Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 074 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Zatęskniłam...

piątek, 20 czerwca 2014 0:01

 

 

... za jeziorami.  A ponieważ jest powiedziane, że dzień święty należy święcić, dla mnie jedynie naturalnym sposobem jest wybranie się w teren. Zbyt długo nie było mnie nad Pogoriami, więc... nie spałam całą noc, żeby nie zaspać i zdążyć na powitanie dnia.  Miałam nadzieję na piękny świt i świt odwdzięczył mi się stukrotnie.  Było wszystko... mgły unoszące się nad spokojną taflą wody, Słońce wynurzające się zza linii drzew i oświetlające mleczne opary,  łabędzie przecinające słoneczne rozbłyski na jeziorze, wędkarze na łódkach w skupieniu zarzucające wędki  i wszechobecna cisza przerywana jedynie od czasu do czasu krzykiem mew.  A wszystko skąpane w pastelowych tonacjach. Jejku, jak cudnie. Świat jest tak nieprawdopodobnie piękny. Taki wyjątkowy i niepowtarzalny. Każdy moment, każdy zachwyt jest szczególny, bo drugiego takiego samego już się nie doświadczy.  Usiadłam na piasku, jeszcze wilgotnym po nocy i troszkę się zadumałam nad fenomenem człowieczej natury.  Nad złością, nienawiścią trawiącą tak wielu ludzi, zżerającą ich od środka i niszczącą wszystko wokół.  Świat zwariował, albo inaczej... to ludzie zwariowali.  Kolejne afery, kolejne rozgrywki, kolejne targi o władzę.  Zbrodniarze, którzy popełnili zbrodnię pychy i chciwości, i sądzący ich jedynie „prawi i sprawiedliwi”, którzy  wcale takimi świętymi nie są.  I szary człowiek oglądający ten cyrk na szarych ekranach telewizorów... zmanipulowany i wierzący w to, co widzi. Nie zdający sobie sprawy, że polityka jest kloaką i nic nie dzieje się bez przyczyny. Wierzący, że wystarczy zmienić aktualną ekipę na „nową” żeby wszyscy żyli dostatnio, a nasz kraj stał się krainą mlekiem i miodem płynącą. Nie widzący, że tu nie chodzi o idee, nie chodzi o naprawę świata, a tym bardziej o szczęście jakichś tam szarych ludzi. Tu chodzi o władzę i pieniądze (kolejność dowolna).  A szary człowiek?  Cóż, jego należy utrzymywać w przekonaniu, że „nawet jeden głos ma znaczenie”.  Że ma prawo wyboru. Jakiego? Między złym i jeszcze gorszym?  I najgorsze w tym wszystkim jest to, że w żaden sposób nie można się od tego odciąć. Że codziennie jestem zasypywana sensacyjnymi doniesieniami,  kolejnymi rozdmuchanymi aferami.  Orwell miał chyba zbyt ubogą wyobraźnię, bo nawet on nie wymyślił tego, co się teraz dzieje obok mnie.  Ja na szczęście mam swój świat. Świat, do którego uciekam przed szczerzącą kły rzeczywistością.  I zanurzam się w perłowy świt zachwycając się pięknem mglistego świtańca. Tak po prostu, tak bez zbytniej teorii...  bo kocham te momenty, gdy głos więźnie mi w gardle, bo słowa są zbyt ubogie, żeby opisać to, co mnie otacza. Więc nie pytajcie mnie, za kim jestem i co sądzę o tym czy o tamtym.  Usiądźcie obok mnie na jeszcze wilgotnym od nocnej rosy piasku i pomilczmy. Pooddychajmy głęboko i pozwólmy, aby pochłonął nas perłowy świt. I tyle...

 

 

 

DSC06544.JPG

 

 

DSC06545.JPG

 

 

DSC06556.JPG

 

 

DSC06563.JPG

 

 

DSC06567.JPG

 

 

DSC06569.JPG

 

 

DSC06575.JPG

 

 

DSC06587.JPG

 

 

DSC06600.JPG

 

 

DSC06610.JPG

 

 

DSC06615.JPG

 

 

DSC06639.JPG

 

 

DSC06643.JPG

 

 

DSC06653.JPG

 

 

DSC06661.JPG

 

 

DSC06671.JPG

 

 

 

Ponieważ Słońce wznosiło się coraz wyżej postanowiłam przespacerować się wzdłuż skąpanej w mgłach rzeczki na rozległe łąki. Po drodze udało mi się zauważyć ważki. Uczepione kurczowo wysokich łodyg wystawiały odwłoczki i skrzydełka  do Słońca czekając, aż osuszą się ich delikatne ciałka. W takim momencie owady są nad wyraz nieruchome i cierpliwe. Mogę je więc fotografować bez obaw, że nagle odlecą. Są cudne, jakby były misternie wykonane z drogocennych kamieni.  I takie niepowtarzalne.

 

 

 

DSC06684.JPG

 

 

DSC06685.JPG

 

 

DSC06688.JPG

 

 

DSC06689.JPG

 

 

DSC06686.JPG

 

 

DSC06694.JPG

 

 

DSC06695.JPG

 

 

DSC06690.JPG

 

 

 

A na zakończenie, bo dawno ich tu nie było, moje chłopaki... niegrzeczne, niesforne i kochane. Cieszę się, że są. Tak po prostu... I tym optymistycznym, mruczącym akcentem, pa, pa!

 

 

 

DSC06283.JPG

 

 

DSC06298.JPG

 

 

DSC06307.JPG

 

 

DSC06303.JPG

 

 

DSC06304.JPG

 

 

DSC06312.JPG

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Poranne...

poniedziałek, 16 czerwca 2014 1:11

 

... przebudzenie czasami może doprowadzić człowieka do rozstroju nerwowego. Szczególnie, gdy to przebudzenie następuje o godzinie 10:31.  I nagle w głowie wybuchają petardy!  I natłok myśli:

- Czemu nie słyszałam budzika?

- Czemu nikt z Firmy nie zadzwonił?

- Muszę NATYCHMIAST zadzwonić do Firmy i załatwić urlop „na telefon”!

- Zamordują mnie!

Na wpół przytomna sięgam to telefon i patrzę na wyświetlacz, a tam „stoi jak byk”...  godzina 10:32 i SOBOTA!!! Dostaję nagłego ataku śmiechu. I chwila zastanowienia, chyba ze mną już coś nie tak, skoro dni mi się mieszają. No cóż, w końcu pracuję już prawie czterdzieści lat. Po takim czasie każdy by zwariował. A tu jeszcze do emerytury ponad cztery lata. O ile ktoś nie wymyśli kolejnej reformy. Odpukuję w niemalowane drewno... i wstaję, już spokojna i odprężona.  Wprawdzie świt mi umknął, ale może się uda wyruszyć choćby na krótką wyprawę.  Wyglądam przez okno, a tam... mokro i ponuro.  To dlatego tak długo spałam. Słoneczko dzisiaj mnie nie obudziło o poranku.  Wiatr szarpie gałęziami drzew,  strugi wody spadają z góry, ciężkie chmury przewalają się po niebie. Nici z wyprawy, nie będzie zdjęć czyli... weekend można uznać za stracony, przynajmniej jeśli chodzi o fotografowanie.  Cóż, bywa i tak.  Za to mam czas na bardziej przyziemne zajęcia. Może nie tak przyjemne, ale konieczne. Czyli sprzątanie, układanie, porządkowanie przestrzeni. Od czasu do czasu spoglądam przez okno.  Słońce pojawia się i znika równie szybko, jak się pojawiło... z wręcz zegarmistrzowską precyzją.  W końcu mam tego dość i podejmuję „męską” decyzję... nigdzie dzisiaj nie idę.  Przynajmniej mam czas na przejrzenie setek zdjęć z ostatniego okresu czyli na żmudną i niewdzięczną pracę, szczególnie, jeśli chodzi o dokonywanie wyborów, które zdjęcia zostawić, a które zachować.  Oglądam również te z ostatniego weekendu w górach. Obiecałam, że je Wam pokażę, Tubywalcy Najmilsi. Sama też z przyjemnością do nich wracam, szczególnie, gdy za oknem deszcz. A ja nagle czuje na twarzy słoneczne promienie, dociera do mnie zapach ciepłej ziemi i mokrych od rosy traw, a w uszach rozbrzmiewają brzęczące owadami łąki. I jest tak niewyobrażalnie pięknie. Jest taki rodzaj zachwytu, który wzbiera we mnie niczym przypływ. Zapiera dech w piersiach i wyciska z oczu łzy. Niezwykłe doznanie. I wciąż, i wciąż od nowa ro przeżywam. To jak uzależnienie. Nie umiem tego wytłumaczyć, zresztą, czy muszę mówić więcej?

 

 

 

DSC05972.JPG

 

 

DSC05981.JPG

 

 

DSC05982.JPG

 

 

DSC05988.JPG

 

 

DSC05991.JPG

 

 

DSC05995.JPG

 

 

DSC05996.JPG

 

 

DSC05997.JPG

 

 

DSC06001.JPG

 

 

DSC06003.JPG

 

 

DSC06008.JPG

 

 

DSC06010.JPG

 

 

DSC06017.JPG

 

 

DSC06035.JPG

 

 

DSC06039.JPG

 

 

DSC06044.JPG

 

 

DSC06049.JPG

 

 

DSC06068.JPG

 

 

DSC06029.JPG

 

 

 

Wczoraj natomiast, zupełnie niespodziewanie znalazłam się wśród pól i łąk. Piszę „wczoraj”, bo niedziela właśnie minęła i mamy poniedziałek (mam nadzieję, że nie obudzę się koło dziesiątej!). Chabry, rumianki i maki ułożone w magiczny wzór. Rzucone przez naturę niby niedbale, niby od niechcenia, a przecież jakże pięknie. Po sobotnich ulewach ziemia jest grząska i śliska, stopy wpadają w głębokie bruzdy, a ja człapię ostrożnie w oblepionych gliną butach... buty się wymyje, byle tylko nie runąć na twarz pomiędzy te maki, rumianki i chabry...

 

 

 

DSC05912.JPG

 

 

DSC06374.JPG

 

 

DSC06387.JPG

 

 

DSC06391.JPG

 

 

DSC06392.JPG

 

 

DSC06397.JPG

 

 

 

Piękno niejedno ma imię. Kilka dni temu, akurat w piątek trzynastego Księżyc pokazał swoją wyjątkową twarz. Nie wiem, czy mieliście okazję, żeby mu się przyjrzeć.  Był ogromny i... różowo pomarańczowy.  Naukowcy nazywają to zjawisko „miodowym Księżycem”.  Ostatnie taka zbieżność miało miejsce w czerwcu 1919 roku. Prawie wiek temu!  Kolejny raz Miodowy Księżyc pojawi się w piątek trzynastego dopiero w roku 2098... raczej nie doczekam, tym bardziej cieszę się, że nie przegapiłam tego widoku.  Czyż nie jest wyjątkowy? Astrolodzy twierdzą, że taki Księżyc uwalnia w ludziach szaleństwo... być może, kto to wie?

 

 

 

DSC06272.JPG

 

 

DSC06274.JPG

 

 

A na zakończenie jeszcze trzy zdjęcia z niedzielnego popołudnia... bo bez robaczków byłoby nudno! Szczególnie, gdy mogę je fotografować w pięknych okolicznościach przyrody. To tak na zakończenie, z życzeniami szczęśliwego, aktywnego tygodnia. Pa, pa.

 

 

 

DSC06417.JPG

 

 

DSC06416.JPG

 

 

DSC06415.JPG

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Weekend...

poniedziałek, 09 czerwca 2014 1:18

 

... zbliża się wielkimi krokami. Podobno ma być słoneczny i piękny. Cóż, pożyjemy – zobaczymy. Wolę nie zapeszać, bo już dawno stwierdziłam, że jeśli pogoda ma się zepsuć, to się zepsuje. W piątkowy wieczór. No, najpóźniej w sobotę rano. Takie moje prywatne Prawo Murphy’ego. Ale skończmy z tym czarnowidztwem.  Z pozytywnych doniesień „w temacie” mojego zdrowia mam dwa „newsy”.  A mianowicie, byłam ostatnio na badaniu kości.  Sympatyczny pan mnie zeskanował i co się okazało? Że, gdyby rzeczony pan nie wiedział, ile mam lat, to wiek moich kości oceniłby na 35... lat, oczywiście. Nie powiem, że mnie to nie ucieszyło. Bardzo się cieszę. Osteoporoza to taki podstępny potwór i wiem, jak potrafi zrujnować życie osób, które się z nią zetknęły.  Na szczęście, moje kosteczki są w idealnym porządku.  To samo mogę teraz powiedzieć o tętniczkach. A przynajmniej tak twierdzi Doktor W., u którego byłam kilka dni temu.  Doktor W.  sam jest interesującym przypadkiem lekarza, który uznaje, że od wiedzy o pacjencie jest on, a pacjent nie musi zbyt wiele wiedzieć.  Toteż po przejrzeniu zapisu ekg, po zmierzeniu ciśnienia Pan Doktor zasiada za biurkiem i pisze w milczeniu. Co pisze? Pewnie jakieś mądre rzeczy.  Siedzę więc cichutko i czekam. Pan Doktor zaczyna wypisywać recepty. Stwierdza, że jeden z leków nie jest mi już potrzebny. W zamian dostaję dwa inne.  Hmmmmm... moje ciśnienie, do tej pory mieszczące się w granicach 100/60 zaczyna niebezpiecznie rosnąć. W końcu pytam nieśmiało: Przepraszam bardzo, Panie Doktorze, jak wygląda sytuacja, co z moim sercem? Pan Doktor,  lekko zdekoncentrowany moim pytaniem patrzy znad okularów (czy mi się wydaje, czy z niewielkim zniecierpliwieniem?), niemniej uprzejmie odpowiada „Proszę pani, gdyby było nie w porządku, to bym nie odstawiał tego konkretnego leku”.  Czuję, że nie powinnam zadawać kolejnego pytania. Grzecznie dziękuję mając nadzieję, że Pan Doktor wie, co mówi.  Wizyta za... czternaście miesięcy.   No cóż, ponieważ pozytywne myślenie czyni (podobno) cuda, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko liczyć na to, że doczekam kolejnej wizyty. Jak to mówią, alleluja i do przodu.

 

A ponieważ jestem zdrowa... przynajmniej na ciele, bo co do umysłu to mam czasami pewne obawy, więc robię to, co kocham najbardziej.  Tak, tak, nie mylicie się, Najmilsi Tubywalcy. Znowu będę Was zamęczać zdjęciami, jakie udało mi się zrobić w ostatni weekend.  Na początek, mam nadzieję, że dobry podzielę się z Wami widokiem irysów, jakie udało mi się ostatnio uwiecznić. Kocham te kwiaty za ich niezwykły kształt i różnorodność kolorów.  Za wdzięk i ulotność.  Za całokształt.  Czyż nie są wyjątkowe?

 

 

 

DSC03819.JPG

 

 

DSC03864.JPG

 

 

DSC03880.JPG

 

 

DSC04313.JPG

 

 

DSC04315.JPG

 

 

DSC04318.JPG

 

 

DSC04322.JPG

 

 

DSC04328.JPG

 

 

DSC05236.JPG

 

 

DSC05555.JPG

 

 

DSC05740.JPG

 

 

DSC05743.JPG

 

 

DSC08780.JPG

 

 

DSC08782.JPG

 

 

DSC08791.JPG

 

 

DSC08848.JPG

 

 

DSC09552.JPG

 

 

Ponieważ ostatnio byłam na łąkach, więc wybaczcie mi, proszę, że trochę wam pozawracam głowy moimi ulubionymi motylkami. Czyż nie są piękne? Czyż ich oczy nie są wyjątkowe?  Są! Motyle to takie maleńkie klejnoty ze skrzydełkami.  A najpiękniejsze są w blasku słonecznych promieni.  Mienią się wówczas wszystkimi kolorami tęczy. Takie promienne i lekkie. Uśmiecham się na ich widok mimo, że czasami przeczołgają mnie po mokrych trawach. Gdy już mam nacisnąć przycisk migawki, a te małe złośliwe stworki odfruwają metr dalej i... zabawa zaczyna się od początku. Ale wiecie co? Satysfakcja, gdy wreszcie uda mi się zrobić jakieś sensowne zdjęcie nie może równać się z niczym innym. Tak już mam. Ktoś powie, że to kompletne wariactwo, a ja... ja się z nim zgodzę.  Bo co ja z tego mam? Oprócz, oczywiście satysfakcji? Oprócz bolących pleców, ścierpniętych palców i przemoczonych nóg? Oprócz Słońca świecącego prosto w oczy? Oprócz wrażenia, że jestem najbliżej natury, jak tylko można?  Oprócz możliwości podzielenia się tymi okruchami piękna z Przyjaciółmi? Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy mam też z tego jakieś pieniądze. Uśmiałam się do rozpuku.  Nie umiem, zresztą nigdy nie umiałam zadbać o własne interesy. Pieniądze jakoś do mnie nie lgną. I nic nie wskazuje na nagły zwrot w moich finansach.  Zabawne, czasem sobie myślę, że moje fotografie nabiorą wartości finansowej po... mojej śmierci. Jak to u artystów bywa. I wiecie co? To byłoby nawet śmieszne, gdyby nie dotyczyło mnie.   Ale dosyć i przyziemnych sprawach. Miały być motylki i są.

 

 

 

DSC04415.JPG

 

 

DSC04428.JPG

 

 

DSC04433.JPG

 

 

DSC04448.JPG

 

 

DSC03924.JPG

 

 

DSC03932.JPG

 

 

DSC03937.JPG

 

 

DSC04245.JPG

 

 

DSC04372.JPG

 

 

DSC04381.JPG

 

 

DSC04401.JPG

 

 

DSC04405.JPG

 

 

Jeśli ktoś sądzi, że na łąkach jest tak sielsko i bezpiecznie to się myli. Łąka jest taka małą miniaturką wielkiego świata. Tu też króluje przemoc i gwałt. Tu silniejszy dopada słabszego. Drapieżnik i jego ofiara. Zabija by się pożywić.  Zero sentymentów.  Cóż, takie jest życie. Fascynujące i groźne.  A wszystko zależy od pozycji w menu.  Tutaj przegrał komar. Może ten, którego wcześniej sfotografowałam? Tego się nie dowiem, zresztą nie jest to aż tak ważne.  Ważny jest mały dramat, który rozegrał się na moich oczach.

 

 

 

DSC04528.JPG

 

 

DSC04525.JPG

 

 

DSC04522.JPG

 

 

DSC04520.JPG

 

 

DSC04517.JPG

 

 

Weekend zbliżył się i... minął nawet nie wiem kiedy.  Zupełnie niespodziewanie znalazłam się w górach. Dostałam zlecenie na sesję fotograficzną.  Tym razem moim modelem był... pies. Piękny, przyjacielski i pełen wdzięku. Ciężko chory, lecz mimo cierpienia wciąż pełen energii. Jego właściciele chcą mieć pamiątkę, stąd pomysł na zdjęcia i zlecenie na wykonanie książki. Przyjacielska przysługa czyli... kasy z tego nie będzie. Niemniej trochę odpoczęłam, a poza tym miałam okazję zrobić trochę zdjęć na górskich łąkach.  W świetle poranka, gdy wokół nie ma żywej duszy. Przynajmniej jeśli chodzi o ludzi. Co innego zwierzęta.  Wędrowałam sobie w ciszy poranka, gdy wszystko wokół błyszczy od rosy, a słoneczne promienie przedzierają się przez gałęzie. W pewnym momencie zobaczyłam, że wysokie trawy  poruszają się gwałtownie.  Nagle, tuż nad nimi ukazała się głowa. Z wielkimi uszami i jeszcze większymi oczami. Zamarłam z aparatem w ręku. Jedno, dwa, trzy zdjęcia... zając jakby się ocknął i wyprysnął spomiędzy traw na szosę po czym pognał przed siebie wielkimi susami. Jeszcze kilka zdjęć, gdy nagle gwałtownie skręcił i tak szybko, jak się pojawił, tak zniknął w wysokich trawach.  

 

 

 

DSC05215.JPG

 

 

DSC05217.JPG

 

 

DSC05218.JPG

 

 

DSC05219.JPG

 

 

 

Tak się kiedyś zastanawiałam, skąd we mnie taka potrzeba dzielenia się moimi zdjęciami. To proste. W teren chodzę sama, nie mam więc okazji podzielenia się od razu wrażeniami, jakie są moim udziałem. Nie mam komu powiedzieć "spójrz, jak pięknie". Tego mi czasami brakuje. Ale tylko czasami. Robię więc zdjęcie mając nadzieję, że uda mi się uchwycić wyjątkowy moment i pokazać go światu. I Wam, Tubywalcy Najmilsi. I to by było na tyle... na dzisiaj. Następnym razem będzie bardziej widoczkowo, bo jakieś tam górskie obrazki czekają na swoja kolej. Czas na sen. Już poniedziałek i kolejny tydzień otwiera przede mną swoje podwoje. Co przyniesie? Któż to wie. Pa, pa.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 25 września 2017

Licznik odwiedzin:  558 727  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 558727

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl