Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 466 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Dzisiaj miałam...

wtorek, 21 września 2010 22:48

... wolny dzień. A że było pięknie, słonecznie i ciepło, postanowiłam wybrać się do lasu w nadziei, ze komary juz posnęły. Niestety, komarza  rasa nigdy nie śpi. Pogryzione mam dłonie, spuchnięte i swędzące. Ale to detal, bo udało mi się zrobić kilka wyjątkowych zdjęć. Między innymi czerwonych ważek, czyli szablaków krwistych. Są piękne, a w słonecznych promieniach mienią się wszystkimi odcieniami czerwieni. Nie na darmo ktoś nadał im właśnie taką nazwę. Kilka zdjęć tych owadów, a takze spotkanego w lesie motyla cytrynka umieszczę na drugim blogu w najbliższym czasie. Ten już puchnie. Postaram się za to dokończyć umieszczanie zdjęć z Nikiszowca.
Mam nadzieję, że wirtualna będzie litościwa. I tym, pełnym nadziei akcentem, pa, pa.














































Te i inne zdjęcia umieszczę również na drugim blogu w galerii poświęconej Nikoszowcowi, mieszkańcy powiedzieliby Nikiszowi. Teraz już znikam, sen krąży wokół mnie na paluszkach, Diesel śpi na moich kolanach, czas na odpoczynek, jakoś  dziwnie czuję się dzisiaj zmęczona. Czyżby dopadało mnie jesienne przesilenie? Dziś ostatni dzień lata. Szkoda, że było takie krótkie w tym roku i takie zupełnie nieprzewidywalne. Zabawne, ostatnio pomyślałam, że jednak dobrze, że ludzkośc nie ma wpływu na pogodę. Wyobrażacie sobie ten chaos? Te kłótnie, te walki, bo przecież ile osób, tyle opinii, tyle żądań i oczekiwań. Więc jednak dobrze, że na to wpywu nie mamy. A Jesień? Jesień piękną pora roku jest. Jak każda inna zresztą. Dobrze, że doczekaliśmy kolejnej Jesieni. W zdrowiu i niezłej formie, czego i sobie i Szanownym Tubywalcom życzę. Pa, pa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Obiecane...

wtorek, 21 września 2010 0:13

... dotrzymane.  Na koniec tego wpisu umieszczę link na stronę Stowarzyszenia Razem dla Nikiszowca, kto będzie miał ochotę, będzie mógł dowiedzieć się więcej o tym miejscu. A ja, ze swej strony pragne podzielić się z Wami moimi zachwytami tą dzielnicą. Niesamowite miejsce, bloki z czerwonej cegły ułożone z reguły w prostokąt, w którego środku znajduje się zieleń. A każda brama jest inna, każda klatka schodowa, każdy balkon jest inny niż pozostałe. Na murach mozaiki z cegieł położonych pod różnymi kątami, gdzieniegdzie górnicze symbole. Jedyne, co wszędzie jest takie samo to ta czerwona cegła i czerwone okienne wnęki oraz zwieńczenia balkonów.  A gdzieś w górze, na najwyższym balkonie... kot spoglądający na wszystkich z wysoka. W podcieniach gra dwóch panów, przesympatycznych zresztą, tu i tam młode pary, które przyjechały do Nikiszowca na sesje w  klimatycznym nastroju.  Gospodynie myją okna, jak co sobotę na Śląsku, ktoś maluje okienną wnękę. Niestety, i tutaj grasują graficiarze... i nie mówie tu o artystach graffiti, a o wandalach. Ale i tak jest to miejsce niezwykłe i bardzo się cieszę, że tu trafiłam. Wiem też, że jeszcze tam pojadę. Napisałabym więcej, może zresztą wrócę  do tego tematu, ale nie dziś... jest już późno, więcej poczytacie na stronie Stowarzyszenia, a teraz niech przemówią zdjęcia. Miłych wrażeń, pa, pa.


Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu wirtualna nie pozwala na dodanie zdjęć... spróbuję rano, dobrze?

PS. Link na stronę Stowarzyszenia   www. razemdlanikiszowca.pl

No to próbujemy...








No i udało się zamieścić dwa zdjęcia, a potem otrzymałam informację, ze... nie udało się wygenerować miniaturki... ale znów spróbuję, tyle że później... pa, pa, Słonecznikowego Dnia...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Tubywalcy Moi...

poniedziałek, 20 września 2010 0:40

... Najmilsi... sporo się działo ostatnimi czasy, dużo miałam okazji do zdjęciowania. Nocne zdjęcia w Katowicach udały się, w ten weekend również byłam w tym mieście. W sobotę postanowiłam wybrac się na Nikiszowiec (genialna, klimatyczna dzielnica Katowic). Robiłam sobie zdjęcia, chodziłam po zaułkach i zakamarkach, w końcu dotarłam do kościoła. A tam... spotkałam grupę osób, które czekały na wejście na kościelną wieżę. Co się okazało... trafiłam zupełnie przypadkowo na dzień zwiedzania Nikiszowca w towarzystwie przewodnika, w tym wypadku przewodniczki. Niesamowity fart! Z kościelnej wieży miałam okazję podziwiać panoramę Nikiszowca, zupełnie wyjątkową zresztą. A także całą rozległą panoramę... aż po horyzont. Zdjęcia są, musze je tylko przejrzeć i umieścić turtaj. Zrobię to, najszybciej jak się da. A teraz przesyłam serdeczności na piękny słoneczny tydzień. I proszę o jeszcze chwilę cierpliwości. Pa, pa.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jest...

czwartek, 16 września 2010 17:24

... pięknie. Przez okno wpadają ruchliwe, przesiane przez brzosowe liście plamki słoneczne. Na scianach, meblach, na Dieslu i na mnie tańczą świetliste zajączki. Chce się żyć... światło dla mnie jest czymś niewyobrażalnie pięknym, czymś najważniejszym, wszak bez światła nie byłoby obrazów, nie byłoby świata, nie byłoby nas. Komunał, wiem, ale jakoś mi dzisiaj... świetliście i radośnie. Chiociaż, tak z ręką na sercu, zbyt wielu powodów do radości nie mam. Wymienić? No, może nie, bo i po co psuć taki piękny dzień. W zamian za to kilka migawek z ostatniego okresu.

Migawka pierwsza: Siedzę "na ladzie" przyjmując interesantów. Do mojego stanowiska podchodzi starsza pani wraz z córką. Obie zadbane i eleganckie, ale starsza z nich... no, no. Świetnie obcięte srebrne włosy, jasny pastelowy płaszcz, dobrana idealnie apaszka i torebka. Zadbane paznokcie pokryte delikatnym lakierem. Rozmawiamy, przeglądam dokumenty, w pewnym momencie pani stwierdza, co wynika z mojego pytania, że jest samotna. I dodaje... bo, proszę pani, samotność jest najgorsza, dzieci daleko, przyjaciele odchodzą po kolei, zdrowie nie dopisuje, to i człowiek czeka, aż na niego przyjdzie kryska. Na co ja, z uśmiechem oczywiście... proszę pani, w pani wieku taka rezygnacja, to niemożliwe. Pani mi na to, że ja żartuję sobie, bo ona ma... 75 lat! No  to poinformowałam panią, że znam osoby w jej wieku i jeszcze starsze, które korzystają z życia, z internetu, że piszą, malują, prowadzą blogi, poznają ciekawych ludzi... pani mi na to, że ona nie umie, ona się nie nauczy, a poza tym... nie ma komputera. Tu wtrąciła się córka, która powiedziała, ze podaruje mamie swój laptop. I nauczy ją wszystkiego, łącznie ze skype'm. Pani się rozpromieniła i... odmlodniała. Niesamowite, bo... zaczęła mi tak serdezcnie dziękować, w końcu... wywołam następnych interesantów, bo zbyt długo to trwało. I tu sprawdza się stara prawda, że najważniejsze to dać człowiekowi cel w życiu. Reszta zależy już tylko od niego samego.

Migawka druga. Kiedyś, całe wieki temu napisałam na tym blogu o moim koledze, a właściwie o chłopaku, w którym kochałam sie "na zabój" w wieku licealnym. Pamiętam tamte wrażenia, tamte emocje, gdy widziałąm z daleka czarne, długie  loki, oryginały i czerwoną koszulkę. Był jak barwny ptak w moim mieście. Z twarzą upadłego Anioła, z twarzą Marca Bolana z grupy T-Rex był po prostu piękny. Zbyt piękny, bym mogła mieć nadzieję, że na mnie zwróci uwagę, na mnie, pulchną nastolatkę z kompleksami. Podziwiałam go więc tylko z daleka i serce mi stawało, gdy na mnie przelotnie spojrzał. Kochałam się w nim beznadziejnie i romantycznie, podobnie zresztą jak połowa nastolatek z mojego miasta. Później się poznaliśmy, ja byłam mężatką, on był żonaty, nadal piękny, ale już mogłam patrzeć na jego twarz bez tamtych wzruszeń. Od czasu do czasu spotykaliśmy się przelotnie gdzieś na ulicy, zamienialiśmy kilka słów. Już nie był piękny, w wychudzonej twarzy pozostały niezwykłe tylko oczy koloru gorzkiej czekolady.  Wiedziałam, że ma problemy, owdowiał, przyszedł nałóg, alkohol stał się sensem jego życia. Żal było patrzeć, jak zabija się człowiek. Z każdą chwilą, z każdym wypitym łykiem. No i wczoraj się dowiedziałam, że tydzień temu odszedł. Powiem szczerze, wstrząsnęła mną ta wiadomość. Już zapomniałam widok wychudzonej, trzęsącej się sylwetki. W mojej pamięci, z perspektywy słonecznej ulicy zbliża się ku mnie smukła sylwetka w "oryginałach" i czerwonej koszulce, a wokół jego głowy tańczą rozświetlone słonecznym blaskiem hebanowe, miękkie loki.  Wiem, że gdzieś tak jest. Zawsze w mojej pamięci... Stefek S.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ach, jakże się...

piątek, 10 września 2010 23:12

... cieszę, że wreszcie dobrnęłam (liśmy) do weekendu. Wyjątkowo dłużył mi się ten tydzień. Ostatnie zwariowane zmiany temperatur, przelotne deszcze zmieniające się w przewlekłe opady, ziąb i wiatry wywiewające ostatki letnich wspomnień, to wszystko powodowało, że brakowało mi energii, brakowało mi zapału do wykonywania najprostszych nawet czynności. O fotografowaniu nawet nie wspomnę, bo i co miałam fotografować? Szarość, ponurość i bylejakość za oknem? Zupełnie mnie ta aura przytłoczyła, stąd moje minorowe nastroje. Sami wicie-rozumicie... „o szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...", ze zacytuję klasyka. Byłam pełna obaw, że już nigdy się nie rozpogodzi, na dodatek zewsząd napływały informacje... tu podtopienia, tam zalania, a jeszcze gdzie indziej obsunięcia. Tymczasem... wtorek wstał ubrany w piękne pastelowe kolory, ale ponieważ już wcześniej tak bywało, ze po pięknym świcie nadchodził szary i deszczowy dzień, więc tym razem machnęłam ręką na śliczny widoczek i poszłam do pracy. I co? I niespodziewajka. Błękit w górze, jakiś Słonecznik świecący radośnie... żyć się znów zachciało. I... fotografować. Po powrocie z Firmy szybciutko się zatem przebrałam, zarzuciłam torbę ze sprzętem na plecy i wyruszyłam w poszukiwaniu kolorów. Wędrowałam nad Trójką, co najdziwniejsze, oprócz kilku kaczek nie zastałam żadnych ptaków. Łabędzie się gdzieś wyniosły, perkozy i łyski również.  Niemniej chmurki odbijające się w marszczonej wiatrem wodzie, błękit jeziora i błękit nieba, zlewające się w jedno... takie tam banałki. Niemniej łaziłam, wdychałam ciepłe powietrze, uśmiechałam się do mijanych ludzi, w ogóle czułam się świetnie. Postanowiłam tak przy okazji odwiedzić moją koleżankę, która mieszka na Niepiekle. Przeszłam przez wiadukt, później most nad Przemszą i nasypem kolejowym zdążałam przed siebie. Nagle na łąkach poniżej, które z nasypu widziałam jak na dłoni, w wysokich trawach zobaczyłam jakiś ruch. Przystanęłam, wyostrzyłam obraz i... okazało się, że to sarna z dwoma młodymi. To było niesamowite, od czasu do czasu podnosiły głowy, strzygły czujnie wielkimi uszami, ale widocznie uznały, ze z tej odległości  nie stanowię żadnego zagrożenie i pasły się dalej. Robiłam zdjęcia, przemieszczałam się powoli po nasypie, ostrożnie, żeby ich nie spłoszyć gwałtownym ruchem. W pewnej chwili postanowiłam zejść niżej, na łąki i podejść najbliżej jak się da... niestety, trawy skryły zarówno mnie, jak i sarny. Nie było wyjścia, trzeba było wrócić z powrotem na nasyp. Tym bardziej, ze od zwierzaków oddzielał mnie pas podmokłej trawy z miękką, uginająca się pod stopami grząską ziemią. Nie ryzykowałam, nie znam dobrze tamtych terenów, a po deszczach wszystko staje się bagienkiem. Postanowiłam zrobić jeszcze kilka zdjęć, tym bardziej, że Słońce już zaszło i światła było coraz mniej. A bez światła o dobre ujęcie trudno. I w tym momencie usłyszałam z lewej strony jakieś śmieszne pobekiwanie... rozejrzałam się uważnie i... zobaczyłam rogaty łeb i wielkie odstające uszy. Po chwili spomiędzy traw wynurzył się... kozioł, czyli samiec sarny. Chyba był zaniepokojony moją obecnością w pobliżu jego rodziny, bo ustawił się pomiędzy mną, a samicą z młodymi. Zrobiłam mu kilka zdjęć i niestety czas był najwyższy, by stamtąd odejść. Wróciłam do domu, wcześniej na moment zajrzałam do koleżanki, chwilę porozmawiałyśmy, a ponieważ robiła się już szarówka, nie zaryzykowałam powrotu przez Park Zielona tylko wróciłam nad Pogorię III i wzdłuż jej brzegów skierowałam się do domu. Ciekawa byłam, jak i czy w ogóle wyszły jakieś zdjęcia. Wyszły, może ostrość nie do końca najlepsza, w końcu przy nieciekawym oświetleniu i robieniu zdjęć „trzysetką", na dodatek „z ręki" i tak miałam szczęście, że cokolwiek udało się sfotografować. Wtorek mogłam zaliczyć więc do jednych z najbardziej udanych dni w ostatnim okresie. W środę rano tym bardziej byłam zadowolona, ze wykorzystałam moment ładniejszej pogody, bo dzień wstał ponury i zimny, na dodatek z mżawką jakąś nieprzyjemną. Ponieważ musiałam jechać do Bielska-Białej, a w mojej „wsi" zatrzymuje się teraz niewiele pociągów, najpierw pojechałam do Katowic. Ubrałam się ciepło, bo... zimno, ponuro i mżawka. Już w okolicach Pszczyny zobaczyłam u góry błękit, a w Bielsku było już całkiem słonecznie. Powiem szczerze, już dawno się tak nie zgrzałam, tym bardziej, że musiałam być w kilku, oddalonych nieco od siebie miejscach. Cóż było jednak robić, w kurtką w garści lewej, a z fuji w garści prawej przemierzałam miasto, od czasu do czasu, tak przy okazji nurkując w cieniste, klimatyczne bramy. Jakimś cudem pozałatwiałam większość spraw (w przyszłym tygodniu muszę jechać ponownie, ale to tak na marginesie), a przy okazji zrobiłam kilkanaście niezłych ujęć architektury. Ponieważ do pociągu powrotnego miałam jeszcze całkiem sporo czasu, postanowiłam zajrzeć do Muzeum Włókiennictwa. Tyle razy przechodziłam nieopodal, a jakoś nigdy nie wstąpiłam. Powiem szczerze... klimat niesamowity. Maszyny i urządzenia imponujące. Oprócz tego, ze użyteczne i funkcjonalne, to jeszcze niezwykle piękne. Dawniej maszyny miały często ozdobne obudowy, piękne kształty, teraz zwycięża prostota i minimalizm form. Ach, gdzież ta secesja z jej bogatą ornamentyką... Oprócz maszyn włókienniczych (Bielsko-Biała była kiedyś potęgą przemysłu włókienniczego) w muzeum zgromadzono również stare maszyny do szycia, żelazka (w tym jedno podwójne na... gaz, bo jak się okazuje, w międzywojennym Bielsku działała sieć gazowa doprowadzająca gaz do mieszkań.... Do takiego żelazka podłączało się wężyk, odkręcało kurek, zapalało palnik i... prasowało... jednym, podczas gdy drugie sie rozgrzewało!!! Pierwszy raz z czymś takim się spotkałam), maglownice i różne inne sprzęty, zastosowania których mogłam się jedynie domyślać, ewentualnie mogłam poprosić panie kustoszki o pomoc w rozszyfrowaniu przeznaczenia tajemniczych urządzeń. Wyszłam stamtąd bogatsza o wrażenia, o wiedzę (człowiek wszak do starości się uczy i...) i kilkadziesiąt zdjęć zrobionych moim kieszonkowcem.  Tyle ciekawostek z tego tygodnia. Jutro przymierzam się do zdjęć nocnych w Katowicach. Ze statywem, rzecz jasna i z .... osobistą ochroną, bo bez tego nie odważyłabym się wyruszyć na miasto ze sprzętem. Różnie by mogło być, po co ryzykować niepotrzebnie. I tym, zdroworozsądkowym akcentem, pa, pa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PS. Prawda, że piękne? O zwierzakach mówię oczywiście, nie o zdjęciach, chociaż po umieszczeniu ich na digarcie dostałam sporo bardzo pozytywnych komentarzy i ocen. Wiele osób stwierdziło, ze na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie obrazów malowanych pastelami. To miłe, prawda?

 

PS2. Ponieważ jestem teraz trochę śpiąca, więc kilka obrazków z Muzeum Włókiennictwa postaram sie umieścić później. Muszę je przejrzeć, żeby wybrać jak najciekawsze motywy.

 

PS3. A, jeszcze ciekawostka... ostatnio znajomi namawiają mnie (a konkretnie rozpoczął agitację jeden znajomy, po którym ruszyli następni), żebym zapisała się do ZPAF... ale mam mieszane uczucia.... jak sama nazwa wskazuje organizacja ta zrzesza artystów fotografików... z dorobkiem i nazwiskiem... tak mi się wydaje. I w tym wszystkim ja... mały zuczek? Eeeeeeee, chyba jednak sie nie odważę, nie chcę wyjść na idiotkę, która pcha się tam, gdzie nie jej miejsce..

 

PS4. Sąsiedzia zza... "w temacie" remontu... do lata może nie, ale tak do Bożego Narodzenia... hmmmmm kto wie, kto wie.

 

PS5. Dziękuję za wszystkie odwiedziny, za czas mi poświęcany i dowody sympatii... wiem, że jestem ta, co w chlewiku chrumka, ale już od dłuższego czasu obiecuję sobie, że złożę rewizyty... tylko ten ciągły brak czasu... coś z tym muszę zrobić..

 

PS6. Jakubie... Grochola zatańczyła w Tańcu z Gwiazdami... a ja jedynie pod gwiazdami... ale dziękuję z całego serducha!

 

PS7... chyba czas na sen... może mi się coś miłego przyśni, bo za oknem znów pada deszcz, a tak mi się marzyły mgiełki poranne prześwietlone Słońcem....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 579  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554579

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl