Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


O rany, ależ ja jestem...

poniedziałek, 30 czerwca 2008 7:20

 

... krzywa. Lewą mam bardziej niż prawą i nie mówię tu o nodze! I na dodatek... Jedno ucho mam wyżej niż drugie, w związku z czym okulary zawsze krzywo tkwią mi na nosie. Zero symetryczności. I tak jest w porządku, bo człowiek symetryczny nie jest. Lewa połowa twarzy ma zupełnie inny wyraz niż prawa. Oglądałam kiedyś takie montaże... diwe lewe połówki i dwie prawe. "Lewa" twarz miała surowy wyraz, była szczupła i odpychająca. "Prawa" wręcz przeciwnie.  Nie przejmuję się więc moją "krzywizną". Ludzie mają gorsze problemy, prawda? Pa, pa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Ależ zrobiłam sobie...

niedziela, 29 czerwca 2008 14:17


 

... frajdę.  I  to całkiem niespodziewanie. Wybierałam się do Bielska, do Syna, niestety okazało się, że ma dyżur. Cóż mi  więc pozostawało? Rowerek i kolejne kółka kręcone wokół dobrze znanych jezior, po dobrze znanych ścieżkach?  I nagle, w sobotni poranek wpadła mi do głowy pewna myśl.  Pszczyna. Tyle razy przejeżdżałam tamtędy pociągiem, zarówno do Ustronia i Wisły, jak i do Bielska.  I, podobnie jak w Skoczowie, nigdy mi nie przyszło do głowy, by wysiąść. Tym razem postanowiłam zrobić sobie wycieczkę do Pszczyny.  Dużo mam do opowiedzenia.  Urokliwe, stare kamienice,  wąskie uliczki,  ładny rynek otwierający się z jednej strony na Zamek Książąt Pszczyńskich.  Kupiłam bilet do muzeum zamkowego, wykupiłam zgodę na fotografowanie i... spędziłam we wnętrzach zamkowych kilka godzin. Niesamowite.  Komnaty, pokoje gościnne, gabinety myśliwskie, prywatne pokoje Księcia Pana, buduary i sypialnie Księżnej Daisy, pokoje kąpielowe, przecudnej urody sala balowa, w której odbywają się różnego rodzaju spektakle i imprezy, kręte schody i wąskie korytarze pełne luster, rzeźb i poroży, nastrojowo oświetlone kryształowymi żyrandolami i kandelabrami, wysokie okna i tajemne przejścia zamaskowane w boazerii, stylowe kominki i brzuchate piece z przepięknych kafli, zbrojownia pełna oręża. A wszędzie portrety rodowe zu Anhaltów i Hochbergów, miniatury i fotografie. Niezwykłe jest to, że zachowano każdy szczegół wystroju, charakter i przeznaczenie poszczególnych pomieszczeń. Są tu pokoje błękitne, fiołkowe, zielone czy żółte. Stosownie do koloru ścian doskonale dobrano  dodatki, zasłony, plafony na sufitach, stiuki i meble, a wszystko to pieczołowicie odrestaurowane, z dbałością a każdy detal.  Można chodzić tak bez końca po piętrach, po korytarzach, oglądając bibeloty, przedmioty zarówno zbytku jak i użytku codziennego.  Jestem zachwycona.. Zamek jest niezwykły. Równie niezwykły jest park pełen  urokliwych zakątków, świątyń dumania,  łukowych mostków nad rzeczką, jakżeby inaczej, Pszczynką i kanałami przecinającymi pofałdowany teren.  Jakby tego było mało, w parku znajdują się groby członków  rodów, które wcześniej wymieniłam.  Park jest tak ogromny (156 ha), że duża ilość spacerowiczów
i rowerzystów zupełnie w nim znika, nie sprawiając wrażenia zatłoczenia.  Gdzieniegdzie na trawnikach, pod starymi drzewami i nad stawami rozłożyli się młodzi ludzie płci obojga z blokami papieru i ołówkami, szkicując  i przenosząc na papier panoramę parku z Zamkiem w odległej perspektywie, czy detale rzeźb albo budowli. Później powędrowałam do zagrody żubrów.  Jest ich tylko trójka. Żubr, żubrzyca oraz maluch urodzony tydzień temu, z którego opiekunowie są niezwykle dumni.  Jeden z opiekunów zlitował się nade mną, jako że miałam problem ze zrobieniem sensownego zdjęcia przez solidne ogrodzenie zbudowane ze stalowych  rur i zaproponował,  że wejdzie do środka aby zrobić mi fajne zdjęcia. Dałam mu Minoltę, nie wiem jeszcze jak to się udało, muszę dać film do wywołania. Później zaprosił mnie na obchód zagród podczas karmienia.  Obejrzałam sobie z bliska sarny, jelenie i daniele. Ładne, zadbane zwierzęta i, w przeciwieństwie do ogrodów zoologicznych, umieszczone na ogrodzonych terenach dość dużych, aby mogły sobie biegać. Chociaż ja jestem jednak przeciwna zamykaniu i ograniczaniu natury. A jeszcze na zakończenie relacji z Pszczyny powiem, że zakochałam się. Jest starszy, elegancki, ma klasyczny wygląd i z nim, w nim mogłabym się zestarzeć. Spytacie, któż to taki? Otóż na swej drodze napotkałam zupełnie niezwykły dom, a właściwie dworek. Jego zdjęcia umieściłam w galerii „Moje podróże". Czyż nie jest wyjątkowy?  Cóż, marzenia... marzenia... Pa, pa.

 

PS. M, Księżna Daisy mieszkała również w Książu, wiedziałeś?

PS2. Sąsiedzie zza... gratulacje! Faktycznie, są to pąki malwy. Niezwykłe, prawda? Proszę o kontakt mailowy w celu ustalenia sposobu przekazania nagrody!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

No i wreszcie...

sobota, 28 czerwca 2008 17:20

 

... się udało. Zdjęcia są w galerii kwiatowej-ogródkowej. Jako pierwsze w galerii umieściłam fotografię konkursową.  Przewiduję nagrodę dla spostrzegawczej osoby, która jako pierwsza rozpozna roślinkę na zdjęciu. Miłej zabawy. A wróbelki znalazły się w galerii graficznej, jako że... zresztą oceńcie sami, dlaczego.  Ponieważ jestem teraz koszmarnie zmęczona, więc i mój wpis będzie króciutki. Piszę z kafejkina dworcu w Katowicach. Waśnie wracam z Pszczyny. "Zdjęciowałam" tam przez cały dzień pszczyński Zamek, park, wnętrza, żubry i takie fajne widoczki. Przy okazji pokażę. Za chwilę mam pociąg (no no!) do domu mam pociąg!  Więc pa, pa.

 

PS. Smuteczku, Donwinko, Sąsiedzie zza, Kapitanie, Malwisiu, Zapisany na.... Mój Ulubiony Maszynisto... aj waj nie wymienię nawet wszystkich ale serdecznie dziękuję i pozdrawiam, pa pa.

 

PS2. Gkinusia, podaj adres bloga, bo nie udało mi się wejść :(

 

PS3. Jak mam wstawiać zdjęcia w tekst a nie tylko do galerii??? Nie udaje mi się, nic mi się nie udaje, a tak w ogóle to ja cała jestem taka bardziej nieudana. Pa chlip pa

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Znów upalny dzień...

piątek, 27 czerwca 2008 7:18
 

... równie upalny wieczór i gorąca noc.  Diesel leży na balkonie, od czasu do czasu zagląda do pokoju, sprawdza czy jestem, czy może gdzieś sobie poszłam, po czym, uspokojony, znów wraca na chłodny beton.  Ponieważ jest ciekawskim Kocurkiem-wędrowniczkiem, ma założone tęczowe szeleczki i równie tęczową smyczkę. Ale i tak co jakiś czas sprawdzam dyskretnie jego zachowanie, ponieważ nauczył się uwalniać z szelek. Nie wiem jak to robi, niemniej udaje mu się ta sztuczka. Czyżby kolejne wcielenie Houdiniego?  Nie wiem, ale w tym coś może być.  Uff, ależ gorąco. Siedzę rozebrana „do rosołu" przed komputerem, przed chwilą skończyłam przeglądać ostatnie zdjęcia. Kilka jest niezłych. Szczególnie podoba mi się grupka kilku wróbelków siedzących na antenie.  Na szaro-granatowym niebie czarny zarys anteny i sylwetki ptaków.  Udało mi się w ostatniej chwili to ujęcie, moment później ptaki odfrunęły.  Rano, w drodze do pracy, zaibserwowaqłam kapitalny widoczek. Na starym pluszowym zdezelowanym fotelu, który ktoś porzucił w pobliżu śmietników, rozsiadł się duży gawron z kawałkiem bułki czy chleba.  Wyglądał przekomicznie, zupełnie jakby był właścicielem tego mebla, jakby jego na nim obecność była najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem. Już, już przymierzyłam się do zrobienia zdjęcia, gdy ptaszydło zaniepokojone moim, być może nieostrożnym czy gwałtownym ruchem, nagle odleciało z oburzonym krakaniem. I tu właśnie zabrakło mi w moim, skądinąd ulubionym aparatku po pierwsze, zoomu, po drugie szybkości. No bo co ze mnie za fotograf, jeśli nie mogę robić zdjęć z pewnej odległości, muszę prawie „wejść" na obiekt by zrobić w miarę sensowne zdjęcie. Oj, marzy mi się Sony Alfa 350.  Już nawet przyczepiłam sobie na lodówce zdjęcie tej lustrzanki i chociaż sobie popatrzę. Ha ha ha!  A teraz spać, spać, chodź Kocie, dość tego wylegiwania się na balkonie. Pa, pa.

 

PS. Obiecany konkurs ukaże się jeszcze w ten weekend. Obiecuję, Gosiek


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wracając na moment do...

czwartek, 26 czerwca 2008 7:15

 

...wrzeszczącego na parapecie kota, czy pamięta ktoś jeszcze rewelacyjną kreskówkową postać złośliwego Gustava? Była cała seria, chyba węgierska (?) a jeden filmik opowiadał o Gustawie, któremu w spaniu przeszkadzał kot wrzeszczący miłosne serenady na dachu. Świetne! I jeszcze jeden złośliwiec rysunkowy, seria nazywała się La Linea, nie pamiętam nazwiska rysownika, ale historyjki były rewelacyjne.  W przaśnej rzeczywistości telewizyjnej lat siedemdziesiątych takie filmiki były prawdziwymi perełkami barum-barum... nawet melodyjka brzmi w mojej głowie. Przez otwarte szeroko okno wpada wilgotne powietrze,  deszcz bębni w blaszany parapet, co jakiś czas czerń nocy rozświetla nagła błyskawica.  Pięknie, tyle że powinnam wyłączyć z sieci komputer. Jeszcze chwila, dobrze? Nie na darmo cały dzień byłam śpiąca i rozdrażniona.  Przeczucie burzy, mój organizm jest doskonałym miernikiem zmian cienienia.  Ponownie  próbuję umieścić zdjęcia w galeriach. Zależy mi, ponieważ jedno z nich chcę potraktować jako konkurs. „Co to jest?"  Nagroda do uzgodnienia. No cóż, zobaczymy.

 

Niestety, dzisiaj się nie udało... muszę to przemyśleć! Pa, pa.

...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 713  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558713

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl