Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 470 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Kraków...

środa, 05 sierpnia 2015 22:52

 

 

... jest dobry na wszystko. Na chandrę. Na psychiczne doły i dołki. Na klimatyczne uniesienia. Na dzień dobry. I na wieki wieków. .. Wymyśliłam sobie wyprawę do Krakowa do muzeum motyli. Wybrałam się więc w ostatnią sobotę wraz z cioteczną siostrą, jej synem i jego dziewczyną żeby trochę pooddychać krakowskim powietrzem. Pogoda była cudna. Słonecznie, rześko, niezbyt upalnie. Dzień w sam raz na wycieczkę. Jechaliśmy starą trasą na Olkusz, Mijaliśmy wioski, chłonęliśmy widoki bezkresnych przestrzeni. Trasa wprawdzie dłuższa, ale o ileż ciekawsza od nudnej jazdy autostradą. Powoli wspinaliśmy się na Jurę Krakowsko-Częstochowską. Widoki stawały się z każdym kilometrem bardziej oszałamiające.  Po drodze, zboczywszy z lekka zahaczyliśmy o ruiny zamku w Tenczynie. Zabawne, bo funkcjonują dwie lokalizacje tego obiektu. Można się spotkać z określeniem „zamek w Tenczynie” lub „zamek w Tenczynku”.  Tak naprawdę zamek znajduje się we wsi Rudna leżącej pomiędzy Tenczynem a Tenczynkiem. Zamkowa góra, a właściwie wygasły wulkan wznosi się nad okolicą na wysokość 411 m n.p.m. Nazwa zamku wywodzi się od rodu Tęczyńskich, dlatego też czasami można spotkać się z określeniem „zamek w Tęczynie”. Nie jest to jednak poprawna nazwa. Obiekt, zarówno z oddali, jak i z bliska jest imponujący. Ogromne mury, wyszczerbione baszty i pozostałości umocnień sprawiają, że człowiek zastanawia się nad kunsztem dawnych budowniczych. Bo przecież zamki, warownie, kościoły budowano bez pomocy dostępnej nam dzisiaj technologii, bez ciężkich maszyn i komputerowych symulacji, A jednak przetrwały, w lepszej lub gorszej kondycji do naszych czasów. Zamek w Tenczynie z lekka się rozsypuje, trwają więc prace nad jego restauracją. Z tego też powodu nie ma możliwości wejścia do wnętrza murów, na dziedziniec. Mogłam jedynie zajrzeć przez „dziurkę od klucza” czyli przez szczelinę w bramie. Jeśli uda się w końcu doprowadzić zamek do stanu umożliwiającego udostępnienie go turystom, to obiekt ten stanie się jednym z piękniejszych, jakie widziałam. Robiło się z każdą chwilą bardziej gorąco, obeszliśmy więc zamek w koło, stromą i wąską ścieżką, w zielonej poświacie rzadkiego lasu, w cieniu kamiennych murów.  W niektórych miejscach było bardzo stromo i ślisko, a ja z przerażeniem myślałam o... mojej kostce, bo (nie spodziewając się takich warunków i wybierając się do miasta!) założyłam lekkie sandałki. Na szczęście, obeszło się bez kolejnej kontuzji.Jeszcze trochę zdjęć roztaczającej się ze wzgórza panoramy i ruszyliśmy dalej pozostawiając za sobą siedemset lat historii.

 

 

 

DSC01089.JPG

 

 

 

DSC01099.JPG

 

 

 

DSC01102.JPG

 

 

 

DSC01105.JPG

 

 

 

DSC01126.JPG

 

 

 

DSC01129.JPG

 

 

 

DSC01133.JPG

 

 

 

DSC04638.JPG

 

 

 

DSC04668.JPG

 

 

 

DSC04672.JPG

 

 

 

DSC04676.JPG

 

 

 

DSC04679.JPG

 

 

 

DSC04688.JPG

 

 

 

DSC04699.JPG

 

 

 

DSC04701.JPG

 

 

 

DSC04719.JPG

 

 

 

DSC04720.JPG

 

 

 

DSC04639.JPG

 

 

 

Wreszcie Kraków. Jak  zwykle  znalezienie miejsca parkingowego jak najbliżej Rynku jest niemożliwe. Oddalamy się więc troszkę od centrum  i po pół godzinie kręcenia się po jednokierunkowych ulicach w końcu... uff, parkujemy. Później już tylko spacer w kierunku Plant, bo muzeum jest na Grodzkiej.  Na rogu Piłsudskiego i Straszewskiego na ceglanym starym murze wysokiej kamienicy jawi mi się tekst pisany jakby czcionką zabytkowej maszyny do pisania. To „Barcelona” Adama Ziemianina. I wcale nie opowiada o jednym z najpiękniejszych miast Hiszpanii i stolicy Katalonii. To opowieść o, nieistniejącym już barze znanym pod tą właśnie nazwą. Barze, do którego, jak do portu ciągnęli muzycy, malarze, poeci, pijacy i niebieskie ptaki. Nie ma już „Barcelony”, pozostał po niej ślad na murze sąsiedniej kamienicy i wspomnienia tych, którzy tam bywali...

 

Obudziłem się nagle w "Barcelonie"

pan Jasio nerwowo

roznosił piwo

jak zwykle nie wydając reszty

 

Galaretka wieprzowa

trzęsła się ze strachu

gdy przy drugim stoliku

usiadł donosiciel

 

Wojtek Belon

wciąż chciał

wyjechać z "Barcelony"

w góry

lecz coś go trzymało

 

Potem przyszedł Andrzej

z Musiałem i Jurkiem Gizellą

usmiechali się stypendialnie

 

Wtedy jeszcze mieliśmy

paszporty do młodości

takie radosne

 

 

 

DSC01137.JPG

 

 

Czytam i rzuca mi się w oczy nazwisko Wojtka Belona...  Wojtek Belon – bard i pasjonat gór, poeta i muzyk, związany z Buskiem-Zdrojem i Krakowem. Był taki piękny i umarł tak młodo... Kim był, spyta ktoś, bo nie słyszałem.  Być może, ale nazwa „Wolna Grupa Bukowina” jest pewnie znana każdemu, kto chociaż raz siedział wieczorem przy ognisku i słuchał, jak ktoś śpiewa o wiośnie na Ponidziu. Kto chociaż raz zasłuchał się w muzyczną opowieść o tym, jak zakurzoną drogą wędrował Majster Bieda, a w rzeczywistości opowieść o Władku Nadopcie, bieszczadzkim wędrowcu. W magiczną opowieść o Cześku Piekarzu czyli Czesławie Królu, rzeźbiarzu samouku z Buska Zdroju w nocy wypiekającym chleb, a w dzień tworzącym cuda w drewnie.  Teraz leżą dwaj starzy przyjaciele na cmentarzu w Busku-Zdroju – Wojtek i Czesiek, i całkiem niedaleko do siebie mają.  „Wiatrem niesieni odpłynęli w dal...” bo i Władek umarł i pewnie dołączył do doborowej kompanii wolnych duchów... ech...

 

 

 

DSC01236.JPG

 

 

Wracam do Krakowa i Plant. Jedno z magicznych miejsc krakowskich, gdzie na ławkach śpią bezdomni, siadają turyści, a w jednej z alejek pięknie gra akordeonista.Drzewa rzucają a ziemię migotliwe cienie. Idę w chłodzie i rozkoszuję się tym miejscem, tym nastrojem...

 

 

 

DSC04730.JPG

 

 

 

DSC04731.JPG

 

 

 

DSC04740.JPG

 

 

 

Ale miałam napisać o muzeum motyli, a jeszcze nawet do Rynku nie doszłam... Może więc w końcu opowiem o miejscu, dla którego wybrałam się do Krakowa. Muzeum Żywych Motyli mieści się na pierwszym piętrze starej kamienicy przy Grodzkiej. Wspinamy się drewnianymi schodami i wchodzimy do jednego sporego pomieszczenia. O rany! Wokół fruwają motyle mieniąc się wszystkimi odcieniami niebieskiego od jaskrawego błękitu po nasycony kobalt, w zależności od kąta padania światła. Niestety, spodziewałam się więcej niż zastałam na miejscu.  Jedynie dwa gatunki motyli, niektóre z postrzępionymi skrzydełkami. Wysoka temperatura i wilgotność (to akurat jest zrozumiałe) sprawiły, że w krótkim czasie poczułam się klaustrofobicznie.  Ja wiem, że motyle mają określony cykl życiowy i akurat tylko te dwa gatunki wyszły z kokonów, ale z lekka się rozczarowałam. Na dodatek, pani która znajdowała się w pomieszczeniu nie była Polką i średnio można się było z nią porozumieć. O szczegółach na temat życia motyli można było pomarzyć.Nie dowiedziałam się również jak nazywają się małe ptaszki, które swobodnie fruwają po pomieszczeniu. W każdym razie, mam zaliczone, niemniej z ulgą wyszłam na słoneczną ulicę.

 

 

 

DSC01166.JPG

 

 

 

DSC01169.JPG

 

 

 

DSC01187.JPG

 

 

 

DSC01191.JPG

 

 

 

DSC04777.JPG

 

 

 

DSC04782.JPG

 

 

 

DSC04785.JPG

 

 

 

DSC04794.JPG

 

 

 

DSC04800.JPG

 

 

 

DSC04802.JPG

 

 

 

DSC04803.JPG

 

 

 

DSC04813.JPG

 

 

 

DSC04820.JPG

 

 

 

DSC04835.JPG

 

 

 

DSC04865.JPG

 

 

 

DSC04817.JPG

 

 

 

DSC04839.JPG

 

 

 

DSC04841.JPG

 

 

 

DSC04864.JPG

 

 

Na krakowskim Rynku tłok, stukot końskich kopyt, trio akordeonistów grające Marsz Radetzky’ego, kolorowe krakowskie chusty na straganach i ogromne mydlane bańki mieniące się tęczą. Kraków pełen jest kolorów, dźwięków i zapachów. Kraków jest niepowtarzalny i zaskakujący.

 

 

 

DSC04738.JPG

 

 

 

DSC04763.JPG

 

 

 

DSC04770.JPG

 

 

 

DSC04871.JPG

 

 

 

DSC04883.JPG

 

 

 

DSC04893.JPG

 

 

 

DSC04898.JPG

 

 

 

DSC04908.JPG

 

 

To tyle na temat wycieczki do Krakowa. Kolejnym wydarzeniem, jakie chcę tu przywołać jest II etap Tour de Pologne, który kryterium uliczne i metę miał w Dąbrowie Górniczej. W upalny poniedziałek pracowałam do 17-tej. Później w skwarze marsz do domu, szybki prysznic, zmiana nieświeżych ciuchów, aparat w garść i bieg do głównej ulicy miasta, po której jeździli sobie w kółko kolarze. Słońce prażyło, pot spływał po plecach i twarzy. Za jakie grzechy, ja się pytam? Czy mi ktoś każe to robić? Po co ci to, kobito? No cóż, pytania z gatunku tych retorycznych. Wiem, że mogłam zostać w domu, popijać sobie lodowaty napój i chłodzić się w strumieniu powietrza mielonego wentylatorem. Ale wiem również, że miałabym sama do siebie pretensje, gdybym odpuściła taką okazję. Chyba było warto?

 

 

 

DSC05077.JPG

 

 

 

DSC05122.JPG

 

 

 

DSC05128.JPG

 

 

 

DSC05129.JPG

 

 

 

DSC05132.JPG

 

 

 

DSC05133.JPG

 

 

 

DSC05141.JPG

 

 

 

DSC05198.JPG

 

 

 

DSC05208.JPG

 

 

 

DSC05220.JPG

 

 

 

DSC05230.JPG

 

 

 

DSC05231.JPG

 

 

 

DSC05253.JPG

 

 

 

DSC05283.JPG

 

 

 

DSC05333.JPG

 

 

 

DSC05334.JPG

 

 

 

DSC05359.JPG

 

 

 

DSC05361.JPG

 

 

 

Upalne lato troszkę daje mi się we znaki. Szczególnie w momencie wyjścia z pracy, gdy z klimatyzowanych pomieszczeń wynurzam się prosto w skwar wczesnego popołudnia. Dzisiaj nie było inaczej. Powietrze było aż ciężkie od gorąca. Niebo z lekka zamglone powoli zaczęło pokrywać się chmurami. Gdzieś z oddali nadciągała burza.  Równocześnie świeciło Słońce i padał deszcz. Kolejny dobry moment, żeby pojawiła się tęcza... i co powiecie, Najmilsi Tubywalcy? Zakwitła! Wprawdzie niekompletna, niepełna, ale i tak piękna. Chwilę później zaczęła się nawałnica. To bardziej przypominało śnieżną zadymkę niż ulewę. Masy wody miotane porywistymi podmuchami wiatru były białe, wirujące i przedziwnie piękne.  Pierwszy raz widziałam tak spektakularne zjawisko. Trwało to około kwadransa, a później deszcz zaczął słabnąć, pomruki burzy stawały się coraz odleglejsze... wyszło Słońce. Jedynie na szybach spływające krople deszczu świadczyły, o tym, co jeszcze przed chwilą miało miejsce. Teraz  na granatowym niebie pojawiły się gwiazdy. Powietrze przejrzyste i lekkie, jak to po burzy.  Na jutro znów zapowiadają upał... kocham lato!

 

 

 

DSC01270.JPGDSC01270.JPG

 

 

 

DSC01281.JPG

 

 

 

DSC01292.JPG

 

 

 

DSC01298.JPG

 

 

 

DSC01299.JPG

 

 

 

DSC01329.JPG

 

 

 

DSC01322.JPG

 

 

 

DSC01342.JPG

 

 

 

Dobrej nocy, Tubywalcy Najmilsi...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zapowiada się...

sobota, 01 sierpnia 2015 6:49

 

 

... piękny dzień, ba, cały weekend ma być słoneczny i ciepły. Właśnie wybieram się do Krakowa. Tak mi się wymyśliła wizyta w muzeum motyli. Wiecie, Najmilsi Tubywalcy, że jestem wielką miłośniczką tych cudów natury. Mam nadzieję na jakieś ciekawe zdjęcia. Opowiem i pokażę co widziałam po powrocie. Oby było co pokazywać.  A tak na teraz, na piękny dzień zostawiam Wam kilka zdjęć z ostatniego weekendu spędzonego w górkach. Było niesamowicie.  Szłam sobie drogą, na głowę kapał mi deszcz, góry parowały. Było pusto i pięknie. Słońce chyliło się już ku zachodowi, gdy tuż przede mną, na zboczu jednej z gór rozkwitła tęcza. Niesamowite. Miałam wrażenie, że wystarczy podejść bliżej, żeby jej dotknąć. Widziałam dokładnie miejsce, z którego wyrastała. Nie śmiejcie się, proszę, ale czasem mam wrażenie, że piękno, które widzę przepełnia mnie całą, aż do łez...

 

 

 

DSC00375.JPG

 

 

 

DSC00379.JPG

 

 

 

DSC00382.JPG

 

 

 

DSC00385.JPG

 

 

 

DSC00427.JPG

 

 

 

DSC00463.JPG

 

 

 

DSC00465.JPG

 

 

 

DSC00466.JPG

 

 

 

DSC00467.JPG

 

 

 

DSC00475.JPG

 

 

 

DSC00474.JPG

 

 

 

DSC00477.JPG

 

 

 

DSC00504.JPG

 

 

 

 A skoro pokazuję tęczę z poprzedniego piątku, to nie mogę nie umieścić zdjęć, jakie udało mi się zrobić kilka dni wcześniej. Z własnego mieszkania, przez okno sypialni. Skądś zbliżała się burza. Słychać było jej pomruki. Chmury układały się na niebie w dziwne formacje. I znów Słońce było na zachodnim widnokręgu. Czyli doskonałe warunki do utworzenia się tęczy. Siedziałam przy komputerze, aparat miałam pod ręką i co jakiś czas popatrywałam przez okno. I co powiecie Tubywalcy najmilsi? Pojawiła się... jakby na zamówienie. nawet podwójna. Radość wprost mnie rozsadzała, Taka ze mnie łowczyni tęcz.

 

 

 

DSC00012.JPG

 

 

 

DSC00012.JPG

 

 

 

DSC00015.JPG

 

 

 

DSC00020.JPG

 

 

 

DSC00022.JPG

 

 

 

DSC00024.JPG

 

 

 

DSC00044.JPG

 

 

 

DSC00053.JPG

 

 

 

DSC00055.JPG

 

 

 

 Tak przy okazji, na jednym ze zdjęć udało mi się "złapać" błyskawicę. Nieźle, prawda?  A tak na marginesie, moje okno jest czasem niesamowitą ramą dla niezwykłych zjawisk na niebie. Jak te chmury o poranku... Wiecie, jakie jest moje marzenie? Chciałabym zostać łowcą tornad... ależ to musi być niesamowite przeżycie, znaleźć się w oku cyklonu i niechby nawet świat spadł mi na głowę. Byle aparat przetrwał...  Zwariowałam, prawda? I tym szalonym akcentem, pa, pa.

 

 

 

DSC00288.JPG

 

 

 

DSC00290.JPG

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 590  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554590

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl