodze skutecznie mnie zatrzymywała w łóżku. Na szczęście, Rodzina i Przyjaciele nie zawiedli i czego, jak czego, ale gości mi nie brakowało. A że każdy starał się przynosić jakieś dobre (a dobre znaczy... tuczące) smakołyki, więc z przerażeniem stwierdziłam, że znów mi to i owo urosło... że też mój stan konta nie rośnie równie imponująco, jak mój tyłek!!! Zauważyłam, niestety, że moja samoocena spada wprost proporcjonalnie do zwiększenia objętości moich bioder... to chyba jakaś prawidłowość. W dzisiejszych czasach, gdy szczupła sylwetka jest miarą zadbania i atrakcyjności każdy centymetr więcej urasta do rangi katastrofy. Ech... chyba pójdę do kuchni i „zapodam sobie” jeszcze miseczkę... zalewajki! Odchudzić to zalewajka nie odchudzi, ale jakże poprawi mi nastrój. Gdybym piła alkohol, to pewnie teraz bym się urżnęła. Do lustra i na smutno! Może więc lepiej podziała zalewajka? Przynajmniej kaca jutro nie będzie!

 

No tak, troszkę ponarzekałam, troszkę się poużalałam nad sobą, czas teraz pokazać Wam, Najmilsi Tubywalcy to, co mnie zajmowało przez ostatnie kilkanaście dni.

 

 

Przede wszystkim, pokażę Wam trochę obrazków zarejestrowanych z moich okien i z balkonu. Przedburzowa tęcza, niezwykłe formacje chmur, jak żywo przypominające obce statki kosmiczne i parhelion czyli Słońce poboczne. Zjawisko rozszczepienia światła słonecznego przez kryształki lodu w warstwie atmosfery. Daje to dość niesamowity efekt, jakby kawałka tęczy albo drugiego Słońca. A więc teraz pokaz!

 

 

Na początek... parhelion. Najzabawniejsze, że  dopiero na zdjęciu zauważyłam, że są dwa odbicia, po obu stronach Słońca. „Na żywo” widziałam tylko jedno, to po prawej stronie, bo słoneczny blask mnie oślepiał. Niesamowite!

 

 

 

DSC05381.JPG

 

 

 

DSC05382.JPG

 

 

 

DSC05383.JPG

 

 

Wspominałam wcześniej o niezwykłych formacjach chmur. Niektóre faktycznie wyglądały jak obłe dyski obcej cywilizacji... niestety, na UFO trzeba będzie jeszcze poczekać!

 

 

 

DSC05481.JPG

 

 

 

DSC05488.JPG

 

 

 

DSC05501.JPG

 

 

W poprzednim wpisie opowiadałam o moich sąsiadach z brzozy na wprost mojego balkonu. Mówię oczywiście o grzywaczach czyli gołębiach leśnych. Zamieniały się miejscami i wspólnie wysiadywały jajeczka. Pewnego dnia zauważyłam, że jedno z partnerów nie przylatuje. Zmartwiłam się widząc, że osamotniony gołąb nie sfruwa z gniazda żeby coś zjeść albo czegoś się napić. To było frustrujące. Miałam wrażenie, ze robi się z każdym dniem słabszy i chudszy. Tym bardziej, że pogoda była koszmarna, padał śnieg i wiały ostre wiatry. Za namową znajomego skontaktowałam się z ornitologiem. Powiedział, że w takim przypadku nic nie można zrobić, bo po spłoszeniu ptaka najprawdopodobniej nie powróci on już do wysiadywania. Trzeba po prostu czekać, instynkt powinien zadziałać i ptak pofrunie, żeby zdobyć pokarm. W końcu po kilku dniach zauważyłam drugiego gołębia. Przyleciał i zmienił partnera na gnieździe. Ależ się ucieszyłam.

 

 

 

DSC04902.JPG

 

 

 

DSC04904.JPG

 

 

 

DSC04905.JPG

 

 

Jak wiecie, Tubywalcy Najmilsi non stop robię zdjęcia, które nazywam „parapetLOVE”. To wręcz obsesja szczególnie, gdy świeci Słońce i krople wody odbijają jego światło. Tworzą się wtedy niesamowite bliki. To jest to, co niezmiennie mnie zachwyca! Mam nadzieję, że Was również! Na początek zielone źdźbła trawy, która ślicznie wyrosłą w doniczce na balkonie, a której jeszcze nie zeżarły moje futrzane głodomory!

 

 

 

DSC04823.JPG

 

 

 

DSC04830.JPG

 

 

 

DSC04837.JPG

 

 

 

DSC04844.JPG

 

 

 

DSC04853.JPG

 

 

 

No i kwiaty... różne: bratki, żonkile, niezapominajki, chwasty, których nie umiem nawet nazwać, frezje i kwitnące gałązki wiśni, a nawet kwiaty truskawki zwisającej...

 

 

DSC04859.JPG

 

 

 

DSC04882.JPG

 

 

 

DSC04885.JPG

 

 

 

DSC04943.JPG

 

 

 

DSC05014.JPG

 

 

 

DSC05019.JPG

 

 

 

DSC05022.JPG

 

 

 

DSC04980.JPG

 

 

 

DSC04984.JPG

 

 

 

DSC05031.JPG

 

 

 

DSC05043.JPG

 

 

 

DSC05047.JPG

 

 

 

DSC05065.JPG

 

 

 

DSC05078.JPG

 

 

 

DSC05084.JPG

 

 

 

DSC05102.JPG

 

 

 

DSC05132.JPG

 

 

 

DSC05134.JPG

 

 

 

DSC05135.JPG

 

 

 

DSC05145.JPG

 

 

 

DSC05149.JPG

 

 

 

DSC05087.JPG

 

 

 

DSC05090.JPG

 

 

 

Równie niezwykłe są dla mnie wschody i zachody Słońca. Ponieważ na wprost mojego balkonu wyrosła ogromna brzoza, więc akurat zachody Słońca nie są dobrze widoczne. Na szczęście mam moją Panią Sąsiadkę z jej balkonem, z którego czasami korzystam. A efekt?  Zobaczcie sami...

 

 

 

DSC04615.JPG

 

 

 

DSC04620.JPG

 

 

 

DSC04688.JPG

 

 

 

DSC04866.JPG

 

 

 

DSC04870.JPG

 

 

 

DSC04878.JPG

 

 

 

DSC04908.JPG

 

 

 

DSC04914.JPG

 

 

 

DSC04917.JPG

 

 

 

DSC04924.JPG

 

 

I na zakończenie kilka zdjęć Dieselka i Rudencjuszka. Moi dwaj dzielni towarzysze niedoli. Czasami wydaje mi się, że przejmuję część kocich zachowań. Też bez przerwy śpię!!! A gdy nie śpię to robię chłopakom zdjęcia. Czyż nie są niesamowici?

 

 

 

DSC04520.JPG

 

 

 

DSC04960.JPG

 

 

 

DSC05022 b.JPG

 

 

 

DSC05029.JPG

 

 

 

DSC05044.JPG

 

 

 

DSC05060.JPG

 

 

 

DSC05204.JPG

 

 

 

DSC05391.JPG

 

 

 

DSC05407.JPG

 

 

 

DSC05413.JPG

 

 

 

DSC05417.JPG

 

 

 

DSC05423.JPG

 

 

 

DSC05444.JPG

 

 

I tym kocim akcentem... pa, pa!!!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 711  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558711

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl