Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 813 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Dziwny...

piątek, 23 sierpnia 2013 23:23

 

... czas za mną. Dziwne dni. Problemy nawarstwiają się i z wolna zaczynają mnie przerastać. Momentami jestem bardzo zmęczona. Śmiertelnie zmęczona. Czuję się, jakbym poruszała się w gęstej, lepkiej mgle. Mój wrodzony optymizm przestaje wystarczać. Cholera! I w takich właśnie momentach... dziękuję Losowi za obecność moich kotów. Są zabawne, absorbujące i wkurzające jednocześnie. Na dodatek nie pozwalają mi do końca zanurzyć się w przedziwnych, niebezpiecznych, a jednocześnie pociągających stanach bezdennej depresji. No bo pomyślcie sami, Najmilsi Tubywalcy, jak można przeżywać duszne niepokoje i odmienne stany świadomości, gdy trzeba... wyczyścić kuwetę? Jak można dać się pochłonąć przez bezbrzeżny smutek, gdy żywy mruczący pluszak tuli się do dłoni, pęta się pod nogami, zagląda głęboko w oczy i grucha słodko prosto do ucha? Jak można zakopać się w pościeli i odgrodzić od świata, gdy chłopaki domagają się żarełka i równocześnie przeszkadzają w napełnieniu miseczki, przepychając się i tłocząc (tak, tak, dwa koty potrafią robić za spory tłumek!). Stawiają mnie więc do pionu i pozwalają przeżyć kolejny dzień. Bo przecież nie mogłabym ich zostawić na pastwę losu, prawda? Ja wiem, że to, o czym mówię nie jest wcale takie wesołe, bo i mnie zbyt wesoło nie jest. To tylko świat widzi mnie taką wesołą i nic sobie nie robiącą z przeciwności... no cóż, w końcu sama wszystkich przyzwyczaiłam do takiego obrazy mojej osoby. Nie umiem mówić o własnych problemach. Ludzkość nie lubi smutasów, więc jak mogłabym pokazać publicznie smutną i ponurą twarz? Coraz częściej myślę o przemijaniu, o umykającym czasie, który jakby gwałtownie się skurczył w ostatnim okresie. O tym, że mam coraz mniej czasu na... na wszystko... na życie... na szczęście? Nawet moje zdjęcia robię ostatnio bez poprzedniego entuzjazmu, jakby z rozpędu, bez radości i dawnego podniecenia. Czasem mam wrażenie, że ten idiotyczny zawał dotknął nie tylko mojego serca, ale i mojego umysłu. Gdzieś zagubiłam zapał, świeżość i ten dreszcz oczekiwania na coś wyjątkowego.  Tylko czasami, w tłumie ludzi zaczynam grać szczęśliwą i beztroską, dawną siebie.  A później wracam do domu i zrzucam z grzbietu kolorową kapotę, a z głowy ściągam błazeńską pstrokatą czapkę z dzwoneczkami. I w kącie lądują żółte ciżemki i wenecka karnawałowa maska. I znów naciągam na siebie szarą opończę smutku. Tyle, że wówczas nadciągają z odsieczą dwa futrzaste potworki i zaglądają w moje pełne bólu oczy z pełnym wyrzutu zapytaniem - no i cóż takiego się stało? Może byś się przestała wygłupiać? I podstawiają grzbiety do pogłaskania, wywalają się u stóp z łapkami do góry domagając się pieszczot i uwagi. Jakie to szczęście, że są. I dlatego ja jeszcze jestem. I tym (w miarę) optymistycznym akcentem, pa, pa.

 

 

DSC04075.JPG

 

 

DSC04070.JPG

 

 

DSC04065.JPG

 

 

DSC04063.JPG

 

 

DSC04059.JPG

 

 

DSC04058.JPG

 

 

DSC04056.JPG

 

 

DSC04054.JPG

 

 

DSC04053.JPG

 

 

DSC03663.JPG

 

 

DSC03661.JPG

 

 

DSC03648.JPG

 

 

DSC03644.JPG

 

 

DSC03641.JPG

 

 

Mam nadzieję, że spełniłam życzenia wszystkich fanów moich chłopaków :) Dobrej nocy! Jutro mam zamiar przed świtem wybrać się nad Przemszę, może jakieś mgiełki? Jakieś babioletnie nastroje? Może...  Pa, pa!


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

To...

niedziela, 18 sierpnia 2013 23:54

 

... miał być zupełnie inny tekst. Niestety, moje ostatnie nastroje są zbyt ponure, żeby je teraz tutaj odkrywać. Po prostu, codzienność wrzeszczy. Więc może tylko trochę zdjęć dopóki sobie wszystkiego nie poukładam na tyle, żeby o tym odpowiedzieć. Albo i nie? Teraz tymi zdjęciami chcę podziękować za wszystkie Wasze komentarze, za wszystkie pozytywne słowa, których tak bardzo potrzebowałam. Dziękuję wszystkim Wam i każdemu z osobna! Postaram się odpowiedzieć w jak najkrótszym czasie na Waszych stronach. Jeszcze raz dziękuję!

 

 

DSC03760.JPG

 

 

DSC03767.JPG

 

 

DSC03807.JPG

 

 

DSC03815.JPG

 

 

DSC03824.JPG

 

 

DSC03880.JPG

 

 

DSC03884.JPG

 

 

DSC03889.JPG

 

 

DSC03894.JPG

 

 

DSC03913.JPG

 

 

I to by było na dzisiaj tyle. Usiłuję coś napisać. Koniecznie mądrego, a przynajmniej interesującego, co nie zawsze idzie w parze. Teraz jednak czas na sen. Dobrej nocy zatem, Najmilsi Tubywalcy! Sen czasem przynosi rozwiązanie. Może i mnie przyniesie, przynajmniej ukojenie? Pa, pa.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Głupia...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013 19:29

 

... sprawa ta fotografia. Czemu głupia? Bo przeczytałam ostatnio wywiad ze znanym fotografikiem (fotografem?), Tomaszem Tomaszewskim i zrobiło mi się wstyd, że ja sobie takie głupie zdjęcia robię. Takie „pstryki” zwyczajne i banalne. Że rejestruję rzeczywistość, a nie kreuję ją na nowo. Że po raz enty, w nieskończoność  „pstrykam” te moje wschody i zachody Słońca, te durne muszki, pajączki i motylki, te kwiatki i mgiełki. Takie byle co, byle jak...  Kurczę, straciłam po przeczytaniu tego wywiadu cały napęd życiowy, w jednej chwili wyparował ze mnie zapał i radość. Utraciłam niewinność pierwszego spojrzenia na łąki pełne kwiatów. Bo ja nie zamierzam zmieniać świata, nie jestem reporterem wojennym ani nawet społecznym, który za pomocą aparatu fotograficznego przekazuje Ludzkości wyższe prawdy i uniwersalne przesłanie. Ja jestem tylko skromną „pstrykaczką”, której jedynym celem jest podzielenie się z innymi pięknem świata, które nie każdy zauważa. Z  przyczyn przeróżnych,  choćby dlatego, że chce mi  się wyjść z domu o jakiejś nieprawdopodobnej porze, żeby sfotografować kolejny raz kolejny świt. Tylko tyle, bez wybujałych ambicji stania się „głosem ludu”, na przykład. Niestety, tkwiłam w ułudnej bańce samozadowolenia i dopiero teraz ktoś otworzył mi oczy. I poczułam się co najmniej dziwnie, żeby nie powiedzieć głupio.

 

Bo jak mogłam się czuć, gdy przeczytałam takie oto słowa: „Mam wrażenie, że zawód fotografa przestaje istnieć. Fotografia jest dziś zajęciem dla każdego, czyli właściwie dla byle kogo. Nie wszyscy są przecież przygotowani, by wypowiadać się przy pomocy języka wizualnego w przestrzeni publicznej.”

 

Albo to: „Odebrano mi zawód. Mam wrażenie, że robię coś mało oryginalnego, coś, czym zajmują się miliony ludzi. Kiedyś było inaczej, robiłem coś dla wybranych, coś, przy czym trzeba było się wysilić, odkryć jakiś sekret. Dziś wystarczy włożyć baterię do aparatu i już pierwsze zdjęcie jest nienaganne technicznie, niezależnie od tego, jaką wiedzę pan na ten temat posiada.”

 

Pan Tomasz  Tomaszewski ma wspaniałe osiągnięcia, ma ogromne możliwości podróżowania po całym świecie, kreowania rzeczywistości, a nie tylko jej rejestrowania. Cóż ja, i miliony podobnych do mnie, marnych żuczków możemy pokazać światu?  Kolejne ujęcie „pierwszego” ząbka własnego dziecka, „zabawnej” (choćby tylko dla nas) miny naszego psa czy kota, pączka róży rozkwitającej w naszym ogródku? A komu to przeszkadza? A dlaczego nie? Że co? Że w powodzi „pstryków” zagubią się arcydzieła? Jeśli to mają być arcydzieła, to moim skromnym zdaniem, obronią się same. A zresztą, punkt widzenia zależy od punktu... siedzenia. Łatwo być wyrocznią i guru, gdy ma się nieograniczone możliwości. Choćby sprzętowe (sic! Panie Tomaszu), bo do zwykłego „pstrykacza” nie zgłaszają się firmy z najnowszym sprzętem do testowania. I z NG, na którego zlecenie  i koszt robi zdjęcia Pan Tomasz.

 

Więc jak się to ma do słów: „Dobra fotografia powinna opierać się na zjawisku momentu uprzywilejowanego, na widzeniu, a nie na patrzeniu. Pojedyncze zdjęcie powinno być rodzajem zamkniętej noweli - mieć swój początek, rozwinięcie i zakończenie. To wystarczy, by nie robić zdjęć banalnych, które ilustrują naturalne fakty. Nimi podniecać mogą się umysły młode, niedoświadczone, dzieci. Wszyscy inni nie będą się zachwycali odkryciem faktu, że słońce wschodzi raz dziennie i to najczęściej o poranku.”

 

A może to jest prawda najprawdziwsza i jedyna? Może to ja cały czas błądziłam w tej mojej porannej mgle, szukając najlepszego ujęcia, najpiękniejszego momentu, rejestrując najbanalniejsze naturalne fakty? Dzieląc się nimi z Przyjaciółmi i ciesząc się każdą zarejestrowaną chwilą?  Więc po jaką jasną Anielkę ja się tak spinam? Po co w ostatnią niedzielę lazłam ledwo dysząc te kilka kilometrów, żeby zdążyć nim mgła opadnie nad jeziorami? I wracałam później z potwornym bólem nadwyrężonego kręgosłupa, gdy już myślałam, że nie zrobię ani jednego kroku więcej. Bo cóż ja takiego fotografuję (a może lepiej będzie napisać „pstrykam”?), to przecież nie aurora borealis, ani Tadż Mahal. To nie brzegi Gangesu, egzotyczne i tajemnicze tylko brzegi Pogorii. To nie las deszczowy pełen tajemniczych dźwięków i kształtów, tylko zwykły lasek zagórski. Sami widzicie, Najmilsi Tubywalcy, że banał nad banałami te moje „pstryki”.

 

Głupia sprawa z tą fotografią. I jest mi głupio... bo któż chciałby się dowiedzieć, że jest byle kim?

 

Tyle na ten temat. Tyle, że teraz mam dylemat. Czy w ogóle powinnam umieszczać tu kolejne banalne „pstryki”? Takie zwyczajne, bez głębi i wzniosłego przekazu. Jest mi smutno i byle jak... jak to byle komu! Pa, pa.

 

 

PS. Jak się ma do teorii Pana TT piękno fotografii Guy’a Edwardesa czy Tima Fitzharrisa, uznanych i znakomitych fotografów krajobrazów?  Czy oni też są „byle kim”, bo fotografują kolejny banalny i przewidywalny wschód Słońca? Kurczę... lepiej znów umieszczę moje „robale”...

 

 

DSC03202.JPG

 

 

DSC03211.JPG

 

 

DSC03214.JPG

 

 

DSC03441.JPG

 

 

DSC03442.JPG

 

 

DSC03443.JPG


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Grasz...

poniedziałek, 05 sierpnia 2013 23:09

 

... w zielone? Kto z nas nie pamięta tej prostej dziecięcej gry? Masz zielone? Mam! Zielono mi, bo wokół świat zielony, chociaż w ciągu ostatnich dni nabrał przedjesiennych kolorów gdzieniegdzie. To te upały z niektórych drzew strząsają pożółkłe liście, jakby to nie był sierpień, a raczej październik. Ale świty jeszcze kuszą srebrzystą mgiełką nad budzącymi się łąkami. I jeszcze mi się chce zrywać sennym i półmrocznym przedświtańcem, i jeszcze mi się chce biec w świat cichy i chłodny. I jeszcze się zachwycam lekko rozbudzonym dniem nim nadejdzie upał, który przegoni mnie w chłód mieszkania. Na szczęście mam balkon skąpany w słonecznym świetle od południa do zachodu Słońca. Moja brzoza wyrosła wysoko ponad poziom dachu i przesiewa słoneczne promienie przynosząc upragniony półcień i delikatny chłodek mimo skwaru. Wystawiłam na balkon miednicę z wodą, w której zanurzyłam stopy, nasmarowałam skórę balsamem przyspieszającym opalanie i troszkę złapałam opalenizny. To jest świetny sposób, bo w każdej chwili można się schować w mieszkaniu. Mimo wszystko sobota i niedziela tak mnie zmęczyły (serio!), że dzisiaj zrobiłam sobie... wagary. Od pracy, od codzienności, od problemów. Zadzwoniłam do Firmy i poprosiłam o urlop „na telefon”. Co najdziwniejsze, ten jeden dzień nieplanowanej laby pozwolił mi nareszcie się ogarnąć, zebrać w sobie i odnaleźć jakieś resztki głęboko skumulowanej energii. Jest lepiej, tym bardziej, że wreszcie przestały boleć mnie żebra. Och, od czasu do czasu jeszcze mnie zakłuje niespodziewanie, ale odzyskałam ruchomość prawej ręki i barku. W samą porę, bo chałupa zaczynała przypominać śmietnik! Gdyby jeszcze opuściło mnie wszechogarniające zmęczenie, to byłoby pięknie. Nie wiem, czy to tak ma być, ale już mi się przykrzy to moje „słabowanie”. Mam ochotę tupać nogami i wrzeszczeć, jak małe dziecko. Ja nie chcę się tak czuć, ja chcę odzyskać moje dawne życie, ja chcę być zdrowa i sprawna! Wiem, że dodatkowo sprawę utrudnia ciągły stres. To nic dobrego dla mojego serducha. Cóż, są ludzie, którym ciągle jest „pod górkę”. Czasami, szczególnie ostatnio, siadam na balkonie nocą, patrzę w niebo czekając na spadająca gwiazdę i zastanawiam się nad moim życiem. I robię bilans zysków i strat, i robię rachunek sumienia, i przeglądam obrazy dawno minionych dni, na taśmie pamięci przesuwają się twarze ludzi, których kiedyś spotkałam, których kochałam, którzy kochali mnie... albo i nie. I zastanawiam się nad moimi życiowymi wyborami. Nie, to nie jest tak, że rozpamiętuję to, co było, nie myślę „co by było, gdybym...”, bo to i tak niczego nie zmieni, a można złapać głęboką depresję, na przykład.

 

Żeby przegonić złe nastroje, przywołam teraz z pamięci małe scenki z mojego życia zawodowego. Uwaga, będzie... magicznie!

 

Scenka pierwsza:

Mężczyzna. Włosy postawione na żel, siłownia i solarium. Przeglądam dokumenty i zadaję pytania. O dokumenty, o pracę... normalka. Niestety, przystojny pan na każde moje pytanie odpowiada pytaniem. W końcu zaczynam mieć tego dość, bo każdą informację muszę wyciągać z niego jak na mękach. Wreszcie zadaję fundamentalne pytanie:

- Z czego się pan utrzymywał?

- A jak pani sądzi? – hmmmmmmm przecież nie mogę mu powiedzieć, co ja o nim sądzę, bo mnie wywalą z roboty!

W końcu, patrząc mu głęboko w oczy, z anielskim uśmiechem mówię:

- Proszę pana. Proszę mi się uważnie przyjrzeć. Czy ja wyglądam jak wróżka?

Mina „wyżelowanego”... bezcenna!

 

 

Scenka druga:

Kobieta. Młoda, z lekka zaniedbana, chociaż ciuchy drogie tyle, że styl jakby... bazarowy.  Tak zwana „prywatna działalność”. Kręci, mota, ukrywa właściwe dochody. W końcu stwierdza, że na utrzymanie trzyosobowej rodziny przeznacza miesięcznie... 100 złotych (słownie: sto złotych). Wiem, że kłamie, więc mówię bardzo grzecznie i uprzejmie:

- Proszę pani, proszę mi powiedzieć, jak to możliwe, że na cały miesiąc wystarczyło rodzinie 100 złotych – na co ona z leniwym i pełnym wyższości uśmieszkiem:

- Czary, czaaaary!

Nie wiem, jaka miałam minę, dobrze, że się nie widziałam.

 

 

Scenka trzecia:

 Mężczyzna. Wiek przedemerytalny, dość zaniedbany wygląd, chociaż jeszcze „w pretensjach”, uwodzicielski uśmiech i „żałoba” za paznokciami. Zadaję sakramentalne pytanie o dochody. No i otrzymuję odpowiedź, że nie miał żadnych dochodów. Drążę dalej, w końcu udaje mi się uzyskać informację, że miesięcznie miał dochód 20 złotych ze zbiórki surowców wtórnych! Więc, głupia urzędniczka pyta, czy to wszystko.

- Taaaak, wszystko!

Ja wiem, że nie powinnam, ale jednak nie udało mi się powstrzymać (w końcu, urzędnik też człowiek!) i wypaliłam:

- Moim zdaniem, powinien pan napisać poradnik „Jak utrzymać się za 20 złotych miesięcznie”... osiągnie pan niebywały sukces i zarobi masę pieniędzy!

Nie patrzyłam na niego w tym momencie, więc nie wiem, jaką miał minę.

 

 

Powiem Wam szczerze, Najmilsi Tubywalcy, że praca z ludźmi, na pierwszej linii jest niebywale stresująca. Czasem jest zabawnie, czasami ludzie są przemili, ale jakże często, zbyt często urzędnik jest traktowany jako źródło zła wszelakiego. I jak tu się nie denerwować? Nie da się. I tym przedsennym akcentem, pa, pa.

 

Na deser kilka zdjęć z ostatniego weekendu.

 

 

DSC02618.JPG

 Moje prywatne SPA... aaaa do wody dodałam sól morską, co za ulga dla stóp! Polecam!

 

 

DSC02820.JPG

 

 

DSC02816.JPG

 

 

DSC02791.JPG

 

 

DSC02777.JPG

 

 

DSC02761.JPG

 

 

DSC02728.JPG

 

 

DSC02699.JPG

 

 

DSC02695.JPG

 

 

DSC02662.JPG

 

 

DSC02654.JPG

 Tak było w niedzielę o świcie na łące. O, byłabym zapomniała, że obiecałam Wam zdjęcia pajączka.

 

 

DSC02571.JPG

 

 

DSC02541.JPG

 

 

DSC02536.JPG

 

 

DSC02533.JPG

 

 

DSC02531.JPG


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 743  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554743

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl