Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 888 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Chore...

czwartek, 23 maja 2013 22:10

 

... umysły, szczątkowe mózgi przeżarte nienawiścią i fanatyzmem, nawet nie mogę tego nazwać zezwierzęceniem, bo obraziłabym zwierzęta. A taki też jest człowiek... w niedoskonałości swej okrutny i przerażający. Pan świata, władca cudzego życia i cudzej śmierci. Wychodzący z tasakiem na ulicę, żeby zabić, żeby zatriumfować, żeby potrząsnąć z dziką satysfakcją zakrwawionymi dłońmi nad głową i wywrzeszczeć swoją nienawiść do świata i ludzi. Swoją pogardę dla współbrata, dla przypadkowej ofiary, dla człowieka, o którym nic nie wiedział, którego nie znał, a który miał swoje życie, który kochał, miał plany na najbliższy dzień, na najbliższe godziny. To jest za dużo, jak na moją zdolność rozumienia. I nigdy nie pogodzę się z taką bezmyślną, niszczycielską siłą.  Szczerze? Jestem wstrząśnięta wczorajszą zbrodnią w Londynie. Cóż, taki jest świat, powie ktoś. Są większe tragedie, w każdej minucie umierają ludzie, giną z ręki drugiego człowieka.... wiem, ja to wszystko wiem, ale ta akurat śmierć dotknęła mnie do żywego. Pamiętam mój pierwszy pobyt w Londynie i pierwszą samotną wyprawę metrem. Opowiadałam już kiedyś o tym, ale wspomnę raz jeszcze, jak z obawą patrzyłam na dwie zakwefione Arabki rozmawiające w gardłowym języku. Jedna z nich była tęga, a ja się zastanawiałam, czy przypadkiem pod czarną szatą nie skrywa ładunków wybuchowych. I zastanawia się człowiek... siedzieć spokojnie, czy może wysiąść na najbliższej stacji. Tym ludziom o to właśnie chodzi. Żeby wzbudzić strach, żeby człowiek patrzył podejrzliwie na drugiego człowieka. To chore. Świat zmierza ku przepaści. Nigdy nie uważałam się za rasistkę, nigdy nie oceniałam ludzi wg ich religii, poglądów politycznych bądź koloru skóry. I mam nadzieję, że uda mi się dochować wierności tym zasadom. Bo przecież to nie islam jest zły, to nie Koran nawołuje do zabijania... to tylko człowiek w zarozumiałości swej interpretuje zasady wiary zgodnie ze swymi chorymi urojeniami. Jest taka złota zasada „dziel i rządź”.... w mojej interpretacji polega rzecz na tym, żeby podzielić społeczeństwo, wzbudzić wzajemną nienawiść i podejrzliwość, a wówczas łatwiej jest manipulować społecznościami, całymi narodami. Historia zna nieskończona ilość przykładów potwierdzających tę regułę. Wczorajsi zbrodniarze mieli przecież skrystalizowane poglądy, należeli do jakichś grup, słuchali jakichś przywódców, którzy zasiali w nich ziarno nienawiści. I zginął niewinny człowiek. Zastanawiam się nad fenomenem zła. Wierzący powiedzą, że tu palce maczał szatan, diabeł, demon... nieważne jakie jest jego imię. Nie zgodzę się z takim twierdzeniem. Szatan nie ma tu nic do roboty, no oprócz użycia jego postaci dla usprawiedliwienia zbrodni. To w każdym człowieku tkwi zalążek zła, wystarczy tylko podatny grunt, jakaś iskra, jakiś impuls, żeby to zło ukazało swe przerażające oblicze. Jestem wściekła, jestem pełna żalu i poczucia niesprawiedliwości. Bo świat jest taki wyjątkowy, bo każdy z nas ma na nim swój czas i powinien mieć tu swoje miejsce, bo nikt nie ma prawa zabijać drugiego człowieka. Nikt i nigdy.

 

Miałam napisać dzisiaj zupełnie cos innego, miałam umieścić zdjęcia z koncertu zespołu „Kruk”, ale to następnym razem. Teraz zostawię kilka zdjęć Diesla i Rudencjusza. Tak dla wyciszenia i uspokojenia rozkołatanego serca. Moi dwaj terapeuci. Teraz śpią smacznie, ciekawa jestem, jak minie noc, bo ostatnio „chłopaki” budzą mnie nad ranem... koło czwartej. Cóż, skoro się wysypiają w dzien, to muszą kedyś rozładować nadmiar skumulowanej energii. Pa, pa. Najmilsi Tubywalcy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PS. Jakiś piekielny ból wlazł mi w lewy łokieć... albo sobie go gdzieś naciągnęłam, ale nie przypominam sobie jak i kiedy, albo mnie zawiało, bo „chłopaki" ściągają ze mnie w nocy kołdrę, a teraz zimno w mieszkaniu się zrobiło. Nieważne, ważne, że boli i przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu. Spróbujcie jedną ręką zapiąć sobie stanik (to do Pań) ewentualnie założyć spodnie (to do Czyteników płci obojga)... usiłowałam znaleźć jakiś przykład tylko dla Panów, ale nie udało mi się, niestety... może jakieś propozycje?

 

 

PS2. Moi balkonowi lokatorzy już całkiem opierzeni, już fruwają, a ja... odzyskuję mój balkon. Nie zazdrośćcie mi, proszę... czy czyściliście kiedyś ściany oblepione zaschniętym... guanem? No cóż... jak się chciało mieć hodowlę gołębi na balkonie, to nie ma co narzekać, tylko szczota, wiadro z wodą i wybielaczem,  i do roboty, Małgośka!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Pisze...

środa, 22 maja 2013 6:46

 

 

... się... och, gdyby to było takie proste i samo się pisało. A tu, niestety samo napisać się nie chce. No i mamy klops, albo inaczej czarna dziurę, w której znikaja wszystkie pomysły, najczęściej te, które wpadają mi do głowy gdzieś w terenie, na spacerze, lub w drodze do pracy. Jaka ja jestem wówczas błyskotliwa, jaka światła i jaka kreatywna. Wracam do domu pełna optymizmu i twórczej weny, palce aż mi drżą z niecierpliwości, by wreszcie przelać te wszystkie pomysły na papier (czytaj: ekran) i... czarna dziura.  W jej zatem czeluści pisze się kolejny tekst... a ponieważ sam się pisze to i sam zdecyduje, kiedy będzie gotowy pokazać się światu i "blogu"... wiem, wiem, powinno być "blogowi"... ale inteligentni Tubywalcy odczytają mój zamysł. Teraz tylko spieszę donieść, tak dla uspokojenia, że czuję się świetnie, co mnie cieszy, tym razem bez nutki niepokoju. Zostawiam jeszcze, tak na dobry dzień, dwa portreciki mocno rozespanego Rudencjusza... w tle śpiący Diesel. Miejsce: środek łóżka... i ja się biedna dziwię, że jestem ciągle niedospana? Jak można się wysypiać, skoro całą noc człowiek walczy o kawałek przestrzeni? I tym, sfrustrowanym w gruncie rzeczy akcentem, pa, pa.

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Sobota...

niedziela, 12 maja 2013 11:09

 

... a właściwie już niedziela, czyli weekend na półmetku. I, żeby tradycji stało się zadość zadziałalo prawo Murphy’ego... jeżeli pogoda ma się popsuć, to stanie się to w piątek wieczorem, a najpóźniej w sobotę rano. Tłumacząc to z polskiego na nasze, całą sobotę padało z maleńkimi przerwami na oddech. Na szczęście temperatura nie sprawiła psikusa i było w miarę ciepło. A ponieważ ostatnio postanowiłam (i nie jest to wcale noworoczne postanowienie!), że postaram się wykorzystać każdą chwilę jak najpełniej, więc.... zabrałam się za porządki. Przynajmniej tyle, bo jeśli chodzi o remont to czarno to widzę. A właściwie nie widzę tego na tę chwilę wcale. Wiem, wiem... w końcu będę się musiała za to zabrać, ale w tym momencie wyszukuję sobie mnóstwo zajęć z gatunku tych zastępczych. Przynajmniej sumienie mam czyste, a po dzisiejszym zmobilizowaniu się (ups, przepraszam, wczorajszym) również i mieszkanie.

 

Przeczytałam powyższy tekst, który napisałam w nocy i postanowiłam sprostować jedno ze stwierdzeń, otóż, jednak moje postanowienie BYŁO noworoczne, bo to przecież wówczas w jakimś stopniu zmieniło sie moje postrzeganie świata i mojej w nim obecności. Za oknem szaro buro i... pada. Właśnie słucham prognozy pogody i nie dowiaduję się niczego pocieszającego. Temperatura stosunkowo niska, wiatry, opady i burze. Ha! Właśnie sobie przypomniałąm dowcip, jaki ostatnio wpadł mi w ucho. Tak na zasadzie skojarzenia (czysta głupawka i tyle!). Otóż, co ma wspólnego mężczyzna w starszym wieku z pogodą? Bardzo dużo, bo z przodu opad, a z tyłu wiatry. Wiem, wiem, że to idiotyczne, ale czasami takie bzdurki doprowadzają mnie do łez... na szczęście ze śmiechu.

 

No to się pośmialiśmy, co świetnie wpływa na przeponę, a jeśli przepona pracuje, to i reszta tego, co w środku ma się dobrze. Niedziela snuje sie z lekka leniwie. O, właśnie się zorientowałam, że już dochodzi dziesiąta czyli... cały dzień przede mną. I żadnego pomysłu, chociaż właściwie mam pewien pomysł. Powroty czasami się udają i mówię tu o jednym z moich starych projektów literackich, który zarzuciłam jakiś czas temu, i nie sądziłam, że jeszcze kiedyś do niego wrócę. A jednak, cuda się zdarzają. Mimo, że nie lubię pracować na starych tekstach, bo mam wrażenie, że wszystko bym w nich zmieniła, to jednak sam pomysł sie nie zestarzał i kusi mnie bardzo. Na razie łażą mi po głowie jakieś dialogi, jakieś piosenki, jakieś spotkania, a właściwie jedno spotkanie, które dało mi dużo do myślenia i w jakiś przedziwny sposób wpłynęło na dawno zarzucony projekt. Bo z moim pisaniem jest tak, że tylko wówczas ma sens, gdy jest przetrawione, przefiltrowane przez moje doświadczenia. Nie twierdzę, że wszystko, co do tej pory napisałam jest w jakimś sensie autobiograficzne, ale przynajmniej siedemdziesiąt pięć procent zrodziło się z moich przeżyć. Najważniejsze, że wyciągnęłam  z głębokiej szuflady stare notatki, przygotowałam papier i pióro. Bo jednak teksty literackie i wiersze  najlepiej pisze mi się tradycyjnie, na papierze. No cóż, pożyjemy, zobaczymy. Najważniejsze, że moja bohaterka jawi mi się w jakiejś świetlistej, bardziej optymistycznej wersji... kurczę, a miałam już sprecyzowaną taką pięknie smutną, dramatyczną scenę finałową. Ha! Przynajmniej jedno zycie mogę poprowadzić w radośniejszym kierunku. No, ale ponieważ to są dopiero plany, więc niewiele więcej mogę napisać.

 

Teraz jeszcze kilka słów relacji z mojego balkonu. Cóż, balkon jest w stanie opłakanym i czekam tylko, aż pterodaktylki wyfruną i będę mogła go posprzątać, a właściwie tę jego część, którą opanowały ptaszydła. Wczoraj porządkowałam skrzynki balkonowe i doniczki, a maluchy przycupnęły w kąciku i obserwowały mnie uważnie. Zrobiłam im znowu kilka zdjęć, zmiana jest niesamowita. Właściwie wyglądają już jak ich rodzice, no może ten ciemniejszy gołąbek jeszcze jest troszkę łysy, ale to kwestia kilku dni. I wreszcie odfruną, i wreszcie odzyskam mój balkon, a moje koty spokój.

 

I jeszcze jedno, tak na zakończenie. Czuję się świetnie.... puk, puk... odpukuję, żeby nie zapeszyć. Och, oczywiście, że na maraton lub wysokogórską wspinaczkę, nie wspominając o triathlonie jeszcze za wcześnie, ale idzie ku lepszemu. I wiecie co, Najmilsi Tubywalcy? Ja to jednak mam szczęście. Nie na darmo moja Mama mówiła, że ja się w czepku urodziłam. Może to niweluje tę moja urodzeniową trzynastkę? Najważniejsze, że jest dobrze, co nie znaczy, że nie mogłoby być lepiej. Ciiiicho! Wiem! Znikam teraz troszkę pozdjęciować. Niedaleko, bo do dużego pokoju, ale wczoraj przyniosłam do domu całe pęki konwalii, zupełnie jakbym przewidziała, że niedziela nie będzie sprzyjała plenerom. Ale w domu mam wszystko.. światło, kwiaty i aparaty, więc.... pa, pa.

 

A żeby  tradycji stało się zadość, poniżej kilka pikczerków. Może zacznijmy od pterodaktylków, dobrze?

Ups! Pikczerki będą później, bo teraz za nic nie chcą się pojawić...

 

 

 

 

 

 

 

Prawda, że już przypominają gołębie? Wprawdzie jeszcze nie fruwają, ale lada moment, lada  chwila stanie się cud i odzyskam mój balkon w całości!

 

Czy wiecie, Tubywalcy Najmilsi, czym można uszczęśliwić kota? Otóż, wystarczy podarować mu pudełko... rozmiar i kształt obojętny, kot wciśnie się do kżdego pudła!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A teraz jeszcze trochę Wiosny sprzed mojego domu... droga ze sklepu też może być inspirująca, prawda?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak na zakończenie pokażę Wam to, co najbardziej kojarzy mi się z Wiosną. Że bzy, że konwalie, że kwitnące jabłonie... oczywiście, ale dla mnie kwintesencją Wiosny są łąki pełne mleczy. To tak, jakby w soczystą zieleń traw spadły maleńkie krople Słońca.  I trochę takich kropli pragnę Wam podarować, Moi Przyjaciele, niech Wam rozjaśnią pochmurny dzień. Pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Koniec...

wtorek, 07 maja 2013 0:30

 

... laby, jutro raniutko trzeba będzie wstać i pomaszerować dziarsko do pracy.  Własnie jestem w trakcie duchowego przygotowywania się do tego momentu, ale póki co, opowiem Wam, Najmilsi Tubywalcy pewną historię. Kiedyś, w innym czasie i całkiem innym miejscu Chłopak spotkał Dziewczynę, a może Dziewczyna spotkała Chłopaka? Nie to jest najważniejsze, jaki był początek tej znajomości. Ważne jaki był środek i jaki, niestety, koniec. A środek był wyjątkowy, bo i Oni byli wyjątkowi. Tacy... czy mili będzie odpowiednim słowem? Może delikatni i czuli... ale to już dwa słowa. W każdym razie to była wyjątkowa znajomość. Ale w życiu czasami nic nie jest proste i oczywiste. Nie zawsze miły Chłopak zostaje do końca życia z sympatyczną Dziewczyną. Czasem sprawia to przypadek, a czasami człowiek, który intrygami i plotkami poróżnił tych dwoje. Chłopak był ambitny, a Dziewczyna urażona. Nie pomyśleli wówczas, że przecież można porozmawiać, że nie należy ufać innym ludziom, choćby mienili sie naszymi przyjaciółmi. Cóż, zarówno Dziewczyna jak i Chłopak poszli każde swoją drogą. Oboje ułożyli sobie życie... lepiej lub gorzej, łatwo i skomplikowanie niemniej po swojemu. Nie wiem, czy Chłopak myślał czasami o tamtej Dziewczynie, ale wiem, że Dziewczyna czasami myślała o tamtym Chłopaku. Ot, tak... z nutką wzruszenia i akordem sentymentu. Tak jak się myśli o dawno utraconej niewinności. Odrobinę czule choć nierealnie. Przez leciutki woal smuteczku. W bluesowym nastroju... jakoś tak, po prostu. I tak mijały lata...

 

Wczoraj wybrałam się na koncert zespołu The Blair Witch Project do całkiem nowego, niesamowitego zresztą lokalu Villa Moda. I nagle czas zatoczył koło.  Pośród tłumu ludzi zobaczyłam znajomą sylwetkę. Spojrzałam w oczy tamtego Chłopaka. Jakby nie było tych dziesiątków lat. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znów stałam sie tamtą Dziewczyną sprzed lat. Pełną ufności, czułości i niewinności. Czasem zdarza się, że ludzie nie widząc się przez eony czasu ubarwiaja wspomnienia, przypisują tej drugiej osobie jakieś wyjątkowe cechy. I gdy dochodzi do spotkania pęka nietrwała bańka sennych wyobrażeń. Na szczęście, czasami zdarzają się wyjątki.  To w dalszym ciągu wyjątkowy, delikatny i wrażliwy Chłopak.  Jakby czas nie śmiał Go dotknąć ani skazić. I tak pomyślałam sobie... jakie to szczęście, że mogliśmy się spotkać. Żeby wyjaśnić tamte stare sprawy, żeby się wzruszyć... tak niewinnie i czule. Piszę teraz te słowa i... uśmiecham się. Życie przynosi nam czasem niespodziewane prezenty. Choćby na jeden moment, na chwilę, na zatrzymanie się w pół kroku. Tylko po to, by odwrócić się i spojrzeć przez ramię w niebieskie oczy przeszłości.

 

A koncert był genialny. Muzycy wyjątkowi, nastrój nie z tej ziemi. Zespół The Blair Witch Project wystąpił w składzie: Arek Błeszyński – gitara, spiew, Joachim Rzychoń – gitara basowa, Jan Błędowski – skrzypce i na perkusji gościnnie – Ireneuszx Głyk. Wszyscy razem i każdy z osobna jest skończonym Artystą. A Villa Moda... cóż, wreszcie w moim mieście jest miejsce, gdzie można się napić, dobrze zjeść i posłuchać dobrej muzyki. Renatko, Jarku  chapeau bas!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A muzyki zespołu możecie posłuchać na Youtube... na przykład tego:  http://www.youtube.com/watch?v=iAofAKnB65A   Nieźle buja, prawda? I tym zabujanym tfu! Rozbujanym akcentem, pa, pa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Leje...

sobota, 04 maja 2013 12:00

 

... o jeje jak leje. Dziwne dni... z jednej strony ciepłe i wiosenne, a przecież dżdżyste i mgliste, jesienne jakby. O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny (wiosenny), że sparafrazuję tu słowa Poety. I światła mało, zdjęcia wychpodzą płaskie i szare. Chociaż ostatnio jakoś mi z tą szarością po drodze. Znów dopadaja mnie jakieś „duszne” nastroje, jakiś spleen dąbrowski, jakieś szare (znów ta szarość) smoki szczerzące kły i ciskające zielone iskry smutku. A przeciez powinnam się cieszyć. Badania wyszły całkiem nieźle, no może za wyjątkiem cukru, którego poziom jest z lekka podwyższony, chociaż mieści się w dopuszczalnych granicach. To tyle pozytywów, bo w dalszym ciągu czuję sie nieszczególnie. Jestem cały czas zmęczona, śpiąca, zupełnie wyzuta z energii. Na dodatek w dalszym ciągu męczy mnie chodzenie. Po kilku krokach muszę sie zatrzymywać i czekać, aż uspokoi sie wściekły łomot serca. Mam wrażenie, że brakuje mi tlenu. To frustrujące. Wówczas ratuje mnie Nitromint w aerozolu. Z drugiej strony, obawiam się, że zbyt częste stosowanie tego leku może przynieść jakieś kolejne komplikacje.Pozytywne jest to, że zatrzymujc się tak często łatwiej mogę się pochylić nad jakimś źdźbłem lub innym kwiatuszkiem. Idąc szybko pewnie bym ich nie dostrzegła. jak widzicie, Najmilsi Tubywalcy staram sie znaleźć jakieś jaśniejsze strony mojego życia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A tak poza tym? Ostatnio byłam w górach... krótka wycieczka, ale pozwoliła mi na moment zapomnieć o problemach. Wszystko było świetnie... nooooo, może oprócz pogody, bo góry spowijała mgła. Ale jaka mgła. Już dawno nie brodziłam ostrożnie i cicho (jak to ja!) w takiej mgle. Tym razem szarość mi nie przeszkadzała, a wręcz przeciwnie, dodała zdjęciom specyficznej tajemniczości i nastroju. Czyż nie? Udało mi się znależć śliczny górski strumień spadający z wysoka w malowniczych kaskadach. Niestety, mój blog nie ma jeszcze opcji dźwięku, więc szum strumienia musicie sobie wyobrazić, Najmilsi Tubywalcy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na trasie usiłowałam robić zdjęcia przez szybę samochodu. Kilka udało się zrobić, ale niewiele. To wkurzające, że akurat tam, gdzie jest wyjątkowy widok nie ma gdzie się zatrzymać. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Z samochodu nie wszędzie ma się możliwość fotografowania, a pieszo nie wszędzie można się dostać. Niemniej wycieczkę mogę uznać za udaną, a pasmo Gór Orlickich jest przepiękne. Tylko ta pogoda, no i czas, którego było zbyt mało.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Teraz kilka zdjęć moich gołąbków balkonu... w odróżnieniu do gołąbków pokoju. Rosną jak na drożdżach i już troszkę przypominają swoich rodziców, a mniej pterodaktyle. Z kolei, ponieważ rosną, więc robienie zdjęć jest utrudnione, bo mocno protestują przeciwko zakłócaniu im spokoju. Dlatego szybciutko robię, prawie na oślep kilka zdjęc i zostawiam ptaszki w spokoju.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Za to moje chłopaki w wielkim poważaniu mają mnie i mój aparat. Jeśli mają ochotę się zagryzać, podduszać i kotłować na łóżku, to kompletnie im nie przeszkadza  fakt, że podtykam im aparat pod nastroszone wąsy. Koty mają w sobie tyle gracji, jakąś niesamowitą miękkość i elegancję. Uwielbiam psy, ale jednak koty są bardziej fotogeniczne, może to przez ich nieprzewidywalność? Zastanawia mnie, dlaczego Ludzkość (w dużej części) postrzega koty bardzo negatywnie, często przypisując im cechy ludzkie, że niby są fałszywe (sic!)... ale dlaczego niby są fałszywe? Że nie łaszą się dokażdego? Że muszą najpierw kogoś pokochać, a dopiero później uchylić furtkę do własnego kociego świata? No tak, jak twierdzi moja Kuzynka koty duszą niemowlęta i zagryzają staruszki! Kurczę, to tak jak z czarną wołgą, którą straszono dzieci, gdy byłam mała. Wszyscy wiedzieli, ale nikt nie widział.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Och, zapomniałabym pokazać Wam ortograficzny kwiatuszek, na jaki natknęłam się w górach.

 

 

 

 

Mówiłam kiedyś, że jestem wzrokowcem i, chcąc nie chcąc zauważam takie rzeczy, jakby mimochodem. I to by było na tyle. Wiem, wiem, że dzisiaj więcej obrazków jak literek, ale zbieram się w sobie, żeby wreszcie napisać coś dłuższego niż telegraficzne skróty. Serdeczności majowe i pa, pa.

 

 

PS Właśnie za oknem zrobiło się jakby jaśniej, czyżby miało pojawić się Słoneczko? Dobrze by było!!!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 696  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557696

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości