Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 466 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Mgła...

niedziela, 25 września 2016 2:40

 

... tak gęsta, że nie widać bloku naprzeciwko, a światła latarń giną wchłonięte przez gęste opary. Zapowiada się mglisty poranek. Zastanawiam się właśnie, czy chce mi się, a może mi się nie chce? Wyjść o świcie, żeby złowić jakieś obrazki. Wczoraj, tj, w sobotę, bo już dawno po północy, też jakoś niezbyt pałałam  entuzjazmem. Poranek był jakiś taki niewyraźny, Słońce przesłonięte leciutkim woalem mgieł gubiło swój blask. Jesiennie już jakby i sennie. W końcu ruszyłam cztery leniwe litery i poszłam nad znajomy staw. Zanim tam dotarłam już byłam przemoczona, bo z wysokich baldachów nawłoci spływała rosa w ilościach przemysłowych! Stanęłam na brzegu, cicho, pusto, ani jednego wędkarza. Nagle, tuż nad lustrem wody śmignęła jaskrawo błękitna strzała. Serce zabiło mi mocniej - zimorodek! Jest, a więc mam szansę na lepsze zdjęcia niż ostatnim razem. Nagle, co to? Drugi zimorodek! Identyczny, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jeden z ptaszków zniknął w wysokich trzcinach. Drugi wybrał sobie gałązkę, bo jakżeby inaczej, po drugiej stronie jeziorka. Siedział, wpatrywał się w wodę, by później błyskawicznie zanurkować i znów usiąść na gałązce, tym razem z rybką w dziobie.  Przenosiłam się z miejsca na miejsce, krążyłam wokół stawu czując, jak chlupie mi w butach, bo oczywiście nie założyłam gumowców! Ptaszki, jakby się przekonały, że z mojej strony nic im nie grozi. Zwykła wariatka: łazi to to bez celu, celuje w ciebie z jakiejś czarnej rury, ryb nie łowi, w sumie niegroźna. I tak powstała cała seria zdjęć. A ja zakochałam się bez pamięci! Jestem zachwycona zimorodkami. Nie sądziłam, że znajdę je tak blisko domu. Cztery godziny spędziłam nad stawem i nawet nie wiem, kiedy tak szybko czas upłynął. Nie przeszkadzały mi mokre stopy, spodnie przyklejające się do kolan. Jedynym minusem były dłonie pogryzione przez komary, które siadały na nich całymi stadami. A ja w tym momencie robiłam zdjęcie! Cóż, miłość wymaga czasem ofiar, prawda? Po powrocie zajrzałam na Google. Moje dwa zimorodki to była parka: samczyk i samiczka. Być może mają gdzieś gniazdo, a w nim pisklęta. W dogodnych warunkach zimorodki wyprowadzają nawet trzy lęgi rocznie! Tak mi się wydaje, bo przeczytałam, że zimorodki są bardzo terytorialne i przepędzają ze swojego rewiru nawet partnera, o ile nie mają akurat piskląt! Jeśli będziecie mieli ochotę, Najmilsi Tubywalcy przyjrzeć się zdjęciom uważnie, to zauważycie różnice. Samczyk jest jaskrawiej ubarwiony, jego kolory są bardziej intensywne, przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Ale przekonajcie się sami!

 

 

DSC07490.JPG

 

 

DSC07494.JPG

 

 

DSC07603.JPG

 

 

DSC07604.JPG

 

 

DSC07625.JPG

 

 

DSC07640.JPG

 

 

DSC07656.JPG

 

 

DSC07661.JPG

 

 

DSC07663.JPG

 

 

DSC07678.JPG

 

 

DSC07704.JPG

 

 

DSC07715.JPG

 

 

DSC07720.JPG

 

 

DSC07723.JPG

 

 

DSC07727.JPG

 

 

DSC07730.JPG

 

 

DSC07731.JPG

 

 

DSC07733.JPG

 

 

DSC07745.JPG

 

 

DSC07752.JPG

 

 

DSC07757.JPG

 

 

DSC07767.JPG

 

 

DSC07778.JPG

 

 

DSC07780.JPG

 

 

DSC07781.JPG

 

 

DSC07782.JPG

 

 

Zostawiam Wam te obrazki, pozachwycajcie się, proszę wraz ze mną. A może też się zakochacie w zimorodkach? Pięknej niedzieli, Tubywalcy, pa, pa!


Podziel się
oceń
1
0
Tagi: zimorodek

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pełnia...

środa, 21 września 2016 2:29

 

 

 

... Księżyca Żniwiarzy. Nie wiedząc, że tak się nazywa to zjawisko zrobiłam zdjęcia, bo Księżyc był tym razem wyjątkowy. Jasny i ogromny. Fascynujący i zachwycający! Magiczny, powiedziałabym! Później znalazłam informację w internecie, że to właśnie pełnia Księżyca Żniwiarzy. Dlaczego tak go nazwano? To proste, jasny blask naszego satelity pomagał w prowadzeniu prac rolnych nawet po zachodzie Słońca. Określenie to pochodzi z czasów... starożytnego Egiptu! Niesamowite, prawda? Ten sam Księżyc oświetlał pola Egipcjanina sprzed tysięcy lat, które użyźniał regularnie wylewający Nil. A teraz ogromny, pomarańczowy i niezmienny zaglądał w moje okno. W takich momentach przychodzi mi do głowy, jakże głęboka i odkrywcza (!) refleksja, cóż począć, czasem mam przebłyski geniuszu,  że przeminiemy, znikniemy gdzieś w otchłaniach dziejów. jak tyle kultur przed nami, jak tyle pokoleń, o których nic nie wiemy, po których nic nie pozostało.  A Księżyc będzie trwał. Niemy świadek rozwoju i upadku. Chwały i klęski rodzaju ludzkiego. Coraz częściej mam wrażenie, że powielamy stare błędy, że niczym uparte dzieci brniemy ku przepaści. A Księżyc Żniwiarzy oświetla nam drogę...

 

 

DSC07456.JPG

 

 

DSC07457.JPG

 

 

DSC07460.JPG

 

 

DSC07464.JPG

 

 

DSC07468.JPG

 

 

DSC07469.JPG

 

 

DSC07470.JPG

 

 

Póki jednak żyjemy, póki budzi nas kolejny świt, dopóty jest iskierka nadziei. Że nie wszystko stracone. Że ockniemy się i zrozumiemy, że Słońce wschodzi dla każdego człowieka. Dla każdego stworzenia. Dla ślimaka, motyla i dla rośliny. Pamiętam z dzieciństwa takie makatki haftowane niebieską nicią, które wisiały w kuchniach. Różne były na nich napisy. Wskazówki na dzień powszedni i od święta. Nie wiem dlaczego, ale zapadło mi w pamięć jedno zdanie: Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Jakże prosta, najpierwsza i podstawowa prawda. Szkoda tylko, że ludzie o niej nie pamiętają. Budzimy się z letargu na moment, gdy czytamy o kolejnym zamachu, o kolejnej zbrodni. Przecieramy oczy ze zdumienia, przerażeni, że człowiek człowiekowi...  a później znów zapominamy pochłonięci codzienną gonitwą,  codzienną walką, żeby mieć lepiej, więcej, żeby być na szczycie. Obrazy, które jeszcze wczoraj nami wstrząsnęły zacierają się w naszej pamięci. Powszednieją i tracą swą tragiczną wymowę. Bo już nacierają na nas kolejne wiadomości, kolejne obrazy, kolejne tragedie. I tak bez końca.

 

 

Skąd we mnie tyle melancholii, spyta ktoś. Cóż, śmierć i przemijanie, poczucie straty towarzyszy mi właściwie od dzieciństwa. Miałam zaledwie pięć lat, gdy byłam świadkiem śmierci mojego Dziadziusia Pietrusia.  Nie zdając sobie wówczas sprawy z nieuchronności i ostateczności tego, co widzę miałam jednak przeczucie, że mój świat właśnie się zmienia. A patrząc na rozpacz mojej Babuni wiedziałam, że stało się coś strasznego i nieodwracalnego. Teraz śmierć jakby spowszedniała, stała się tematem w wiadomościach. Sąsiaduje z informacjami o wpadce Pani X, która odsłoniła zbyt wiele, i z „gorącym newsem” za ile Pan Y kupił sobie najnowszy samochód. Czytamy o niej w brukowcach, w Internecie, oglądamy ją na żywo w telewizji. I chyba nie traktujemy jej serio. Nie widzimy prawdziwych ludzi, ich cierpienia i rozpaczy. Są dla nas jak postaci z komiksu. Tylko, że w przeciwieństwie do tych komiksowych postaci, te nie wstaną i nie pójdą swoją drogą. Dla nich kończy się wszystko. Chyba, że wierzy się w życie po śmierci, ale to już inny temat. Nie na dzisiaj.

 

Ostatni weekend zaskoczył mnie nagłym chłodem i opadami. Miałam tyle planów na wypady w teren, a właściwie nosa nie wyściubiłam na zewnątrz. Za to zajęłam się malowaniem! Zawsze była we mnie tęsknota za tą dziedziną sztuki. Więc malowałam sobie... kaloryfery!!! Ha ha ha... myślicie, że to takie proste? Mam żeliwne, żeberkowe kaloryfery z całym mnóstwem zakamarków, do których trzeba się dostać za pomocą specjalnie wygiętego pędzla. W sypialni – 16 żeberek, w salonie – 21, w kuchni – 8, w garderobie – 14, a w łazience – 6. Ile to razem? Nieważne, ważne, że napracowałam się nieźle! Efekt? Jest czyściutko, biało, farba, zgodnie z zapewnieniami producenta, nie powinna żółknąć. Najważniejsze, że jest ekologiczna, szybko schnie i nie czuć jej rozpuszczalnikiem, bo niespecjalnie przepadam za tym zapachem. Podsumowując: znowu brawo ja!

 

Wrócę jednak jeszcze na chwilę do ubiegłego weekendu, kiedy to lato zaszalało i powaliło mnie na kolana (dosłownie i w przenośni!) temperaturami w okolicach trzydziestu stopni Celsjusza. W sobotę wybrałam się nad Pogorię IV. Było przed świtem, znad wody unosiła się biała mgła, w której majaczyły zacumowane łodzie.  Zeszłam z wysokiego brzegu nad samą wodę, ale w żaden sposób nie mogłam dobrze wykadrować zdjęć. Zdjęłam więc buty i skarpetki, podwinęłam wysoko szorty i weszłam do wody. I tu zaskoczenie! Spodziewałam się szoku w zetknięciu z lodowatą (tak myślałam!) wodą, podczas gdy okazało się, że woda jest cieplutka i przyjazna. Brodziłam sobie przepłaszając ryby pętające się między stopami i szukałam najciekawszych ujęć. Było cicho i miękko, głosy budzących się ptaków dobiegały z daleka, mgła otulała świat. Tylko z rozbitego na wysokim brzegu namiotu dobiegało męskie chrapanie. Surrealistycznie trochę! W takich momentach znikają wszystkie problemy, świat realny wydaje się nierealny i odległy.  Jest pięknie, tak po prostu...

 

 

DSC07474.JPG

 

 

DSC07498.JPG

 

 

DSC07508.JPG

 

 

DSC07512.JPG

 

 

DSC07519.JPG

 

 

DSC07536.JPG

 

 

DSC07544.JPG

 

 

Jednak wszystko, co dobre... ruszyłam więc, po założeniu butów, rzecz jasna, w kierunku Pogorii III i II. Niestety, brama do zaprzyjaźnionego jacht klubu była zamknięta na głucho, wszyscy pewnie spali snem sprawiedliwego, pomaszerowałam więc, z żalem rezygnując z fotografowania świtu z jachtami w roli głównej, nad Pogorię II. A tam... zresztą, niech zdjęcia mówią same za siebie. Od siebie dodam jedynie, że dawno mnie już tak komary nie pogryzły, jak na Bagrach! Ale co tam, warto było!

 

 

DSC06856.JPG

 

 

DSC06859.JPG

 

 

DSC06860.JPG

 

 

DSC06880.JPG

 

 

DSC06882.JPG

 

 

DSC06883.JPG

 

 

DSC06888.JPG

 

 

DSC06898.JPG

 

 

DSC06901.JPG

 

 

DSC06912.JPG

 

 

DSC06928.JPG

 

 

DSC06953.JPG

 

 

DSC06956.JPG

 

 

Niedziela była równie upalna, a może nawet bardziej niż sobota. Nie chciało mi się rano wstawać. To znaczy, aż tak rano, więc wyszłam z domu dopiero koło ósmej. Zbyt późno, żeby maszerować gdzieś daleko, więc  znów odwiedziłam „mój” staw na Staszicu.  I znowu mgły, zatrzęsienie owadów unoszących się nad trzcinami i... zaskroniec. Pięknie sobie płynął malując własnym smukłym ciałem niesamowite grafiki. Cudny obraz! Pewna zaprzyjaźniona malarka pochwaliła mnie za te zdjęcia. Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą zresztą, że to Natura jest największym artystą. Ja tylko rejestruję jej dzieła.

 

 

DSC07127 - Copy.JPG

 

 

DSC07138 - Copy.JPG

 

 

DSC07150 - Copy.JPG

 

DSC07154 - Copy.JPG

 

 

DSC07159 - Copy.JPG

 

 

DSC07171 - Copy.JPG

 

 

DSC07171.JPG

 

 

DSC07180 - Copy.JPG

 

 

DSC07182 - Copy.JPG

 

 

DSC07183 - Copy.JPG

 

 

DSC07184 - Copy.JPG

 

 

DSC07185 - Copy.JPG

 

 

DSC07186.JPG

 

 

Dodatkowym bonusem było moje spotkanie z zimorodkiem. Widziałam wcześniej tego ptaszka, ale jedynie, gdy przelatywał z prędkością błyskawicy nad rzeczką Pogoria. Tym razem polował sobie na rybki siedząc na wysokiej wierzbie, Wpatrywał się czujnie w wodę by w pewnym momencie runąć z gałęzi do wody. I tak wielokrotnie. Niestety, był dla mnie zbyt szybki i nie udało mi się go sfotografować w locie. Zawsze zazdrościłam innym niesamowitych ujęć owadów i ptaków zatrzymanych w locie. Zastanawiałam się, jak oni to robią, mówię tu o fotografach. Aż dowiedziałam się, że są to albo zdjęcia seryjne, albo kręcone filmy, z których wycinane są poszczególne kadry.  Tak zwane stop klatki.  Czyli, nie jestem taka znów beznadziejna. Ja przynajmniej nie oszukuję, nie stosuję żadnych sztuczek ani programów graficznych. A zimorodek był cudny!!!

 

 

DSC07214.JPG

 

 

DSC07217.JPG

 

 

DSC07221.JPG

 

 

DSC07223.JPG

 

 

DSC07225.JPG

 

 

DSC07227.JPG

 

 

DSC07232.JPG

 

 

DSC07246.JPG

 

 

DSC07247.JPG

 

 

DSC07254.JPG

 

 

DSC07258.JPG

 

 

DSC07260.JPG

 

 

DSC07257.JPG

 

 

I jeszcze, tak na zakończenie, bo mi się spać chce. Na moim balkonie, zupełnie niespodziewanie pojawił się... pomidor! Nie sadziłam, nie siałam, pomidory miałam w zeszłym roku, a tu nagle jakieś zagubione nasionko wykiełkowało. Pomidorki są wielkości jednogroszówki, ciekawe, czy zdążą dojrzeć? Przedziwne to jakoś!

 

 

DSC07420.JPG

 

 

DSC07423.JPG

 

 

DSC07427.JPG

 

I, już naprawdę na zakończenie, dwa portreciki chłopaków. Bo by było nieważne bez nich. I to by było na tyle. Pa, pa, Najmilsi Tubywalcy!

 

 

DSC06992.JPG

 

 

DSC06996.JPG

 

 

Ach, byłabym zapomniała. Wiecie, Tubywalcy Szanowni, że trzeciego października lecę do Londynu. I właśnie ostatnio, w związku z tym moim wyjazdem, pewna znajoma poradziła mi (odpowiednio zatroskanym tonem). Tylko, wiesz, jak już będziesz w Londynie to NIE MÓW PO POLSKU!!! Bo wiesz, oni tam POLAKÓW BIJĄ!!! Wiesz, po co ich PROWOKOWAĆ!!! Ktoś tu zwariował i to nie jestem ja... chyba???  Czekam na kolejne dobre rady!!! Nie korzystaj z metra! Nie wychodź na ulicę! Kup sobie burkę! Nie leć do Londynu! Jasny gwint!!! Pa, pa!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Ups...

piątek, 09 września 2016 2:19

 

 

... zrobiłam to znowu! I mam mieszane uczucia z tym związane. Ale może uściślę, bo skąd możecie wiedzieć, Tubywalcy Najmilsi, jaki to znów grzech popełniłam... tylko od którego zacząć? Żartuję, aż tak bardzo nie grzeszę, chyba raczej z braku okazji niż kryształowego charakteru! Otóż, kupiłam sobie nowy aparat fotograficzny. Cudną alfę 65. Cacko, mówię Wam, dosłownie cacuszko! Bez mała sama zdjęcia robi, ja służę jedynie za statyw i automat do zwalniania migawki. Ach, ta moja skromność, prawda? Żarty żartami, a w najbliższych miesiącach czeka mnie chleb ze smalcem popijany kranówą! Przynajmniej schudnę, co będzie dodatkowym bonusem. Troszkę przesadzam, od czasu do czasu jakąś pasztetową sobie kupię. Zabawne, ostatnio spotkałam sąsiadkę, która spytała mnie, gdzie idę. Odpowiedziałam, że do sklepu, po żarcie dla siebie i jedzonko dla chłopaków! Mina sąsiadki – bezcenna. A przecież ja szczerą prawdę powiedziałam. Człowiek „opędzi się” byle czym, a kota za Chiny nie zmusisz do zjedzenia czegoś, czego nie lubi...  Ale wracając do mojej nowej alfy. Poniżej zaprezentuję Wam trochę zdjęć, jakie nią zrobiłam. Trochę, może dość sporo, jako że długo mnie nie było. Ponad miesiąc... czas leci, na dodatek zapomniałam hasła do własnego bloga, na szczęście, znalazłam notes, gdzie to hasło kiedyś zapisałam. Po prostu zapomniałam, gdzie schowany jest notes!!! Czy istnieje taki grzech, jak „zapominalstwo”? Jeśli tak, to będę się smażyć w Piekle! No cóż, pożyjemy – zobaczymy... to znaczy, umrzemy – zobaczymy... albo i nie! Jakoś nikt „stamtąd” nie wrócił, żeby opowiedzieć. Jejku, co za tematy po północy.Wrócę lepiej do moich ostatnich zdobyczy, dobrze? Do pszczół pracowicie zbierających pyłek z kwiatów, do motyli spijających nektar długimi ssawkami, do pająków – cierpliwych i cichych zabójców, do koników polnych grających w trawie swoje melodie, do ważek – zwinnych helikopterków, które rzucają mi wyzwanie: złap mnie w kadr, jeśli potrafisz! Nie powiem Wam tu, ile zdjęć zrobiłam, gdzie miała być ważka. No, była przecież, tylko.... odleciała! Szybkie i nieprzewidywalne w swym locie stworzonka! Ale za to jakie piękne!

 

 

DSC05473.JPG

 

 

DSC05478.JPG

 

 

DSC05485.JPG

 

 

DSC05500.JPG

 

 

DSC05516.JPG

 

 

DSC05530.JPG

 

 

DSC05534.JPG

 

 

DSC05673.JPG

 

 

DSC05677.JPG

 

 

DSC05679.JPG

 

 

DSC05775.JPG

 

 

DSC05801.JPG

 

 

DSC05830.JPG

 

 

DSC05880.JPG

 

 

DSC05882.JPG

 

 

DSC05896.JPG

 

 

DSC05906.JPG

 

 

DSC05922.JPG

 

 

DSC05968.JPG

 

 

DSC05997.JPG

 

 

DSC02600.JPG

 

 

DSC02622.JPG

 

 

DSC02736.JPG

 

 

DSC06005.JPG

 

 

DSC06006.JPG

 

 

DSC06009.JPG

 

 

DSC06032.JPG

 

 

DSC06378.JPG

 

 

DSC06387.JPG

 

 

DSC06415.JPG

 

 

DSC06421.JPG

 

 

DSC06489.JPG

 

 

DSC06440.JPG

 

 

DSC06510.JPG

 

 

DSC06512.JPG

 

 

DSC06513.JPG

 

 

DSC06514.JPG

 

 

DSC06602.JPG

 

 

DSC06393.JPG

 

 

DSC06538.JPG

 

 

DSC06559.JPG

 

 

DSC06572.JPG

 

 

DSC06578.JPG

 

 

DSC06611.JPG

 

 

DSC06613.JPG

 

 

DSC06644.JPG

 

 

DSC06670.JPG

 

 

DSC06682.JPG

 

 

DSC06690.JPG

 

 

DSC06700.JPG

 

 

DSC06917.JPG

 

 

Ostatnie weekendy na  szczęście były słoneczne i gorące. Ponieważ upały to obecnie niekoniecznie to, co lubię najbardziej, więc z domu wychodziłam przed świtem, żeby wrócić zanim zacznie się lać żar z nieba. To najpiękniejsza pora dnia. Mgły snują się nad łąkami, Słońce przedziera się przez białe woale, gdzieś w zaroślach buszują ptaki, poza tym cisza, ludzkość jeszcze śpi, nikt nie wrzeszczy, nie przeszkadza mi w celebrowaniu piękna. A ja wędruję powoli, z wysokich traw strącając krople rosy. W ciągu kilku minut mam mokre stopy, spodnie przyklejają się do skóry, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami, prawda?  Od czasu do czasu oglądam uważnie łydki, czy jakiś kleszcz nie upodobał sob ie mojej nogi. Na szczęście, udało mi się tego uniknąć, jak do tej pory. I oby tak zostało!

 

 

DSC06261.JPG

 

 

DSC06274.JPG

 

 

DSC06279.JPG

 

 

DSC06283.JPG

 

 

DSC06289.JPG

 

 

DSC06291.JPG

 

 

DSC06294.JPG

 

 

DSC06299.JPG

 

 

DSC06305.JPG

 

 

DSC06316.JPG

 

 

DSC06319.JPG

 

 

DSC06322.JPG

 

 

DSC06325.JPG

 

 

DSC06329.JPG

 

 

DSC06334.JPG

 

 

DSC06353.JPG

 

 

DSC06365.JPG

 

 

DSC07374.JPG

 

 

DSC07375.JPG

 

 

DSC07377.JPG

 

 

DSC07381.JPG

 

 

Z kolei w drugiej połowie dnia wyruszałam przed zachodem Słońca, gdy upał z lekka zelżał, a Słońce zmierzało powoli za widnokrąg. Złota godzina nad Pogorią III. Wręcz czuć oddech Słońca. Ziemia pachnie latem. Jest pięknie, aż do bólu. Myślę sobie w takich momentach, dlaczego ludzie są pełni gniewu i nienawiści. Skąd tyle agresji?  Polityka, terror, chciwość i głupota. Tak, głupota przede wszystkim. Historia niczego nas nie nauczyła. Znów zmierzamy ku samozagładzie. W ostatnią sobotę usłyszałam huk na niebie. Wyskoczyłam na balkon (niestety, bez aparatu!) i zobaczyłam dwa F16 lecące nisko, prawie nad moją głową! Pierwsza myśl?  Kolejny wrzesień!!! Poczułam obezwładniający strach! Nie, nie jestem panikarą, ale... Na szczęście, przypomniałam sobie, że w Katowicach na lotnisku Muchowiec odbywa się piknik lotniczy, i jedną z atrakcji ma być przelot F16  właśnie. Odetchnęłam z ulgą, ale ten moment, gdy pomyślałam, że zaczęła się wojna... Nie chcę się tak czuć, nie chcę się bać, że czyjaś głupota zniszczy nasz świat. Nie zgadzam się na kłamstwa i nienawiść.  I jestem bezsilna. Bo co ja mogę? Może tylko pokazywać piękno świata?  Tylko, czy to wystarczy?

 

 

DSC06137.JPG

 

 

DSC06142.JPG

 

 

DSC06150.JPG

 

 

DSC06152.JPG

 

 

DSC06166.JPG

 

 

DSC06175.JPG

 

 

DSC06179.JPG

 

 

DSC06188.JPG

 

 

DSC06193.JPG

 

 

DSC06206.JPG

 

 

DSC06220.JPG

 

 

DSC06222.JPG

 

 

DSC06231.JPG

 

 

DSC06235.JPG

 

 

Ostatnio zadzwonił do mnie ciemną nocą taki jeden znajomy Grzegorz. Przesympatyczny, lubimy się od lat, czasem nie dzwoni przez kilka miesięcy, a czasem mam telefony przez kilka wieczorów z rzędu. I tak sobie gadamy pomalutku, o wszystkim i o niczym. I właśnie podczas jednej z takich rozmów zaczęliśmy wspominać Londyn. Ja znam lepiej wschodnią część miasta, Grześ pomieszkiwał na zachodnim krańcu. No i zatęskniłam za Londynem, jakoś zrobiło mi się smutno, że nie poleciałam tam tego lata. Skończyliśmy rozmowę, weszłam na Internet, i pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to reklama promocji jednej z linii lotniczych. Weszłam na stronę, rozejrzałam się i... kupiłam bilet w dwie strony w rewelacyjnie niskiej cenie. Lecę więc do Londynu 3. października!!!

 

 

Mam nadzieję, że nie przesadziłam z ilością zamieszczonych tu zdjęć! No cóż, musiałam nadrobić ponad miesięczną przerwę! A żeby zamknąć ten wpis jakąś logiczną klamrą, więc tak na zakończenie, na dobrą noc dwa portreciki moich chłopaków.  Dobrej nocy i pięknego dnia, Najmilsi Tubywalcy. Pa, pa!

 

 

DSC07142.JPG

 

 

DSC07172.JPG


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 27 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  554 567  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 554567

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl