Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 889 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Świat cały...

środa, 29 lipca 2009 6:41

... w bieli, jakby mleko rozlali Anieli, albo puch rozsypali z niebiańskiej pościeli. Anieli lud się weseli, a mnie diabli wzięli, że musiałam wyleźć ze swojej pościeli!!! Ha! Jak widać z tego krótkiego zdania, jestem zła od dnia zarania, począwszy od konieczności wstania, a skończywszy na pracy, w której czekają trudne zadania. Oj dana, dana, środa rymowana!!! Ale mi się gada...  przepraszam wszystkich Tubywalców, że takie brednie dzisiaj tu zastaną, ale nie stać mnie o poranku na nic mądrzejszego. Miłego i słonecznego dnia, i tym głupawym akcentem, pa, pa!!!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Wieczorem...

poniedziałek, 27 lipca 2009 23:29

... po ciężkim dniu... Oj, ciężki był, jak zwykle pod koniec miesiąca, kiedy przychodzą interesanci z najbardziej skomplikowanymi dokumentami, tacy, którzy zostawiają wszystko na ostatnią chwilę, mając nadzieję, że złożą niekompletne lub błędnie wypełnione  papiery. No i później płacz, zgrzytanie zębami, wyzwiska pod naszym adresem, branie na litość, prośby i groźby.  A ty, urzędniku podły, uśmiechaj się uprzejmie, odmawiaj grzecznie acz stanowczo, bądź empatyczny i równoczesnie asertywny, a i tak  któraś z gazet, co to jej nazwy nie wymienię, podsumuje cię, ile to też ty zarabiasz i dlaczego tak dużo!!!  Nie wiem, co komu zrobiłam, w tym lub poprzednim życiu... pewnie coś bardzo złego! Teraz za oknem noc, cichnie powoli miasto, tramwaje i autobusy spieszą do zajezdni na zasłużony sen, po pustych ulicach od czasu do czasu przemknie jakiś zapóźniony przechodzień. Wiatr bawi się firanką przynosząc rześki chłodek, za plecami gada rmf fm, a ze mnie spływa powoli dzień, odchodząc leniwie w przeszłość. Dla pocieszenia i nacieszenia oczu umieszczam sobie tutaj kilka zdjęć z wczoraj. Kwiaty zawsze przynoszą ukojenie i spokój. Mam nadzieję, że nie tylko mnie, ale i tym z Tubywalców, którzy takiego spokoju oczekują. I tym przedsennym akcentem, pa, pa.



























PS. Pod wpisem sprzed kilku dni człowiek podpisujący sie imieniem Bodek dodał następujący komentarz, cytuję:
"A może warto byłoby przeczytać tekst przed opublikowaniem? Ja bym się wstydził zostawić tyle błędów!" 
No i przeczytałam dokładnie ostatnie teksty i oprócz kilku braków ogonków pod a i e żadnych błędów nie znalazłam. Może któryś z uważnych i krytycznych Czytelników odpowie mi na pytanie, czy ja naprawdę robię aż tyle błędów? Chyba się załamię! Pa, pa.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Za oknem wciąż...

niedziela, 26 lipca 2009 11:03

 

... a co mi tam, a niech sobie, jak tak chce.  Takie niepogody mają swoje pozytywne strony (jak wszystko w naszym życiu, podobno!). Jednym z tych pozytywów jest czas spędzony na nadrabianiu zaległości w odwiedzinach na zaprzyjaźnionych stronach. Faktem jest, że ostatnio jakoś zaniedbałam Blogowych Przyjaciół.  Brakiem czasu jednak nie można wszystkiego tłumaczyć, zresztą po co, wiem, że zostanie mi to wybaczone. Ależ zarozumialec ze mnie, prawda? Nie, to nie zarozumiałość, to raczej wiara w wielkie serca Tubywalców. Wiem, że ostatnio wolałam przemawiać obrazkami, a nie słowami. W dalszym ciągu mam niejakie opory przed pisaniem. Tu działa podświadomość, tak mnie  wychowano, że o problemach nie mówi się publicznie, bo „co to kogo obchodzi".  Już mnie na tyle chyba poznaliście, że wiecie, iż światu pokazuję tę jasną stronę, chowając głęboko szare smoki smutku. Owszem, czasami nie wytrzymuję i gdzieś, między wierszami, miedzy słowami przemycam to, co mnie boli, co mnie denerwuje, co przeszkadza mi cieszyć się życiem. Ale co do szczegółów...  to już raczej nie. Bo i po co? Sama muszę stawić czoło życiu, a ono mnie nie rozpieszcza.  Ostatnio dobiły mnie te kretyńskie awarie sprzętu. Ktoś napisał, świetnie, skoro się zepsuło, to jest powód, żeby sobie sprawić nowe... telewizor, lodówkę... owszem, a czy można sobie sprawić nowe życie, skoro dotychczasowe wciąż się psuje? Awaria za awarią. Jestem zmęczona!  Pogody tez wcale nie poprawiają mojego samopoczucia. Czasem chciałabym zasnąć, nie pamiętać, gdy się obudzę, że nie jest dobrze.  Jest taki moment, moment na granicy snu i jawy, gdy budząc się jestem szczęśliwa... tak pierwotnie, jak szczeniak, którego głaszczą po brzuszku, jak kot śpiący na słonecznej plamie, jak ptak wyśpiewujący na gałęzi całą radość życia. To jest ten moment. I wówczas jestem szczęśliwa. Ale szybko mija ta chwila i znów realny świat dobija się do mojej świadomości. Zastanawiałam się ostatnio nad sensem marzeń. Marzyłam całe życie, wizualizowałam moje marzenia, w myślach widziałam je, tak realnie, tak na wyciągnięcie ręki. Niewiele z nich zostało. A przecież wcale nie były wielkie. Takie najprostsze, takie skromne. Już nie czekam na ich spełnienie, już nie rozmawiam z moim Aniołem Stróżem, niech się wypcha, skrzydlaty bezmózgowiec, bezpłciowiec zresztą tez. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że czasami widzę światełko w tunelu szarości i beznadziei... biegnę ku niemu pełna wiary i radości, gdy wtem pod stopami znów rozwiera się otchłań, czarna dziura, która wsysa mnie nieuchronnie, wysysa ze mnie całą energię i optymizm.  I przychodzi taki moment, że nie jestem w stanie biec ku kolejnemu promieniowi nadziei, gdy każdy z nich jest tylko błędnym ognikiem wiodącym na manowce.  Dzisiaj, w kolejna bezsenną noc, łaziły mi po głowie różne myśli, nie, nie, uspokajam, żadnych takich, zbyt wielkim tchórzem jestem, a może chroni mnie ciekawość, jednak ciekawość, co będzie dalej! I słowa złożyły się w takie rymki... bez tytułu... bez początku i bez końca, nieuporządkowane jak... jak moje całe życie.

 

 

A ja, pod gwiazd kopułą

bez początku i końca

marzę, by jeden jedyny raz

dotknąć dłonią Słońca

 

Poczuć jego siłę

potęgę i ciepło promieni

nim w jednym ostrym błysku

w iskrę mnie przemieni

 

Poczuć jak moje ciało

w czysty blask się zmienia

i spadać jak nowa gwiazda

co spełnia życzenia

 

I usłyszeć w tym pędzie

nim do końca spłonę

że komuś dałam radość

i marzenia spełnione

 

A rano nim się zbudzę

pomyślę, że warto było

choć z nagłym żalem zrozumiem

że to się tylko śniło

 

I znów wejdę w życie

z uczuciem niespełnienia

czekając na noc i gwiazdę

co spełnia życzenia

 

I tym, wcale nie radosnym akcentem, pa, pa.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Historia jednego...

niedziela, 26 lipca 2009 2:10

... lipcowego dnia.  Jak juz wcześniej wielokrotnie wspominałam, zmieny następują błyskawicznie, jak w kopniętym kalejdoskopie. To własnie chcę tu pokazać. Czy mi się udało? Nie mnie oceniać. Pozdrawiam nieśpiąco, za to niedzielnie od dwóch godzin. I tym bezsennym akcentem, pa, pa.








































Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Za pół godziny...

środa, 22 lipca 2009 23:41

 

... spadnie kolejna kartka z kalendarza. Znów o jeden dzień jesteśmy starsi i... powinniśmy  być mądrzejsi. Teoretycznie, bo w praktyce... Nic szczególnego nie skłania mnie do tego typu refleksji, ostatnie dni były w sumie nudne, bo nie popełniłam żadnego głupstwa, więc wszystko powinno być w porządku. Czemu więc nie jest? Ano nie mam pojęcia. Jest gorąco, parno, przez otwarte drzwi balkonowe nie wpada najlżejszy powiew wiatru. A tak się zanosiło na deszcz. Był moment, tak około dwudziestej, gdy niebo zmieniło barwę na piękny odcień dżinsu i już, już miało spaść na rozgrzaną ziemię miliardami chłodzących kropli, gdy... rozmyśliło się najwidoczniej i znów oczarowało mnie jasnymi kolorami. Nie będę dzisiaj umieszczała tutaj zdjęć nieba, bo ostatnio pewnie zanudziłam wszystkich widokami z mojego balkonu. Dla odmiany więc i dla oddechu kilka zdjęć z owocnej wyprawy sprzed kilku dni. BOWN „robił" za mojego osobistego kierowcę i poobwoził mnie po całkiem niedalekiej okolicy.  Na miejscu ja biegałam z aparatem, podczas gdy on siadał gdzieś w cieniu  i czekał cierpliwie aż oblecę wszystkie kąty warte oblecenia. W tak zwanym międzyczasie nakarmił mnie w świetnej jadłodajni rybnej w Złotym Potoku.  Jak ja lubię takie niespodziewajki. Duży plus za wyciągnięcie mnie z domu upalnym popołudniem. A nie jest to takie proste, gdy górę bierze moje lenistwo, szczególnie w gorący czas.  Dzisiaj na przykład usiłował wyciągnąć mnie na wycieczkę rowerową. Głupi czy co? Jaki rower, jaka wycieczka? Za gorąco, z parno, za duszno. Samochód, klimatyzacja... ooo to tak!!! I tym lkapryśnym akcentem, pa, pa.




Janów - kapliczka na rozstaju dróg



Złoty Potok - Pałac Raczyńskich



Złoty Potok - staw w parku pałacowym



Złoty Potok - dworek



Święta Anna - zespół klasztorny



j.w.



j.w.



Koniecpol - pałac Potockich



Koniecpol - pałac Potockich


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 667  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557667

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości