Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 888 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Opowieść Starego Zegara VI

wtorek, 17 kwietnia 2007 10:10

Witaj Mój Przyjacielu. Minęła północ, czas duchów, czas opowieści. Opowieści o dawno minionym czasie. Powiem Ci, że odkąd zacząłem opowiadać o przeszłości, okazuje się, że coraz więcej zdarzeń mi się przypomina. Pamiętam takie jedno upalne lato. Dziewczynka biegała boso po ogrodzie w samych majteczkach. Babcia gdzieś poszła, może do sklepu, a Dziewczynką miała się opiekować Jej Kuzynka Lala. Tak naprawdę, to miała na imię Aleksandra, po Babci, ale ponieważ była bardzo ładnym dzieckiem, któraś z ciotek powiedziała o niej „lalka” i tak zostało. Więc Lala miała uważać na Dziewczynkę. Ponieważ moja Mała najadła się niedojrzałego agrestu, który popiła wodą z pompki ogrodowej, zdarzyło się nieszczęście. Nie zdążyła dobiec do ubikacji i… no cóż, czy musze tłumaczyć bardziej dosłownie? W każdym razie, dziewczynka płakała ze wstydu, a na Jej Kuzynce spoczął obowiązek wymycia Dziewczynki. Hmmmm, nie za bardzo wiedziała, jak się do tego zabrać, więc zaprowadziła małą do ogrodu, odkręciła zawór pompki i wymyła pupę lodowatą wodą ze szlaufu, chyba wiesz Mój Młody Przyjacielu, co to takiego? Po prostu wąż ogrodowy. Całe szczęście, Dziewczynka pamięta dzisiaj sam fakt, natomiast wrażenia z zetknięcia jej pupy z zimną wodą już się chyba zatarły w pamięci. Było kolejne zdarzenie, ale wówczas Dziewczynka była dużo, dużo młodsza. Znam to z opowiadań, ponieważ działo się to w Denkowie, skąd pochodził Tatuś Dziewczynki. Pojechali razem do Babci i Dziadziusia, rodziców Taty. Dorośli rozmawiali, natomiast Dziewczynka zwiedzała nieznany sobie teren. I zniknęła nagle,. Wszyscy Jej szukali, nagle otworzyły się drzwiczki chlewika i Dziewczynka wyszła pochrząkując jak prosiaczek. Pewnie się dogadała ze świnkami, bo mówić „po ludzku” jeszcze wówczas nie umiała. Zresztą, mówić zaczęła bardzo późno, wszyscy twierdzili, że „zbiera myśli”, i okazało się, że mieli rację. Gdy w końcu zaczęła mówić, nie mówiła w dziecinnym języku, ale w stylu dorosłych osób, no i bez przerwy. Ale to chyba u nas rodzinne. Mija pierwsza godzina nowego dnia, czas się zdrzemnąć. Dobranoc Mój Cierpliwy Przyjacielu.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Opowieść Pana Łóżko V

wtorek, 17 kwietnia 2007 10:08

Cześć Stary, powiedz, co u Ciebie słychać. Dawno nie mieliśmy okazji porozmawiać, wprawdzie nie powiem, że za Tobą tęskniłem, ale jakoś czasami myślałem, gdzie się podziewasz. Pewnie czekasz na jakąś smakowitą historię o naszej wspólnej Przyjaciółce. I tu muszę Cię rozczarować. Nic, ale to kompletnie nic nie mam do opowiedzenia. Ostatnio przychodzi do mnie na krótko. Czy Ona naprawdę potrzebuje tak mało snu? Nie wiem, ale się martwię, podobnie zresztą jak ten Stary Zegar. Przynajmniej w tym jednym się zgadzamy. Nie masz pojęcia Stary, jak mi Jej brakuje. Czasem, gdy długo nie przychodzi, zdarza mi się skrzypieć i tęsknoty. Mam nadzieje, że wówczas zainteresuje się moim stanem emocjonalnym i przestanie mnie dręczyć. To nieważne, że jestem ładnie ubrany w biel, która jest moim ulubionym kolorem, w białym mogą dobrze wyglądają nawet faceci. Och, gdy pomyślę, o tych różowościach, w które mnie wystroiła na początku… brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr zgroza. Ale najważniejsze, że poszła po rozum do głowy i wybrała biel. Na to mogę się zgodzić, chociaż wolałbym jakieś ciemniejsze kolory. Granatowy, albo bordo… tak, w bordowym czułbym się dobrze. No, ale gdy się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Jakoś to tak chyba było. O widzisz Stary, nie powiedziałem Ci, że Ona ma teraz rude włosy. Martwiłem się, bo jeszcze pamiętam, jakie miała problemy, gdy dostała uczulenia na farbę, ale tym razem skorzystała z ziół, czy innych roślinnych farb. Ładnie to nawet wyszło, chociaż wolę Ją jako brunetkę. Ale czy mnie ktoś słucha? A już najmniej Ona. A przynajmniej raz na jakiś czas powinna. Przecież tak Ją kocham, nie poradziłbym Jej źle. Gdyby tylko chciała posłuchać. Zdenerwowałem się Stary, koniec gadki na dzisiaj. Tym bardziej, że Ona chyba zaraz przyjdzie, a nie chciałbym żeby wiedziała o naszych rozmowach. Do następnego… Pan Łóżko


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Opowieść Starego Zegara V

piątek, 30 marca 2007 9:37

Witam, witam serdecznie Miły Przyjacielu. Od dawna zbierałem się w sobie, żeby znów coś opowiedzieć, ale jakoś mi niesporo szło. Ale teraz jest okazja. Wczoraj u Dziewczynki, nie uśmiechaj się sceptycznie, ja nie mam sklerozy. Doskonale wiem, że Dziewczynka jest już Kobietą i do tego babcią wnukom. Dla mnie jednakowoż na zawsze zostanie Dziewczynką. Co to ja mówiłem? A więc, wczoraj u Dziewczynki była jej Największa Przyjaciółka, Ania. Poznały się, gdy Dziewczynka miała trzy, może cztery lata. Ania jest starsza troszkę, więc dla Dziewczynki była Objawieniem i Autorytetem. Tak, to ta od ślepego kota i sukienki dla lalki. Więc wczoraj siedziały sobie i dziewczynka wyciągnęła ogromne pudło zdjęć. I zaczęły się opowieści. Słuchałem uważnie. Niektóre zdarzenia pamiętałem, o innych wiedziałem tylko z zasłyszanych zdań. Latem, gdy obie były Dziewczynkami, Babcia pozwalała im handlować owocami z ogrodu. Ustawiały przy siatce starą mosiężną wagę, którą trzeba było najpierw „wytarować”. Ważne było, żeby dwa mosiężne kogutki miały dziobki na jednym poziomie, czy jakoś tak. Nie znam się na mechanizmach, oprócz mojego rzecz jasna. A i ten mój mechanizm sprawia mi ostatnio coraz więcej kłopotów.  No i znów ten uśmieszek. Chyba zakończę tę opowieść bo widzę, że staję się obiektem zabawy. Nie? No to może coś mi się wydawało, jak już wspomniałem wcześniej, stary jestem i czasem może nadwrażliwy. Na czym stanęliśmy? Oj, nie lubię tego słowa. Gdy staję, wówczas Czas nie wie jak ma płynąć i Moja Dziewczynka się gubi.  Och, tamte upalne lata. Dziewczynki z kokardami we włosach buszujące po ogrodzie. Kosze owoców przygotowane do sprzedaży. Papierówki rozpływające się w ustach, jeszcze ciepłe od słońca. Ukryte wysoko na jabłoniach. Gruszki, które trzeba było ostrożnie zrywać nie potrząsając drzewem, bo rozpryskiwały się gdy tylko dotknęły ziemi. I słodycz cieknąca między palcami, spływająca po brodzie na kolorowe bluzki i umorusane kolana. I klienci, dla których wybierało się najładniejsze owoce. Czasem ustawiały się długie kolejki ludzi „z bloków”, których nieszczęściem był brak ogrodu. Tak wtedy myślały Dziewczynki.  No i oczywiście najważniejsze urządzenie, bez którego nic by się nie udało. „Korona” na długim drzewcu z podczepionym u dołu workiem na owoce. Trzeba było ostrożnie i uważnie nakierować koronę na owoc, a następnie umiejętnie i delikatnie oderwać go od gałązki i już. Tam gdzie nie można było sobie poradzić ze względu na plątaninę gałęzi, tam przydawały się umiejętności Dziewczynki w chodzeniu po drzewach. Małe Kupcowe niosły później dumnie „utarg” do Babci, która sprawiedliwie dokonywała podziału pieniążków. Pamiętam też wieczory na ganku. Dziewczynka siadywała z Babcią na schodkach, między nimi ustawione było wiadro z agrestem. Trzeba było wziąć do ręki każdą zieloną kulkę i uważnie oderwać szypułkę i ogonek. Palce po tej „operacji” nie dawały się niczym domyć. Murzyn kładł się na ciepłych płytach chodnika i przysypiał, od czasu do czasu otwierając bursztynowe oczy i sprawdzając czy wszystko wokół jest w porządku. I Babcia w kolorowej podomce, ciepła i „babciowa”, dokładnie taka, jakie powinny być wszystkie Babcie Świata. O tym właśnie wczoraj opowiadały Dziewczynki, które teraz same są babciami. Smiały się do rozpuku wspominając, jak Ania uczyła Dziewczynkę jeździć na rowerze. Ania była szczuplutka, natomiast Dziewczynka, co widać na zdjęciach, do chucherek raczej się nie zaliczała. Rower był... rower był piękny!!! Należał do brata Ani i był „dorosły” Dziewczynka jakoś wdrapała się na siodełko, czubkami palców zaledwie sięgała do pedałów. Ania usiłowała podtrzymać wehikuł z jednej strony, wówczas przechylał się niebezpiecznie na drugą stronę. Dziewczynka była sztywna ze strachu, ale wstydziła się przyznać, że się boi. Zakończyło się to nerwami Ani, płaczem Dziewczynki, dwoma rozbitymi kolanami i zdrapaną skórą na łokciach. obraziły się wówczas na siebie „śmiertelnie”!!! na godzinkę, może na dwie. Takie to były wówczas gniewy i dąsy. I popatrz Mój Przyjacielu. Tyle lat, tyle radości i trosk, tyle przeżyć, a One wciąż mają o czym ze sobą rozmawiać. Czy Ty też masz takiego Przyjaciela? Czas na sen, już późno. Wybiję jeszcze północ i zasnę. Ona już dawno śpi i śni. Dobranoc


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Opowieść Pana Łóżko IV

środa, 28 marca 2007 9:17

 

Noooo, wreszcie wiosna, pławię się w wiosennym porannym słoneczku, moje rurki wchłaniają ciepełko, A Moja Przyjaciółka tak śmiesznie marszczy nos i drżą Jej rzęsy, gdy jakiś promień dotyka Jej twarzy. Ech, to poranne wstawanie, a nocą to się siedzi (a właściwie leży!!!). Zamiast się wyspać, położyć o sensownej porze, to w nocy zawsze znajdzie sobie jakieś zajęcie. Najgorsze dla mnie jest, gdy włazi na mnie z drutami. To się nazywa „druty”, ale to są dwa szpikulce, na których Ona nawija jakieś sznurki. Mruczy, liczy, klnie pod nosem, gdy coś Jej nie wychodzi i musi zacząć od początku. Słyszałem kiedyś, jak mówiła do swojej koleżanki, że to ją uspokaja... USPOKAJA!? USPOKAJA???!!! Uff, teraz to ja się muszę chwilę uspokoić. Ona jest strasznie zachłanna na życie. Spieszy się ze wszystkim i dlatego często coś wychodzi nie tak, jakby chciała przegonić czas, zostawić w tyle wszystkie złe chwile (o rany, ale mi się zrymowało!)., przegonić (dosłownie!) wszystkie nie najlepsze myśli. Czasem przychodzi do mnie tak zmęczona, że aż mi Jej żal, mimo, że jestem twardym (dosłownie!) facetem.

Ale, ale, nie powiedziałem Ci Stary, że wreszcie mam towarzystwo. Wcześniej też był tutaj telewizor, a właściwie telewizorek. Ona nie ogląda zbyt często programów telewizyjnych, ale wieczorem włącza telewizor, mimo, że jest gdzieś tam, w innym pokoju (gdzie zresztą gra radio i jest włączony komputer (chyba, bo tak dokładnie to nie wiem). Więc wracając do tematu, jakiś czas temu zepsuł się ten mały telewizorek i Ona postanowiła kupić sobie (i mnie!) taki sam. No i kupiła! COŚ! Wielkie to, płaskie i srebrne. Na początku byłem zły, bo zacząłem mieć kompleksy. Strasznie to duże! Ale teraz jestem zadowolony z towarzystwa. Obraz większy i kolory ładniejsze. Już mi się mniej za Nią przykrzy.

No, ale zacząłem tę rozmowę od wiosny i na wiośnie skończę na dziś. Ona wreszcie założyła czółenka – tak się to ponoć nazywa. Ładnie w nich wygląda, ale te obcasy!!! Rany!!! Jak można się tak katować. Nic dziwnego, że wieczorem musi sobie masować stopy. Czy mówiłem już, że kocham Jej stópki? Faaajne są!!  Hmmmmm  na tym się zatrzymam, nie chce mi się już rozmawiać, rozmarzyłem się. A Jej nie ma. Jakiś dziwny, wielki świat Ją wchłonął. Pocieszam się myślą, że przecież do mnie wróci. Wystarczy cierpliwie poczekać. Że też nikt nie słucha moich złotych myśli prócz Ciebie, Stary!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Opowieści Pana Łóżko III

poniedziałek, 19 marca 2007 9:30
Cześć, pamiętasz mnie? To znowu ja, Pan Łóżko. Ostatnio zdarzyła się niezwykła rzecz. Ona zorganizowała „piżamowe party”. To znaczy, na początku wszystko działo się w innym pokoju, tam gdzie urzęduje ten stary ramol, Zegar. Ale on Ci nic nie opowie, bo woli wspominki i rzewne historyjki. Zero pikanterii. No, ale o czym to ja… aha, zeszło się kilka kobitek, niektóre zajrzały do mnie, żeby się ze mną zapoznać. A później słyszałem tylko głosy i wybuchy śmiechu. O czym kobiety mogą tak długo ze sobą rozmawiać? Czekałem spokojnie, choć z ciekawości skręcały mi się rurki. Wreszcie przyszły, w piżamkach, koszulkach i szlafroczkach. Było ich cztery. Cztery na mnie jednego, OCH! Mogłyby się tak nie wiercić, nie kokosić i zaśmiewać do rozpuku. Jak ja miałem być spokojny i nie trzeszczeć, skoro czułem ich stopy, uda, pośladki i piersi. Święty by nie wytrzymał! A o czym rozmawiały? No o facetach, rzecz jasna. Myślałby kto, że to takie śmieszne. Wiadomo, że zawsze można wyciągnąć z lamusa jakieś zabawne historyjki, ale pytam się, czy to jest powód do radości? Ja wiem, że faceci (z małymi wyjątkami) mają swoje wady, ale mają też i zalety!!! Później zaczęły rozmawiać o jakichś dziwnych sprawach – mejkapy, pedikiury, manikiury, liftingi, botoksy, pilingi. Czułem się hmmmm oszołomiony z lekka. Później przeszły na inne tematy, powiem tylko, że jednym z punktów był… punkt gie. A może z angielska punkt dzi? Ja wiem,  kojarzy mi się… oglądałem w telewizorze taki film, tam była załogo dżi… to pewnie o to chodzi.  Były tak rozbawione, że obawiałem się tylko, że czerwone wino z kieliszków poplami mój materac, no ale na szczęście nic takiego się nie zdarzyło. W końcu poczuły się senne, ze mną spały dwie, Ona i jeszcze jakaś koleżanka. Jestem na tyle szeroki, że nie przeszkadzały sobie. Uffff ale miałem noc, zajrzałem na moment do Jej snu, ale tam był spokój i cisza, więc zakradłem się cichutko do snu tej drugiej. Powiem Ci tylko Stary, że teraz już wiem, że dżi wcale nie wzięło się z głupiego rysunkowego filmiku dla dzieciaków. Sny są jednak baaardzo pouczające. No to na razie,  do zobaczenia przy okazji. Pan Łóżko
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  557 736  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Archiwum

O moim bloogu

Codzienne, no prawie codzienne zapiski z życia, prozą, rymem i obrazem komponowane. Lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej, słonecznie i deszczowo. Kontakt: mgm_dg@wp.pl 

Statystyki

Odwiedziny: 557736

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości